20.12. Pompowanie Brauna

4
toto brrrrr

20 grudnia, wpis nr 1386

Zapraszam do wsparcia mego bloga

Wersja audio

No, stety-niestety, będzie znowu o Braunie. Wszyscy o tym gadają, zaś ostatnie badania wskazały sensację, gdyż Korona wspięła się na podium. Odbyła się w sondażach mijanka z Konfederacją i wszyscy zaczęli się rzucać na ten fenomen jak pies (ten bezłańcuchowy) na kość. Powody tego zjawiska omawiałem wstępnie w zeszłym tygodniu, ale warto tu dodać pewne generalia, zanim przejdziemy do meritum tego tekstu.

Czemu rośnie?

Braunowi rośnie, bo lud jest wkurzony. Dał temu wyraz w wyborach na Nawrockiego, ale wyraźnie obecna klasa polityczna nie rozumie, albo nie chce rozumieć, wysłanego sygnału. A jest on prosty – naród jest zmęczony w 35-letnią grę w dupaka. Polsce nie idzie zaś naprzemienne zwalanie winy pomiędzy plemionami przestaje już angażować nawet emocje. Zostają już tylko ultrasi, którzy mają tę cechę, że wraz ze spadkiem ich liczebności narasta ich hałaśliwość. I tej hałastrze media – obu plemion – podtykają mikrofony i kamery, by ludowi wydawało się, że to wszystko naprawdę. Ale lud to coraz mniej kupuje i skoro chce wyjść z plemienności, to idzie poza system. A antysystem obecnie uosabia Braun.

Czemu za antysytem nie uchodzi Konfederacja Mentzena i Bosaka? To ciekawa sprawa. W sumie nadają równo na POPiS i powinni być traktowani jako antysystemowcy, a nie są. Pierwszym powodem istnienia tej sprzeczności jest to, że Konfederaci jednak traktowani są przez antysystemowych ultrasów jako część systemu. Z ich obecności w Sejmie niewiele wynika, mało inicjatyw, zresztą system dobrze pilnuje, by się nie wychylali. Po drugie – marszałek Bosak, mimo, że stanowisko daje mu lepszy wjazd do mediów, jest traktowany jako część systemu. W końcu trudno, chyba, że jest się (S)Hołownią, zabłysnąć czymś szczególnym w trakcie prowadzenia proceduralnie nudnych obrad. Bosak więc dla ludu współprowadzi cały ten kompromitujący spektakl. Trzecia rzecz, to ewidentny zastój w tej formacji, gdyż wydaje się, że żywioł narodowy i liberalny coraz gorzej się mieści w formule Konfederacji, zaś chłód pomiędzy jej dwoma liderami, mimo, że ukrywany, wali po nogach widzów.

W dodatku – i tu chyba jest sedno sprawy – w niektórych rzeczach Konfederacja wyraźnie romansuje z systemem. Jest antypopisowa, ale nie bardzo widać, żeby chciała zmieniać system, mimo kompletnie pomylonego timingu przewracania jakichś stolików. Widać to choćby przy kwestii stosunku do Unii – tu króluje obawa przed sondażami, bo to większość wyborców niby chce przy Unii stać i Konfederacja musi dokonywać jakichś piruetów, że w Unii to może bądźmy, tylko ją zreformujmy. A to postulat, którym szermuje ciągle mainstream, a więc Konfederacja śpiewa dla ludu w mainstremowym chórze.

Braun tu jest prosty i jednoznaczny, jak żołnierska piosenka: gra na wrażliwych strunach, jest łatwy do zapamiętania, zaś zbiera rosnące towarzystwo, które nawidziało się tych reform i Polski, i Unii od cholery, na tyle, że postulat, tym razem Cejrowskiego „wszyscy won!”, staje się coraz bardziej popularny. W ten sposób ponad 20-procentowy elektorat zwolenników wyjścia z Unii zostaje sierotą do wzięcia. Zwłaszcza, że badania wskazują stały wzrost przeciwników wśród, przodujących do tej pory w poparciu Unii, Polaków. Zaś bardziej szczegółowe badania potwierdzają, że Polaków deklaracja pozostania w Unii jest bardzo ogólnikowa – rodacy chcą być w Unii, ale co do podstawowych przejawów jej działania są już podzieleni pół na pół. Dochodzi do nas powoli spis „niepożądanych odczynów pounijnych”, do tej pory zwalanych przez plemiona na siebie, bo każde bało się wskazać właściwe źródło polskich patologii, gdyż każde z plemion je akceptowało, bo źle przeczytało wyniki badań popularności Unii. Skoro Polacy tak byli zakochani w Unii, to bano się ich wybudzać z tego snu, bo nikt tego nie lubi. Braun nie musi się tak certolić, bo coraz więcej ludu widzi, że ta Unia to żadne tam mecyje.

Z nieba do piekła – instrukcja

Ale dość o analizie tego wspomnianego fenomenu. Nie po to zebrałem tu Państwa, by dołączyć się do chóru egzegetów przyczyn wzrostu poparcia Brauna. Chodzi o coś innego, wydaje się, że ważniejszego. Jestem więcej niż pewien, że ta obiektywna kwestia wzrostu poparcia Brauna jest w dużym stopniu… sterowana. Jeszcze raz – ten wzrost ma swoje obiektywne przyczyny, ale może być – zaraz wykażę jak – przedmiotem manipulacji, zarówno co do tempa tej dynamiki, jak i jej timingu. Posłużę się przykładem, by wytłumaczyć bardzo prawdopodobny scenariusz poprzez analogię.

Mamy rok 2023, bardzo ważnych – jak każde w III RP – wyborów parlamentarnych. Konfederacji, wtedy jeszcze nie podzielonej, rośnie jak na drożdżach. Tak jak dzisiaj różnie egzegeci tłumaczą ten fenomen, coś tak jak dzisiaj z Braunem. W niektórych sondażach Konfa dobija do 15%, „chłopaki w krótkich spodenkach” podobno już po piwie (niekoniecznie z Mentzenem) obsadzają swoimi osobami przyszłe frukty stanowiskowe, są obrotowi, pójdą pewnie z PiS-em, ale ich pozycja negocjacyjna „języczka u wagi” polepsza się. Lud szykuje się do koalicji z PiS-em, uradowany, że pycha jednowładztwa partii Kaczyńskiego wreszcie zacznie być mitygowana. Sondaże szaleją, w mainstreamie o tym prawie codziennie. No, idzie jak po maśle, tylko, że nawet autorzy tego sukcesu nie są w stanie zidentyfikować źródła swego wzrostu. Są więc beneficjentami procesu spoza swej kontroli. Kto więc ten proces stymuluje?

Moim zdaniem zarządza tym mainstream. Ten po prostu podwyższał konia, z którego – sam przecież, sondażami – miał zaraz zrzucić na ziemię politycznego nuworysza. I chodziło o to, żeby ten koń był jak największy, by jak najwięcej bolało przy upadku. I chodziło o timing, żeby to zrobić akurat wtedy jak trzeba. Nie za wcześnie, bo się jeszcze nie daj Boże zdążą odbudować, i nie za późno, bo jeszcze ten pompowany wzrost zostanie odebrany przez lud wyborczy jako prawda i zagłosuje się na Konfederacji bez dyżurnej obawy „zmarnowania głosu”. I tak zrobiono.

Do tego potrzebny jest moment zwrotny, też wyprodukowany przez mainstream. Tym momentem stały się bajania Korwina o lekkiej pedofili, czy jak to tam teraz można nazwać. Korwin dostarcza w ramach swego „protokołu” takich kwiatków na zawołanie, a jak nie dostarczy, to się zawsze mu coś wyciągnie z kontrowersyjnej przeszłości. I jak media – zobaczcie, to one decydują kiedy włączyć taki proces – odtrąbią do odwrotu robi się akcję. W każdym medium o tym strasznym Korwinie, afera przykrywa wszelkie strategie i programy, liderzy muszą się tłumaczyć co autor miał na myśli, Konfederacja odprawia pokuty, pojawiają się pierwsze sygnały z badań, że Konfederacji spada i zaczyna się tak zwany „trynd”. Jest jak z rynkiem akcji, pojawia się panika, że wartość akcji Konfederacji spada, trzeba swe walory przenieść do kogoś innego i mamy owczy pęd do utraty poparcia. Potem się to wzmocni, pokazując choćby wypowiedzi drugiej strony liderów Konfederacji, że np. ta Unia to nie taka znowu zła, zaś z tym kompromisem aborcyjnym to trzeba odpuścić w liberalną stronę. I tak w 3 tygodnie zjeżdża się z 15 na 7 procent. Był to proces kompletnie sterowany, na który Konfederacja mogła się tylko popatrzeć z boku.

Analogie

Moim zdaniem ten proces grozi obecnie Braunowi. Jeszcze raz – ma on obiektywne źródła wzrostu, ale moim zdaniem proces ten jest do wysterowania z zewnątrz i już się on zaczął. Dlaczego tak wcześnie? Do wyborów jeszcze daleko (a może wcale nie?) i przez dwa lata może (może? musi!) się wiele wydarzyć. Moim zdaniem sztuczne pompowanie Brauna ma rozpocząć proces dezintegracji PiS-u, bo to od niego do Brauna uciekają wyborcy. A to początkuje kryzys w partii Kaczyńskiego (zresztą już odpalony przez Morawieckiego) i tu timing jest dobry. Takie procesy jak rozpad partii nie dzieją się tuż przed wyborami, to musi dojrzeć i tak ze dwa lata przed wyborami włożenie Brauna w szprychy PiS-u daje czas na rozpoczęcie procesu może i rozpadu PiS, a co najmniej pojawienia się ruchów odśrodkowych. D’Hondt zrobi swoje, bo ta sama liczba wyborców – nawet gdyby to się odbyło bez strat – w jednej paczce i ta sama liczba wyborców w dwóch paczkach daje tej pierwszej o wiele więcej mandatów, na tyle „wiele”, że może to być decydujące o uzyskaniu większości. A więc pompowanie Brauna jest dobrze skorelowane w czasie. Ten wynik można w dowolnej chwili zacząć odwracać dętymi sondażami. A chwila wzrostu jest dobrze dobrana, bo jest wycelowana w PiS, jeszcze nie w podwyższanie Braunowi konia, by się bardziej potłukł spadając. Na niego jeszcze przyjdzie czas, bo jest trzeci w kolejce.

Jak to się odbędzie? To proste raczej. Będzie się tam w międzyczasie wachlowało jego wynikami, o tak, żeby namieszać w PiS-ie, kiedy się tam już porozwala, to – po Konfederacji Mentzena – trzeba się będzie zabrać za samego Brauna. O dziwo wariant z delegalizacją Korony jest technicznie bardzo prawdopodobny. Trybunał Konstytucyjny, który może podjąć taką decyzję jest (jeszcze) w rękach PiS. Tyle, że nie wiadomo, czy delegalizacja Korony, przy takich jej wynikach, nie byłaby na rękę… PiS-owi. Jest jeszcze wersja z posadzeniem do ciupy lidera Korony. To – moim zdaniem – dawałoby plusy dodatnie Braunowi, jego popularność, jako ofiary systemu znacznie by wzrosła, ale – co prawdopodobne – w ramach wyroku, jak w przypadku Le Pen, bardziej dotkliwe byłoby zrealizowanie właściwego celu, czyli pozbawienie go legalnej możliwości startu w wyborach. Ale, żeby zarządzać Koroną w przyszłym Sejmie Braun nie musiałby być wcale posłem.

Drugi wariant, delegalizacji partii, byłby bardziej bolesny, gdyż zniknąłby legalny podmiot startujący do Sejmu.  Byłby to więc kłopot, ale może już gdzieś w sądzie leży zarejestrowany polityczny zamiennik partii Korony i łatwo to będzie przełączyć? A więc moim zdaniem pójdzie to bardziej „po staremu”. Będzie się tak tego Brauna trzymało sondażami na poziomie progu wyborczego, mobilizowało tym faktem frekwencyjne zaangażowanie lewactwa ratującego kraj przed faszyzmem. Ostatnie badania OGB, grupy badawczej, która w wyborach na Nawrockiego obiektywnie pokazywała sondaże, zaś po nich – nie przyjęta przez PiS – wyraźnie, nawet w deklaracjach jej szefa, zapisała się do stajni Tuska, otóż te sondaże, z mijaniem się Korony z Konfederacją, uważam właśnie za taki sterowany proces. Ma być zamieszanie nie tylko w PiS-ie, ale rozliczanie za ten stan u Menztena. Bo druga w kolejności walenia Braunem jest Konfederacja. Nagłaśnianie mijanki Brauna z Mentzenem może wprowadzić zamęt w stajni tego drugiego. A tu łatwo o rozbicie potencjału Konfederacji. Wystarczy tylko grać na, skrywany dotąd, podział Mentzen-Bosak. Tak, by np. Konfederacja się rozpadła na narodowców, którzy dołączą do Brauna i Mentzenów, którym blisko do liberalnego skrzydła Koalicji. Bo wtedy dylematy obecne zostaną skasowane, zaś jeśli narodowcy mieliby przejść z Konfederacji do Brauna, to Koronę będzie można wyłączyć opisywanym tu sposobem, jak w 2023 roku. Wszystkie prawicowe jajka znajdą się w jednym koszyku, na jednej rączce, którą można przeciąć dowolną prowokacją, tak jak w 2023 na 3 tygodnie przed wyborami.

Trzeci w kolejce

Na samego Brauna przyjdzie czas – ten jest w trzeciej kolejności. Tu sygnałem nadanym do odwrotu poparcia będzie jakaś afera z jakimś wzmożonym tematem. A u Brauna może to być wszystko: Braci Kamraci, zdjęcie z ruskim szpiegiem – coś się wymyśli. Z Żydami to już nie, bo tu, mimo grzania tematu po bandzie, raczej ten obszar imputowanego antysemityzmu przysparza Braunowi popularki. Izrael stara się jak może zniechęcić Polaków do siebie, ale tak to jest z butą – niepokarana panoszy się i narasta, wymagając coraz większych hołdów. Ale – jeszcze raz przypomnę – wyborca za kotarką jest człowiekiem wolnym, przynajmniej od strachu, i może zrobić wiele, nawet na złość.

Najgorsze, że wskazany proces jest procesem z małą możliwością działań zapobiegawczych. Kto by nie brał dobrych wyników popularności? Ale powtórzmy: jest to proces zewnętrzny w stosunku do podmiotu mu poddanego. Co więc robić? Jestem pewien, że Braun będzie ten moment chciał wykorzystać i tę pompowaną część jego wzrostu przerobić na wzrost realny – zamienić ten fałszywy pieniądz na prawdziwy, pokrywając go kruszcem sprzeciwu, który sam system dostarcza mu codziennie. Patrzmy się więc krytycznie na te wzrosty, niech akolici Korony nie popadają w samozachwyt. Każdy kto nie zna wszystkich powodów swojej popularności, nie wie komu ją zawdzięcza, może się więc stać przedmiotem manipulacji, gdyż taką popularkę można włączać i wyłączać, nie ma się bowiem dostępu do tego potencjometru.

Jak zwykle sprawa jest prosta – trzeba ciężko pracować i nie dać się nabrać na powtarzalne procesy, które są filarami III RP. Sprawy są już bardziej złożone. Kiedyś, za starych (czy dobrych?) czasów wystarczyło tylko podpompować naszych dwa tygodnie przed wyborami. Teraz trzeba czasem taktycznie podpompować nawet i naszych wrogów, by tych, jak zrobią już swoje strącić do piekła obawy przed „utraconym głosem”.  

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

                 

About Author

4 thoughts on “20.12. Pompowanie Brauna

  1. Dobra analiza, ale w sumie to poszczególnych drzew, szczegółów technicznych, nie lasu.

    System od zarania stosuje tę samą zagrywkę, a lud niezmiennie daje się nabierać w kółko na ten sam numer. Kiedy ludzie (mimo medialnej nawały) mają dość Systemu (bo np. zaglądają do własnych portfeli i widzą pustkę, wbrew zapewnieniom że rośnie, albo chociażby próbują pójść do lekarza), ten tworzy antysystem pozorny, żeby elektorat nie zagłosował na prawdziwy (a przynajmniej nie zagłosował w stopniu pozwalającym mu na zmianę Systemu i Konstytucji – i jak dotąd zawsze znajdowało się dostateczną liczbę naiwnych na realizację tego „planu minimum”).

    Zaczął chyba urban, „pompując” Mikkego (jako ówczesny szef Radiokomitetu otworzył mu szeroko drzwi do jedynej wówczas telewizji, aby swymi liberalnymi bajaniami odciągnął ludzi od idei solidarności, tej pisanej zarówno z dużej, jak i z małej litery). Mikke potem „wymyślił” ustawę antylustracyjną, czym w praktyce rozwalił rząd Olszewskiego (jedyną realną siłę niepodległościową wówczas), zmuszając go do zajęcia się sprawą, na którą ludzie ogarnięci ideą naprawy Rzeczpospolitej nie mieli czasu ani ochoty. To był po prostu sygnał od rosyjskich towarzyszy do polskich: „jeżeli nie skończycie z tym rządem usiłującym wciągnąć Polskę do NATO i likwidującym rosyjskie strefy wpływu w Polsce, to spowodujemy, że ten rząd skończy z wami”. Taka szpila w zadek: „skończcie z nimi, we własnym interesie”. Korwin zasłynął potem tym, że ile razy ludzie w jego partii byli o krok od zrobienia czegoś pożytecznego dla Polski, to wyskakiwał z jakimś wygłupem powodującym skokowy spadek popularności (aż mieli go dość i wyrzucili swego lidera, co w polskim systemie państwa z kartonu oznaczało nieuchronny zanik partii), a ostatnio peanami na temat Putina w krytycznych dlań momentach (kiedy rosyjskiemu przywódcy zależało jeszcze na opinii Zachodu).

    Następna była Platforma, która u zarania, jak niektórzy zapewne jeszcze pamiętają, była ostro antysystemowa, prawicowa, patriotyczna i prolustracyjna (dokładnie odwrotnie jak – niemal – do teraz). Pivotu dokonała dopiero po wyborach, kiedy już uniemożliwiła PiSowi realne rządzenie i reformę kartonowego PRL-u bis na IV Rzeczpospolitą (zaciekle wyszydzaną potem przez tryumfujący postkomunistyczno-„liberalny” mainstream). Napisałem „niemal” do teraz, bo obecnie jest wyraźnie na początku kolejnego przedwyborczego piruetu. A wyborcom Platformy wydawało się kiedyś że głosują po prostu na bardziej elegancką (czytaj: nie obrzydzaną przez media) połowę PO-Pisu… Kiedyś, bo to, do czego doprowadzono ich dzisiaj kuroniowską metodą „powolnego zawracania stada” lepiej pominąć milczeniem.

    O Lepperze, przywódcy kolejnej „partii niezadowolonych” (ale na początku przynajmniej w krytycznych momentach głosującej w obronie Systemu), jednym z wielu politycznych samorodków wyrosłych na protestach przeciw niszczącej rolników pułapce kredytowej, którego, jako jedynego, „niewidzialne ręka” napompowała m.in. słynnymi scenami „aresztowań” (z kajdankami zdejmowanymi zaraz po wyłączeniu kamer), który miał być bronią przeciw Kaczyńskiemu, a którą Kaczyński zdołał wykorzystać we własnym interesie (oczyszczając przy okazji Sejm ze zwiększającego „kartonowość” państwa toksycznego „folkloru”), za co zresztą Lepper zapłacił najwyższą cenę, nie warto chyba nawet wspominać. Tym bardziej o „udał się nam” Palikocie.

    Dzisiaj, w odwiecznym numerze na jaki nieodmiennie dają się nabierać Polacy, rolę „antysystemowej opozycji” ma pełnić Konfederacja (która od początku zapowiadała niewchodzenie w żadne koalicje – co gwarantuje utrzymanie kartonowego status quo i niezdolność jakiegokolwiek rządu do (anty)systemowej reformy państwa, która byłaby zagładą dla przeżerających go od środka pookrągłostołowych oligarchicznych układów. A po pozbyciu się przez Konfę najbardziej kompromitujących ją złogów (bo wewnątrz najwyraźniej trwają walki frakcyjne między architektami tego systemu i coraz bardziej świadomymi ludźmi, nie chcącymi być kolejną generacją „pożytecznych idiotów” w kolejnej „partii protestu”), taką rolę pełni także Braun (który zresztą pojawił się jako oddzielny polityczny byt dziwnym trafem akurat wtedy, kiedy Konfederacja coraz wyraźniej przestawała już uchodzić w oczach ludzi za „antysystem”, czyli wszystko nadal pod kontrolą).

    To są przecież gry operacyjne znane już od czasów carskiej ochrany, wielokrotnie przetrenowane i udoskonalane (bo przejęte potem przez NKWD, SB i PRL-bis), kontrolującej wówczas (a nawet tworzącej!) antycarską opozycję. Która z kolei nie zwyciężyłaby nigdy, gdyby nie pomoc z zewnątrz – wówczas w przedrewolucyjnej Rosji niemiecka, dzisiaj (ewentualnie) w Polsce – wręcz przeciwnie.

    Braun jest w pewnym sensie jak Mikke – uderza celnie w niedoskonałości Systemu. Wykorzystuje fakt, że ludzie łakną takiej krytyki jak kania dżdżu: „wreszcie ktoś to powiedział”. A spróbujcie wytłumaczyć spragnionemu na pustyni, że podsuwana mu butelka wody, cudowne ocalenie, jest zatruta – będzie wypierał z całych sił. Tak samo zwolennicy Brauna za nic nie przyznają, że ich cudowny lek na śmiertelnie chorą rzeczywistość to też ściema (zachwalające go ruskie trolle tym bardziej). A wystarczy pomyśleć – System nie przetrwałby tak długo, gdyby nie wykształcił zdolności tworzenia surogatu opozycji, zanim nie pojawi się naturalna odpowiedź na patologie Systemu. Wypełnia próżnię zanim ktoś ją zajmie, sam odpowiada na wytworzone swoim działaniem zapotrzebowanie społeczne zamiast czekać biernie, aż zrobi to ktoś inny. Wystarczy też spojrzeć na realne skutki działalności Brauna – wbrew medialnym pozorom zawsze skrajnie niekorzystne dla Rzeczypospolitej i naszej racji stanu. Usiłuje stworzyć na Zachodzie propagandowy obraz Polski skrajnie antysemickiej, nie będącej częścią cywilizacji Zachodu, tylko wschodnią dziczą, za którą nie warto umierać, gdy Rosja upomni się „o swoje”. Co jest skrajnie niebezpieczne dla Polski i niezbyt eksponowane Polakom w mediach. To zresztą też nie pierwszy raz – przykładem prowokacja kielecka przed krwawo sfałszowanymi wyborami legitymującymi władzę komunistów w Polsce po 1945 roku (co Zachód wówczas chętnie łyknął), czy – jeszcze wcześniej – domniemany pogrom we Lwowie po IWŚ podczas „Pierwszej zdrady Zachodu” (tytuł książki prof. A. Nowaka), tylko wtedy Polacy zrobili Cud nad Wisłą i obronili się sami, wbrew Zachodowi „dogadanemu” w tej sprawie z Rosją. Szczegółów stawiania krzyży na oświęcimskim żwirowisku na pół roku przed naszym wstąpieniem do NATO już nie będę przypominał… bo na szczęście wówczas nic z tego nie wynikło, akurat wtedy Zachód nie był zainteresowany w tym, aby uwierzyć w tę bajkę.

    Braun nie jest pierwszy, a kto nie chce chce znać historii, ten jest skazany na jej repetowanie, że przypomnę znany cytat. Nieprzypadkowo nasza proniemiecka władza go pompuje (waląc w niego). I nieprzypadkowo Kaczyński mówi, że działanie Brauna uderza w polską rację stanu (to nie jest jedynie takie „polityczne gadanie”, tylko prawda).

    A teraz proponuję przeczytać jeszcze raz pod tym kątem powyższy felieton Jerzego Karwelisa.

  2. Nie wiadomo, co takie różne aj-aje, banderowskie trole, łykacze aktualnie obowiązujacej propagandy lewicy i łże-prawicy robią na stronach prawicowych. Przecież mogą komentować na różnych interiach, gaz-wybach, onetach, republikach itp. Czyż nie?

  3. Każdy kto jest przeciw Braunu naszem kochanemu musi być od razu „łykaczem lewicowej propagandy”? Ja przecież właśnie ostrzegam przed takimi czarno-białymi wizjami świata, bo wyznawcy uproszczonych schematów stanowią idealny materiał do obróbki przez inteligentnego przeciwnika. Jeżeli ktoś (w końcu!) uderza w hodowane pieczołowicie przez liberolewicę patologie, to nie stawia go automatycznie po Jasnej Stronie Mocy (Czerwoni swojego czasu nie takie montaże uskuteczniali). Naprawdę warto uczyć się historii, żeby jej nie repetować w szkole życia (parę przykładów podałem powyżej). Ile razy świat chciał wyciąć Polakom grubsze świństwo, zawsze usiłował wpędzić ich w antysemickie schematy. Od tego się zaczynało.

    To po której stronie ktoś stoi najlepiej można poznać po skutkach jego działania, nie po słowach. „Po owocach ich poznacie” mówi Pismo…

    Chyba po raz kolejny już przytoczę obszerne fragmenty (sorry za długość, ale ważne) artykułu o słynnym wyrywaniu mikrofonów, bo to bardzo charakterystyczne wydarzenie (wobec wielu to będzie i tak grochem o ścianę, wiem… nawet bez nieuniknionego wzmacniania ich postaw przez trolle).

    „Niemiecka gra wokół sprawstwa Holokaustu

    Wizja zrzucenia przez Niemców winy za Holokaust na Polaków wydawała się absurdalna, ale na naszych oczach się spełnia. Są za to odpowiedzialne konkretne instytucje, konkretni ludzie i oczywiście konkretne państwo – nasz zachodni sąsiad.

    Jakub Augustyn Maciejewski, Tygodnik „Sieci”, nr 23/2023 (5 czerwca)

    Już samo wydarzenie było skandalem. Niemiecki Instytut Historyczny zorganizował w Warszawie wykład prof. Jana Grabowskiego – którego prace ze względu na naginanie źródeł pod swoje tezy budzą kontrowersje – o tendencyjnym tytule „Polski (narastający) problem z historią Holokaustu”. Jest to obrona przez atak – grono badaczy, skupionych wokół Centrum Badań nad Zagładą Żydów w Polskiej Akademii Nauk jest oskarżona o poważne nadużycia historyczne. Autorzy próbują wykazać, że Polacy masowo brali udział w Holokauście, historycy jednak zarzucili im przerabianie źródeł pod swoje tezy. W odpowiedzi narodziła się narracja, że właśnie Polacy mają problem z przyjęciem prawdy o swoim rzekomym współuczestnictwie w mordowaniu Żydów i zasłaniają się bogoojczyźnianą retoryką, a przez tani patriotyzm lukrują swoją historię. Sprytne, prawda?
    Tacy badacze jak dr Piotr Gontarczyk odkrył, jak Grabowski przerabia źródła historyczne, a dr Tomasz Domański wskazał, że wspomniany profesor wraz z Barbarą Engelking lekceważą okupacyjne warunki na polskich ziemiach.
    Jednak dla prasy lewicowo-liberalnej to się nie liczy, bo obaj panowie pracują w Instytucie Pamięci Narodowej, a ten jest „pisowski”. W ten sposób odpiera się każdy zarzut i wskazania poważnych błędów, które popełniają autorzy Centrum Badań nad Zagładą Żydów.

    GRABOWSKI NA NIEMIECKIM ŻOŁDZIE
    Sprawa nabiera rozmachu, bowiem odkąd Grabowski stwierdził, że Polacy zabili 200 tys. Żydów w czasie okupacji, odcięli się od niego nawet badacze z PAN.
    Gdzie znalazł zatrudnienie kontrowersyjny historyk? Właśnie w Niemczech – trzy lata temu otrzymał on specjalne stypendium od Institut für Zeitgeschichte w Monachium na badanie Holokaustu na ziemiach okupowanej Polski.
    W ub.r. Grabowski otrzymał z rąk niemieckiego uczonego, Wolfa Grunera (PhD), nowe stypendium na podobne badania. Gruner jest założycielem Centrum Badań nad Ludobójstwem w USC Dornsife. I ostatnio Niemiecki Instytut Historyczny właśnie w Warszawie organizuje prelekcję o głupich Polakach nieprzyznających się do winy.
    Na wykład zgłasza się grono historyków, z którymi Grabowski unika dyskusji już od lat. Przychodzą z listą trudnych pytań i konkretnych zastrzeżeń do badań naukowca. Debata jednak nie może się odbyć, gdyż na salę wkraczają Grzegorz Braun wraz ze swoimi ludźmi i niszczą sprzęt nagłaśniający. Poseł Rzeczypospolitej Polskiej wszczyna zadymę, ale dla organizatorów wydarzenia jest to idealny pretekst do dwóch działań: ogłoszenia, że ich tezy (o polskich problemach z Holokaustem) są prawdziwe oraz do przeniesienia wykładu do mniejszej sali. Historycy nie zostają do niej wpuszczeni, Grabowski mówi więc do potakiwaczy.

    POŻYTECZNY BRAUN
    Ale to nie koniec – w odpowiedzi na zachowanie Brauna do medialnej propagandy zagraniczne instytucje wykorzystują Grabowskiego. Poza Polską nikt przecież nie wie, że prowokacyjne zachowania posła Konfederacji to norma, więc komunikat wybrzmiał bardziej poważnie – polski parlamentarzysta stosuje przemoc, by nie dopuścić do wykładu o prawdzie historycznej na temat Holokaustu. Dr Robert J. Williams z USC Shoah Foundation pisze: „Z całych sił potępiamy atak na badacza Holokaustu, prof. Jana Grabowskiego, przez polskiego parlamentarzystę”.
    Z podobnym oświadczeniem występuje wpływowe Centrum Wiesenthala, w którym opisują zachowanie Brauna, i przytaczają komentarze izraelskich historyków zażenowanych i oburzonych incydentem.
    Zauważmy, że gdyby to nie Braun zagrał tu pierwszoplanową rolę, ale polscy historycy dyskutujący z Grabowskim, do tych samych instytucji można by wysłać całe sprawozdanie z debaty – konkretne, pełne przykładów i naukowych tez. Poseł Konfederacji to uniemożliwił – Niemiecki Instytut Historyczny zatriumfował, lepszego prezentu nie mógł z okazji tego wykładu otrzymać. (…)”

    No i nie przyjmuję argumentu „kto śmie krytykować Brauna, ten niech idzie bluźnić do onetów, bo na świętej prawicowej ziemi ma być zakaz krytyki świętego Grzegorza”. Dla wielu działalność Brauna jest niczym cudowny lek na raka „niemocy narodowej” albo łyk wody na pustyni, dlatego wyłącza się im myślenie krytyczne i wchodzą w tryb żarliwej wiary i fanatycznej obrony sprzedającego im cudowne rozwiązania „magika”. Mechanizm znany przez oszustów od dawna, a służby naprawdę znają się na psychologii.

    Na koniec o najczarniejszym scenariuszu (a przypomnę, że w historii Polski już kilkakrotnie realizowały się scenariusze gorsze od przewidywań nawiększych pesymistów) – wobec nadciągającej kolejnej, globalnej (więc ostatecznej?) konfrontacji cywilizacji Zachodu ze Wschodem Braun dorabia nam i usiłuje wykreować (a przypomnę, że nie on pierwszy) gębę wschodniej, antysemickiej dziczy, za którą nie warto umierać, ani jej bronić jako części zachodniej cywilizacji. Wpisuje się tym idealnie w niemiecką długofalową politykę ustanowienia „odwiecznej” granicy wpływów Berlina i Moskwy gdzieś na linii Wisły (bo to, że Niemcy wkroczą na tereny od Śląska do Pomorza „w obronie mniejszości” jakby co, jest raczej pewne). Że to jest polityka samobójcza dla Zachodu i samych Niemiec to jedno (bo Ruscy nie zamierzają się gdziekolwiek zatrzymywać, a i Chińczycy też chętnie zajęliby cały przylegający do ich kontynentu „półwysep europejski”, aby nie walczyć na dwa fronty), ale ważniejsze, że dla Polski może być jeszcze bardziej zabójcze niż dla innych.

    Działalność Brauna trzeba widzieć także w szerokim kontekście (kontynentalnym, a nawet globalnym), a nie tylko z perspektywy własnego podwórka, bo to, co dla wielu jest jedyną wręcz perspektywą („ale im pokazał!”), jest w sumie najmniej istotne.

  4. No to rzeczywiscie „genialna” logika. Braun uniemożliwił swoim chamskim postępkiem rzetelną debatę historyczną. No to dlaczego ani przedtem, ani potem nie było i nie ma takiej debaty? W żadnych mediach głównego ścieku?
    Braun dorobił nam antysemicką gębę. Równie „genialne”.
    Gebę to mamy dorabianą od zawsze. Braun próbuje obudzić ludzi, nie tylko zresztą medialnymi wystąpieniami. Jego książki i filmy to źródło wiedzy o wielu przemilczanych faktach historycznych. Tylko że gdyby nie jego akcje, to niewielu by o nich wiedziało.
    Taka akcja wywracania stołów przez Pana Jezusa w swiątyni, to było dużo, dużo więcej, niż spokojne zrzucenie mikrofonu albo wyrzucenie elgiebetowskiej choinki. A mógł przecież zamiast tego wygłosić przemówienie do handlarzy.
    Dla wielu ludzi sam fakt że Braun jeszcze żyje, jest dowodem na jego przynależność do systemu. Tacy ludzie wierzą chyba w wszechwładność systemu, co jest absolutnie sprzeczne z wiarą katolicką. Są ludzie, którzy modlą się za niego i cały front gaśnicowy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *