10.07. Polska rzuca monetą

10 lipca, dzień 129.

Wpis nr 118

zakażeń/zgonów/ozdrowień

37.216/1.562/26.048

Idą łeb w łeb. Choć ostatnio pojawia się jakieś internetowe przeczucie, że Trzaskowski traci na finiszu. A mówimy tu o procencikach, które mogą zadecydować o wszystkim. W końcówce kampanii decydujący jest „ostatni piątunio”. To ostatni dzień, w którym jeszcze coś można wrzucić, ba – i nie da rady zdążyć tego odkręcić. Medialnie i prawnie.

Zrobiłem sobie poranny bilans „piątunia”. Bez rewelacji, prawdę powiedziawszy. Wydaje się, że po pedofilskim kapiszonie nie ma już więcej haków, o czym świadczy ostatnia wrzutka z tym, że Duda oblał egzamin. To już jakaś desperacja wynikająca chyba z frustracji kapiszoństwa akcji pt. „Duda – przyjaciel pedofilstwa”. Ale zacznijmy od badań, bo te, w ostatniej chwili, mogą wskazać na jakiś trend. Kłopot z tym, że są one w Polsce instrumentalizowane. Pokazałem to we wpisie dotyczącym „badania opinią publiczną”. Najlepiej to wychodzi przy porównaniu prognoz do końcowych wyników, ale któż to będzie pamiętał, któż rozliczy zwycięzcę? Ale są granice pompowania badań – jak za bardzo podpompujesz swojego to możesz zdemobilizować swój elektorat i pobudzić wraży.

Mamy dziś badania na zlecenie OKO.press. Mają one taki wyraźny cel mobilizacyjny. Badanie wykazało, że Trzaskowski może jednak przegrać z Dudą, i tu wskazanie grupy mobilizacyjnej – chyba, że młody elektorat się zmobilizuje i poprze Pana Rafała. Teraz młodzież do urn. Jest też kawałek demotywacyjny – wskazanie, że rozkład głosów Konfederatów pomiędzy kandydatów jest podobny. Czyli ci, co się wahali, żeby jednak dac głos na Dudę mają zobaczyć, że nie są większością. Dla mnie bardziej miarodajne są badania IBRiSu:

Wynika z nich, że wyborcy nie mają złudzeń co do Pana Rafała. Nie jest on ich marzeniem, ale skutecznym narzędziem do odsunięcia PiS-u (nie tylko Dudy) od władzy. Czyli manewr sztabowców Trzaskowskiego się udał (jutro o sztabach w moim Dzienniku). Trzaskowski ma być łomem, który wyważy drzwi do wolności zatrzaśnięte przez PiS. A kto pyta łom o poglądy?

Idą łeb w łeb, a więc zobaczmy jakie niuanse mogą sprawdzić, że ktoś wygra „o pysk”. No, dla Pana Rafała bilans końcówki wygląda niepokojąco słabo. Nie przysłużyła się Janina Ochojska (Janino, co się dzieje?), która wyraziła pewność ogólnopolskiej karty LGBT+ jako jeden z wyników wyboru Trzaskowskiego. To pół biedy, ale chwilę potem (po telefonie „Ochojska nie pomagacie”?) zamieniła swój post, z którego passus o LGBT cudownie zniknął. Tak to jest jak się NGOsy zabierają za politykę.

W RMF kompromitujący wywiad z członkiem sztabu wyborczego Trzaskowskiego, z którego wynika, że autorzy „programu” kandydata nie znają tego programu. Nic nie jest policzone, nie wiadomo co się kryje pod poszczególnymi propozycjami. Ja wiem, że tu program niepotrzebny (patrz wyniki badań powyżej), tylko niechęć do kontrkandydata, ale jak się prezentuje program (dwa dni przed I turą) to chociaż warto by było go przeczytać. Ewidentnie program został napisany – przepraszam, ale to związek frazeologiczny – „na murzyna”. Czyli ktoś dostał zlecenie, dało mu się „ogólne” założenia, potem przegadało na prezentacji w PowerPoint’cie i szlus do druku. A w ogóle – po co łomowi program?

Mamy też symptomy odjazdu. Ostatnio w słynnej stacji TOK FM areopag niezależnego dziennikarstwa porównał obecny spór do walki Solidarności z PRL, obsadzając formację prezesa wiadomo gdzie. Z kolei warto pamiętać, że strona przeciwna kiedyś wskazała na tożsamość miejsca dzisiejszej opozycji z lokalizacją stacjonowania ZOMO. Nie dojdziemy więc. Ale czad był na koniec – uznano, że po zwycięstwie Trzaskowskiego szykuje się nowy pokojowy Nobel – tak, Rafał ma dokonać cudu pojednania Polaków. Ja, wraz z wieloma rodakami, uważam, że wtedy raczej pozostanie po nas „… i kamieni kupa”, ale wyroki Komitetu Noblowskiego, który przyznaje tę nagrodę, są coraz częściej dziwaczne. Ja bym jednak dał Wałęsie – po raz drugi, bo pierwszy Nobel mu się chyba nie przyjął.

Obserwuję także podskórne przygotowanie wariantu pt. nieznacznie wygra Duda i wtedy nawet Sąd Najwyższy nie musi zakwestionować legalności czy wyniku wyborów, by Duda… nie wygrał. Profesor Rzepliński wskazał ostatnio tryb takiego cuda – tysiące protestów do SN, ten zatkany i nie zdąży rozpatrzeć ich do 6 sierpnia, więc Duda nie zostaje zaprzysiężony i marszałek Witek musi ogłosić nowe wybory. Profesor powiedział wyraźnie: „Nawet jeśli wybory będą ważne, to i tak będzie możliwość zwołania nowych”.

Myślę, że takim źdźbłem trawy, które przetrąci grzbiet wielbłąda może być afera z czwartku. Radna PO w Bydgoszczy wykluczyła z pomocy ze strony fundacji, którą sama prowadzi panią na wózku, która ośmieliła się poprzeć na Facebook’u Dudę. To straszny skandal. On też pokazuje także dysproporcje skali mediów. Gdyby to się stało w kierunkach odwrotnych i jakaś pisówka pozbawiłaby pomocy kalekę za poparcie Trzaskowskiego, to mainstreamowe media o niczym innym by nie mówiły, pani nie wyjeżdżałaby z TVN-u, zaś Unia Europejska zdążyłaby jeszcze przed niedzielą (jej nie obowiązuje cisza wyborcza) ogłosić swoje oburzenie. PiSowcy jednak nie umieją w propagandę, choć starają się bardzo i na skróty.

Pamiętam, kiedy byłem wydawcą Newseek’a to mieliśmy stały problem z wyborami. Wybory to koszmar dla tygodników – elekcja odbywa się w niedzielę, zaś tygodnik ma być w poniedziałek w kioskach. I po ogłoszeniu w niedzielę wyników, zwłaszcza przy zbliżonych danych z exit pollów, nie ma szans by coś zdążyć napisać, wydrukować i dostarczyć do kiosków (dla młodzieży – to takie nieodgadnione budki na rogach ulic, kupione ostatnio dla beki chyba przez… Orlen). Więc trzeba gdzieś w piątek wieczorem przewidzieć kto wygra, co jest bardzo ryzykowne, bo jak się walniesz to poniedziałkowe wydanie idzie do kosza. W wyborach w 2010 roku Komorowski z Kaczyńskim szli łeb w łeb i nie wiedzieliśmy co dać na okładkę. I jakiś geniusz wymyślił – zróbmy zdrapkę!. Na okładce daliśmy zamalowane farbą do zdrapania dwa zdjęcia kandydatów. Każdy sobie mógł w poniedziałek zdrapać rzeczywistego zwycięzcę. Nakład się rozszedł znakomicie, choć nie wszyscy byli zadowoleni z wyniku.

W niedziele „zdrapiemy” sobie prezydenta. Robi się to zazwyczaj monetą. Monetą, której rzucenie wyznaczy los Polski na długie lata. A taki rzut jest zawsze zero-jedynkowy. Wyjdziemy z tego jak zwykle podzieleni, tyle, że jeszcze bardziej. Wyniki wyborów będą kwestionowane i podważane zaraz po ich ukończeniu. Akt wyborczy suwerena, który miał spuścić trochę powietrza z balonu wojny polsko-polskiej nadmuchał go do granic.

Pęknięcia…

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim bloguDziennik zarazy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: