4.12. Michałki perskie

4 grudnia, dzień 1007

Wpis nr 996

Zakażeń/zgonów

105/0 (wiadomo – niedziela, nikt nie umiera; sprawa dlaczego, już się wyjaśniła)

Zapraszam do wsparcia bloga

Wersja audio wpisu

Ostatnio, jak wspominałem, przebywałem na Podlasiu w domu u zjawiskowych M. Dom jest właściwie zrobiony i zaplanowany do biesiad i wizyt gości, więc z Krystyną wpasowaliśmy się jak zawsze. Miałem okazję być uczestnikiem przypadkowego spotkania z rewelacją. Otóż przejazdem wpadł tam Michał – Irańczyk. Przesympatyczny, egzotycznie oryginalny chłopak lat około 25. W końcu rzadko można spotkać śniadego Persa, który nazywa się jak twój syn. Mało tego, jak cię irański gość polubi, to dostaniesz od niego w prezencie kartkę pocztową, którą sobie zaprojektował specjalnie na takie okazje.

Pewnie odbył z nami swoją dyżurną opowieść, indagowany kolejny raz przez Polaków o swą historię skąd się tu wziął i jak wygląda ten ich Iran. Główny temat to oczywiście odarabianie, czyli opowieść o różnicach między Persami i Arabami. Polacy często mylą te grupy, gorzej, że kultury i warto wrócić do źródeł, by poznać, że na pierwszy rzut oka subtelności różnic są w rzeczywistości ogromne i zasadnicze. Dlatego – skończyliśmy na… czytaniu perskiej poezji. To nie znaczy, że Michał (bo tak się nazywa nasz Pers) nosi ze sobą perską poezję i męczy nią każdego nadwiślanina. Tomik poezji wyciągną z przepastnej biblioteki gospodarz i co najlepsze był to tomik dwujęzyczny, co oznacza, że można było porównać obie wersje. I zrobiliśmy to na kilka sposobów.

Michał czytał na głos i można było usłyszeć perski, co od razu, na samo ucho, wybijało różnicę brzmienia perskiej w porównaniu z chropowatym brzmieniem  arabskiej mowy. Drugą rewelacją był czas. To co czytał Michał było po persku ze dwa razy krótsze niż to samo po polsku. Końcowym zaskoczeniem było pismo. Dwa wiersze zapisane obok siebie to kompletna rewelacja. Po lewej te kreseczki i wężyki perskiego zajmują przestrzeni tak z 10% tego, co zapisane obok łacińskimi literami tłumaczenie polskie. No i treść, subtelna, mocno metaforyczna, ale głęboka i ludzka.

Ale najciekawsze były rozmowy. Przesympatyczny Michał wybrał Polskę. Zatrzymał się w niej po drodze na Zachód. I chyba to dobrze, i to dla… Polski. Zazwyczaj pytanie kogoś o powody takich decyzji, to napraszaniem się o komplementy, bo człowiek słucha argumentów pozytywnych o swoim kraju. To częste – lubimy coś takiego wrzucić cudzoziemcowi, który wybrał nad Wisłą, żeby posłuchać, że żyjemy w fajnym kraju. Wtedy sobie siedzimy i potakujemy, no tak, tak… Czasami wrzucimy, że nie wszystko takie proste i ładne, bo my tu dłużej siedzimy i wiemy, że rzeczy na pozór fajne mają inne, niekoniecznie fajne konteksty. Czasami nawet próbujemy takie coś tłumaczyć. To widok ponury, tak jakbyśmy komuś chlapali farbą na ładny, malowany przez niego obraz, tylko po to by „urealnić” takiemu „prawdziwą” Polskę. A może nie mamy racji, bo nasz kraj może być przecież widziany, jak każdy, na różne sposoby? Dlaczego więc nasz, ten bardziej mroczny, ma być akurat właściwy?

Zacząłem się zastanawiać więc nad tą naszą polskością. Przed sobą miałem czyste lustro fascynacji, a zacząłem widzieć, że można do niego stroić te nasze miny wojny polsko-polskiej w „tym kraju”. Może jednak mamy jakieś przewagi, argumenty za tym miejscem i kulturą? Może te wszystkie rzeczy zagłusza nam ten tumult naszych odwiecznych, kontrproduktywnych swar, które dla nuworyszy polskości są niewidoczne i właściwie po co takiego świeżaka w to wciągać? A może się od niego czegoś o sobie nauczyć?

W końcu to Michał wyznacza duży, ożywczy poziom w naszej perspektywie, zaś widok Persa recytującego całą inwokację do Pana Tadeusza robi wrażenie i zawstydza, bo człek już pozapominał całe kawałki z Wieszcza. Może ci przybysze mogą stać się lustrami, w której powinniśmy się przeglądać częściej? By zobaczyć siebie, Polaków i się otrząsnąć. Trochę to smutne, by aby zobaczyć kim jesteśmy trzeba nam aż przybysza z dalekiego kraju, który naszą, odległą przecież kulturę, chce uznać za swoją, którą my sami – żyjący tu od pokoleń – w wielu przypadkach kontestujemy. Chcemy ją zamienić na europejski tygiel, w którym ma się zglajszachtować, roztopić w „poptradycji” braku tożsamości, to co Michały z całego świata uznają za atrakcyjne.

Chyba daleko zabrnęliśmy, skoro tak być może. Skoro tacy przybysze mogą nam przypominać o takich rzeczach. To oznacza, że jest słabo, bo impuls otrzeźwienia musi pochodzić z zewnątrz. To świadectwo braku dyskursu Polaków o Polsce, bo takie sprawy powinniśmy być w stanie załatwiać sami. A nie jesteśmy. Skaczemy sobie do oczu, nie jesteśmy w stanie wyjść poza zerojedynkowe emocje i klisze, zaś argumenty odrzucamy, gdyż wyciągają nas one ze strefy komfortu plemiennego. I trzeba czasem posłańca losu z dalekiego kraju, który nam uświadomi pryncypia. Że to fajny kraj, fajni ludzie, wyglądający o wiele lepiej, przed tym, jak taki wędrowiec zostanie wciągnięty w nasze odwieczne i głupio nierozwiązywalne polskie dylematki.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.     

1 thought on “4.12. Michałki perskie

  1. I raczej się na duskurs nie natkniemy. Przyczyn jet wiele, od zaszłości zaborów, IWS, IIRP, okupacji, czasy PRL, różne wizje przyszłości i przeszłości Polski. W ostatnich 250 latach stało się tak wiele, że doprawdy dojść do jakiegokolwiek konsensusu będzie trudno. A wizje świata sioę coraz bardziej rozjeżdżają. I to widać nawet w tak błahej sprawie jak kontestowaniu Covida.
    A czekają nas kolejne wstrząsy. Począwszy od ekologii i motoryzajci:
    https://www.msn.com/pl-pl/motoryzacja/wiadomosci/eko-aktywi%C5%9Bci-atakuj%C4%85-suv-y-na-ulicach-du%C5%BCych-miast-spuszczaj%C4%85-powietrze-z-opon/ar-AA14Tmg3?ocid=msedgdhp&pc=U531&cvid=7c6e39c3db6742b7b03d8800820b1776

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: