10.10. Weekendzik. Luzik…

10 października, dzień 222.

Wpis nr 211

zakażeń/zgonów/ozdrowień

121.638/2.972/78.982

Wiem, wiem. Cisną. Się dzieje. Nie pora na cotygodniowe michałki, czyli wyimki z kowidowych paranoi. Ale tym się zajmę od jutra. Dziś pokręćmy się jeszcz trochę na luzie. Zaraz się zrobi ostra jazda, więc pożyjmy jeszcze chwilkę na weekendowym luziku, by było co powspominać…

Znowu pora na leniwe weekendowe podsumowanie fragmentów kowidowej rzeczywistości. Sporo kontynuacji już napoczętych tematów, pojawiają się nowe, zwłaszcza kontrowersyjne.

W internecie sensacyjne oświadczenie byłego wiceprezesa i dyrektora naukowego Mike’a Yeandona z Pfizera. Uważa on, że jest już po epidemii, jako, że liczba zgonów spada na całym świecie od połowy kwietnia. Przeżywalność wzrosła do 99,8%, a więc jest na poziomie… grypy. Dyrektor wskazał na zwiększenie się testów fałszywie pozytywnych, których jest ponad połowa. Produkują one chorych tzw. „zimnych pozytywnych”, czyli takich co zachorowali na testy. Nie mają objawów, nawet nie zakażają. A więc statystyka wykrytych przypadków może rosnąć jedynie na papierze, co oznacza absurd obostrzeń i generowania drugiej fali z powodu wzrostu pozytywnych wyników testów i… spadku liczby zgonów.

300 lekarzy i 1100 pracowników belgijskiej służby zdrowia zwróciło się do rządu by wycofać się z obostrzeń i kwarantanny, jako że według nich nie ma żadnej pandemii. Wskazują na to podobne do normalnych sezonowe cykle infekcji. Lekarze także kwestionują rzetelność testów CRP wykorzystywanych do wykrywania wirusa.

Wychodzą absurdy przepanikowanego podejścia do kowida i związanych z nim procedur bezpieczeństwa. Kilkudziesięciometrowe kolejki do testów, których przejście jest warunkiem dostania się do szpitala. Stoją w nich chorzy na poziomie nadającym się do hospitalizacji, w deszczu, godzinami w temperaturze już jesiennej. Wyszło to co, już od czasów włoskiej zapaści mówili lekarze – za dużo hospitalizujemy na kowida. Ponad 95% ludzi w szpitalach „leczonych” na koronawirusa nie jest nawet podłączanych do respiratorów. Po co więc leżą na salach, skoro nie są poddani leczeniu na koronę, bo lekarstwa na niego przecież nie ma? Tylko zawyżają dane o zajętych łóżkach, zamiast przeczekać chorobę w domu. A jak się pogorszy, że nie da rady dychać to dopiero wtedy powinni zadzwonić po pomoc.

Niedawno inna panika, że nastąpił dwukrotny wzrost respiratorów w użyciu. No aż strach. Wzrosło z 86 do 124. No niech będzie, że to dwukrotny wzrost. Ale skąd ta panika, że będzie ich brakować, jak stoi pokryte kurzem ich 11.000?

Mamy przymus maseczkowy na trasach w Tatrach. Nosz, absurd do kwadratu wynikający z bezwzględnego kolorowania powiatów. Ja już w jednym wpisie pokazałem zdjęcie takich wtedy pionierów z wyboru. Myślałem, że dla beki – znowu wykrakałem. Przepraszam. Co prawda rozporządzenie (dekreat?) z nocy z piątku na sobotę zmieniło to, co daje podobno szanse na bezmaseczkowość w lasach i parkach, ale nie uwierzę jak nie zobaczę.

Nie daje mi o sobie zapomnieć mój ulubieniec – prezydent Trzaskowski. No nie idzie mu. Ostatnio wypowiedział się, że jego nowy (już stary trochę, bo się już trzeci miesiąc rodzi) ruch jest potrzebny by… skanalizować ludzką energię. No w jego przypadku znowu chyba dział PR zaspał. Pilna potrzeba stworzenia dla Panu Rafału listy słów nie do używania. Proponuję wyciąć co najmniej określenia: skanalizować, zatruć, wylewać (np. żale), ściek (o rządzących), paleta (nie Obywatelska), plaża (o stanie miasta). Miał Pan Prezydent ostatnio długą obecność w mediach, potrzebną do wytłumaczenia zatrzymania obiecanych w kampanii inwestycji (osz ten PiS…) i podwyższenia podatków i opłat, bo w kasie nie ma pieniędzy. Jednak złośliwi mu wypominają, że nie tylko kasa na parady klaunów się znalazła (przecież podobno parada jest co sesję Rady Miasta, jak wychodzą radni), ale jeszcze się okazało, że inwestycja w… hotele dla owadów będzie utrzymana. A środowisko LGBT+ wciąż czeka na swój hostel. Może z owadami? Tak przyciąć komara…

To ma pójść z budżetu obywatelskiego. Co roku rozpisywany jest taki konkurs na pomysły mieszkańców do wdrożenia. Potem odbywa się głosowanie i selekcja. W tym roku doszło do zabawnego splotu okoliczności. Jednym ze zwycięskich projektów w budżecie obywatelskim jest wycieczka po… odrzuconych projektach obywatelskich. Takie zapętlenie zwrotne. To wygląda jak dość duży dystans Prezydenta do samego siebie. Ale bardziej mi to wygląda na zwyczajny modus operandi. Kolejny kontrowersyjny projekt wygenerował z siebie sam system, ku zaskoczeniu Prezydenta, który takimi rzeczami się nie będzie zajmował. Od wszystkiego ma przecież fachowców. I od ścieków, i od klaunów.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: