19.06. Kowidki postpandemiczne

Na zdjęciu: studenci medycyny pierwszego roku, palą podręczniki akademickie wydane przed 2019 rokiem

19 czerwca, dzień 839.

Wpis nr 828

zakażeń/zgonów

65/0

Właściwie ciężko już wrócić do kowidków, czyli strzępków pandemicznej rzeczywistości. Ale trzeba być cierpliwym. Temat zszedł z mediów i w rezultacie z zainteresowania. Ale można zaobserwować tu dwa trendy – czające się wciąż wątki, które wyraźnie czekają na swoją porę i drugi aspekt – dochodzą podsumowania i to w praktycznie wszystkich kowidowych wymiarach. Gdy opadł kurz medialny, przysłaniający wszystko, można już zobaczyć jak to było. I wychodzą niezłe kwiatki. Daję je tu do zapamiętania, bo jeśli – jak w pierwszym przypadku ma COŚ wrócić na jesieni (a koleżeństwo zapowiada), to żebyśmy mieli swój dorobek zweryfikowanych doświadczeń.

Zaczynamy (my favorite) od Szwecji. Ta jest sekowana z informacji, bo to kraj przez pandemistów wyklęty. Nie poddał się manii-zamykanii, postawił na nabywanie odporności zbiorowej jeszcze w czasach przedszczepionkowych i ma obraźliwe wręcz wyniki, głównie dotyczące śmiertelności. Tak, tej, o której kraje lockdownowe wraz ze swoimi mediami pisały, że odbywa się tam holokaust państwowy. Szwedzi w ten sposób nie tylko nabierali odporności na kowida, ale nie tracili jej w kwarantannach i izolacjach, tak jak inne kraje. Oto jak Szwecja wchodziła w 2021 rok:

Szwecja: 0 chorych, 480 hospitalizowanych, średnia z 7 dni: 5 924

Wielka Brytania: 189.836 chorych, 8.549 hospitalizacji, średnia z 7 dni: 149.513

Francja: 232.200 chorych, 17.000 hospitalizacji, średnia z 7 dni: 140.828

No dobrze, to był stan na początek 2021, a teraz zobaczmy jak to szło w całym okresie kowidowym ze zgonami Z kowidem w przeliczeniu na 100.000 mieszkańców. Szwecja powinna prowadzić, prawda? A ma wyniki dwa razy lepsze od takie chociażby Polski:

Pamiętacie wyrywną Australię? Tam to się sanitarystycznie działo i dzieje. Nawet tam mity o nieszkodliwych szczepionkach pękają na tyle, że aż dociera to do telewizji. W końcu trzeba było uruchomić fundusz odszkodowawczy dla 79.000 osób o poważnych powikłaniach poszczepionkowych. Nie to co u nas, my to albo z innych genów, albo oni tam na Zachodzie dostają jakąś berbeluchę, bo u nas ani widu, ani słychu.

CDC z USA wprowadziło na przełomie roku rekomendację, by nie testować na koniec izolacji osób na nią skierowanych. W ten sposób bowiem (mieliśmy to też u siebie) można było siedzieć bez końca, zwłaszcza w kwarantannach rodzinnych, bo jeden pozytywny test zawracał całą procedurę z powrotem wobec wszystkich domowników. Okazało się, że słynny test PCR wykrywał wirusa nawet po 12 tygodniach po zakażeniu. Czyli po… chorobie. Jest to dość ważna konstatacja, bowiem okazało się, że na kwarantanny były kierowane miliony ludzi, którzy koronawirusa przechorowały (nie zauważywszy), zaś jeszcze u nich wykrywano resztki genomu nieaktywnego wirusa i… kierowano na kwarantanny ludzi zdrowych. Ba – ozdrowieńców o znacznie lepszych parametrach przeciwciał niż te, generowane przez szczepionki.

Teraz o mediach, bo tu też wychodzi. Fajne zestawienie wypowiedzi różnych polityków z różnych państw. Powtarza się globalistyczna fraza „build back better”. No i jak tu nie wierzyć, że ktoś w jednym miejscu pisze towarzystwu przekazy dnia, skoro śpiewają jak z jednej kartki? Jest to przekaz globalistyczny, gdyż to wielka szansa dla globalistów, by na kowidowych gruzach zbudować nowy, wspaniały (dla kogo?) świat. Ale coś się w matrixie skleiło, bo taka nachalność jest mocno widoczna.

Mamy też kowidowe zmartwychwstania i to trzykrotne. Oto trzy informacje o śmierci tej samej osóbki w trzech różnych krajach. Buzia sympatyczna, wyzwalająca współczucie i natychmiastową chęć działania, by zapobiec takim śmierciom (w tym wypadku chodzi o przyzwolenie na szczepienie bezbronnych dzieci).

Pamiętacie akcję „Nagle”, mówiącą o zdumiewającym wysypie nagłych zgonów wśród zaszczepionych sportowców? Oczywiście czujne media demaskatorskie od razu zaczęły podważać sam fakt, tropiąc złośliwych płaskoziemców. Ale coś nie gra – u nas neguje się sam fakt, zaś Bill Gates go ostatnio potwierdził, że fakt występuje, zaś jego przyczyną jest… zwiększona ilość CO2 na stadionach i arenach sportowych. Poważnie.

W ten sposób mamy wszystko połączone z wojną z klimatem. Czy o klimat, bo się już mi myli. Moim zdaniem, a przeczuwałem to już na początku pandemii, przejdziemy płynnie z kowida na klimat. To, że piłkarze giną na zaczadzonych stadionach, to Pikuś. Pan Pikuś. W ogóle okazało się, że ocieplenie klimatu tu wszystkiemu winne. Prestiżowe czasopismo „Nature” (a więc to prawda jest, zwłaszcza, że info powtórzyła Wyborcza) donosi, że globalne ocieplenie umożliwia przeskakiwanie wirusów ze zwierząt na człowieka. Przypomnieć należy, że to ostatnio modny fenomen, zwłaszcza w przypadku kowida, który się wziął z tego, że na łuskowca narobił nietoperz, po czym go (łuskowca) zjadł na kolację Chińczyk z „mokrego targu” w Wuhan. Taka to historia. W tym wypadku pochodzenie ptasich i świńskich gryp to już znowu Pikuś. Można sobie bowiem w naszym kręgu wyobrazić spożywanie wieprzowiny czy drobiu, z łuskowcem, a mówi się że i z nietoperzem, byłoby trudniej.

No właśnie – nietoperz. Kolejne z ostatecznych (oksymoron?) dowody z badań naukowych dotyczących zagadnienia – czy powstanie takiego wirusa byłoby możliwe bez ingerencji człowieka. Tu już chyba rzeczywiście ostateczny dowód na to, że to raczej niemożliwe. Badacze wykazują, że poszczególne wstawki w genom koronawirusa nie mogą mieć naturalnego źródła i mają wyraźne ślady ludzkiej ingerencji. A co to oznacza? Co najmniej, że trzeba by znaleźć autorów takiego diabelstwa i zapytać o motywację oraz promotorów. Zaś w stopniu końcowym jest to brakujące ogniwo do wersji, że to wszystko zrobili globaliści z tym kowidem. Wynaleźli, zmutowali uzłośliwili i wypuścili w świat. A teraz zbierają depopulacyjne żniwo. A więc kwestia pochodzenia wirusa jest jak widać niebagatelna.

Kończymy jak zwykle kowidki elementami ludyczno-lokalnymi. A więc Polska nasza. Bilans testowego szaleństwa, znowu dzięki doktorowi Basiukiewiczowi. Wyszło, że na same testy, kolejny kryminał „skuteczności”, poszło 3.500.000.000 zł (dla niedowidzących – 3,5 miliarda). Z kolei na słynny z co najmniej nieskuteczności, odrzucony przez WHO, lek remdesivir poszło prawie 1.200.000.000 zł (sukcesywnie – 1,2 miliarda). Tak, że się bilansujemy. Do tego trzeba doliczyć (nieznane) koszty wyautowania testami z roboty, zamykania branż, nieobecności w szkole i w pracy, plus szczepionki, plus tarcze i mamy… koronainflację. Bo to w sumie kilkaset miliardów złotych w błoto, które teraz wraca.

Zbadano wreszcie zależności polityczne w podejściu do obostrzeń. Padła moja teza, że tam mają oba obozy po równo. Okazało się, że jednak nie. Co dziwne „województwa opozycyjne”… posłuchały się wrażej władzy i za jej zaleceniami zaszczepiły się najbardziej, zaś wschód, podobno mekka PiS-u, się nie posłuchał. Poniższy wykres wskazuje na silną korelację: lepszego zaszczepienia się oporowych zachodnich, i gorszego – województw wschodnich.

Aż chce się wrócić (znów dzięki niezastąpionemu Markowi Sobolewskiemu) i zamieścić tabelkę z województwami o największej zachorowalności. Tu korelacja jest odwrotna – im mniej zaszczepionych, tym mniej chorych na kowida. Ale to oczywista oczywistość.

Na koniec smutno-gorzka refleksja absurdalności polskich kowidków. Dla tych, którzy uważają, że już po wszystkim i nie należy wracać do przykrych wspomnień. Kowidowe młyny sanitarystycznej sprawiedliwości mielą wciąż mąkę, a z braku nowej – mielą starą. Partyzanci obostrzeń wysadzają kowidowe tory, choć już niby po wojnie – wykolejając pierwsze pociągi powrotu do normalności. Konrad Kulig donosi: „Sanepid kazał zapłacić 60.000 zł (+odsetki) za naruszenie kwarantanny osobie chorej psychicznie, niezdolnej do pracy, z rentą 1.066,30 zł. Według Sanepidu, kary nie można umorzyć, bo to niezgodne z „interesem publicznym”, a sytuacja finansowa ukaranego może kiedyś się poprawi.”

Czego i Państwu życzę. Znaczy się nie grzywny, ale żeby się Wasza sytuacja finansowa kiedyś poprawiła.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

12 thoughts on “19.06. Kowidki postpandemiczne

  1. Ciekawy jest ten przypadek sportowców. Bo z tego co wiem, to oni nie umarli na stadionach, ale najczęściej w domach lub hotelach. To może to nie powód stadionów(najczęściej otwartych przestrzeni), ale budynków. Ale to ma sens. Budynki mają ograniczona kubaturę. Ludzie, przez 2 lata, byli masowo przetrzymywani i więzieni w budynkach, a tam poziom CO2 jest znacznie wyższy. CO2 zaś jako gaz lżejszy od tlenu i azotu osiada na dnie pomieszczeń. Każdy człowiek powinien mieć dostęp do świeżego powietrza by swobodnie oddychać. A tu nie można było wyjść. Sportowcy czy generalnie ludzie wdychali to CO2, dusili się i umierali. Moze stąd te kilkaset tysięcy zmarłych, a nie od covid?

    1. no właśnie raczej na stadionach umierali, tudzież przy innych okazjach do aktywności. Też to śledziłem przez pewien czas. To były albo zgrupowania przed zawodami, albo treningi, albo indywidualne ćwiczenia. To nie znaczy, że zawsze podczas gry w piłkę ktoś umierał – ale jeśli był grający i na niego akurat padło, to np. godzinę później, w drodze z treningu itp. Znam też przypadki nienagłośnione medialnie, z nagłą śmiercią, np. u osób regularnie biegających – facet nie wrócił z treningu, znaleziony gdzieś na okolicznych łąkach, gdzie biegał. Zdrowy byk. Zmarł nagle. Pewnie od nagromadzonego CO2 na łące… Czyli zakaz wchodzenia do lasów nie był wcale taki głupi – nie wolno i koniec. 😉

    2. Na zgrupowaniach, przy szczelnych oknach plastikowych w pomieszczeniach zamkniętych sportowcy muszą nadal się maskować, bo przecież nie wiadomo kto co przywlecze – wzrost stężenia CO2 gwarantowany. Ten gaz wydaje się w obecnych czasach bardziej zabójczy niż np. taki CO. Może tak dobrze się udała dekozyfikacja społeczeństwa, że proporcje się odwróciły? W przypadku rolników odpowiednikiem są zatrucia metanem w oborach – niejeden stracił życie nagle w niewietrzonym pomieszczeniu gospodarczym, co nie jest odpowiednio nagłośnione w mediach. Czy oficerowie Bezpieki HP zdają sobie z tego sprawę?

      1. Tak Melio. Masz rację:”Dwutlenek węgla jest bardziej zabójczy niż tlenek węgla.” I dlatego w szpitalach mieszanki z 5% CO2 do oddychania dają nieszczęśnikom.
        Ciekawe skąd się biorą tacy mędrcy jak ty na tym blogu?
        Przy stężeniu CO 0.15% śmierć następuje po ok 2 godzinach, przy stężeniu 1.25% po kilku minutach. A 5% roztworem CO2 w tlenie można oddychać w nieskończoność i z korzyścią dla zdrowia, bo utlenienie organizmu jest lepsze niż przy oddychaniu czystym tlenem. CO2 pobudza ośrodek oddechowy.

    3. Tak BMX! Jest tak jak piszesz! „CO2 jako gaz LŻEJSZY od tlenu i azotu osiada na dnie pomieszczeń”. Na fizykę chodziłeś zapewne do tego samego nauczyciela co Szcześniak.
      Pan Autor podaje info o rzekomej szkodliwości CO2 i przyczyny śmierci sportowców (wszak w szpitalach dają do oddychania carbogen, mieszaninę gazów z 5% udziałem CO2), jako przykład skrajnej głupoty i ideologicznego zacietrzewienia, a BMXy uzasadniają to na swój głupiutki sposób.

      1. Widzisz jaki jesteś pajacu małostkowy, nie starsza intelektu na rzeczową odpowiedź w bezpośrednim starciu, to trzeba sobie połechtać ego szarpiąc za nogawki we wpisach do innych. Ale widzę dotarło, w końcu jakieś argumenty, nie twierdzę, że prawdziwe, bo się na tym nie znam, można spierać się, nie obrzucając się inwektywami?

        1. No nie STRASZA intelektu, Szcześniak, nie STRASZA, bidoku.
          Powoli uczę się szcześniakowej gramatyki, ale słabo mi idzie. Czy ktoś mógłby mi na polski przetłumaczyć co Szcześniak miał na myśli?
          A dla Szcześniaka bezpłatna rada. A właściwie kilka.
          1. Staraj się nie używać słów których znaczenia nie znasz.
          2. Zanim nauczysz się pisać poprawne zdania dłuższe, pisz krótkie. Jedno zdanie – jedna myśl. Wtedy łatwiej będzie zrozumieć co tam nabazgrałeś.
          3. Użycie korektora jest bezpłatne, nie wydasz ani kopiejki; unikniesz nowotworów typu SYGAĆ albo STRASZA. Chcesz innych pouczać, a wychodzi komicznie.
          4. Unikaj używek typu alkohol. Móżdżek masz słaby, a to jeszcze bardziej go osłabia i tracisz kontrolę nad sobą i swoim prętem.

          1. Znalazłeś jedną literówkę i już cały w skowronkach? Już dla mnie zaczyna to się robić nudne, to wytykanie Ci odwracania kota ogonem. Autobiografię tu piszesz, czy co? I chyba pręcik w zaniku, skoro tak tu za każdym razem o nim wspominasz. Masz rację musisz uważać na alko, bo już całkowicie Ci przetrzebił te pozostałości po mózgu. A tak swoją drogą, to pisz, będę z litości odpowiadał, bo widzę, że zrobiłeś z tego swój cel życiowy. Jak nie masz z kim, albo nikt nie chce z Tobą pogadać, to powiedz, a nie pajacujesz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: