13.05. Plagi – kumulacja

13 maja, dzień 71.

Wpis nr 62

zakażeń/zgonów/ozdrowień

17.204/861/6.410

To już jakaś kumulacja jest. Ktoś nas doświadcza. Mamy zbieg obecnych i przyszłych plag. Teraz będzie dyskusja pomiędzy dwoma środowiskami. Jedno będzie utrzymywać, że to Bóg chce nam coś powiedzieć, ostrzec nas lub ukarać. Szczególnie z karami będzie łatwo z uzasadnieniem – według fundamentalistów świat tak ostatnio narozrabiał, że trzeba wrócić do biblijnych środków ze Starego Testamentu, czyli automatu wina-kara. Nowy Testament ma tu rezerwę miłosierdzia, ale Stary zawsze trzyma bilans na zero w kategoriach winien-ma. I wielu będzie uważało, że Bóg wyrównuje rachunki – plaga ma być spłaceniem kredytu upadku obyczajów zaciągniętego wbrew boskim prawom.

Druga grupa ma do tego podejście świeckie, ale równie zapalczywe. To Ziemia, przyroda lub natura zamiast Boga wyznaczają karę plagami. W sumie te postawy są podobne, bo jeśli podstawić za Boga ubóstwienie natury, to reszta już jest taka sama. Grzeszyliśmy i teraz trzeba za to odpokutować, wyrządzone zło – wraca. Cała nadzieja w tym, że oba podejścia nie zakładają zagłady ostatecznej – to ma być (ostatnie?) ostrzeżenie i ludzkość ma jeszcze czas by się opamiętać. Plag naliczyłem już biblijne siedem, więc pora na przegląd:

Koronawirus. To oczywiste – nie ma co nawet rozwijać tematu, choć obserwuję, że powoli się… nudzi. Moim zdaniem – całe szczęście. Musimy co najmniej nauczyć się z nim żyć, pod warunkiem, że zbadamy jego rzeczywistą obecność i szkodliwość. Ale coś mi się wydaje, że właśnie jego zbadanie pozwoli nam z nim żyć. W dodatku jeszcze się może okazać, że to nie było nic wielkiego i ktoś za to beknie. Sam proces „bekania” będzie już niezłą plagą.

Susza. Idzie na nas podobno i ma być źródłem przyszłych kłopotów z wyżywieniem (patrz niżej: plaga głód) a co najmniej wzrostu cen żywności. My jako Polska powinniśmy sobie poradzić, bo mamy sporo rolnictwa, ale słaby system jego organizacji, dystrybucji, przetwórstwa i pośrednictwa może doprowadzić rolników do nędzy. I to mimo wzrostu cen.

Smog. Okazało się np., że w Warszawie może nie jeździć gros samochodów, nie pracować gros zakładów i mamy najbardziej zanieczyszczone powietrze na świecie. Ale to był podobno zbieg okoliczności – dopalanie w domowych kopciuchach, brak wiatru i ciśnieniowa czapa, która przygniotła kominowy smog do miasta. Ale w przyszłości smog z aut może nie zniknąć, bo wielu ludzi z powodu zagrożenia wirusem przesiądzie się do własnych samochodów, rezygnując z transportu publicznego.  

Myszy! Tak, myszy. Z powodu łagodnej zimy przetrwało ich znacznie więcej, w dodatku łagodna zima spowodowała wysyp żołędzi, którymi się żywią. Razem daje to zmniejszenie plonów, bo myszy zeżrą wszystko i w związku z tym będzie wzrost cen żywności. Trzeba będzie też bronić silosów ze zbożem.

Imigracja. Jak już pisałem pojawiają się pozytywne tendencje. Fala miała się zatrzymać, a nawet imigranci mają wracać do domu. Jednak ostatnie informacje nie napawają optymizmem. Nie jest pewne, że koronawirus ominie Afrykę, jest pewne, że nie jest ona na niego przygotowana. Może to spowodować duży ruch migracyjny do (ozdrowiałej już wtedy?) Europy na niespotykaną skalę. Pamiętajmy też, że wielu imigrantów straci swoje zajęcie, bo w recesji zwiększy się bezrobocie i cudzoziemcy mogą być rugowani z posad po to, by bezrobotni autochtoni mieli pracę.

Głód. Susza, myszy i inne kataklizmy mogą skończyć się klęską głodu. Teraz to nie do wyobrażenia, ale jestem przekonany, że ludzkość w swej masie jest pewna, że mleko bierze się z kartonika w Lidlu. Teraz jak się okaże, że jednak od rolnika i jego krowy, to jak oba te elementy wypadną z powodu recesji, to będziemy zdziwieni.

Głupota. Tu podobno koronawirus niewiele zaostrzył, tylko odwieczna ludzka głupota wyszła na świat. Do tej pory byliśmy w reżimie dość powtarzalnej pracy i stałych rytuałów rodzinnych. Bez presji zewnętrznego rytmu ludzkość nagle stanęła ze sobą twarzą w twarz, a nie jak dotychczas – ze swoim własnym wyobrażeniem z mediów. Nie tylko durniejemy, ale jeszcze utraciliśmy podstawowe umiejętności potrzebne do przeżycia i socjalizacji. Jesteśmy leniwi, panikarscy i nieporadni.

O wojnie nie piszę, choć byłaby ósma na mej liście. Na razie nie jestem w stanie (nie chcę?) jej sobie wyobrazić, choć „potencjał” jest. Jak zwykle przy zmianie światowego porządku, czyli hegemona.

Jeśli jest jakaś zewnętrzna siła, która chce nam coś powiedzieć tymi plagami, to niech już coś powie, bo my nie jesteśmy w stanie samodzielnie wyciągnąć wniosków z pandemicznej kary tak, byśmy mogli rozpocząć pokutę.

Poprawimy się, obiecujemy. Tylko daj nam znak…

Jerzy Karwelis

Więcej zapisków na moim blogu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: