19.01. Czy Polska zejdzie ostatnia z kowidowego pokładu?

19 stycznia, dzień 688.

Wpis nr 677

zakażeń/zgonów

4.373.718/103.072

Jesteśmy my, tu w Polsce, na jakimś rozstaju dróg. Do tej pory, z małymi wyjątkami (Szwecja, ostatnio Indie), wszyscy grali do jednej sanitarnej bramki. A teraz stoimy na rozdrożu. Historycznie pandemicznie nieźle nam szło. Na początku prymusik niskich poziomów zakażeń i zgonów, potem doszlusowaliśmy do reszty, ale zawsze tak o jedną fazę wstecz. Mieliśmy okazję przyglądać się tym co to ich wcześniej łapały fale, ale nasza taktyka późnego leczenia odniosła taki skutek, że kumulowaliśmy dwie rzeczy – masową utratę odporności i dług zdrowotny.

I teraz powoli przychodzi czas na efekty tych kumulacji. Ostateczny zsumowany wynik tych działań to przodownictwo w nadmiarowych zgonach. I duży wynik w zgonach kowidowych. Jeśli to pierwsze to obiektywny skutek działań władz, to drugie, to czysta statystyka. Świat odchodzi od działań, w które my wchodzimy, a wcale nie musimy. Tak, mamy spore wzrosty. Tak, minister Niedzielski na konferencji wykazuje wzrosty po 90% tydzień do tygodnia, ale czy trzeba wracać na te same tory, które nas do tej sytuacji… doprowadziły? Ja wiem, że działamy w jakiejś przeciwfazie do innych krajów, ale teraz to już gruba przesada.

Wielka Brytania się otwiera, koniec z paszportami, koniec z lockdownami, koniec nawet z maseczkami, to samo Hiszpania, Sąd Najwyższy USA odrzucił projekty Bidena na przymusowe zaszczepiania. W wielu krajach odchodzi się od złotego standardu testów PCR, nie testuje się bezobjawowych. I to wszystko przy rekordach zakażeń i… obniżających się poziomach hospitalizacji. Inaczej być nie może. Nowy bohater – Omikron bardzo szybko zakaża, ale jest mało zjadliwy. Czyli otrzymuje się efekt wysokich zakażeń, małej fali w szpitalach i zmniejszonej bezwzględnej (mimo wzrostu zakażeń) liczby zgonów.

U nas nawet nie wyciągamy wniosków z tego co robią inni, ale sami prokurujemy sobie kłopot. Testujemy na potęgę, zwłaszcza chorych na cokolwiek, minister będzie to jeszcze powiększał i robimy sobie z testów kryterium przyjęcia do szpitali. Jak powiedziałem mamy zbiorową utratę odporności, wnosimy więc w sezon grypowy (wróciła!) wiano masowego obniżenia poziomu odporności, co oznacza, że chorujemy częściej, ostrzej i nie tylko na kowida. A więc już to zwiększa strumień chorych. Ale tych w bramce szpitala WSZYSTKICH już testuje się na kowida i można zobaczyć jak to chodzi.

Czyli, w przypadku, gdy wjeżdżasz powiedzmy z wylewem, nie na oddział, ale do jakiejś śluzy testowej, to jak ci wytestują kowida (o co w przypadku Omikrona bardzo łatwo) i jesteś objawowy w sensie posiadania jednego z objawów (temperatura powyżej 38 stopni, oddech powyżej 20 na minutę, lub saturacja poniżej 95%), to nie będą cię ratować, tylko albo wsadzą na ogólny oddział kowidowy, albo do karetki, która cię powiezie do takowego. Nie będą cię leczyć na wylew. Chyba, że na taki oddział kowidowy „podejdzie” neurolog. Jak jesteś negatywny, to cię poleczą, nawet jak masz objawy, to cię dopiero w tym wariancie nie tyle będą leczyć, co zajmą się twoją chorobą, ale nie na poziomie leczenia, tylko na poziomie ratowania życia, a potem odeślą do szpitala specjalistycznego, jeśliś przeszedł negatywnie ponowny test w szpitalu.

Tak się „robią” kowidowe zgony w Polsce. Dlatego przodujemy i w zgonach (nie leczymy chorób innych niż kowidowe – patrz schemat), jak ci się trafi, że przegrałeś w loterii testowej. I dlatego nasza relacja średniego lub niskiego poziomu zakażeń do zgonów wygląda dramatycznie. Prokurujemy sobie zgony Z kowidem i raportujemy jakoby były one wynikiem pandemii. Świat od tego odchodzi.

Nie bardzo rozumiem PO CO my się w to sami pchamy? PO co PiS-owi forsowanie ustawy obostrzającej akurat wtedy, kiedy nie tylko świat od tego zaczyna odchodzić, ale zaczyna mówić powoli, dlaczego to BYŁO bez sensu. Świat, ba! – sam Pfizer mówi, że kolejne szczepionki są bez sensu i nie dają efektu. Pfizer tak mówi, bo chce sprzedać swoją nową, omikronową, gotową podobno na marzec. To dlaczego my mówimy by się teraz tymi starymi, niedziałającymi na Omikrona jak najszybciej zaszczepić? Dlaczego właśnie w tej fazie, kiedy nawet oficjele światowi, z Gatesem na czele mówią, że musimy co najmniej poczekać, albo przestać, to my się ładujemy w segregacyjne przymusy szczepienne?

Znowu jesteśmy w przeciwfazie. Jednolity front sanitaryzmu się sypie. A my trwamy na straży upadłych sztandarów. Szczepionki zostały zdemaskowane i logiką i badaniami, jako niedziałające. Wirus sprowadzany jest w politykach zdrowia publicznego przez wiele państw do kolejnej formy sezonowej grypy. A my nie – podostrzamy prawo i wprowadzamy procedury medyczne będące fabryką ukowidzenia większości zgonów, których poziom w dodatku zwiększamy. Czy rządzący sami tego nie rozumieją? Dokąd nas to zaprowadzi? Czy PiS-owi brakuje jeszcze problemów? Mamy tego sporo – wzrost wielu cen, który napędza inflację, mieszanie z Nowym Ładem, fatalna sytuacja geopolityczna, taka sama – energetyczna, zamieszanie w łonie władz. I jeszcze sobie robią TO? Ustawę sanitarystyczną, która nie tylko podzieli naród, ale i samą władzę? Do której przegłosowania trzeba się będzie uśmiechnąć do opozycji. Czyli jednak sanitarystyczny pakt ponad podziałami?

I właśnie – toż to ekspozycja władzy na łaskę opozycji. Ta ma przelicytowujące rząd propozycje dla Polski a la Australia. A to wcale nie oznacza, że przyjmie pierwszy krok władz w kierunku przymusu szczepiennego. Może się on dla niej wydawać niewystarczający i propozycja obecna może zostać odrzucona. Opozycja ma polityczny interes w tym, żeby PiS wylądował po stronie ostrych sanitarystów. I co wtedy? Odbędzie się publiczne grillowanie PiS-u pt. popatrzymy jak sobie bez nas załatwiacie większość? Albo – znowu publiczny – spektakl zbiorowego, ponad podziałami, paktu sanitarystycznego? To jak to jest – w kluczowych sprawach walka na śmierć i życie, zaś w kwestii pozbawiania społeczeństwa podstawowych praw – pełna zgoda? Jak wtedy społecznie będzie odbierana CAŁA klasa polityczna III RP?

Naprawdę nie rozumiem PO CO to robić? A przecież rozwiązania leżą na stole, nie są z sufitu, bo wchodzą w nie coraz liczniejsze kraje. Żadnych kwarantann, ograniczyć testy, bo te nakręcają spiralę paniki, nie mając żadnego znaczenia epidemiologicznego, żadnego przymusu szczepień, żadnych paszportów, wymogu maseczek. Kto się boi – proszę bardzo: zaszczepić się, chodzić w masce, ale nie zakażać wszystkich innych. Pandemią… strachu.

PS. Aha, i na koniec kto sprokurował i kiedy powyższe schematy „postępowania z pacjentem” istnieją? Mamy tam członków byłej Rady Medycznej oraz przedstawiciela ministerstwa i datę: 27 listopada 2020 roku. Co najmniej od takiego czasu robimy sobie tę falę.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

18 thoughts on “19.01. Czy Polska zejdzie ostatnia z kowidowego pokładu?

  1. Co to jest „wątpliwy wynik”? testu? Tzn., że co? Że test jest pół na pół czy 60/40? Czy jak .Sądziłem ,ze test jest dodatni lub ujemny. A nie takie trochę jest się w ciąży a trochę nie.
    A propos MZ:
    https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/niedzielski-na-pocz%c4%85tku-lutego-mo%c5%bcliwe-100-tysi%c4%99cy-zaka%c5%bce%c5%84-dziennie/ar-AASWKed?ocid=msedgdhp
    Czyli oni już wiedzą ile tego będzie? A jak nie będzie czy MZ poda się do dymisji? Miało być na jesień 40 tyś zakażonych ,a nie było nawet 30. Jest szansa by zamiast gdybać zacząć zarządzać stanem epidemicznym, testowa tylko tych co trzeba by lekarz wiedział co ma leczyć. Pieniądze z tego przeznaczyć na szybkie leczenie, reakcje POZ i leczenie w domu pod opieką lekarzy POZ, a nie posyłanie zaraz do szpitala i blokowania systemu zdrowia.

  2. Nawiązując do niedawnego orzeczenia sądu w sprawie błyskotliwych wypowiedzi Żulczyka i ich znikomej szkodliwości, można uzupełnić przesłanie posła Brauna dla Niedzielskiego o dodatkowy epitet.

  3. Czyli już wiadomo, dlaczego zwiała rada akwizytorów.
    Masowi ludobójcy w praktyce i tyle.
    Po co, po co?
    Znów powtórzę:
    BO TAM SĄ PIENIĄDZE!

  4. Szanowny Redaktor pyta po co? Z punktu widzenia medycznego to słuszne pytanie, ale jak śpiewa Closterkaller ” władza jak narkotyk …”. Szanowny Redaktor sądzi, że Kaczyński& spółka nie patrzą z zazdrością jak kolegom/koleżankom po fachu udało się wytresować naród. Patrz: Australia, Nowa Zelandia, Francja, Włochy, Austria itp. Szanowny Redaktor sądzi, że oni tego nie pożądają.

    Redaktor często pisze o dwóch plemionach, a ja twierdzę, że to jedno plemię, które dla tłuszczy odgrywa teatrzyk podziału.
    Być może PiS straci władzę, ale jakie to znaczenie, kruk krukowi oka nie wydłubie. Wcześniej czy później wróci do władzy, ale mając już wytresowany, w pełni kontrolowany naród.

    Z medycznego punktu widzenia całkiem możliwe, że pandemia się skończy po omikronie, ale nie dla władzy.
    Nadal będzie testowanie, sponsorowanie mediów pro C19, promowanie nowych groźnych wariantów.
    Zasiana w ludzkich umysłach pandemia strachu nie zostanie zakończona, bo KAŻDA władza chce jeszcze więcej władzy i jeszcze więcej kontroli na tłuszczą. Bo „władza jak narkotyk” …

  5. Wiadomo, z ustaleń międzynarodowych i z rodzinnej autopsji, że PCRy pokazują plusy przy KAŻDYM STANIE ZAPALNYM ORGANIZMU. PCRy służą jedynie podtrzymaniu politycznej wizji pandemii.
    Przypominam po raz kolejny że w ciągu 2 lat na Narodowy Fundusz Zaniechania zmarło więcej osób niż wszystkich zdiagnozowanych („liczonych górką” z chorobami współistniejącymi) kowidowców.
    Dlatego czuję się zobowiązany zaspamować to
    https://wspolniedlazdrowia.pl/

  6. sprawdziłem jeszcze raz źródła, bo coś mi się nie zgadzało: rzecz ciekawa FAKT, PORTAL ZDROWIE, TVN24, Rzeczpospolita. Wszyscy podają dane statystyczne GUSu odnośnie umieralności Polaków
    a różnice są…40% i nawet 100% !
    Np. w 2017 wg Portalu Zdrowie mamy 19 tys, według Faktu: 402tys, a według TVN24: 53 351.
    46% zgonów w latach 2010-2020, to układ krążenia, a aż 6% stanowi „nie wiadomo co”
    Wychodzi na to, że w ostatnich dwóch latach 6% „nie wiadomo czego” zostało „zagospodarowane” w poczet kowida.
    a teraz cytat z portalu Zdrowie.
    „Ile osób do tej pory zmarło w Polsce na COVID-19?
    W Polsce zmarło dotąd ponad 89 tys. osób z COVID-19, wśród nich m.in. 251 lekarzy i 201 pielęgniarek – wynika z najnowszych danych udostępnionych PAP przez Ministerstwo Zdrowia”
    (dwa lata!)

  7. Nie wszystkie szpitale wdrożyły widocznie te zalecenia dla SORow, jak zwykle wszystko zależy od ludzi. W listopadzie ubiegłego roku trafiłam na SOR w krakowskim szpitalu ze skręconym kolanem, przyniósł mnie mąż na rękach, bo o chodzeniu nie było mowy. Poniedziałek przed południem. Zero ruchu, pusty S O R. Nikt nie zapytał o żaden certyfikat, nie kazał robić testu, nie mierzył temperatury. Wypełniłam tylko tę ” ankietę”, z pytaniem typu ” czy była Pani ostatnio za granicą, szczególnie w Chinach lub we Włoszech, czy podejrzewa Pani u siebie covid”. Wszystkie badania prawie od ręki. Od tamtej pory byłam parę razy w przychodni przyszpitalnej, zero kontroli. Olewam bramkę z mierzeniem temperatury, przecież wiem, kiedy mam temperaturę. Nikt nic nie chce. Podobnie jest w POZach, moja mama przez rok waliła kijem w taką kratę w oknie przychodni na wysokim parterze w kamienicy i potem z panią, która otwierała lufcik, próbowała negocjować wizytę (ma RZS). W końcu przepisała się za moją radą do innej i tam jest niemalże jak przed pandemią, nikt nie zmusza do teleporad, a lekarze pracują normalnie, bez żadnej selekcji pacjentów. Podobnie jest też w szkołach, niektóre są zamordystyczne i nauczyciele i uczniowie są mobbingowani przez dyrekcję w kwestii szczepień i maseczek, w innych jest względny spokój. Kiedyś mnie zainteresowało takie zestawienie, że w niektórych szpitalach kovidowych jest prawie 100% zgonów pod respiratorami, a w innych mniej niż połowa. Ciekawe, czy ktoś z MZ wpadł na pomysł, żeby w tych pierwszych skontrolować jakość leczenia…

    1. W Polsce nie obraca się respiratorowanych, nie ma tego w procedurach. I wtłacza się im do płuc nieogrzane powietrze, które tam się ogrzewa, rozpręża i rozrywa pluca. Więc się prawie wszyscy duszą.
      W Holandii się respiratorowanych obowiązkowo co 6 godzin obraca: efekt : tylko 21 proc. śmiertelnosci pod respiratorami covidowymi.
      U nas 85-100 proc. NIEZALEŻNIE od wieku, czyli to respiratory (błedna procedura) zabijają, a nie covid. Jedna ekspertka się już na tym doktoryzuje u nas nawet.

      1. A dla głębiej zainteresowanych tym, o czym napisałem powyżej, normalnych gości tego bloga, wpiszcie w gugla:
        1) „Dlaczego Polska bije rekordy zgonów na COVID. Jest tolerancja dziadostwa”
        Judyta Watoła 10 stycznia 2022 06:00
        2) „Magdalena Filcek, respiratory”

        1. Zwłaszcza wywiad z Magdaleną Filcek jest na jest niesłycganie interesujący i praktyczny: wychodzi od zabójczej dla polskich chorych procedury stosowania respiratorów, a kończy na wnioskach kluczowo ważnych dla powstrzymywania burzy zapalnej w płucach chorych na covid (leki antyhistaminowe, w tym amantadyna). Przeczytajcie ludziska, zerknij Gospodarzu, bo warto.

  8. Z podziękowaniem za kolejny dzień kowidowego debilizmu…

    1. Pytanie zadane w tytule. To się chyba nigdy nie skończy. W Australii gadają że kolejne pokolenie Australijczyków ma żyć w tym obozie koncentracyjnym…
    Moim zdaniem wynika to z naszej „pokory” i słuchania się najgorszych idiotyzmów sączących się z przekaziorów. Proszę zauważyć, że WHO „odpuszcza”, podobnie rządy Izraela, Anglii, USA – a jednak ograniczenia trwają, bo urzędnicy i ludzie się „przyzwyczaili”.

    A propos Australii – polecam australijski film krótki z 2019 roku – „Utopia”
    Wersję oryginalną lub w innym języku można pewnie znaleźć:
    .https://youtu.be/Ir7k8vpU1WE

    2. Ja dzięki „pandemii” stałem się najlepiej przebadanym człowiekiem w mieście. Tak się złożyło, ze trzeba było poszukać problemu chudnięcia. Dzięki pandemii, zrobiłem wiele badań w specjalistycznych różnych placówkach. Normalnie bym czekał na kazde badanie miesiące czy lata. Nie mniej jednak, mój przypadek jest dowodem na to, że ludzie przestali się leczyć – mogłem wskakiwać w kolejki na „pol poziszyn”…

    3. Chwila obecna, opis sytuacji. Moja córka z dwójką wnuków mieszka u nas drugi tydzień, bo w każdej chwili może wyniknąć potrzeba udania się do szpitala który widzę z okien domu, w „celu porodowym”. Okazuje się że procedury teraz są u nas takie, że „jak ją przypili”, to polecimy do szpitala, a tam zrobią córce „test na kowidło”. Jeżeli będzie negatywny, to ją przyjmą – jak było ustalone z prywatną lekarką prowadzącą, a która „kończy proces” w państwowym szpitalu. I jest nadzieja, że Pani Doktor – jak się córcia pojawi – uzna że stan „nagły”.
    Bo w przypadku gdyby ją na wstępie zakwalifikowali jako „kowidowca”, nawet bezobjawowego, to procedura jest taka, że taką ciężarną odsyłają karetką do jednego z dwóch do tego przeznaczonych szpitali, odległych o 60-80 km od mojego miasta wojewódzkiego. No, chyba że lekarka przyjmująca rodzącą uzna, że poród nastąpi w każdej chwili, wtedy się wraca do punktu pierwszego. Nie uznaje badań „pozytywnego kowidła” i przyjmuje do szpitala jak było ustalone.
    Tylko bardzo poważnie chory umysł mógł coś takiego wydumać!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: