7.02. Jak polscy politycy leczą kompleksy

0
FB_IMG_1764170571438

7 lutego, wpis nr 1394

Zapraszam do wsparcia mego bloga

Wersja audio

Pamiętam kiedyś za czasów studenckich chodziłem do pewnej polonistki, która mieszkała z koleżanką, studentką aktorstwa. Zaprosiła nas kiedyś na sztukę dyplomową gdzie grał jej apsztyfikant. Była to rosyjska komedia NEP-owska pt. „Mandat” Nikołaja Erdmana o czasach komunizmu, dość prześmiewcza, choć grana była wtedy w ciemnej nocy stanu wojennego. Ale różnie to bywało z tą cenzurą studencką, a więc takie rzeczy szły, pewnie po to, by rozładować pokojowo niepokojowe nastroje wśród młodzieży.

Syndrom Gułaczkina

Otóż utkwiła mi w pamięci z tego spektaklu jedna postać, zresztą grana przez kolegę lokatorki mej polonistki – Waldka Obłozę, którego publiczność może dziś znać z serialu „Miodowe lata”, jako kryminalistę Kurskiego. Zagrał on we wspomnianej sztuce dyplomowej brawurowo rolę aspirującego aktywisty komunistycznego. Paweł Siergiejewicz Gułaczkin napisał list do samego Stalina, którego to listu kopię i dowód nadania nosił z dumą w teczce. Otóż sam fakt napisania listu do Stalina nie tylko bechtał jego ego, ale nobilitował go w oczach otoczenia, które pochylało przed nim głowy, jako przed tym, który koresponduje z samym WPL (Wodzem Postępowej Ludzkości). Oczywiście Stalin o tym ani wiedział, ani myślał, ale to nie miało nic do rzeczy. Oto samowolny akt robaczka na drabinie społecznej już zbliżał go (w ocenie postrachanego otoczenia) do absolutu.

Dlaczego mi się to przypomniało? Ano dlatego, że widzę przykłady takiej techniki socjologicznej wszędzie dookoła. Chodzi o to, że narrację polityczną coraz częściej buduje się na tym, że osobnik o niskiej pozycji społecznej lub z dna ujemnego prestiżu podwyższa sztucznie swój status atakując kogoś znacznie wyżej, co ma go z nim zrównywać w pozornym dyskursie. W ten sposób, na zasadzie naczyń połączonych, obniża to pozycję osoby o kiedyś wysokim statusie. Jest to dyskryminacja pozytywna, powstaje z tego parę elementów, np. panświnizm, kiedy atakujący robi to w sposób niecny i podły, ale to paprze w błocie atakowanego na takimż to poziomie, że wszyscy, panie, jesteśmy świniami.

Gułaczkin pośredniczący, czyli Palikoty

Mamy tu dwa typy – pośredni i bezpośredni. W przypadku pośredniego mamy tu zasłonę w postaci pośrednika, którego wystawia jako harcownika ktoś wyższy. Taka była rola i Palikota, i Niesiołowskiego. Ci wykonywali numer polegający na chamskim atakowaniu przeciwnika, które sprowadzało go do błota pańśwnizmu – w tym wypadku Lecha Kaczyńskiego, ale uwaga: dopiero po jego śmierci, zaś główny macher tego procederu, Tusk, miał czyste rączki z tyłu i wychodził tylko na takiego, co ma przecież pewien umiar, ale co poradzisz, że jego inni koledzy byli wyrywni. Mało tego, od czasu do czasu wychodził Tusk i karcił jak dobry tato swoich swawolników. W ten sposób odbywał się spektakl, ale w wypadku kiedy czara chamstwa się przelewała, zawsze był w zapasie tonizujący Donek.

Przykład ataków na Lecha Kaczyńskiego jest tu bardzo miarodajny, jeśli mówimy o taktyce pośredniczenia w tym procederze. Taki Palikot, czy Niesiołowski (ten do czasu afery rozporkowej) to się na tym wybudowali. To ku nim odwracali tęskne oczy amatorzy podostrzenia narracji wobec przeciwników politycznych, narracji która przekraczała granice dyskursu w obszary dewastacyjne. Ta dwójka bulterierków zaatakowała Lecha Kaczyńskiego po jego śmierci, jednocześnie wyzywając PiS od… tańczących na grobach smoleńskich. To był ważny etap w procesie sprowadzania dyskusji w końcu o polityce do inwektyw i reakcji publiki na zasadzie pasa Pawłowa, kiedy po dzwonku szyderstw dyżurnych prowokatorów z pysków ochotnych odbiorców wydzielała się automatycznie ślina wzmacnianych obelg.

System był kompletnie sterowany i nastawiony na powielanie przez ochotnych, którzy brali te świństwa za własne poglądy, dodając tylko jakieś didaskalia. Na czym polegał ten właściwy taniec na grobie Lecha Kaczyńskiego? No, to jasne – jego rola w polityce skończyła się w smoleńskim błocie, nie była to więc zemsta zza grobu. Chodziło o atak na jego brata, bo tylko on, Jarosław, ostał się w polskiej polityce. A najłatwiej było go sprowokować uderzając w jego zmarłego brata. Jarosław jest dość odporny na ataki, z jednym wyjątkiem – ataków na swego nieżyjącego brata. I tu każda akcja, można było być pewnym, będzie wywoływała reakcję.

Tak, do takich robótek byli najmowani cyngle. Ale oni się nie brali z powietrza – byli to ludzie, którzy dostawali mandat od wyborców, a więc ktoś z suwerenów lubi takie zabawy. I mamy takie wyrywne i wzmożone zinstytucjonalizowane chamstwo. Jak się wchodzi po tych edukacyjnych harcach na niektóre profile, czyta jakieś komentarze, to staje przed oczami katastroficzny stan morales sporej części narodu. Same złe emocje, wdrukowane kalki, ustalone aksjomaty, których nie trzeba tłumaczyć, gdyż po milionie powtórzeń stają się już pewnikami. Zero argumentów, stado szczeka na rozkaz: ideał tresera psów trenowanych do walk na ringu polityki.

Gułaczkin bezpośredni, czyli Radki, Czarzaste i Jachiry

Teraz też tak mamy, z tym, że zwiększa się element bezpośredni – coraz mniej pośredników w tym pluciu inwestycyjnym. Na górze – wiadomo stoi Tusk, ale zaangażowanie polityków i ich rachuby wskazują na wiele spontanicznych działań. Mamy tu dwa przypadki, w jednym rządzi gargantuiczne ego zanurzone w przeciwieństwo ambicji i kompleksów (tak, mówię tu o Radosławie Sikorskim) oraz własne rachuby na wyniesienie postaci poprzez atakowanie osoby o poziomy wyżej niż atakujący – tu mówimy o marszałku Czarzastym. Zacznijmy od Radka.

Od samego początku, czyli u przegranych przez Trzaskowskiego wyborów, zaczął się frontalny atak na Nawrockiego. Tak wyszło chłopakom z narad, zresztą nic innego im nie wychodziło, bo oni znają tylko jedną grę – na eskalację podziału. Najpierw odbyła się perypetia pompowania jakichś zmyślonych nadziei wobec nowego prezydenta, by było się od czego odbić, żeby wywołać efekt zdrady nadziei i zawodu. Ponieważ prezydent zamieszany jest w sposób konstytucyjnie niejasny w politykę zagraniczną na tym froncie wystąpił Sikorski. Zaczęło się od kompetencyjnych sporów kto tu rządzi, rząd czy prezydent, potem przeszło to na merytorykę. Ponieważ dyplomacja III RP to jej najsłabsza materia, osobna sprawa do rozwinięcia dlaczego tak jest, to za rządów Tuska Drugiego, jest to już tragedia szekspirowska, gdzie giną główne postaci. I mamy tu dwa w jednym – efekt atakowania prezydenta by się prestiżowo podbudować i efekt drugi – poprzez zaczepki przykryć mizerię swoich poczynań. Pokłóceni ze wszystkimi, przez wszystkich marginalizowani będziemy więc pisać szydery na twitterze, lud – ten hieńczo wyrywny, dzieci posmoleńskiego hejtu   – będzie się jarał, zaś nasza pozycja w czasach formowania się nowego ładu światowego będzie wypadkową wyłącznie cudzych decyzji. Za to nosy i lica będą płonąć, rozgrzane emocjami jak to jeden drugiemu fajnie przygadał – ot, takie złośliwostki w kolejce na szafot.

Radek, skoro robi w dyplomacji postanowił się podwindować też i na zagranicznych ofiarach i to nietuzinkowych. Słynne są jego ataki na najbogatszego człowieka świata Elona Muska, który wyraźnie poparł Trumpa. Tu mamy właśnie do czynienia z efektem Gułaczkina: Sikorski nosi bowiem w teczce napisane przez siebie twitty do Muska, gdzie w dodatku szura do gościa, ba – ten nawet od czasu do czasu odpowiada mu. Okazuje się, że dosadnie i bez szczypania się. Wychodzi z tego coś potwornego dla Polski, bo minister zamiast prowadzić politykę, w tym utrzymywać jakieś relacje z USA, gdzie Musk jest dość ważną postacią – wyrywa się z osobistymi przytykami, za co jest karcony przez Muska w sposób jakby pan karcił psiarczyka co się rozzuchwalił. Cierpi na tym wizerunek kraju, który do międzynarodowych stosunkach w ramach magii demokracji przedstawicielskiej wystawił atencjusza, co pyskuje jak byle troll: efekt szatańskiego połączenia kompleksów i ambicji rozdmuchanego ego.

Dlaczego zaliczam tu ministra do pozornych pośredników? Ano widać, że akurat tu to się pan Sikorski w zupełności spełnia i robiłby te głupoty i bez polecenia Tuska. To jest jego żywioł, a więc powinien raczej siedzieć w jakiejś farmie trolli, a nie dowodzić nawą polskiej dyplomacji. Inni mu wtórujący politycy płacą naszymi pieniędzy za wynajmowanie złośliwców, pod którymi tekstami się podpisują, ale w przypadku Radka możemy być pewni – robi to sam, no, może trochę przy inspiracji króla trolli – Giertycha.

Nie zapominajmy o koniach

Giertych – ta postać to też ewenement, jest to bowiem troll progresywny, który swymi ofensywami wydaje się nawet zaskakiwać… Tuska. Tak było na pewno w przypadku akcji dotyczącej ponownego przeliczenia głosów. Widać było, że ten wątek, grzany przez Giertycha, zaskoczył Tuska, bo ktoś go tu przebijał z ofensywną narracją w czasie powyborczej smuty, nawet zaczęto przebąkiwać o premierze ciamciaramci i mecenasie-koniu, który nie pęka i zawsze nas poprowadzi do ataku na szable wzmożenia, choćby i na czołgi logiki. Zresztą okazało się, że instynkt Tuska tu nie zawiódł, gdyż wątek ponownego liczenia głosów okazał się już tak absurdalny, że pozostał już w pojedynczych zwojach najwyrywniejszych mikrocefali. Ale cień Giertycha wciąż wisi nad Tuskiem, bo wygląda mecenas raczej na inicjatora, niż pośrednika najętego do wydumanej gdzie indziej narracji. A tacy są niebezpieczni, bo mogą być samodzielni i to w tak ważnej (jedynej?) domenie Tuska, jaką jest narracja.

Inna sprawa to marszałek Czarzasty. Ten, kiedy objął schedę po Hołowni, zdecydował, że swoją tożsamość, a właściwie słabą rozpoznawalność będzie podbudowywał na atakach na prezydenta. Tu akurat jego ambicje i strategia Tuska grania na podział poprzez atak na Nawrockiego – pokrywają się. Ale Czarzasty robi to w rachubie na własne korzyści. Nikt tam nie za bardzo wie kto on zacz, ale jak poluje na prezydenta „z innych pozycji”, to raz, że wzmocni lojalność Lewicy wobec koalicji, co jest ważną inwestycją na przyszłe wybory, ale i pokaże wyborcom Tuska, że Lewica gra w jednej drużynie. Teraz jeszcze Czarzasty jako marszałek Sejmu dołożył prezydentowi Trumpowi dość bezceremonialnie odmawiając mu poparcia w staraniach o pokojową nagrodę Nobla, za co został sprowadzony do bezpośredniego konfliktu z amerykańskim ambasadorem i wypowiedzenia mu przez Amerykanów współpracy. Czyli jak zwykle – granie dyplomacją w wojence wewnętrznej i zewnętrzne straty w efekcie.

Oczywiście nie mówię tu o napastnikach w formatach performerskich, czyli o Jachirach czy Senyszynach, czy tym pośle od naleśników, ze znajomości nazwiska którego zwolniła mnie łaskawie pamięć. Jest to zgraja paputczyków, która gra o rozpoznawalność na niższym poziomie eskalując i tak już denny przekaz mainstreamu. To dzięki nim ta denność mainstreamu ląduje w zrównoważonym (sic!) centrum, oswajając nas z tym bagnem, skoro – jak widać – może być gorzej. Ale znowu – ktoś na to głosuje. Głosuje na polityków, którzy wyłącznie zajmują się narracyjnym hejtem, zdobywają rozpoznawalność na kompletnym chamstwie, które swoją natarczywością zatruwa kolejne umysły i dusze wyborców. Poziom dyskursu politycznego zjeżdża korkociągiem w dół, same hasła, pokrzykiwania, warkot – w telewizji drą ryja jedni na drugich, nie słychać co mówią (a może to i lepiej?), nad tym wszystkim zaś czuwa redaktor prowadzący – zawodowy szczwacz, kolejne dziecko tych wszystkich arcykapłanów (arcykapłanek – fakt, królują tu babeczki…) nowego rodzaju przekazu polegającym na wywoływaniu wszechobecnego zgiełku.

Czy Nawrocki wie?

Co ciekawe celownik mainstreamu przesunął się z Kaczyńskiego na Nawrockiego. Ja mówiłem wiele razy, że kiedyś Agora jeszcze zatęskni za inteligencikiem z Żoliborza. Mainstream wydaje się lokować źródło swych zagrożeń w Nawrockim. Prezydent jest w tych środowiskach uważany za największe niebezpieczeństwo, gdyż to on może – nie Kaczyński, co już widać – być centrum zjednoczenia prawicy, gdyż PiS nie umie w koalicję. Ciekawe tylko czy prezydent Nawrocki wie, że ma taki potencjał? Bo na razie ani my, ani może on sam chyba o tym nie wie…   

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

About Author

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *