18.11. Dzie jest Donald? Dla Kaczora pytam…

18 listopada, dzień 625.

Wpis nr 614

zakażeń/zgonów

3.279.787/79.994

Miałem dziś fajny temat kowidowy, ale muszę go odłożyć, bo mi ucieknie. Donald mi ucieknie. To znaczy ucieknie, bo nagle wróci. No, bo można zaobserwować ciągłe jego poszukiwania. Zaginął. Wziął powiedział, że mur na granicy to kontrowersyjna sprawa, puścił jakiegoś twitta i kamień w wodę. Wszyscy zachodzą w głowę – gdzie jest Donald? Najgorzej to z tymi pisowcami. Nie dogodzisz. Jak sobie siedział w Brukseli to dla nich było źle, jak wrócił – jeszcze gorzej. Teraz się schował i też nie pasuje? To jak ma być? Tak czy siak zawsze d…, ups – Donald z tyłu. Ale czegóż się spodziewać po przygłupach owiniętych w faszystowskie biało-czerwone flagi? Widocznie krużganek oświaty do nich nie trafił…

Jeszcze ci, co to może się o krużganek otarli i coś kumają z historii mają czelność przywoływać wraże analogie. Że to może być tak jak z Bierutem. Bo i jeden, i drugi pojechali do centrali po mądrość etapu i nie wrócili. Przypominam, że nasz wtedy komuch główny pojechał do Moskwy na naradę i, jak mówi ludowe porzekadło, „pojechał dumnie, a wrócił w trumnie”. I żeby tak z Donaldem przypadkiem nie było. Niedoczekanie wasze – pisowskie zawistniki!

Zwolennicy Donalda za to mądrze milczą. Ci też mają dziwnie, jak pisowcy, tylko w drugą stronę. To znaczy: co Donald zrobi to dobra jest. Jak przyjechał – to w samą porę, jak zniknął to on już tam wie lepiej, jemu widnieje, jak mówią klasycy. Siedzi, myśli, myśli i wymyśli, a wtedy da bobu tym katofaszolom. A wiec trzeba poczekać, tam jest jakiś plan, my go nie znamy lub/i nie pojmujemy, trzeba siedzieć cicho to się okaże co i jak.

W tej sytuacji kiedy oba plemiona nie wiedzą czego chcą a reobur, można liczyć chyba jedynie na jakiegoś przebranego symetrystę (to ja?), który sprawą się zajmie bez uprzedzeń. A więc spróbuję. Tajemnica zniknięcia Tuska jest moim zdaniem do rozwikłania, pod jednym, optymistycznym dla niego, warunkiem. Otóż ja uważam, że jest tak:

Tusk, jak zwykle, ma badania i wie, że dziś naród stoi za władzą, a właściwie za mundurem, ale w sytuacji konfliktu to na jedno wychodzi. Wie też, że jego elektorat mu do wygrania nie wystarczy i trzeba zabiegać o polityczny środek, który ceni umiar i oczywistości. I w obecnej sytuacji ma po swojej stronie już tylko ultrasów, którzy swą narracją graniczną podkopują wszelkie szanse na uwiedzenie centrum. No bo totalni idą na samobója. I to takiego, który przerzedza nawet ich własne szeregi. Donald wie, że z obecnych wypowiedzi ultrasów totalnych PiS zbiera sobie narracje na przyszłe wybory, nagadało się głupot i ciężko się będzie z tego wywinąć. Ale tu jego polityczni stronnicy, wraz z mediami, eskalują w stronę odwrotną.

I Donald postanowił nie odzywać się. W ogóle. Wbrew pozorom to niezła taktyka jest. No, bo nie zrobi narracji PiS-owi, że jest renegatem polskiej racji stanu. Z drugiej strony, milcząc, będzie dawał nadzieje swoim ekstremistom, że Donek z nami, tylko taktycznie przycichł. Ba, my to rozumiemy, niech się umizguje do centrum, a my go tam wypchniemy, bo będziemy radykalniejsi od niego. I nagle okazuje się, że czasami (eureka!) nie powiedzieć nic jest lepiej, niż się odezwać i rozwiać wszelkie złudzenia. Opozycja miała kilka okazji, gdy zyskałaby na siedzeniu cicho. Nigdy z niej nie skorzystała. Raz, że to ludek niezdyscyplinowanie wyrywny jeśli chodzi o publiczne dowodzenie swego zaangażowania. No, nie do upilnowania. Druga sprawa to kwestia konkurencji pomiędzy PO a Lewicą. No, nie można nie zająć stanowiska, w dodatku lewaczącego, bo inaczej jak zamilkniemy to wyjdą czerwono-różowo-tęczowi i zrobią swoją narrację. I być może urwą nam parę promili z poparcia tych naszych zwolenników, co mają serce bliżej lewej strony, a paru się u nas takich znalazło.

A więc opozycja nie jest nawet w stanie taktycznie siedzieć cicho. I mój zainwestowany komplement w stosunku do Tuska zakłada, że poprzez usunięcie się z frontu medialnego, Donald chce zagrać inaczej. W tym rozdarciu KAŻDE odezwanie się może zaszkodzić, bo albo poprze PiS, albo go zaatakuje. Trzeciego wyjścia w sytuacjach takiego kryzysu nie ma. W takim konflikcie nie można siedzieć okrakiem na płocie, zwłaszcza kiedy jest zrobiony z drutu kolczastego. A więc zakładam, że Tusk to robi taktycznie.

Co to oznacza? Ano to, że i tak ma pod górę, bo w tej sytuacji nie będzie nigdy w stanie utrzymać jednolitej narracji po swojej strony, będzie pogryzany przez ultrasów, nawet nieświadomie. Znowu będzie jak w tym memie, że „nie można ich samych zostawić”.

Ale taka taktyka milczenia nie jest sposobem na dłuższą strategię. Nie jest nawet sposobem na trwanie. I co, jak coś się będzie ważnego działo w kraju to nowy zbawca ojczyzny będzie mądrze milczał? A potem wyjedzie na białym Timmermansie i powie jakiś półinteligencki bon mocik, po którym wszyscy się zaochają, jaki to mąż stanu, że jednym dowcipem określił naszą skomplikowaną sytuację i utarł rogów wrogom? To tak chyba nie zadziała. A może Donald siedzi i czeka jakie narracje się utrwalą, a głównie – co zrobi (sorry – postanowi) Unia? I wtedy jej decyzje zakomunikuje jako wynik jego starań w zakulisowych rozmowach? Lud platformerski to kupi (on wszystko kupuje) ale czy to coś zmieni w walce o przyszłą większość, czy tylko przekona – topniejące – grono przekonanych?

Myślę, że jego gwiazda gaśnie, zużył się. Jak po kowidzie, stracił węch i smak społeczny. W końcu to tyle lat. Wydaje się, że mocy i ochoty starczyło mu na tyle, by wygrać batalię o przywództwo opozycji. Ale na niewiele więcej. A to nieciekawie brzmi dla totalnych. Bo na szczycie opozycji będzie stał ktoś, któremu sił starcza tylko by tam stanąć, zepchnąć być może udatniejszych pretendentów, a nie zbić szklany sufit społecznego zaufania. Taki pat. W końcu może naród się powoli nauczy, że wybory polegają często na zmianie, a nie na odgrzewaniu tych samych dwóch kotletów, w nadziei, że ta monotonna dieta coś zmieni. Bo o tym, że tak pomyśli obecna klasa polityczna, to nie ma co marzyć. Ta się będzie zmieniała jedynie w rytm pozasystemowych intryg, albo z powodów geriatrycznych.

Jak za komuny.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim bogu „Dziennik zarazy”.

16 thoughts on “18.11. Dzie jest Donald? Dla Kaczora pytam…

  1. Ciągle ta sama nawalanka dwóch plemion za czyje obce interesy będziemy się poświęcać, a może nawet umierać.
    PO wraz Lewactwem, jak wyraźnie widać, są podporządkowani bliskim nam geograficznie patronom i tychże interesy są u nich na pierwszym miejscu.
    PiS różni się tym że znalazł sobie pana za Wielką Wodą, dzięki temu przejął władzę w 2015.
    Dla interesów tych patronów zza oceanu (oczywiście nie chodzi o USA, raczej te Vanguard’y BlackRock’i itp… za którymi kryją się rzeczywiści posiadacze) ciągle wystawiamy się na kopniaki ze strony Rosji.
    To jest sedno konfliktu, którego kolejną odsłoną jest awantura na granicy z Białorusią, a nie rzekome zagrożenie NS dla Polskich interesów.
    Już ponad 15 lat upłynęło od słynnej i fatalnie szkodliwej dla Polskiej Racji Stanu wypowiedzi Radka Sikorskiego, a ja ciągle nie mogę zrozumieć dlaczego rzuciliśmy się obszczekiwać i szarpać za nogawki Putina, zamiast po prostu spokojnie sprawę przeanalizować i jesli by wyszło że rzecz nas niezbyt odpowiada to budujemy własne alternatywy, nigdzie nie paląc mostów.
    Jednak z przebiegu wypadków widać że rzeczywistym celem nie było zabezpieczenie interesów Polski, tylko dywersja na rzecz patronów zza Oceanu.
    Taki sam cel miała awantura na Ukrainie, ci biedacy nie walczyli o swą wolność (jak im się naiwnie w głowach roiło) tylko o interesy szulerstwa zza Wielkiej Wody, głównie.
    Niestety, ale nawet projekt Międzymorza (skądinąd bardzo ciekawy i pożądany gdyby realizowany zgodnie z rzeczywistymi interesami naszych, środkowo-europejskich krajów) prawdopodobnie ma być tylko wygodnym narzędziem w rękach tamtych zza… Pozwolę sobie tytaj przypomnieć peregrynacje po Polsce w latach 2005-2010 niejakiego G.Friedman’a szefa Stratfor’u…
    Kiedy zaczniemy działać w imię naszych polskich interesów?

    1. Nigdy nie zaczniemy. Bo kto miałby zacząć? Ludzie myslą że Tusk jest niemieckim agentem a nie widzą że Morawiecki chrzczony scyzorykiem szkolony był w niemczech. Ludzie naiwnie wierzą że kazdy absolwent historii moze dostac sie na staż w niemieckim banku.

  2. Donald? nuda. Lepiej powiedzcie jak uratować pacjenta który trafił pod respirator. Słyszy się że w ogóle respirator dla kowidowca to jest zły pomysł i pulmonolodzy psioczą na wirusologów że zamiast tego powinno się pacjentom od razu dawać wziewne leki sterydowe. Da się jakoś namówić szpital żeby np zastosowali amantadynę i czy to na takim etapie ma sens?

    1. Na etapie respiratora to już jest za pozno na cokolwiek. Samemu trzeba sie zaopatrzyc wxczesniej w leki i znalezc lekarza ktory potem na telefon ustali dawkowanie w razie wystąpienia choroby

        1. Na respirator można nie wyrazić zgody pisemnie, przed przyjęciem, tylko na tlen.
          A co do herr Tuska to chyba już to gryzmoliłem, ale się powtórzę; wystarczy postawić się w jego sytuacji, siedzę sobie w ciepłym kur*idołku, tulę sto tysi ojro na miesiąc, za nic nierobienie i sam z nieprzymuszonej woli wracam walczyć, tj. szarpać się za nogawki z Kaczyskimi, Czaskowskimi, czy innymi Czarzastymi? Nie tam był rozkaz „raus”, no to co mi pozostało, jadę, udaje, że coś robię, jadę z wnukami na urlop po jednym wystąpieniu, bom strasznie zmachany tą orką, a później „szefowo no nie dało się, tyrałem jak wół, ale to głupki, może jakiś stołeczek?

  3. Moze warto by bylo cos dodac o wiodacej roli przekaziorow (TVN & Co) w podzeganiu masowych histerii – jak „panika moralna” o „nieludzkim traktowaniu migrantow” (ale rowniez paranoja kowidowa i – mniej skutecznie – o „katastrofie klimatycznej”).
    Niestety wyksztalciuchy (z wysokimi aspriacjami intelektualnymi i „moralnymi” ale bardzo slabe w uzyciu krytycznego zdrowego rozsadku) chetnie to „kupuja”, a politycy partii, ktore o nich konkuruja (w Polsce: PO, Lewica i Holownia) musza walczyc (wewnatrz i pomiedzy swymi partiami) o to kto jest najbardziej „zaangazowany” – to znaczy najglosniej krzyczy o „uchdzcach”.
    Teoretycznie jest mozliwe ze jeden (czy paru) z tych politykow centro-lewicy moglby zaczac mowic ze jesli chodzi o „uchodzcow” (i/czy kowida) media przeholowaly i ze on popiera w tej sprawie polityke zdrowego rozsadku.
    Tusk zdaje sie zrobil troche takich „pomrukow” – ale to daleko nie wystarcza na oferte symtrystycznej antymedialnej alternatywy politycznej.

      1. Wspomnialem tylko TEORETYCZNA mozliwosc ze ktorys z centro-lewicowych politykow moglby otwarcie sprzeciwic sie tej i/czy innym medialnym histeriom – i stac sie wiarygodny jako „zdrowo-rozsadkowiec”.
        Z daleka (USA) widzialem kilka malych probek Tuska w tym kierunku ale oczywiscie nie spodziewam sie zeby on czy Holownia (ktory ma lepsza pozycje niz Tusk do takiej opcji) mieli nawet odrobine odwagi zeby na serio „zagrac vabank” przeciw jednemu czy paru idiotyzmom przekaziorow.
        A wiec opcja pozostaje „otwarta” i moze z czasem znajdzie sie jednak jakis sensowny polityk „centrum” ktory zechce to wyprobowac.

  4. Może liczy na zmianę sytuacji, kiedy wyjdzie jako zbawca narodu polskiego ? Może Niemcy coś tam szykują ? Albo po prostu nie chce brać udziału w żenadzie totalnych, chociaż muszę powiedzieć, że znajomi, którzy karmią się przekazem TVN w ogóle nie uważają, żeby opozycja robiła coś kompromitującego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: