23.03. Kiedy tłum zdobędzie pałac

7

23 marca, dzień 1116.

Wpis nr 1105

zakażeń/zgonów

2724/17

Zapraszam do wsparcia mego bloga

Wersja audio

Kiedy to piszę jeszcze dymi Paryż i pożary rozlewają się po Francji. Weto nie przeszło, ale do tego kuriozum praworządnej demokracji jeszcze wrócimy. Dziwna ta demokracja, przecież niedawno były wybory na Macrona, a dziś nawet jego zwolennicy są przeciwko niemu. Szykuje się przesilenie i dziś chciałem o tym. Moim zdaniem Macron będzie dążył do wręcz kinetycznej konfrontacji. Zaraz wyłuszczę dlaczego.

Obserwuję pewien ciąg wydarzeń związanych z realnymi skutkami wystąpień ulicznych. W kowidzie i na temat kowida uważałem je, i uważam wciąż, za sposób bezpiecznego upuszczenia żółci, sterowany przez władze, lub co najmniej jej na rękę. Widzieliśmy przecież fale demonstracji antyobostrzeniowych, trucki blokowały Kanadę, tłumy zapełniały place. I co? I nic. A co miało niby być? Przecież – vide Francja – przywódców wybiera się na określony czas, by mieli szansę pokazać na co ich stać. Tu jest rubelek za wejście ale dwa za wyjście. Jak odwołać urzędującego prezydenta, czy wybranego przez parlament premiera, głosem ulicy? No, nijak nie wychodzi. Trzeba odczekać do następnych wyborów albo podymić na ulicach dla rozgrzewki, z której nic oprócz frustracji niemocy już nie pozostaje.

Mówię o ciągu. No, bo popatrzcie. Taki Trump, co to podstępnie zaatakował Capitol. Teraz to już wszyscy, co chcą dodajmy, wiedzą, że to była ciężka prowokacja służb, czy Deep State, zainteresowanych elekcją Bidena. No, ale po co mieliby sami chcieć by tłum zaatakował świątynię demokratycznego państwa? To proste – po pierwsze by niezdecydowana reszta zobaczyła, że to są szaleńcy i z kim mają (mieli) do czynienia. Trump miał z tym atakiem tyle wspólnego co konspiratorzy podziemia z agenturą, która się wkradła w ich szeregi i sterowała organizacją, zamiast ją zwalczać. Drugi argument to wytworzenie wśród zwolenników (tu Trumpa) poczucia bezradności. No dobra, zdobyliście budynek władzy i co? Pochodziliście wy tam z rogami bizonimi po korytarzach władzy, dotykaliście insygnia i co? I nic. Bo okazuje się, że władza to coś bardziej efemerycznego niż pałac władcy i jego korona. To sprawczość w dniach zwykłych i dniach próby. I buntownik z takiej przygody wraca do domu załamany i nigdy już nie wyjdzie na ulicę. Taki uzysk.

Ta kalka się powtarza coraz częściej. Tak samo było w Brazylii. Też zdobyto urzędy i co? I nic. I teraz będzie już długo, długo nic. Kiedyś myślałem inaczej. Brałem pod uwagę np. takie wydarzenia w Gdańsku w 1970 roku. Tam stoczniowcy zdobyli miasto. Spalili budynki najwyższych władz lokalnych, czyli… pokonali symbolicznego smoka. I co? I nic. Smutnym podsumowaniem ich walki był Lech Wałęsa przemawiający z okien zdobytej komendy milicji, by się tłumy rozeszły, bo trzeba pogadać. Tylko z kim? I myślałem, że takie bunty będące mniej lub bardziej spontaniczną reakcją, że nie da się już wytrzymać kończą się na niczym, bo nie ma programu i przywódcy. Ale okazuje się, że to nieprawda.

Przecież protestujący mają alternatywę. Brazylijczycy mieli swego przegranego o czerwono-kowidowy włos kandydata. Amerykanie mieli Trumpa, Francuzi mają Le Pen. I co? I nic. Gorset demokracji krępuje takie ruchy, bo trzeba by było wyjść poza system, by zakwestionować jego reguły, nawet jak były one i tak przekraczane, jak w przypadku ewidentnie skrojonych wyborów. Żaden – dotąd – demokratyczny rywal nie stanął na czele takich buntów, wszyscy czekają aż takie ruchawki w pośredni sposób osłabią przeciwnika, ale w przyjętych regułach, choćby nawet oszukanej, ale demokracji. Nie ma nikogo kto stanie na beczce i powie oczywistość rewolucyjną: „wszyscy won!”. Co oznacza, że nie ma mowy o tym, by rewolucyjne zmiany w wyniku protestów odbyły się w obszarze reguł demokracji.

Wychodzi na to, że nawołuję do rewolucji. Ale tak nie jest – to atrofia systemu wytwarza rewolucyjną sytuację. Dla mnie rewolucja jest zawsze szkodą, skokiem w rozwoju systemu, który ZAWSZE osiągał gorsze rezultaty niż te planowane. Właśnie – planowane. Widziałem wiele rewolucji, które były efektem całkiem innego towarzystwa niż te, które ją wcielało w życie. Ale co ma zrobić tłum, skoro demokracja przedstawicielska nie działa? Kiedy pośrednicy pomiędzy wolą suwerena a sprawczością coraz to nie dowożą oczekiwań, nawet – jak we Francji – kilka miesięcy po wyborach. Bo – chociażby jak Macron – mają inną agendę niż suweren. Co ma zrobić lud?

Odpowiedź dali rolnicy w Holandii. Poszumieli na ulicach, ale wzięli się do roboty, popatrzyli w kalendarz wyborczy, najpierw wzięli władze lokalne, teraz , jako największa partia (bo oni tam partię założyli a nie rozeszli się po protestach) pójdą po władzę w kraju. I skończy się – przynajmniej tam u nich – zielono-komunistyczne rumakowanie. Tak to się robi koledzy. Tak, to do nas – Polaków. Coraz to słyszę, trzeba wyjść na ulice i dać popalić, i że te Polaki to jakieś cipy, bo inni dymią, a u nas „wsi spokojna”. Co prawda to prawda, ale się pytam: No dobra, zdobędziecie Belweder, przegonicie posłów przez ścieżkę zdrowia i co? Przecież pookągłowa dwójpolówka od 30 lat dba by nie było alternatywy elit spoza plemiennego podziału czerwonych i czarnych. I kto stanie na beczce? Z jakim programem? Przecież nawet jak ktoś taki się zdarzy, to was wszystkich zaraz pokłócą, bo dacie się wciągnąć w „sporki” o aborcji i roli konkordatu w skatolicyzowanej Polsce.

Ale pamiętam czasy Solidarności. Niech tam będzie, że zaczęło się od tego, że jeden komuch chciał drugiemu zrobić społeczne lokalne kuku. Niech będzie. Ale nikt mi nie powie, że był to ruch kontrolowany, nawet jeśli tam była agentura na całego. Ale ruch się tak rozrósł, nie trzeba było nikomu nic tłumaczyć wszyscy wiedzieli o co chodzi. I takie służby to zajmowały się nie sterowaniem tym ruchem, bo miał zbyt duży zasięg, ale tylko powstrzymywaniem jego wzrostu i skłócaniem społeczeństwa. I mit Solidarności może nam pokazać, że „Polak potrafi”, byleby mu się chciało chcieć.

Na razie mu się nie chce. Leży pod gruszą i przysypia. Gdzieś tam huczą planety i wojny, ale jeszcze go nie budzą. Tylko jakieś oszołomy latają po sadzie i przeszkadzają w drzemce. Ale powoli dochodzą głosy siekier rąbiących sad. Ciekawe czy coś z niego zostanie zanim się śpiący suweren obudzi? Tym bardziej ważne jest, że jeśli się w ogóle obudzi nie będzie latał bez rozumu z kłonicą po ogrodzie, tylko się zastanowił jak do tego doszło, że mu wycięli większość sadu i jak do tego nie dopuścić w przyszłości.

Wystąpił Jerzy Karwelis i Paweł Klimczewski

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

About Author

7 thoughts on “23.03. Kiedy tłum zdobędzie pałac

  1. Kiedyś, lat temu 20 czytałem, ze we Francji jak sie chciało coś ważnego, ale trudnego zmienić, to siadały do stołu organizacje społeczne, władza, eksperci i obradowali, rozmawiali, kłócili się, ale wszystko w ramach 4 ścian i jakiś konsensus następował. Dziś władza po covidowych szaleństwach stwierdziła(chyba?), że po co ma się maczać w takie demokratyzujące fasady. Wiadomo, że system emerytalny się nie zepnie, więc łup, walnęli ustawę bez konsultacji. U nas przecież też tak było. Jak PO zmieniało ustawę o emeryturach dekadę temu, też były protesty. Może nie tak spektakularne, jak we Francji, ale jednak. Ale dopiero PIS zlikwidował te zmiany, przywrócił stare zasady, choć wiedział, że sa one bardzo niebezpieczne dla ZUS i systemu emerytur. Ale dzięki temu wygrał wybory w 2015 roku i mógł się tym chwalić w 2019. Dziś coraz głośniej też już słychać w rządzie, że ZUS się nie spina, bo pozostawiono stare zasady. Ale władza ugięła się przed suwerenem. No i teraz suweren dostanie siekierą ZUS w plecy. Poleci krew, ale skoro politycy obiecali… no to na pewno dotrzymają słowa.. no nie?

  2. „demokracja” ma polegać na tym, że mam prawo nie wziąć udziału w wyborach.
    Jeśli prezydenta Stanów Zjednoczonych można było zabanować na twitterze, to o demokracji mowy być nie może. Podobnie jak w naszych rodzimych warunkach,
    gdy złodziejom państwowej kasy włos z głowy nie spada.
    CAŁOŚĆ WSPÓŁCZESNEJ „DEMOKRACJ” ZAMYKA SIĘ W SŁOWACH PREMIERA O MISCE RYŻU…

  3. Prezydent Trump zapowiada zniszczenia Deep State, zwolnienia skorumpowanych biurokratów i polityków oraz przywrócenia rządu ludziom Ameryki.

    Były prezydent powiedział, że „odzyska naszą demokrację z skorumpowanego Waszyngtonu raz na zawsze” poprzez wyeliminowanie Deep State, ( głębokiego państwa ) – czyli sieci tajemniczych i potężnych postaci, potajemnie kontrolujących rząd i państwo USA.

    21 marca 2023 Donald Trump ogłosił „10-punktowy plan demontażu głębokiego państwa” w filmie udostępnionym na koncie Trump War Room na Twitterze. Film w linku.

    https://www.youtube.com/watch?v=d5HbS7_iwPg

    1. Tak, Trump akurat jest zdolny to zrobić, ma ku temu środki, ma duży zasób społecznego zaufania, myślę, że ma też wystarczającą wiedzę i umiejętności. Trump jest sam w sobie instytucją gotową do walki o takie rzeczy – i gdyby mu się udało, to ten model, to podejście, ta świadomość może się rozlać na niektóre inne państwa. Co zaś do partii rolników z Holandii… życzę im powodzenia i trzymam kciuki, żeby za kilka kadencji doszli do pozycji powiedzmy trzeciej partii w kraju, żeby ktokolwiek chciał ich postulaty uwzględniać. A do tego czasu będą ośmieszani przez media i polityków, jako takie wsioki, co to planetę niszczom, bo głupie som… taką gębę holnderskiej samoobrony dostaną. Bo W to, ze w pierwszych wyborach stworzą rząd… to chyba nikt nie wierzy.
      Wygrana Trumpa w USA mogłaby być takim game-changerem. I za tym będę gorąco kibicował, bo innych opcji na razie nie widzę.

      1. A ja trzymam kciuka za gubernators Florydy deSantisa. Trump jest niby dobry ale
        1. stawia na Żydów, którzy do nas nastawieni są jak zwykle wrogo
        2. świętował LGBT,
        3. dał się wpuścić w pandemię.

  4. Starzy bogowie umierają, kiedy ludzie przestają w nich wierzyć! I odwracają się do nich plecami.
    W Holandii ta wiedza już się do umysłów i serc obywateli przesączyła. Dlatego zielona komuna tam upada. I upadnie! „Stare kształty rozpadają się”.
    W Polsce ekokomuna pod egidą Morawieckiego (a dawniej PO) wciąż idzie naprzód, bo ludzie JESZCZE Popisowi wierzą.
    Ale przypominam: w 1978 roku w prlu komuna miała 99 procentowe „poparcie”. Dwa lata wystarczyły, by zjechała na kilkanaście procent…
    Na świecie nadchodzi duża polka. Gospodarcza. Inflacja to tylko początek. Wysokie stopy procentowe już wywalają system bankowy i to przyspiesza. Trzeba by już cudu, by globalny kryzys finansowy nie wybuchł . A gdy wybuchnie, zielony komunizm spruje się jak stare gacie, bo technologicznie i zwłaszcza INWESTYCYJNIE on był przecież forsowany i wprowadzany przez Schwabów i ich piesków (także z PiSu! – patrz zgodę na tylnych łapkach Morawieckiego na fitfor55 i kamienie milowe) NA KREDYT! Nie bez powodu pierwsze na pysk lecą w USA banki przodujące we wspieraniu nowych technologii .
    I jeszcze jedno: jak wiadomo, w Polsce caly ten mumijny zielony komunizm mial być wprowadzany za kasę z trzech źródeł: z KPO, z kieszeni wydojonych obywateli, z kasę z dodruku przez nbp Glapy .
    Z KPO nici. Obywatelom megainflacja kasę zeżarła, a Glapa w NPB oraz cała KNB (plus minfin na dokładkę, co to musi rolować zadłużenie za skokowo wyższe odsetki obligacji) właśnie zaczynają kombinować, skąd system bankowy w Polsce weźmie kasę na podtrzymanie a) finansów publicznych, bo nie da się dłużej upychać pozabudżetowo długu publicznego, b) rozdawnictwa przed wyborami w warunkach megainflacji, bo to już się LUDZIOM nie spina w domowych rachunkach, c) podtrzymanie systemu bankowego w sytuacji swiatowego krachu finansowego, który juz nadciąga jak tsunami .
    A w takich warunkach nowy „rok 1980” w Polsce może nadejść prędziutko. I badania opinii juz to zauważają.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *