12.07. Popisowa Ukraina
12 lipca, wpis nr 1416
Zapraszam do wsparcia mego bloga

Videoblog

Kurcze, nie opublikowałem wczoraj gotowego wpisu. Pierwszy raz od 2020 roku. Sorki, ale zaganianym. Szykuję się do emerytury… Ale jedziemy:
Wydaje mi się, że jesteśmy robieni w konia. Przez Ukrainę, i zaraz do tego dojdziemy, to jasne, ale czy przypadkiem nie jesteśmy robieni w konia przez naszych władców i to z każdego zdawałoby się śmiertelnie wrogiego plemienia?
Zacznijmy od Ukraińców. Polska wyraźnie została wybrana za kozła ofiarnego ewentualnych porażek Ukrainy. To na użytek wewnętrzny. W ukraińskiej propagandzie powoli doganiamy we wrogości Rosjan, zresztą sygnalizował nam to w 2023 toku na forum ONZ sam Zełenski, na co jedyna reakcją obecnego wtedy prezydenta Dudy było smutne zdziwienie. Za to w trakcie przemówienia Dudy, Zełenski demonstracyjnie wyszedł z Sali obrad. Wysyłał więc wyraźne niewerbalne sygnały ku czemu podąża przyjaźni polsko-ukraińska. Polska już wtedy była w saku, lejku, w który weszła od początku tej wojny i służenia Ukrainie. No bo co miała biedaczka zrobić? Tyle, łącznie z akwizycyjnym kapitałem Dudy, się nagadało po świecie o kluczowej roli Ukrainy przed powstrzymanie agresji Putina na Polskę, Europę i świat cały… A tu wyszło, że co? Mamy się obrazić z tak ważna pomocą za jakieś gesty? Symbolikę? Byliśmy więc pod ścianą, pod którą sami siebie postawiliśmy i zamurowaliśmy swa pozycje na stałe deklaracjami o przyjaźni i rzeczywistą pomocą. Zakiwaliśmy się.
Doginani przez państwo upadłe
A Ukraińcom, wodzom państw w sumie upadłego, tylko w to graj. Takie ciamcia-ramcia, to dla nich najpiękniejsza piosenka. Kiedy Kijów zorientował się po Przewodowie, że nasza sprawczość to mit, a właściwie tylko odbicie interesów USA, to przestał się z nami liczyć. Polacy czekali aż się obudzi Biden, żeby wiedzieć jak zareagować. Dla Ukraińców to jasne – po co gadać z lokajem, jak można z panem? A więc pomijano nas na każdym kroku. Kiedy USA się wycofało i pośrednio zmienił się pan z amerykańskiego na niemieckiego – Ukraińcy zaczęli gadać z Niemcami. Po co mamy się gdzieś tam pchać do jakichś stołów negocjacji, skoro i tak nam Berlin powie co mamy o tym myśleć i jak zareagować? Wie o tym też i Ukraina, więc może sobie zrobić inny numer.
Jesteśmy przez Ukraińców hodowani na winowajcę zastępczego. Winowajcę za fiasko wojny, ale już na pewno winowajcę nie wejścia do Unii i NATO. Widać to w ukraińskiej propagandzie. I widać te, że tam iskra padł na gotowe prochy niechęci do „panów Lachów”. Jak dawali, to brali, jak już nie mają co dać, to mamy powrót do strategii turańskiej o której już wspominałem: „Masz frajera to go duś, jak się zesra – to go puść”. No to nas puścili, bośmy się… Dla nich to prościzna, bez skrupułów.
Dialogi na cztery nogi
Popatrzmy na przykłady. Mamy szczyt NATO w Atenach. Prezydent Nawrocki rozmawia z prezydentem Zełenskim. Rozmowa ma charakter kurtuazyjny, a więc niezobowiązujący, nieformalny. Jak ją relacjonuje Nawrocki? Ano tak, że nasz prezydent odśpiewał zwyczajowa mantrę o bezwzględnym popieraniu Ukrainy pieniądzem i sprzętem, ale zastrzegł, że z kwestii pamięci i ofiar UPA nie ustąpi. Panowie, podobno, umówili się na następny dzień, że pogadają, ale ja wiem jak ta rozmowa pójdzie. Mówię to w jej przeddzień, ale profetycznie znam jej treść:
Karol Nawrocki (PKN): Wołodia, zrozum, mamy badania. Polacy nie odpuszczą tego tematu
Wołodymyr Zelenski (WZ): Karolu, zrozum. Ja mam tak samo z naszym ludem. Nie odpuszczą.
PKN: Ale musisz coś z tym zrobić, bo sprawy eskalują
WZ: Nic nie muszę, radź sobie z tym sam
PKN: Ale ja ci przytnę wtedy pomoc, na stole leży po 70 miliardów euro dla was rocznie od NATO.
WZ: I co zrobisz? Zabierzesz mi je? Jak? Mam zadzwonić do Mertza? Do Donka? Wyjdziecie na gamoni, że się prujecie o jakieś doły śmierci i truchła, a tu Putin u bram…
PKN: Ale narobimy wam bigosu wizerunkowego, żeście jednak faszyści
WZ: I co z tego wyjdzie? Że Putin miał rację, że chciał w Kijowie zdenazyfikowac władze? Ty uważaj, bo u nas już włączyli wątki, że to wy jesteście naziści. Zacytuje tu Kyryłę (Budanowa): radzimy sobie z Rosją, to i z wami sobie poradzimy. Sam to mu napisałem, dobre, nie?
PKN: To my zaostrzymy politykę migracyjna dla was i socjal
WZ: Naprawdę chcesz tego? Mało masz pożarów? My się dopiero rozkręcamy i nie daj ci Boże zaczynać z naszą diasporą. Czy ty Karol wiesz co to jest operacja pod fałszywa flagą? Zrobię ci dziesięć Przewodowów, powiem – jak wtedy Dudzie – że to Rosjanie i będziesz latał do NATO po piąty artykuł jak kot z pęcherzem. Jesteście dla nas jak na talerzu i nie fikajcie.
PKW: Nie strasz, nie strasz… ale Wołynia nie odpuścimy. Cześć, to znaczy „cześć wolnej Polsce”!
WZ: Sława Ukrainu.
Symbole zamiast konkretów
Tak to mniej więcej wyglądać może. To znaczy tak by wyglądało, gdyby nasz prezydent miał cohones, tyle, że pewnie wszystko byłoby obleczone dyplomatyczne frazesy. Taka jest mniej więcej sytuacja Polski względem Ukrainy. Ukraina tak naprawdę liczy się tylko z twardymi rzeczami i trzeba sobie policzyć które z nich mamy w sowich rękach. Możemy sporo, i właśnie dlatego Zełenski będzie nasz konflikt utrzymywał w bańce symboliczno-historycznej, byśmy się nie zabrali za konkretne rzeczy, które mogą Kijowowi zaszkodzić. Jeśli bowiem cała polska ekipa, A do Ankary pojechali i Nawrocki, i Kosiniak, i Kamysz, i Sikorski i robią tak, jak Nawrocki, że nie popuścimy w kwestia zasadniczych (czyli symbolicznych), zaś drugą ręką podpisujemy dziesiątki miliardów euro dla Ukrainy do lata do przodu, to w interesie Ukrainy będzie nie tylko trzymanie sporu s Polska w graniach symboli, ale i… eskalowanie bitki na historyczne śnieżki.
I tak właśnie robią. Nadchodzi druga fala, poorderowa, ataku ukraińskich trolli. Zarzuty sa kuriozalne, a więc będą wpływać na ochotę do kontrreakcji. Teraz, uwaga, uwaga!, jesteśmy mianowani przez propagandę ukraińską, na… faszystów. Tak, na faszystów. Przez naród, który otwarcie odwołuje się do swoich bohaterów narodowych, którzy byli zdeklarowanymi faszystami, ba – nazistami, dbającymi o czystość etniczną na „odwiecznie świętych ziemiach ukraińskich”, państwa istniejącego od ledwie ponad trzydziestu lat. To – uwaga! – ładnie i kompatybilnie zespaja się z narracją… żydowską. Może to tłumaczy dziwne żydowskie milczenie w sprawie UPA dla jednostki i innych harców? W końcu naród wybrany jest najmocniej na świecie przewrażliwiony na punkcie śledzenia swoich holokaustowych oprawców, a tu taka abolicja? Czyli znowu wszyscy na nas, biedaków?
Bezradność
Ostatnio okazało się, że polskie służby zadeklarowały głosem swoich szefów, że Polska zobowiązała się do nieszpiegowania swoich sojuszników, ba – zobowiązała się do niepodejmowania działań kontrwywiadowczych wobec nich. Nic nie słyszałem o podobnych deklaracjach ze strony sojuszników naszych. Czyli – jak zwykle była to deklaracja dobrych chęci ze strony Polski, jednostronna. Jedno jest pewne – rządzą nami albo pięknoduchy, albo idioci, albo agenci. W polskiej pożal się Boże strategii obronności jako nasi wrogowie, których pewnie i szpiegujemy, i kotrwywiadowczo ścigamy, znaleźli się Rosjanie, Białorusini i Chińczycy. Za to ostatnio w jednym z blogerskich wywiadów, ekspert od służb stwierdził, że mamy do czynienia z zagrożeniem wywiadowczym ze strony Ukrainy, na co nie reagujemy kontrwywiadowczo. Wiadomo – toz to nasz sojusznik. Leżymy na łopatkach, w geopolitycznym rozwarciu. Prosimy bardzo, zapraszamy.
Dla takiej Ukrainy – uwaga! państwa upadłego – toż to spacerek po bułeczki. Nawet się z tym za bardzo nie kryją, przyzwyczajając nawet prosty lud, że tak można i państwo nic z tym nie zrobi. Panią Panczenko, która straszy – jak widać słusznie – pożarami w zamian za fikanie do Ukrów nic nie możemy zrobić (bo nie chcemy?), za to walczymy deportacjami z gośćmi co złowili karpia albo wjechali lux bryka na Morskie Oko. Ot tak – wystawiamy się tym asymetryzmem działań na pośmiewisko, również ze strony Ukraińców.
Kto jeszcze popamięta?
Polakom pozostaje słaba satysfakcja ze świadomości, że Ukraińcy zostaną przez Zachód wyrolowani i tak. To przecież nasza gorzka lekcja z historii, której nie rozumieją w Kijowie, a którą my się napawamy, że oni jeszcze tam w Kojowi zobaczą. No zobaczą i co z tego? W czym ich ta gorzka lekcja ma nam pomóc? Po pierwsze w trakcie jej trwania wydarzyć się może (może? musi!) wiele złych rzeczy dla nas: znajdziemy się w imadle geopolitycznym, a jeśli Niemcy znowu (na co się zanosi) dogadają z Rosją, to znajdziemy się w geopolitycznym okrążeniu. Ukraina w zaprojektowanym przez Niemców przedpokoju do Unii, zbudowanym z przywilejów i braku obowiązków, przepatroszy resztki polskiej gospodarki. I zanim mleko się wyleje i Ukraina przyjmie rękoma oligarchów nowa normalność, to nie zapłacze. Ludowi ukraińskiemu zafunduje się wroga znanego, bliskiego, obstrzelanego argumentami – Polskę. Polskę, która uprawiała swój faszyzm jeszcze za czasów Chmielnickiego, ciemiężyła naród, który dopiero pod koniec osiemnastego wieku spisał swój język, zaś granice wytyczył 35 lat temu.
Początek języka literackiego dla Ukraińców to okres przypadający na czasy naszego Mickiewicza, byliśmy już dawno po Kochanowskim i Reju, kiedy tam po ukraińsku, czyli małorusku rozmawiało się w chutorach i lasach. Nasz Adam napisał swoją epopeję „Pan Tadeusz”, sentymentalną opowieść o polskich swarach i godzeniu się, o wojowaniu z Rosją. W tym samym czasie wieszcz ukraiński Szewczenko
Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis
Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.
