2.12. Starcy mrą niepotrzebni światu.

2 grudnia, dzień 640.

Wpis nr 629

zakażeń/zgonów

3.596.491/84.656

Jak człowiekowi stuknie sporo lat to mu się zmienia perspektywa patrzenia na życie. Człek jak młody to nie myśli zaraz, że będzie młody wiecznie, ale, że do tej starości to jeszcze wiele lat. I (jak o emeryturze) trzeba się będzie martwić jak już to nadejdzie (ale wtedy jest – jak z emeryturą – za późno). Ale najczęstsze jest myślenie o ludziach starych jak o swego rodzaju… rasie. To znaczy jak człowiek jest młody i patrzy na osobę starszą to trudno sobie wyobrazić, że taki dziadek z babcią byli kiedyś młodzi i… patrzyli na swoich starszych jak my dziś na nich. Stąd już niewielki kroczek do myślenia, że ci starsi to zawsze byli starzy i wrzucanie ich wszystkich do jednego, dziaderskiego wora. To znaczy antycypowania u nich tych samych dziaderskich poglądów, postaw, czy zachowań, zazwyczaj utrwalonych w popkulturze lansowanej przez (dla?) młodych. Czyli swego rodzaju ejdżyzm.

Jak już kiedyś pisałem z okazji zeszłorocznych zaduszkowych refleksji, żyjemy w świecie, w którym śmierć umarła. Nie widać jej, jest passe, jak mówi doświadczenie – umierają inni, zaś to, że człowiek jest śmiertelny, jak pisał z kolei Bułhakow, okazuje się niespodziewanie (choć niby dla wszystkich to oczywistość). Ale jak się żyje w cywilizacji konsumpcji i hedonizmu, to śmierć siłą rzeczy jest wypierana i jest dystrybuowana do grupy jej niby-depozytariuszy, czyli osób starszych.

Ale kowid zrobił tu potężną rewolucję. Głównie przez media. Bo te, do czasu pandemii medialnej, omijały temat śmierci, by nie stresować odbiorcy-konsumenta. Ciężkie tematy nie sprzyjają rozpasanej konsumpcji i temat był notorycznie omijany. Ale wrócił, jak się pała przegięła w drugą stronę. Dziś każdy dziennik zaczyna się od raportowania ilości zmarłych, jako newsa dnia – wcześniej nie do pomyślenia. A więc śmierć wróciła jako karmicielka strachu, przechodzącego w pandemię paniki. Ale, o dziwo, nie łączy się to z powrotem (?) szacunku dla starszych, którym przecież bliżej do granicy przejścia.

Stało się odwrotnie. Pisząc „Dziennik” często trafiałem na indywidualne relacje potwornych traum, które przeżywały osoby starsze i ich rodziny. Powoli złożyło mi się to w wizję okropieństw na skalę populacyjną, które wcześniej nie były do pomyślenia. A wystarczy tylko niewiele empatii, by wyobrazić sobie co przeżywały osoby, które:

  • widziały z  podwórka swego schorowanego ojca, jak stał w oknie domowej kwarantanny i machał, nie można było do niego wejść, potem mu się pogorszyło, zabierali go do szpitala kosmici, a stamtąd odbierało się go po dwóch tygodniach,w czarnym worku, którego nawet nie można było otworzyć, a pogrzeby były przekładane, lub nawiedzane w nielicznym towarzystwie.
  • były bardzo wierzące i zabierano je do szpitala, niedoglądano tam, nie dano się pożegnać z rodziną, zaś kapłana z sakramentem chorych na ostatnią godzinę nie wpuszczano (lub bał się przyjść). Dla mocno wierzących odejście nie jest taką traumą, bo idą do Ojca, ale brak rytuału przejścia to dramat straszny, zwłaszcza u schyłku zawierzonego Bogu życia.
  • były chore obłożnie, pogorszyło im się, ale przed przyjęciem do szpitala dostały pozytywny wynik testu bez objawów i zamiast do szpitala specjalistycznego na swoją chorobę, trafiały na oddziały kowidowe, bez specjalistów, z leczeniem objawowym na kowida i zaniedbanymi chorobami, z którymi mogliby przeżyć jeszcze wiele lat.
  • osoby starsze wywalane z kowidujących się oddziałów do domu, by zrobić miejsce dla zakażonych koronawirusem, którym przerywano terapie, odkładano operacje, które wiedziały, że to się skończy dla nich źle.
  • siedziały w karetce pod szpitalem, lub co gorsza na izbie przyjęć przez 10 godzin i czekasz na diagnozę, albo na wynik testu, albo po prostu na badanie. A masz podejrzenie drugiego udaru albo trzeciego zawału i musisz swoje odczekać. A czasem nie doczekać. I wiesz, że wielu przed tobą w takiej karetce umarło, czekając tylko na to, by się tobą zajęto, ale dopiero jak się okaże, co wyrzuciła z siebie maszynka losująca testów.   

To nie są pojedyncze przypadki, takich jest tysiące, ale każdy umiera sam, zaś zdezorientowane rodziny również jedynie w swoim kręgu przeżywają swoją traumę. Jeżeli mamy ponad 140.000 nadmiarowych zgonów, głównie wśród starszych, to znaczy, że takich przypadków było z milion najmniej, tylko nie wszystkie kończyły się śmiercią. I można zamknąć oczy, by łatwo wyobrazić sobie… siebie. Gorączka (na razie kwestie zaszczepiony czy nie, odłóżmy dla ultrasów), objawy grypowo-kowidowo-omikronowe, diagnoza przez telefon, bez osłuchania, antybiotyk na płuca (na wszelki wypadek, bo przecież lekarz nie wie), wejdzie albo i nie, pulsoksymetr pokazuje coraz gorzej. I boisz się, bo codziennie pokazują ludzi po respiratorami w szpitalach, i że umierają, i że nie leczą, tylko utrzymują cię (się?) w nadziei, że twój układ odpornościowy zaskoczy. I boisz się, a oni – strasząc cię codziennie w mediach – wręcz naśmiewają się z ciebie, że się boisz, bo trzeba się zgłaszać natychmiast. I odwlekasz, odwlekasz, aż dzwonisz na pogotowie, jakbyś dzwonił do kostnicy. Jesteś cały czas sam z tym wszystkim, co najwyżej możesz pomartwić swoją rodzinę przez telefon.

I przyjeżdżają po ciebie kosmici i wjeżdżasz na oddział kowidowy, który codziennie oglądałeś jako telewizyjne tło dla śmiertelnych statystyk. I masz taki stres, i tak potęgowany wcześniejszą izolacją i strachem za czasów kowidowych, który i tak ci trwale obniżał naturalną odporność, że jak już wylądujesz w tym piekle, to się poddajesz. Obsługa cię oleje, albo i nie, a jak już cię odstawią pod respirator to wiesz, że wybrałeś się w podróż, z której wielu już nie wraca.

I tak kończysz życie. Nawet jak przeżyłeś je godnie i wspaniale, jak miałeś kochającą rodzinę i ulubionego proboszcza, z którym prowadziłeś wzniosłe dysputy o Bogu – nic to. Kowidowa śmierć zrówna cię w dół, sprowadzi do zapomnianego mięsnego worka strachu, bez względu na zasługi czy przewiny. Umrzesz w samotności, upuszczony przez najbliższych, nawet martwiąc się, że oni też przeżywają choć część traumy twojego odejścia. Tak podłe zamknięcie życia może w duszy odchodzącego człowieka przekreślić prawie cały jego dorobek, rachunek przebytej ziemskiej drogi.

To straszne, co bezduszne procedury zrobiły z umieraniem ludzi starszych. I są to szkody nie do odrobienia. Nie można komuś ani cofnąć, ani wynagrodzić podłej śmierci. I pora to przemyśleć, bez względu na pokolenia, których udziałem miałaby być taka refleksja. Ja z wiekem zacząłem rozumieć sentencję, którą często spotykałem na grobach, a która może być także międzypokoleniowym przesłaniem ludzi wciąż żywych:

Byłem kim jesteś, jestem kim będziesz.  

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

12 thoughts on “2.12. Starcy mrą niepotrzebni światu.

  1. Oboje rodziców, nie na covid, odeszło mi „nadmiarowo” w 2020 i 2021 r.
    Właśnie z powodu bandyckich działań tego nierządu i zamknięcia na ludzi starych i chorych szpitali i przychodni.
    Bez pomocy, bo nawet domowe wizyty płatne, już nic nie daly. Umierając nawet bez możliwosci pozegnania się z własnymi dziećmi. I tego bandytom i segregacyjnym faszystom udającym polski rząd – nigdy nie zapomnę i nigdy nie wybaczę.

    Ważny ten Pański tekst. Bardzo.

    1. Rozumiem, że w takiej sytuacji gwałtownie rośnie potrzeba skopania kogoś, znalezienia sobie chłopca do bicia, spersonalizowania odpowiedzialności za zło, ale to nie jest jakaś specyficznie polska sytuacja. Zadziałały te same mechanizmy, co na całym świecie, silniejsze od narodowych rządów. W wielu krajach było podobnie. Nie wnikam czy komuś udało się znaleźć mechanizmy trollujące władze lokalne, czy nasze ogólnocywilizacyjne procedury okazały się okd wobec globalnych zagrożeń, ale to nie jest specyfika tego konkretnego rządu. Nie rządzą nami ani większe fujary, ani więksi cynicy niż gdziekolwiek indziej. Gdybyśmy my (czy ktokolwiek inny) byli w rządzie, dysponowali tymi samymi danymi i podlegali tym samym presjom, decyzje byłyby pewnie bardzo podobne.

      Ale Autor bloga ma rację. Z podejściem do ludzi starych coś poszło cholernie nie tak. Trudno o bardziej dobitny dowód, że „postęp” idzie w niewłaściwym kierunku, a konserwatyści mają sporo racji.

      1. Pięści się same zaciskają, łzy napływają do oczu. Mam ojca, ma 87 lat i póki co udało mi się go ochronić i przed zakażeniem i przed zaszczepieniem, chociaż na początku akcji szczepień, gdzie celebryci typu Janda na wyścigi – jak nie przymierzając psy do wurstu – prześcigali się kto pierwszy. Mogę na podstawie zachowań mojego ojca stwierdzić co media głównego ścieku zrobiły z umysłami tysięcy starszych osób. Jaki wzbudziły strach, panikę, jak stłumiły zdrowy rozsądek i logikę myślenia. Codzienne wizyty to była orka na ugorze, tłumaczenie, pokazywanie przykładów. Dodatkowo jeszcze moja siostra zwolenniczka szczepień – do czasu jak po drugim strzale dostała NOPa- nakręcała w drugą stronę. Dzisiaj ojciec wie że nie może się szczepić ma zaawansowaną zakrzepicę i Pohp. Wie też że zakażenie tym świństwem to jak zażycie cyjanku. Znałem, słyszałem o wielu znajomych zapatrzonych w prostokątne pudełko, którzy ufni w propagandę zawierzyli, że w razie co, to, to Państwo im pomoże i się zaopiekuje. Rzeczywistość – tak jak to napisał p. Karwelis dla wielu stała się piekłem tuż przed śmiercią. Uświadomiła tuż przed odejściem bezsens całego ich życia. Trzech staruszków w hospicjum bezobjawowych z pozytywnym testem w dobrej formie. Zabiera ich ekipa w kombinezonach na odział covidowy. Zdrowi bez objawów. Jużnie wrócili, nie ma ich. Świadomość odchodzenia w takich warunkach, mimo staram się zrozumieć to wszystko jest nadal niewyobrażalną traumą. To jak próba zrozumienia wielkości Wszechświata i tego co znajduje się na jego kreseach. To co się stało gdy normalny Świat skończył się w 2019, jest nie do wybaczenia, a celowość i premedytacja tych działań coraz bardziej obnażana zasługuje na proces i karę.

      2. nie oceniaj innych swoją miarą.
        To że większość rządów na świecie okazała się bandą śmierdzących skorumpowanych gnid w niczym nie usprawiedliwia naszych rządowych gnid.
        Zostali wybrani aby nam służyć. Jednak zdradzili nas. Dlatego muszą ponieść bardzo surową karę.
        Kara Główna musi być przywrócona.

      3. To że tak jest na całym świecie nie znaczy ze tak być powinno. Nie rząd nasz lecz inny rząd, według schematu którego inne państwa zależne mają dokonywać publicznej eutanazji swoich obywateli, w imię jakiejś idei. Ale…to nasz rzad się zgodził na takie działania. Mając taką wiedzę na temat plandemii i nabytą nieufność do Ameryki wątpię czy jako Władza zgodziłbym się na takie postępowanie. Pewnie byłbym jak byli prezydenci państw, którzy powiedzieli -NIE. Martwy.

  2. Moja Mama tak zmarła, na sali przejściowej, czekając na wynik testu, bez możliwości leczenia, bez możliwości pożegnania. Test przyszedł później, negatywny….

  3. W języku angielskim marzenie i sen to jeden wyraz „a dream” My, Polacy nie mamy tego problemu.
    Co innego nam się śni, a co innego marzy. Gdy Martin Luter King głosił swe orędzieę do Czarnego Ludu ( „I have a dream”) nie wiedziałem czy on śni czy marzy? Ja wyśniłem dziś, coś koło trzeciej nad ranem, jak kupuję ozonator, zwołuję znajomych na ostatnie spotkanie
    i popijając wspólnie wino piszemy list do Niedzielskiego, obarczając go winą za przymus szczepień, śmierć niewinnych ludzi i naszą śmierć samobójczą. Włączyłem ozonator i czekaliśmy w milczeniu. Strasznie się spłakałem. Ja wiem, że to był sen. Oby nie proroczy.

    I had a dream…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: