06.05. Spada!!! Wychodzimy?

6 maja, dzień 64

Wpis nr 55

zakażeń/zgonów/ozdrowień

14740/733/4655

Pokazują się statystyki potwierdzające spadki zachorowań w wielu krajach. Szykujemy się na Wielkie Otwarcie. Na razie stopniowo, w każdym kraju w zależności od przyjętej strategii, dynamiki krzywej zakażeń i stanu gospodarki. Widać, że wiele krajów chce lekko „przyspieszyć” wyjście, bo ludzie w domach i gospodarka na rynkach już nie wytrzymują. Najbardziej przebierają nogami Stany, ale tu trzeba się dobrze zastanowić, nie tylko jak się otworzyć najszybciej, ale też jak to uzasadnić.

Chodzi o to, że wiele krajów będzie się otwierać jednak przy sporej ilości zakażeń, więc trzeba znaleźć na to jakieś inne niż epidemiologiczne wytłumaczenie. I w USA już oficjalnie stwierdzono, że wirus jest z Wuhan, od Chińczyków, z których szczególnie w Stanach uczyniono wroga. Chińczycy starają się to bagatelizować, ale w takiej optyce chiński wirus jest podstępem nieprzyjaciół i będziemy się mu opierać. Nie damy IM się zamknąć w domach. I jest to jakaś opowieść, czemu wychodzimy w USA wcześniej. Niestety jest to opowieść wojenna.

Sądzę, że wiele nakazów epidemiologów uchylą rządy. Nie wydaje mi się, że ludzie dadzą radę chodzić w maseczkach 18 miesięcy (żeby tyle – czekamy na… szczepionkę), bo już się buntują (patrz: moja relacja ze spaceru). Nie da się przez półtora roku zaczopować gospodarki, będziemy się otwierać z minimum zabezpieczeń sanitarnych dla każdej z branż. I jeszcze jedno – mówi się o przepowiadanej na jesień drugiej, może gorszej, fali koronawirusa. Otóż ja uważam, że po pierwszym otwarciu społeczeństwo nie da się drugi raz tak łatwo zamknąć. Po prostu obejrzy sobie po wyjściu swoje straty i nie da się zagonić do izolacji po raz drugi. Trzeba będzie by rządzący wymyślili jak usprawiedliwić wyjście tej niechęci (buntowi?) na przeciw, bo trzeba będzie pozwolić ludziom funkcjonować normalnie w sytuacji podobnego zagrożenia, które za pierwszym razem spowodowało lockdown. Może to będzie ogłoszenie nabrania osławionej „odporności stadnej”, może przyznanie racji „modelowi szwedzkiemu”? Ale to podważy zasadność wcześniejszych strategii izolacji. Ja obstawiam jedną, najprostrzą odpowiedź, z której nie trzeba się będzie tłumaczyć – musimy się nauczyć żyć z tym wirusem. I tyle.

Ważny głos w sprawie wyjścia ze strony mojego ulubieńca od geostrategii, dr. Jacka Bartosiaka. Podoba mi się coraz bardziej, bo trzeba mieć wiedzę i pokorę, gdy się mówi, że się nie wie, co się stanie. Ale jedno co padło z jego ust jest szczególnie ważne – skoro (na razie) jesteśmy mocno związani ze stanem gospodarki niemieckiej (27,6% naszego eksportu to eksport do Niemiec, czyli to nasz największy partner) to musimy się przyglądać ich tempu otwierania gospodarki, by swoje z tym tempem skoordynować. No i… kibicować Niemcom by poradzili sobie z pandemią i otworzyli gospodarkę.

Okazuje się, że w pandemię łatwo się wchodzi, w izolację także, ale dobre wiadomości o spadku krzywych to nie wszystko. Można już wychodzić, tylko trzeba starannie zaplanować jak.
A marzyło się, że tak po prostu wybiegniemy na świat, ku słońcu i wszystko się skończy.

Przypomina mi to moją sytuację, gdy mieliśmy głodówkę w czasie internowania w stanie wojennym. Pół więzienia nie jadło od tygodnia i komuna nas strasznie gnębiła, bo akurat przyszły dwie serie paczek z żywnością (z Episkopatu i od Amnesty). Siepacze kazali nam w głodówce otwierać te paczki i ewidencjonować ich zawartość. Było ciężko. Ale w pierwszy dzień po głodówce cela naprzeciw (nr 10 ze śp. Władkiem Sidorowiczem, późniejszym pierwszym ministrem, nomen omen, zdrowia w rządzie Mazowieckiego) rzuciła się wygłodniała na balerony. Dwie osoby zawieziono do szpitala. Myśmy posłuchali się kalifaktora, który radził na wcześniej inaczej. Najpierw kleik, i stopniowo… Do paczek doszliśmy po trzech dniach. Jak tamci spod dziesiątki właśnie wrócili ze szpitala.

Z ostatniej chwili: wieczorem obejrzałem w telewizji debatę kandydatów na Prezydenta Polski. Jak niewielką mądrością rządzony jest nasz kraj…

No i tak się namądrzyłem nad wszystkimi możliwymi wariantami obrad sejmowych w sprawie wyborów, a tu zaskoczenie, bo się dogadali. Prawdopodobnie PiS się porozumiał z Porozumieniem i wybory będą korespondencyjne, ale trochę później. Zjednoczona Prawica (pora jednak wrócić do tej nazwy po wielu wątpliwościach czy istnieje) ma skorzystać z tego, że jak wybory się nie odbędą, to Sąd Najwyższy ogłosi ich nieważność i marszałek Sejmu rozpisze nowe. A więc spór w łonie prawicy zażegnany, będzie czas na pożądne zorganizowanie wyborów w pełni korespondencyjnych (chyba w lipcu, albo i jeszcze przed wakacjami) i wszyscy w obozie władzy wyjdą na kompromis. Również Koalicja Obywatelska może być zadowolona, bo byc może będzie miała szanse na zmianę kandydatki. Wszyscy mówią (nawet w samej opozycji), że nie była najlepsza, ale… kto będzie za nią? Najmniej się chyba cieszą ci spoza mainstreamu, bo będą chyba musieli od nowa (jak wszyscycy zresztą?) zebrać podpisy (i pieniądze?). Inaczej byłby nowy terminaż wyborów ze starymi kandydatami (co z nowymi?), czyli dziwoląg. Ale III RP nie takie rzeczy widziała.

Wybory nie będą już takie śmiertelne, a zorganizuje je PKW, ciekawe co zrobi z wydrukowanymi już „pakietami”? W Sejmie więc klepnięcie tego może dziś pójść szybko, zaś konieczność wszelkich wygibasów prawnych zostanie zwalona na opozycję, bo ta zakisiła ustawę w Senacie a misję Gowina odrzuciła.

Ale z rządzącą koalicją może być tak jak w tym dowcipie o znajomym, który odwiedził dom kolegi, po czym się okazało, że zniknęło z niego 500 zł. Gospodarz go oskarżył o kradzież, ale się wszystko później wyjaśniło, bo pieniądze się znalazły pod serwetą. Znajomy został oczyszczony z zarzutów i przeproszony. Ale niesmak pozostał…

Więcej zapisków na moim blogu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: