28.06. Remis…

28 czerwca, dzień 117.

Wpis nr 106

zakażeń/zgonów/ozdrowień

33.907/1.438/20.548

76. dzień czekania na pieniądze od Trzaskowskiego

No i tyle zachodu i… remis. To znaczy I turę wygrał zdecydowanie prezydent Duda, ale z wynikiem chyba mniejszym niż się sam spodziewał, za to Trzaskowski dobił do psychologicznej granicy 30%. Jest możliwe (błąd w exit poll’ach, 2% głosów Polonii), że w ciągu dnia wyniki się polepszą dla Dudy, zaś Trzaskowski może spaść poniżej 30%. Remis jest w drugiej turze, bo wszelkie symulacje przypływów zwolenników kandydatów, którzy się do II tury nie dostali dają zbliżone szanse obu kandydatom. Będzie więc wyścig do końca.

Pytanie czy, jak bardzo i jaki elektorat zmobilizuje się i pójdzie na II turę spośród tych co nie poszli na pierwszą. Tu będą decydowały emocje, niechęć do kontrkandydata pretendenta „mniejszego zła”. I jak widać z badań – zwiększenie frekwencji będzie działało raczej na korzyść Dudy. Choć i te rezerwuary są na wykończeniu, bo frekwencja 63% wysoko zawiesiła poprzeczkę dla II tury.

Teraz będziemy mieli dwa tygodnie szachów pt. kto kogo poprze. Hołownia, człowiek-zagadka, nie powiedział na kogo zagłosuje, ale na kogo NIE zagłosuje. Zrobi przysługę Trzaskowskiemu, choć podochocone grupy zwolenników prezydenta Warszawy i tak nigdy mu nie wybaczą, że startował. Po prostu dodają do siebie wyniki Hołowni i Trzaskowskiego i pomstują, że Szymon rozwadnia elektorat anty-pisu, który – jednolity – dawałby zwycięstwo Trzaskowskiemu. A tak Hołownie się nie wszystkie przeniosą do Trzaskowskiego, niektórzy zagłosują na Dudę, a inni nie pójdą. I wyjdzie na remis, czyli zmarnowane 13,3%.

Jak przewidziano już wcześniej, i, o czym pisałem, prezydenta wybiorą nam chyba zwolennicy Konfederacji. Bosak zrobił bardzo przyzwoity wynik i jego „przekierowanie” będzie kluczowe dla zwycięstwa (chyba Dudy). Widać to było w bardzo koncyliacyjnym przemówieniu obecnego prezydenta zaraz po ogłoszeniu wyników I tury. Duda wyszedł na pokojowego i zgodnego gratulując swoim przeciwnikom, wyraźnie porozumiewawczo do nich machając. Za to Trzaskowski był wojowniczy, co jest dużym ryzykiem. Takie coś działa na jego twardy elektorat, zaś może odstraszyć wahających się i „skoczków” od innych kandydatów. PiS teraz będzie musiał się przymilić do Konfederacji, na której do tej pory wieszał psy. Trzeba będzie odszczekać „ruskie onuce” i pójść na bosaka do Kanossy. Będziemy świadkami cudu nad Wisłą, bo obie konkurencyjne stacje będą wyrywały sobie konfederatów po to by ich przed własnymi kamerami przeciągnąć na swoją stronę mocy. Tu najbardziej TVP będzie musiała zjeść swą własną żabę, bo do tej pory ostro bojkotowała Konfederację, gdyż dla PiS-u nie może być nic na prawo od niego. Nawet ściana.

Reszta kandydatów wypadła słabo, zadziwia słabiutki wynik Kosiniaka-Kamysza. To największy przegrany I tury. Ciekaw jestem wewnętrznych, partyjnych konsekwencji tych jego 2,6%. To znacznie poniżej wyniku całej partii, więc można się spodziewać rozliczeń w PSL, łącznie z zakwestionowaniem przywództwa. Może, i to paradoksalnie po ewentualnej wygranej Trzaskowskiego, dojść do zbliżenia PSL-u z PiS-em. Jeśli nie na szczeblu sejmowym, to choćby… samorządowym. Jeśli bowiem PSL przeszedłby na stronę „dobrej zmiany”, to Platforma ocaliłaby tylko jedno województwo, resztę by wzięła koalicja PiS-PSL. Może to być dobra wiadomość dla regionalnych struktur PSL, które potraciły wiele synekur w Polsce powiatowej. Tak to by wrócili do gry, pytanie tylko czy poddając swego kamyszowego laufra. PSL miał pecha – niepotrzebnie grillował w Senacie termin wyborów na 10 maja. Gbyby wtedy odbyły sie wybory, a wystarczyło tylko nie grać z marszałkiem Grodzkim na wymianę kandydatki Koalicji Obywatelskiej, to Kosinik zrobiłby wtedy z dziesięć razy lepszy wynik i byłby przywódcą anty-pisu a Koalicja Obywatelska byłaby na deskach. A tak, szkoda gadać…

Padł wynik nie dający wyraźnego sygnału co do drugiej tury. Idzie na razie po równo i mogą zaważyć niuanse. Będą to ciekawe dwa tygodnie cudów. Zobaczymy w przekaziorach niewidziane do tej pory lica i usłyszymy całkiem nowe narracje, odwrotne od dotychczasowych. Polska polityka znowu będzie się odwoływać do swego naczelnego aksjomatu – braku pamięci u gros wyborców. I się chyba nie zawiedzie – jak zwykle.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim bloguDziennik zarazy”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: