16.01. Świat na piętnaście minut

16 stycznia, dzień 1050.

Wpis nr 1039

zakażeń/zgonów

123/12

Przepraszam, mam problemy z internetem, bo jestem na urlopie i mogę publikować tylko wpisów na raz. Stąd to zmieszanie.

Zapraszam do wsparcia mego bloga

Wersja audio

Coraz częściej pojawia się w obiegu medialnym koncepcja piętnastominutowego miasta. To pomysł sorbońskiego profesora Carlosa Moreno, który ostatnio robi karierę w wielu miastach, takich jak Bogota, Melbourne, Detroit, Portland, Ottawa, Barcelona, Londyn czy Mediolan. Koncepcja znalazła najszersze zastosowanie w Paryżu, gdzie piętnastominutowe miasto stało się jednym z filarów kampanii wyborczej prezydent miasta, pani Anne Hidalgo. Może dlatego, że i pan profesor, i pani prezydent mają wspólne, latynoskie pochodzenie, ale bardziej jednoczy ich to, że mają raczej serce po lewej stronie. Ale do rzeczy.

Koncepcja zakłada, że aglomeracja miejska powinna składać się z takich piętnastominutowych atomów. Mieszkaniec ma mieć nie więcej niż 15 minut do podstawowych usług, które są mu potrzebne i niezbędne, i to piętnaście minut na nogach lub rowerze. To ważny argument, do którego zaraz wrócimy. A więc poszczególne składowe miasta, subdzielnice mają stanowić samowystarczalne jednostki, w których mieszkaniec nie będzie miał większych powodów do przemieszczania się. Na razie ma mieć tylko 15 minut do metra lub innego zbiorkomu, który dowiezie do odleglejszej pracy, ale jak wszyscy przejdziemy na pracę zdalną, to i ta potrzeba przemieszczania się odpadnie.

Tu wróćmy do zagadnienia – piętnaście minut, ale na nogach lub rowerze. A więc krąg życia „kurczy się” do 2-3 kilometrów, tyle ma wystarczyć. Oczywiście ma to mieć znaczenie elkologiczne, gdyż gwałtownie ma zmniejszyć zapotrzebowanie na samochody w przestrzeni miejskiej. Zostaną rowerki albo per pedes. W końcu mamy do czynienia już i bez tego z decyzjami władz miejskich wielu grodów, że samochody nie wjadą do określonych wyznaczonych rejonów, albo te szczególnie stare, będą niedopuszczane w ogóle w granice miast. A jak już będziemy mieli miasta podzielone na piętnastominutowe enklawy, to zobaczymy nie tylko brak potrzeby poruszania się po mieście samochodem, ale i zakaz dla takiego ruchu.

Ja ten trend widzę od dawna, samochody są rugowane konsekwentnie z przestrzeni miejskiej. Ma to ewidentne podłoże ideologiczne, bo motywacja do tego jest ekologiczna, a to już prawie religia. Do tego dochodzi brak kasy na zakup samochodu, drakońskie koszty parkowania, rosnące koszty ubezpieczenia, wkrótce podatki od spalinowców (patrz kamienie milowe KPO), obecnie wycinanie całych pasów jezdni dla nielicznych rowerów i mamy nie tylko wyciskanie aut z miasta, ale poprzez likwidację alternatywy – wypychanie ludzi na rowery. Tak, to ogólny trend, zaś argumentem są ambicje likwidacji korków (które często władze same prokurują likwidując pasy dla samochodów) oraz zmniejszenie zanieczyszczenia powietrza. Wydaje się więc to logiczną ceną za pozyskanie dobrostanu ludzi miejskich.

Ale ja mam na to inny pogląd. Po pierwsze autorzy eksperymentu. Wszędzie, gdzie się człowiek popatrzy, to za takimi projektami stoją lewicowi ojcowie (i matki, i inne płcie) miast. Jest to realizacja ich wspólnych urojeń, nie mających wiele wspólnego z materią miasta, ale są w makroskali urzeczywistnieniem pilotażowych projektów transformacji społeczeństwa. Widać to wszędzie – „wykształceni z wielkich ośrodków” najczęściej wybierają na włodarza lewaka, a ten włącza agendę nie tyle miejską, ale transformacyjną w kwestii zachowań i mechanizmów społecznych. Całą tkanką miejską (nota bene głównie podziemną) zajmuje się aparat urzędniczy, trwała tkanka, gwarant tego, że miasto się jeszcze kręci, odporny na zmiany na górze. Za to na górze odbywają się eksperymenty bardziej kulturowe niż infrastrukturalne, bo te materialne, czyli podstawowe rzeczy zapewniają apartyjni fachowcy. Tylko dlatego tacy harcownicy polityczni mogą się zajmować harcami. I zajmują się – tęczują, budują squoty, trenują walki uliczne i hodują kulturową różnorodność w tkance miejskiej, realizując utopijne plany równościowe. I stąd też możliwe jest, że w dużych ośrodkach, choćby państwo na poziomie politycznym patrzyło w inną stronę, funkcjonują takie wyspy wpieranego postępu.

Nie dziwota więc, że pomysł piętnastominutowych miast nabrał rozpędu w czasach kowidowych. W końcu pozamykaliśmy ludzi, a ci się zgodzili, przestrachani nie podróżowali i okazało się, że można. Potem z tego wyszli i okazało się, że kręcąc się w kółku dom-Biedronka-praca można latami nie przyjeżdżać do centrum i nic się nie dzieje. I właśnie dlatego na takie piętnastominutówki patrzę się jak na lekko rozszczelnione kwarantanny kowidowe. Jaka to różnica, przecież w kowidzie właśnie to ćwiczyliśmy? Niektórzy się przyzwyczaili, niektórzy… nie zauważyli. A więc nic się nie zmieni. Oczywiście – będzie można pojechać gdzie się chce, ale ma nie być po co.

I czym. No, bo jak nie będzie nam potrzebny samochód w mieście to jak pojedziemy na grzyby? No, na grzyby to pożyczymy samochód. No bo i po co go mieć, płacić za parkowanie, ubezpieczać, serwisować, skoro będziemy nim w tej sytuacji jeździć od wielkiego dzwonu? A do babci pojedziemy zbiorkomem i w ten sposób – będziemy mieli coraz mniej i będziemy coraz bardziej szczęśliwi. Ja nie wiem jak to się stało, ale nie bardzo rozumiem jak to jest, że dane miasto może mi zabronić wjechać do siebie najbardziej legalnie kupionym samochodem, dopuszczonym do ruchu po wszelkich homologacjach? Czemu nie mogę korzystać z legalnych produktów i usług? Co to, w takich miastach to siedzą jacyś udzielni książęta, co to mi mogą zabronić czegoś, na co mi zezwala państwo?

Dla mnie to kolejny obszar poddawany globalizacji. Tak – miasta. To tak samo jak z rolnictwem. Tu nie ma być rozproszonych gospodarstw, bo to powoduje brak porządku i wymyka się regulacjom. Poza tym wolny rolnik na zagrodzie może podejmować (coraz rzadziej, ale wciąż) własne decyzje co i kiedy sieje i zbiera i na czyj użytek. Poza tym – zawsze może pracować jedynie na własne potrzeby i wymknąć się omnipotencji uzależniającego państwa. A więc widać powolne, a ostatnio przyspieszone kroki ku wyrugowaniu indywidualnego rolnictwa na rzecz wielkich korporacji, zautomatyzowania procesów oraz ostrej standaryzacji. Państwo będzie więc miało monopol na to co jesz, a wtedy nigdy nie będziesz wiedział co tak naprawdę spożywasz, bo najpewniejszym modelem weryfikacji jest konkurencja, a ta właśnie ma być zlikwidowana.

Tak samo z miastami na piętnaście minut. Ta koncepcja oddaje coraz więcej obywatelskiej wolności na rzecz organizacji życia publicznego. Najpierw nie będziesz miał czym pojechać na grzyby, potem już nie będziesz chciał. Tak jak po kowidowych izolacjach, gdy otworzyły się drzwi, tłumy nie ruszyły na świat. Okazało się, że można żyć w swych bańkach, niechby i piętnastominutowych. To wystarczy – 50 produktów na krzyż w Biedronce, szkoła opodal, stacja metra do roboty, w domu – wirtualne podróżowanie palcem po pilocie. I będziemy mieli taki mikrokosmos, podarowany i coraz bardziej przyswajany. Ale będziemy już wtedy wisieli na tym, zewnętrznym wobec nas, standardzie. No, bo w tej sytuacji wyprawa do pralni na drugi koniec miasta to będzie podróż w nieznane, pełna przygód opowiadanych z wypiekami rodzinie, że tam, po drugiej stronie poza piętnastominutowymi limes to są niespotykane rzeczy. I staniemy się wolni jak małże, przyklejone do skały. Zaspokojone, ale przykute.

Kiedy McLuchan pisał w 1962 roku o tym, że będziemy żyli w globalnej wiosce nie przypuszczał chyba, że rzeczywistość zrealizuje jego pomysły w całkowicie innej, dosłownej formie.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.    

4 thoughts on “16.01. Świat na piętnaście minut

  1. A skoro samochód nie będzie potrzebny to i pieniądze na samochód też nie będą potrzebne, bo jeszcze by taki obywatel na jakie głupoty to przepuścił i to o zgrozo emitując cełodwa. Więc się zrobi tak, żeby starczyło tylko na bilet miesięczny, czynsz, Internet, kablówkę i tanie żarcie z pobliskiego sklepu, bo drogie dobre żarcie to będzie tylko dla elyty.

    1. A ten kto to wszystko przeżyje, to znaczy że nadaje się do zaczipowania i zombifikacji. Sprytnie sobie to wymyśliły Jaszczury.

  2. Eee, przewiduję że będzie ciekawiej.
    Czipy umożliwiające bezposrednie wejscie umysłem do Metaverse2.0 albo 3.0 i tam „posiadanie” wszystkiego, z przeżywaniem i odczuwaniem jak realu. Ale będzie to kosztować tyle, że uzależni kredytowo chętnych jak dziś „własny” dom. Który przecież nie własny, a banku.
    A potem, jak i to potanieje, może jakaś kuracja geriatryczna, genowa, na telomerach, przedłużajaca życie w tym metawersowym raju np do 150 – 180 lat? Oczywiście na 140 letni kredyt🤣.
    Wszystko jest kwestią wyłącznie znalezienia odpowiedniej marketingowej dźwigni na masowy popyt u niewolników…
    Których będzie się w ich zeroemisyjnych komórkach karmić zdalnie odżywką z trupów i soi…
    Przecież ten mega konzentration lager Schwaba , ta megazona, to nic nowego… Czysta antyutopia i sci fi. Niczym Manifest Komunistyczny Marksa.
    Równie realne w realizacji….

  3. „15-minutowe miasta”, o których wszyscy teraz mówią, to nowa modna nazwa dla wielkoresetowych obozów jenieckich na świeżym powietrzu.

    Chodzi o to, aby zgromadzić wszystkich w dzielnicach wystarczająco małych, aby przejść z jednego końca na drugi w 15 minut. Wszystko, czego potrzebujesz w promieniu pół mili, dzięki czemu nigdy, przenigdy nie będziesz musiał wyjeżdżać.

    Wielki Reset to czysty faszyzm, ukrywający się za zniewieściałą, homoseksualną fasadą [veneer].

    Więcej informacji w linkach

    nie-wierze-nikomu.pl/index.php/wielki-reset-nwo/170-15-minutowe-miasta-czy-getta-i-rezerwaty-dla-niewolnikow

    Piętnastominutowe miasta pojawiają się wszędzie, a Światowe Forum Ekonomiczne podchodzi do nich z ogromnym entuzjazmem. W zeszłym roku ogłoszono, że we Francji to Paryż stanie się miastem 15-minutowym, a teraz brytyjski Oksford okazuje się następny. Jednak oburzeni Brytyjczycy walczą.

    nie-wierze-nikomu.pl/index.php/wielki-reset-nwo/177-brytyjczycy-protestuja-przeciwko-15-minutowym-wiezienio-miastom

    pch24.pl/inteligentne-i-odporne-czy-miasto-ma-stac-sie-gettem/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: