12.06. Widziałem szczęśliwych pakerów…

12 czerwca, dzień 467.

Wpis 456

zakażeń/zgonów

2.877.243/74.562

Jednak nie będzie dzisiaj kowidków. Będą jutro, bo to trochę zbierania, a ja w podróży. I zaspałem. Ala miała urodziny… Na kortach.

Jeszcze w maju zeszłego roku wypatrzyłem ten fenomen. To było zaraz po pierwszym otwarciu, tym bez pierwszej fali, o czym napiszę za dwa dni. Jak się otworzyło, to się okazało, że lud wcale nie ruszył tłumnie. W knajpach było pustawo. Teraz mamy drugie otwarcie, właściwie to największe, bo czekaliśmy na nie miesiącami. A siłownie właściwie rok.

Bo będzie o siłowniach. Te dostały najbardziej, jakby to było jakieś światowe ognisko zakażeń. W dodatku argumenty o tej ogniskowości nie bardzo wybrzmiały na bazie dowodów naukowych. Co więcej – enuncjacje epidemiologicznych obostrzaczy (oraz ich sylwetki) wskazywały, że towarzystwo nie kuma o co chodzi. Głównie poprzez argumenty pana Horbana, że z tymi siłowniami to jakaś pompowana histeria, bo przecież każdy z hantelkami może sobie w parku poćwiczyć. Pan Horban dostał wiele zaproszeń, by odwiedzić kolegów pakerów i zabrać ze sobą do parku dwa 32-kilogramowe handelki. Do kieszeni.

Wczoraj byłem pierwszy raz na siłowni od kowida, czyli marca zeszłego roku. Do tej pory ratowałem się po domu ćwiczeniami opracowanymi przez więźnia. Pokazał jak można wykorzystać do ćwiczeń podstawowe sprzęty, ale mi jakoś pryczy brakowało. Potem kupiłem sobie zestaw gum do rozciągania. Dobre, ale wyszło to co zawsze: samemu ciężko się zebrać. Nie ma to jak na siłce, ludzie się kręcą, widzisz, że nie sam doginasz i to motywuje. Można popatrzeć na fajniejsze sylwetki, tak by mieć zapał do zasuwania.

A więc przy wejściu się pytam jakiegoś byczka czy trzeba ćwiczyć w masce. Ten nie wie z kim gada i zaczyna mnie uspokajać, bym się nie bał, a ja tylko chciałem wiedzieć jakie są reguły. A w środku… pustawo. Czyli po rocznym resecie wielu już nie wróciło. I to pewnie nie dlatego, że się przenieśli do parku z horbańskimi hantelkami. A więc odpadli. Czyli wystarczyło tylko tak potrzymać w zawieszeniu siłownie i wielu nawyki się zmieniły. Ciekawe czy na dobre.

Potem, w kościele – to samo. Pustawo. Limit nawet nie dotknięty. A tyle się gardłowało, żeby do kościołów wpuszczać więcej wiernych. I wystarczył roczek takiego bujanie i wielu już nie wróciło. Doszło do degeneracji wiary niepraktykowanej. Myślę, że dołożyła się do tego nadgorliwość hierarchów, którzy nawet nie piskali na obostrzenia, ba – niekiedy byli bardziej papiescy niż Simony. No, ci co opuścili siłownie to może i się przetuczą po domach. Ale co się stało z wiarą, tych, którzy do kościoła już nie wrócili? Czy utracili tę wiarę, czy przeszli na jej zdalne formy? Ale wtedy odpadają sakramenty, a to dla katolika sprawa fundamentalna.

Mamy więc „nowy ład”, tak jak będzie wyglądał. Jak już otworzą, to się okaże, że wielu nie wróci do dawnych zwyczajów. Na własne życzenie. To będzie ta nowa normalność. Jawny dowód, że nic już nie będzie takie samo. I nie będzie to dotyczyło wyłącznie grubasów, którzy utracili formę i wiarę.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zrazy”.           

7 thoughts on “12.06. Widziałem szczęśliwych pakerów…

  1. W siłowniach pustawo, w kinach pusto, w restauracjach sporo, ale są wolne miejsca – nie trzeba czekać ani rezerwować, w kościołach sporawo, ale też bez tłoku, na placach zabaw i deptakach również się nie roi. To z moich obserwacji – również jestem w podróży. I jeszcze: w hotelach daleko nawet do 1/2 obłożenia. Ale miejsca na wakacje nad morzem lub na Mazurach już teraz niełatwo znaleźć. Chyba przestawiliśmy się w większości na życie wirtualne, skoro nawet małolaty podczas przerwy sms-ują do siebie przez szerokość korytarza, zamiast normalnie pogadać? Wydaje mi się, że chyba tylko starsze pokolenie uodporniło się na długotrwałą izolację, bo przeżyło PRL, gdzie życie toczyło się stałym utartym schematem: tło w komunikacji – praca – kolejka do SAM-u – dom, i tak codziennie z wyjątkiem niedziel. No cóż, obecnie całe to działanie władz, nie tylko naszych, wygląda na zaplanowaną akcję pełnego, stopniowego zniewalania społeczeństw, w celu całkowitego podporządkowania. Nawet system oświatowy wygląda na system masowego ogłupiania. Bo władzy nie jest potrzebne myślące i światłe społeczeństwo, a jedynie masa wyborców, stanowiących stały elektorat. A wówczas będzie można rządzić niepodzielnie, a może nawet dynastycznie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: