11.02. Siedemset

11 lutego, dzień 711

Wpis nr 700

zakażeń/zgonów

5.348.888/107.575

Siedemsetny wpis. No, trochę się nazbierało i jak rozmawiam ze swoim wydawcą mojej książki „Trzeci sort”, to mamy pewien problem – klęski urodzaju. W wydaniu „Dziennika zarazy” jako książki, bo coraz częściej jestem do tego namawiany. No, bo to w sumie ponad 2.000 stron i żeby wydać z tego książkę to nie ma takiej siły, by stworzyć taką cegłę. W dodatku na papierze zginą podlinkowane źródła, które są wartością samą w sobie, bo również stanowią równoległy zapis tego co się stało. I tego o czym jest „Dziennik zarazy”, czyli jak ewoluowała pandemia i my razem z nią.

W związku z tym zacząłem się zastanawiać, że jeśli już wydać książkę, to trzeba by się było wziąć do porządnej selekcji. A ja, jak każdy pisarczyk (najgorsze jest to wstawanie na szóstą, dzień w dzień), mam słabą skłonność do samokrytyki, w związku z czym trudno by mi było zabrać się za wycinanie samego siebie. A więc trzeba znaleźć jakiś filtr. Jaki? No, tu można różnie, bo – jako się rzekło – „Dziennik” stał się (z początkowych planów na kilkadziesiąt wpisów, bo zamknęliśmy się przecież na 2-3 tygodnie) zapiskiem wielu aspektów kształtowania się kowidowej rzeczywistości. A więc może wybrać jakiś jeden wątek? Ale jaki? Epidemiologiczny? Społeczny? Obyczajowy? Polityczny? Międzynarodowy? Psychologiczny czy wręcz kulturowy? Najgorsze (najlepsze?) że stał się on dla mnie zapiskiem przemiany, jaka się dokonała (nie tylko?) we mnie w tych wielu aspektach. I jeśli się pozbawię przy przycinaniu tego zbioru większości z nich, to całość stanie się jednowymiarowa i utraci się wzajemne powiązania miedzy nimi. Czyli istotę przemiany.

Ale trzeba się jednak za to zabrać i wychodzi mi jednak aspekt ewolucji pandemicznej rzeczywistości w ujęciu przejścia od epidemiologii do wymiaru społecznego. Drogi, którą przeszedłem (tuszę, że nie sam) od niepokoju przed nieznanym, do prób poznania mechanizmu kowida, aż do zakwestionowania jego podstawowych filarów, bo nieznośna logika siedziała mi na ramieniu i szeptała cały czas, że coś się nie zgadza. Obserwuję z mediów społecznościowych, że nie była to jedynie moja droga. Że przeszliśmy ją wszyscy, tylko w różny sposób reagując na tę przemianę. Czasami nawet ją wypierając.

Niektórzy od razu wyczuli, że coś jest nie tak. Jedni „na logikę”, inni „na czuje”, bo było coś podejrzanego w tej propagandzie. Jeszcze innym przestały się zgadzać od razu kwestie statystyczne. Wielu, tak jak i mnie, zabrało to trochę czasu, bo w swej niewiedzy co do tematu pandemii poddałem się zawierzeniu ekspertów. Ale jak zobaczyłem, że ich pierwsze postawy bagatelizowania wirusa przerodziły się w sanitarsytyczny ekstremizm, to mi się zapaliła od razu ta moja nieznośna lampeczka. Kwestionowania, a później sprzeciwu. Potem usilnie (naprawdę) starałem się nie zamienić tej nagłej konstatacji w uporczywą tezę i próbowałem opukiwać tego wirusa z różnych stron. I w większości przypadków odzywał się głuchy dźwięk, który zwiastował pustkę sedna. Zwłaszcza, że ta pustka była pomalowana nachalną propagandą, która jednocześnie ułatwiała kwestionowanie podstawowych filarów zarazy, z drugiej zaś strony świadczyła swym wzmożeniem, że ktoś tu coś chce przykryć.

Widziałem jak wielu ludziom, którzy pozostawali na pozycjach zawierzenia, było coraz ciężej utrzymać swą postawę w obliczu slalomu nielogiczności decyzji władz i tumultu mediów, że wszystko jest dobrze. Widziałem jak odpadali od tej narracji i przechodzili na pozycje wątpiące. Widzę to też teraz, kiedy pandemia strachu jest w ewidentnym odwrocie, że utrzymywanie postawy zawierzenia jest coraz bardziej kuriozalne. Wszystkie filary padły. Lockdowny i kwarantanny okazały się w swej masie kontrproduktywne. DDM (dystans, dezynfekcja, maseczki) – nieefektywne. Reakcja systemu służby zdrowia – katastrofalna. Wreszcie – szczepionki, które były pompowane jako jedyne remedium pozwalające nam wyjść na świat okazały się skandalem jakiego świat nie widział.

I wydaje mi się, że ten aspekt wybrany z „Dziennika”, byłby jednak najbardziej wartościowy. O tym jak daliśmy się wywieść w pole, o tym jak zaczęliśmy się budzić z letargu zawierzenia i o tym jak kłamstwo kowidowe runęło. Dla książki byłaby to wielka opowieść, z klamrą dopiętą na końcu. I można byłoby ten cykl zamknąć. Z jednym wyjątkiem – mielibyśmy opowieść (jak piszą Rosjanie) o tym „szto słucziłoś, kto winawat i szto diełat’?’’.

W ostatnim „Do Rzeczy” ukazał się mój kowidowy alfabet, czyli próba całościowego opisu zapętlenia kowidowej rzeczywistości – czyli „szto słucziłos’”. W ten weekend zbieram dla „Do Rzeczy” do podsumowania części „kto winawat”, bo po takiej egzegezie upadku akcji kowidowej wskazanie winnych jest z upływem czasu coraz łatwiejsze. Marzy mi się, ale nie ma na to czasu ani miejsca w tygodniku (ani też nie jestem prawnikiem) wykazanie przepisów, które zostały złamane decyzjami polityczno-epidemiologicznymi, linearnym postępowaniu efektów tych decyzji, nazwiskami decydentów oraz jakiego rodzaju przepisy zostały w tym wypadku złamane. Będzie więc ciekawie, ale roboty dużo i trzeba się będzie weprzeć tymi, którzy ten aspekt prawny śledzą od samego początku.

Pozostaje kwestia – „czto diełat”?”. Tę na razie pozostawiam swojemu biegowi. Bo, jak to mówią politycy, staje następująca kwestia. Kwestia polityczna. Czy ktoś odpowie za tę jazdę? Obserwuję jak się pisze i proceduje światowy pozew prawników i medyków przygotowany przeciwko władzom za kowidową zbrodnię przeciwko ludzkości. Pal licho, jak to pójdzie i czy w ogóle. Ale pytanie polityczne zostaje. Kto odpowie za błędy? A wnioski mogą być różnorakie, bo i kryminalne, i na poziomie Trybunału Stanu, bo jak na przykład namierzyć i ukarać winnych, skoro źródłem błędów jest np. Sejm? Czy wynikają one ze złej woli konkretnych ludzi, władzy politycznej, która (przyjmijmy to odważne założenie) chciała dobrze, czy wręcz z wad ustroju, który nie ochronił wolności, do utrzymania i pielęgnacji których został stworzony? I czy takie pytania będą zadane? Czy zostaną zadane tylko w niektórych krajach? Pojedynczo czy zbiorowo? Czy dotyczyć to będzie refleksji nad drogą, w którą poszedł cały świat?

Po wojnie zmienia się wiele i nic nie jest takie jak się w jej trakcie marzyło, bo nie ma już tej normalności, do której chciałoby się wrócić. Tasują się losy świata. Ale jak ma wyjść, że „nic się nie stało”, to znaczy, że nad sprawczością systemu świata zaszło już słońce. Że taki numer, na taką skalę, nie tylko przejdzie bezkarnie, ale i bez żadnej refleksji. I nie chodzi tutaj, dziubeczki krytyczne, o prymitywną chęć pomsty, nie. Bierność obywatelska rozzuchwala rządzących. Zwłaszcza w epoce, w której rządzą elity przemalowane na demokratów. A to „odpuszczenie” oznaczałoby, że jesteśmy już w coraz bardziej widzialnej niewoli i nie ma dla nas ratunku. Ani przebaczenia.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.  

20 thoughts on “11.02. Siedemset

  1. My w wieku powiedzmy lekko średnim tego prawdopodobnie nie dożyjemy, ale musimy ochronić przed tym nasze dzieci.

  2. tak , ja też ewaluowałem , od strachu po niteczce do rozsądku , miałem zaplanowane/ w głowie/ na jesień 21 nawet szczepienie i tak po nitce do kłębka stałem się „antyszczepionkowcem” z grupy ryzyka 59l . ale najbardziej zmieniło mnie otworzenie oczu na to ze w tej walce o prawdę nie ma ONI i MY , wszyscy i nawet mój rząd kłamie i brnie w kłamstwie , i to mnie najbardziej zmieniło i wstrząsnęło , że jak mnie oszukują tu ,to też to robią w każdej innej kwestii , i po analizie upadku rządów prawicy doszedłem do wniosku że niestety nie umieją rządzić i teraz już mogę spać spokojnie bo kto by nie rządził to będzie i tak „dupa z tyłu ” pzdr

  3. 2 tygodnie temu dałem taki wpsi w Bezprawnuiku:
    „I 2 lata zmarnowane, na to by dowiedzieć się, ze wirus działa sezonowo, że atakuje głownie starszych, otyłych i z chorobami przewlekłymi, że należy zadbać o swoje zdrowie, o swoje zycie, a nie przekazać je w ręce lekarzy i zgrai medialnych hien. Nikt nam je nie dał wiecznie. Że władza w momencie przełomowym nie ma ŻADNYCH planów, idzie na ślepo, odbijając się od ściany do ściany, że wiele warte nie są media, które żerują na ludzkim nieszczęściu poprzez clickbajty i dla kasy są w stanie zrobić dowolne bezeceństwo i zawierzyć dowolnym szarlatanom. Że naukowcy, choć wiedza, to tak naprawdę nie wiedza co i jak ma się dziać i co będzie, kiedy byli naprawdę potrzebni. Że 200 lat cywilizacji technologicznej daje nam tylko gołe laski na tiktoku, patointeligencję, patomedia, social media, które nie mają nic wspólnego ani z social, ani z mediami i zgraję gawiedzi, która na to patrzy ze zdziwienia i niedowierzaniem, ze XXI wiek zaczął się od takiej wolty faszystowskiej. Ot tyle i aż tyle.”
    I to byłby mój komentarz o dzisiejszych czasach z okazji 700 wpisu.

  4. Te 700 dni było dla mnie z jednej strony utratą reszty złudzeń. I tak, prawdą jest:
    Mamy nie tylko państwo rozbójnicze, ale w większości i rozbójniczy, wręcz ludożerczy świat udający… oazę wolności.
    Gdzie zwykli ludzie przyjmują codzienną paszę zadawaną im przez władców świata, aby byli potulnym źródłem dochodów dla tych władców.
    Gdzie człowiek już nie brzmi dumnie.
    Gdzie NIE MA elit!
    Gdzie stopień zbydlęcenia skorumpowanych rządzących jest większy niż w III Rzeszy,
    Gdzie rzeczywiscie jesteśmy przez nich zmieniani w niewolników.
    Po całości.
    Gdzie ludzka solidarność to coraz bardziej wtręt w obcej mowie.
    I gdzie udało się bydlakom udającym naszych dobroczyńców skutecznie zatomizować masy, czyli zrealizować w praktyce orwellowską czy huxleyowską antyutopię.

    1. Ale ta utrata złudzeń , myślę, ma też i dobrą stronę: skoro tak powszechnie przez te 700 dni spadły maski dobroczyńców z wyszczerzonych pysków bandytów i ludobojców udających władzę czy „elity”, to równie masowo zaczynają dziś spadać klapki z oczu oszukiwanych przez nich poddanych. I tego procesu nic już nie zatrzyma…

  5. Widzę, że koledzy znowu się ekscytują rzekomym opadaniem masek i rzekomym rozmontowaniem systemu sanitarnego… A ja jeszcze raz powtarzam: nic takiego się nie wydarzy. Tzn oczywiście my widzimy nielogiczność ściem, którymi nas karmiono, ale my jesteśmy ledwie okruszkami i to pod pańskim stołem, do szybkiego zamiecenia w razie potrzeby. A ci co nakręcali ten parafaszystowski system będą jeszcze długo chodzili w glorii chwały, propagując kolejne „pandemie” itd. I TERAZ MAM ZAGADKĘ DLA WSZYSTKICH – jak myślicie, ile czasu minie, zanim doczekamy się pierwszych pomników, nazw ulici placów, patronatów szkół dla tych wszystkich naczelnych ściemniaczy sanitarystycznych? Podawajcie Wasze typy, ale ja obstawiam, że jeśli nie w tym, to w następnym roku takie rzeczy na świecie będą się już działy. No i oczywiście koniecznie benefis w TV i jeszcze Owsiak na Wodstock zaprosi i zrobi pompę… Cha, cha! Tak to właśnie będzie… przez jakieś następne kilkanaście lat, może dłużej. W końcu się to wyczerpie i skona, ale jeszcze długo, długo trzymac sie będzie. Trzymajcie się i Wy :).

    1. To prawda. Nie ma się co ekscytować. Za wcześnie na odtrąbienie sukcesu. Nawet powiedzenie: „A nie mówiłem” też jest zbyt wczesne. JA bym był raczej ostrożnym optymistą w kwestii otrzeźwienia ludzi, niż miał nadzieję na zmiany w państwie, w systemie zdrowia, który dziś jest cuchnącym trupem w szafie, a Covid tylko mocniej otworzył drzwi (i smród poszedł na okolice). Pytanie raczej powinno paść: Czy władza będzie w stanie przerwać ten łańcuch nieszczęścia? Bo to od działań władzy zaczęły się wszelkie nieszczęścia. Przypominam, że autor bloga pracuje w redakcji prasowej, która jest bliska rządzącym ,a zatem powinien dotrzeć do ludzi, którzy tym zarządzają i zapytać ich co tam się dzieje?

  6. Odtrąbianie zwycięstwa zdecydowanie przedwczesne.
    To była tylko pierwsza potyczka, rozpoznanie bojem.
    Właściwe uderzenie wkrótce i o wiele bardziej precyzyjne.

  7. Nie, zdecydowanie za wcześnie mówić o zwycięstwie… Mieszkam w małym miasteczku na Podkarpaciu, dzisiaj byłam ok godz. 12.00 z dzieckiem na zakupach w Stokrotce. Głównie ludzie 50-60 lat byli. Wszyscy twardo zamaskowani, nawet do samochodów wchodzili w maseczkach… Bez maseczek tylko parę młodszych osób (ja i dzieć bez) Obawiam się, że pewne zmiany mogły w umysłach zajść na dobre, jeśli nie na stałe …

  8. Wydać książkę trzeba koniecznie, ja ją kupię, choćby dlatego, że dobrze mieć jakieś bardziej trwałe świadectwo tego, co z uporem wartym może lepszej sprawy czytam codziennie😉 Dorastałam w erze przedcyfrowej i do tej pory, nie wiem czy słusznie, wydaje mi się, że materiały wydane w formie papierowej są trwałe, w przeciwieństwie do tych na nośnikach cyfrowych, które wcześniej czy później się zagubią lub nie da się ich odtworzyć. Poza tym jak ma się Panu sprawdzić proroctwo Lemowe, które Pan napisał jakiś czas temu, to musi Pan mieć książkę, żeby ją można było wykopać 😉. Pana dziennik pomógł mi w wielu sprawach przejrzeć na oczy, choć może to nie dokładnie tak, że byłam ślepa wcześniej, no może przez pierwsze 2-3 miesiące pandemii byłam ślepa w tym sensie, że popierałem działania władz i jeszcze im wierzyłam, że chcą dobrze, tylko się miotają, bo nie wiedzą co robić. Nie przypuszczałam wtedy, że mogą być skorumpowani i celowo działać na szkodę narodu. W dodatku podobał mi się pierwszy lokdaln, bo mnie nie dotknął osobiście finansowo, a wypoczęliśmy z rodzinką za wszystkie czasy. Nie dałam też sobie wmówić strachu przed koroną, pod tym względem moja wiara w Boga jest nieograniczona i nikt mi nie wmówi, że umrę wcześniej niż On do tego dopuści. A prawdziwy wkurw na władzę zaczął się, gdy wiosną zeszłego roku zachorowałam na ten cały kovid, dość ciężko i nietypowo, i dzięki temu uświadomiłam sobie z całą mocą, jaka jest pomoc i jakie leczenie ludzi chorych na to gówno. Jakie kłamstwa na temat zachorowań dzieci ( my tu zdychaliśmy a nasze dzieci nawet nie kichnęły przez 3 tygodnie siedzenia z nami w zamknięciu) . Jakie bzdury na temat szczepień (próba wymuszenia na mnie szczepienia po miesiącu od wyleczenia, kiedy jeszcze ledwo człapałam). Cóż, widocznie niektórzy muszą na własnej skórze poczuć absurd, żeby uwierzyć… Co do książki, to proponuję się nie ograniczać do jednego tomu, tylko jak się dobrze sprzeda pierwszy, to skompilować drugą część, poświęconą np. innemu aspektowi pandemii. I jeszcze proponuję pominąć wpisy luźniej związane z pandemią, np. o polskim ładzie. A linki mógłby Pan jakoś wyróżnić, żeby czytelnik mógł sobie znaleźć w internecie tematy, które go zainteresują. Pozdrawiam

    1. Książki SĄ trwałe.
      W ostatnich 20 latach zmieniłem 5 telefonów (Zazwyczaj awaria) …Na kazdym straciłem w ten sposob po kilkaset zdjęć/filmików.
      Trzy lata temu wróciłem do fotografii analogowej i odbitek. Przetrwają przynajmniej do mojej smierci…

      1. Co jakiś czas zastanawiam się nad wejściem w ebooki, bo to czytać łatwiej nocą i większa czcionka, ale jednak papier jest najtrwalszy, nie mówiąc o tym, że w ramach cancel culture co rusz przerabia się książki, kto pamięta, że Agatha Christie napisała „dziesięciu małych murzynków”, ocenzurowali Marka Twain a i Sienkiewicza niedługo przerobią na nowe….

    2. A, i jeszcze co do książki, to mi bardzo się podobały też zdjęcia. Może i je jakoś wydać? Poza tym książkę z obrazkami się fajnie czyta 😁

  9. hahaha, jakie zwycięstwo o czym Wy piszecie ?! To dopiero pierwszy etap i zakończył się naszą katastrofalną klęską ( bez , praktycznie żadnego , protestu pozwoliliśmy na bezprawne , drastyczne ograniczenie swobód obywatelskich. Pod pozorem ” walki z pandemią ” przepłynęło kilkaset miliardów ( tak , tak ) złotych do różnych cwaniaków związanych z rządzącymi . A przecież jest to gra o sumie zerowej ( ktoś , czyli my wszyscy , będzie musiał za to zapłacić ). I na koniec najgorsze , ci którzy to wszystko zorganizowali zobaczyli , że zarządzanie strachem sprawdziło się i wkrótce zostanie wdrożony kolejny ruch na drodze do Wielkiego Resetu

  10. Pierwsze przebudzenie powolne dzieki koledze który od początku mowił że to ściema ale b powoli się przekonywałem. Kwiecień 2020 u tesciów do domu nie wchodziliśmy, siedzieliśmy w kurtkach przed domem trzymajac odległość. Potem chyba zdziwiłem się jak ciagle gadali o szczepionce. Szczepionka? na grypę??? Co im to da? Maski noszone na pustym polu? Zakaz wstępu do lasu? I w końcu świadoma decyzja że nie będę chodził na zewnatrz w masce. NIE BĘDĘ SIĘ BAŁ. Najwyżej trzeba bedzie się rozglądać czy nie widać policji -jak za komuny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: