15.01. Co będzie za 8 lat? Jesteśmy na ostatniej prostej?

14 stycznia, dzień 684.

Wpis nr 673

zakażeń/zgonów

4.298.375/102.270

Na portalu „Forbes’a”, mojej nieodżałowanej miłości z przeszłości, ukazał się wpis z bloga pewnej autorki. Jej nazwisko podałem na końcu tego wpisu, jak i to kim jest. Odłóżcie sobie tę wiedzę aż do końca artykułu. Zdziwicie się i przez kogo to zostało napisane, i… kiedy. I pomyślcie ile już kroków uczyniliśmy do tej pory w kierunku realizacji tej wizji (to już za 8 lat…):

„Witaj w roku 2030. Witaj w moim mieście – a raczej „naszym mieście”. Niczego nie posiadam. Nie mam samochodu. Nie mam domu. Nie mam żadnych urządzeń ani ubrań. Może ci się to wydawać dziwne, ale dla nas w tym mieście ma to sens. Wszystko, co uważałeś za produkt, stało się teraz usługą. Mamy dostęp do transportu, zakwaterowania, jedzenia i wszystkich rzeczy, których potrzebujemy w naszym codziennym życiu. Jedna po drugiej wszystkie te rzeczy stały się darmowe, więc nie miało sensu posiadanie ich zbyt wielu.

Po pierwsze komunikacja została zdigitalizowana i bezpłatna dla wszystkich. Potem, gdy czysta energia stała się darmowa, sprawy zaczęły się szybko toczyć. Koszty przemieszczania się drastycznie spadły. Posiadanie samochodów nie miało już dla nas sensu, ponieważ w ciągu kilku minut mogliśmy wezwać pojazd autonomiczny lub latający samochód na dłuższe podróże. Zaczęliśmy się przemieszczać w znacznie bardziej zorganizowany i skoordynowany sposób, kiedy transport publiczny stał się łatwiejszy, szybszy i wygodniejszy niż samochód. Teraz trudno mi uwierzyć, że zaakceptowaliśmy zatory i korki, nie mówiąc już o zanieczyszczaniu powietrza przez silniki spalinowe.

Czasami korzystam z roweru, kiedy idę do znajomych. Lubię ćwiczenia i jazdę. To tak, jakby zabrać swą ​​duszę w podróż. Zabawne, że wydaje się, że niektóre rzeczy nigdy nie straciły swojej atrakcyjności: spacery, jazda na rowerze, gotowanie, rysowanie i uprawa roślin. Ma to głęboki sens i przypomina nam, jak nasza kultura wyłoniła się z bliskiego związku z naturą. W naszym mieście nie płacimy czynszu, bo ktoś inny korzysta z naszej wolnej przestrzeni, kiedy jej nie potrzebujemy. Mój salon służy do spotkań biznesowych, gdy mnie tam nie ma.
Raz na jakiś czas zdecyduję się gotować dla siebie. To proste - niezbędny sprzęt kuchenny dostarcza mi się pod moje drzwi w ciągu kilku minut. Odkąd transport stał się darmowy, przestaliśmy trzymać te rzeczy w domu. Po co trzymać maszynkę do makaronu czy patelnię do naleśników, upchane w naszych szafkach? Możemy je po prostu zamówić, kiedy ich potrzebujemy.
Ułatwiło to również przełom w gospodarce o obiegu zamkniętym. Kiedy produkty są przekształcane w usługi, nikt nie jest zainteresowany rzeczami o krótkiej żywotności. Wszystko zostało zaprojektowane z myślą o trwałości, możliwości naprawy i recyklingu. Surowce krążą szybciej w naszej gospodarce i można je łatwo przekształcić w nowe produkty. Problemy środowiskowe wydają się odległe, ponieważ używamy wyłącznie czystej energii i czystych metod produkcji. Powietrze jest czyste, woda jest czysta i nikt nie odważyłby się tknąć chronionych obszarów przyrody, bo stanowią one tak wielką wartość dla naszego dobrostanu. W miastach mamy mnóstwo zieleni, roślin i drzew. Nadal nie rozumiem, dlaczego w przeszłości wypełnialiśmy betonem wszystkie wolne miejsca w mieście.

Zakupy? Naprawdę nie pamiętam, co to jest. Dla większości z nas zamieniło się to w wybieranie rzeczy do użytku. Czasami to wybieranie sprawia mi frajdę, a czasami po prostu chcę, aby algorytm zrobił to za mnie. Do tej pory poznał mój gust lepiej niż ja. Kiedy sztuczna inteligencja i roboty przejęły tak dużą część naszej pracy, nagle zyskaliśmy czas, aby dobrze zjeść, dobrze pospać i spędzać czas z innymi ludźmi. Pojęcie godzin szczytu nie ma już sensu, ponieważ pracę, którą wykonujemy, możemy wykonać w dowolnym momencie. Naprawdę nie wiem, czy nazwałabym to już pracą. Bardziej przypomina czas na myślenie, czas na tworzenie i czas na rozwój. Obecnie wszystko zamieniło się w rozrywkę, a ludzie przestali zawracać sobie głowy trudnymi sprawami. Dopiero w ostatnim momencie dowiedzieliśmy się, jak wykorzystać te wszystkie nowe technologie do lepszych celów niż tylko zabicie czasu.
Moją największą troską są wszyscy ludzie, którzy nie mieszkają w naszym mieście. Ci, których zgubiliśmy po drodze. Ci, którzy uznali, że to już przesada z tą całą technologią. Ci, którzy czuli się przestarzali i bezużyteczni, gdy roboty i sztuczna inteligencja przejęły dużą część naszej pracy. Ci, którzy mieli dość tego systemu politycznego i zwrócili się przeciwko niemu. Żyją innym życiem, poza miastem. Niektórzy utworzyli małe, samowystarczalne społeczności. Inni po prostu przebywają w pustych i opuszczonych domach, w małych XIX-wiecznych wioskach.
Od czasu do czasu denerwuje mnie fakt, że nie mam prawdziwej prywatności. Nie mogę nigdzie wyjść i nie być zarejestrowaną. Wiem, że gdzieś wszystko, co robię, myślę i o czym marzę, jest rejestrowane. Mam tylko nadzieję, że nikt nie użyje tego przeciwko mnie.

W sumie to dobre życie. Znacznie lepsze niż ścieżka, na której byliśmy, gdy stało się jasne, że nie możemy kontynuować tego samego modelu wzrostu. Mieliśmy do czynienia z tymi wszystkimi strasznymi rzeczami: chorobami cywilizacyjnymi, zmianami klimatycznymi, kryzysem uchodźczym, degradacją środowiska, całkowicie zatłoczonymi miastami, zanieczyszczeniem wody i powietrza, niepokojami społecznymi i bezrobociem. Straciliśmy zbyt wielu ludzi, zanim zdaliśmy sobie sprawę, że możemy robić rzeczy inaczej.
 
10 października 2016 rok
Ten blog został napisany przed dorocznym spotkaniem Global Future Councils na Światowym Forum Ekonomicznym.
Autorka, Ida Auken, jest młodym globalnym liderem i członkiem Global Future Council on Cities and Urbanization Światowego Forum Ekonomicznego
Jerzy Karwelis
Wszystkie wpisy na moim bloguDziennik zarazy”.

11 thoughts on “15.01. Co będzie za 8 lat? Jesteśmy na ostatniej prostej?

  1. Spoko. Campanella stworzył swoje Miasto Słonca , podobne w tresci do powyzszego manifestu, już w wieku XVI.
    I co?
    I nic.
    Po drodze był komunizm, a własciwie biurokratyczny kolektywizm.
    I co?
    I nic .
    Teraz biurokrację ma zastąpić niby w tym kolektywiźmie AI.
    I co?
    I nic. AI bez duszy zacznie od (przenośnia!) wsadzania nam paluchow w gniazdka elektryczne.
    Szybciutko nam się odechce czegoś, co niweluje ludzką wolnosć i CHCIWOŚĆ – to najbardziej człowiecze uczucie.
    No i co bedzie z włascicielami swiata, owymi posiadaczami funduszy inwestycyjnych mających WSZYSTKO juz dziś? Tymi Rotschildami, DuPontami, Rockefellerami, Bushami, Orsinimi?
    Też zrezygnują z własnosci i wolnosci? (Pytanie było retoryczne).
    A co z pozostalymi szescioma miliardami ludzi POZA zasięgiem AI i NWO?
    Znikną?
    Bo bez ich zniknięcia, ta kolejna utopia nie ma szans realizacji.
    Owszem, „władcy świata” stale będą probować, ale… Jak rozwiążą np. problem zniesienia indywidualnej właśnosci damskiej złotej biżuterii? Już widzę, jak ona krąży… Prawo Kopernika przecież nie zniknie (to ekonomiczne, o niebo ważniejsze od astronomicznego!)
    Albo jak NWO rozwiąże problem dziecięcego ukochanego misia? A co ze stałym dostępem do kuchenki i otwieracza do konserw? (Zapomnijcie w takich kolektywnych warunkach o świeżym żarciu, chyba że surowym. No chyba że kolektywne kotły z bałandą).
    A co z uczuciami, biorącymi się z samej ludzkiej natury?
    NWO zlikwiduje małżeństwa, rodziny, ludzką BIOLOGIĘ?
    Sorki, 8 lat to trochę za mało. 800 też. Juz zresztą byli kiedyś osobnicy, którzy proponowali coś podobnego: armie pracy i komunizm . Niejaki Marks, niejaki Trocki…
    I co?
    I nic!
    Będzie jak z tą pandemią: wszystko do czasu.
    Aż zabraknie chętnych i w związku z tym, zacznie się nagi przymus! I kontrreakcja. Nieuchronna.
    A miliarda się nie rozstrzela. Pięciu miliardów się nie zamknie. Gdy choćby siądą sobie na brzegu rzeki…

    1. I rzecz najważniejsza: w warunkach pelnej reglamentacji wszystkiego ( bo do tego ta recyrkulacja się sprowadzi: dostępne oficjalnie będą TYLKO dobra/usługi wybrane przez AI, zero WARTOŚCIOWEJ własności prywatnej, zatem np. ostro penalizowany ZAKAZ posiadania złota/srebra, pojawi się w warunkach deficytu, i to błyskawicznie, drugi obieg, czyli gospodarka równoległa. Z np. kruszcową walutą, albo ekonomią daru (wymianą pierwotną). Pojawią się zatem równoległe struktury własnosci i WŁADZY!.
      Operujące wg starych dobrych paradygmatów podaży/popytu.
      Czyli w efekcie – dążące do ekonomicznej i politycznej, w koncu osobistej WOLNOŚCI (tylko w więzieniu wszystko jest wspólne).
      I wszystko zacznie się od nowa, a skończy jak zawsze. Łóżkami polowymi, zastępujacymi sklepy, na głównych ulicach. Oraz masową darwinowską reprywatyzacją. To będzie tylko kwestia czasu. Niedługiego relatywnie. Góra dwóch, trzech pokoleń. Narodowy socjalizm, czy klasowy socjalizm, czy AI-owy socjalizm zawsze planowały swe istnienie na tysiąclecia.
      I co?
      I nic! Zawsze tak samo zdychały na sepsę i niewydolność.

      1. I na koniec sprawa najistotniejsza: parakomunisryczna gospodarka recyrkularna sterowana przez AI, a nie biurokratów, kończy (bo musi) z mechanizmami samowyłaniania się elit oraz z jakąkolwiek motywacją do większego ( niż absolutnie niezbędne do przetrwania minimum ), indywidualnego wysiłku. Nawet punktowanego przez AI. A że AI szybko się uczy, błyskawicznie bedzie musiała wymyslać indywidualne motywatory POZYTYWNE, zastępujace w takim więziennym społeczeństwie wyrugowany w istocie, jako ekonomiczny nosnik wartosci, pieniadz. I na tym polegnie, jak biurokracja w ZSRR. Bo co, znów wprowadzi się erzatz rynku, czyli Pewexy i bony dla wybranych? To juz raz skutecznie zdusiło komunę.
        Bo przecież w takich warunkach znów CAŁA ludzka inwencja i wysilek pójdą tym bardziej w szarą strefę.
        Podsumowując:
        Rządy wg zasady „nie bedziesz mieć nic i bedziesz szczęsliwy” są czystą utopią, bez szans na przetrwanie. Skonczą się bowiem (bo muszą!) albo zjazdem w Koreę Pólnocną, hiperopresywna, w której nawet chłopczyki w rurkach i panienki z czarnymi macicami, już nie mówiac o ideolo ekoidiotkach typu Spurek, szybciutko się ogarną, albo… równie szybką erozją, z wyrugowaniem struktur oficjalnych przez równoległe.
        I Chiny nie są tu żadnym kontrargumentem: ich władcy dawno zrozumieli, że nie da się RÓWNOCZEŚNIE wprowadzać niewoli politycznej i ekonomicznej, bo to gotowy przepis na klęskę. Albo – albo.
        Ale skoro nasz „Schwab ” i oważ ideolo profetka uważają, że w Europie jednak się da… Zdrowua szczęscia pomyślności życzę…

    2. Szanowny Kolega jest wielkim optymistą, niestety opierającym swe przekonania na tym co było.
      Nowe, urodzone już w przeklętym XXI stuleciu pokolenia wychowane przez smartfony, większość swego życia spędza w świecie wirtualnym, w dodatku nie wykreowanym przez samych siebie, tylko podsuniętym przez tak zwane media społecznościowe.
      To już w większości kadafery, ich mózgi to tylko interfejsy do komunikacji ze smarfonem.
      Wkrótce to będzie uproszczone, po to między innymi założono Neuralink …

  2. Zapomniała dodać, bo to z wizji wymazali:
    „wszyscy są obowiązkowo kłuci co kwartał, bo tylko tak można uchronić się przed tymi strasznymi chorobami.
    Niektórzy jednak chorują i umierają, to normalne gdy nic nie wnosisz do społeczności. Ludzi jest coraz mniej, zostają do czasu tylko ci przydatni z powodu nieprzecietnych umiejętności, zdrowych organów do transplantacji albo urody, których można wykorzystać gdy jest potrzeba. Ale ja o tym na szczęście nie wiem, bo posiadanie takiej wiedzy również nie jest nam potrzebne. A nawet gdybym ja posiadla, to chip zmoduluje odpowiednio moja pamięć i znowu wszystko będzie dobrze”

  3. Spotkanie biznesowe u mnie w salonie? A jak nagle zmienię plany i zostanę w domu bo dziecko zachruje to co odwołają to spotkanie? Utopijne bzdury a w zasadzie zaslona dymna, żebyśmy myśleli że to dla naszego dobra a tymczasem to jest dla NASZYCH DÓBR, bo przecież ktoś będzie ich właścicielem, np jakaś dobroczynna korporacja pana Billa.

  4. Ha, autorkę tego manifestu jestem w stanie rozpoznać po pierwszych dwóch zdaniach o dowolnej porze dnia i nocy.
    Z z wystąpieniem tym zetknąłem się po raz pierwszy w okolicach maja 2017r a następnie stykałem wielokrotnie, w
    miejscach gdzie autorka najczęściej była określana jako „biedna” i „naiwna”. Przed rozpowszechnieniem wśród
    najbliższej rodziny polskiego tłumaczenia porównałem oryginał na stronach Forum, gdzie znajduje się również
    krótka odpowieć tow. byłej minsister na krytykę – bardzo reprezentatywna w swym stylu dla ogółu lewicowych
    polityków europejskich. Tłumaczenie zastepowało słowo „zorganizowany” na „zdyscyplinowany” w części poświeconej
    komunikacji – rzecz wręcz karygodna dla niektórych Gości, najwyraźniej przekonanych że zarówno pozostali jak
    i Autor zostaną nieuchronnie poddani cierpiącemu na nieuleczalny literalizm anglosaskiemu systemowi prawnemu,
    który ich dotkliwie ukarze za zbrodnię (felonię) interpretacji.
    Cóż, niezależnie od podejscia interpetacyjnego ten manifest, to stek bzdur, nie wiele różniący się od peanów
    na częsć ZSRR pisanych w latach 30-tych – a pamiętajmy, że Rogaty Mikołaj to rocznik 1938 – przez użytecznych idiotów,
    w towarzystwie bajań – często autorstwa tych samych osób – na temat wspaniałości technokracji – takie rozciągnięcie
    idei „socjalizmu naukowego” na wszystkie obszary życia, i rojeń o globalnym (a co najmniej mającym monopol we
    wszystkich dziedzinach gospodarki danego kraju) dostawcy, w pełni wszak spełniających założenia sformułowanej
    później, w latach siedemdziesiątych (założenie EMF (European Management Forum), przekształconego później w WEF)
    przez prof. Z. Brzezińskiego (wstyd!) doktryny konwergencji – z ustrojem socjalistycznym. Z niewielką jedynie
    róźnicą sprowadzającą się do rodzaju formalnej edukacji otrzymanej przez ustalających w sposób całkowicie arbitralny
    ceny. Pan Herbatka ma w ocenie twórczości tow. Auken w wiekszości rację – czym jest bowiem uzasadnianie
    powszechnego obowiązku noszenia maseczek faktem, że obywatele (w wypadku Chin to raczej poddani zbiorowego
    cesarza) krajów Dalekiego Wschodu – bez (?) szkody dla organizmu noszą je przy najdrobniejszej infekcji?
    Z jednej strony to ignorowanie wiedzy naukowej w wyniku obawy przed oskarżeniem o rasizm, którym – w sposób
    całkowicie bałamutny, bo można tu mówić co najwyżej o krytyce rządu chińskiego – wyhamowano dyskusję na temat
    laboratoryjnego pochodzenia SARS-CoV2. Z drugiej zaś – powiązane z otwarcie wyrażanym przez Rogatego Mikołaja i
    skupione wokół niego „elity” zachwytem na panującą w Chinach dyscypliną społeczną (termin „armie pracy” jest
    tu jak najbardziej na miejscu – oczekiwaniem, że społeczeństwa zachodnie w błyskawicznym tempie („prognozowana”
    przez Rogatego Mikołaja na rok 2070 całkowita eliminacja własności prywatnej to i tak ponad 100 razy mniej
    niż czas istnienia Państwa Środka) ulegną regresji do organizacji obserwowanej w koloniach niektórych owadów.
    Jedno przy tym nie wyklucza drugiego. Nie oznacza to jednak braku dotkliwych skutków podejmowania prób
    „domykania” obiegu gospodarki sektorami i istnieje całkiem realne ryzyko, że jako pierwszy poddany takiej operacji
    zostanie rynek motoryzacyjny wraz z równoważną w skutkach operacją na rynku nieruchomości już realizowaną rękami
    prominentnych członków WEF. W tym sensie nie podzielam optymizmu Pana Herbatki, którego wypowiedzi nieodmiennie
    przypominają mi przedostatniego – przed połaczeniem z ACLU – prezesa Electronic Frontier Foundation, Johna
    Perry’ego Barlowa – niestrudzenie walczącego z pierwszymi zalążkami cyfrowego feudalizmu, czego nie można powiedzieć
    o ACLU – tak w czasach równoległej działalności EFF jak i tym bardziej dzisiejszych. Nie podzielam jednak też wyrażającego
    się w pojęciu „ostatniej prostej” pesymizmu Autora, zwłaszcza wobec np. takiego oto materiału:

    https://www.youtube.com/watch?v=-eYeJP5Mc5I

    1. Może nie jest to z mej strony optymizm, raczej pewna znajomość natury ludzkiej.
      W sytuacji reglamentacji usług i cyfrowego pieniadza o ograniczonej ważnosci / dochodu gwarantowanego możliwego do wydania wyłącznie na dobra/usługi reglamentowane, mamy mozliwosci nabywania czegoś ekstra wyłącznie:
      a) bedąc nową elitą
      b) w drugim obiegu gospodarki szarej/mafijnej.
      Ale …. ten drugi obieg będzie musiał posługiwać się trwalymi w czasie nośnikami wartosci. Możliwymi do ukrycia, tezauryzowania, uruchamiania od ręki (i z ręki do ręki).
      Polecam Limes Inferior Zajdla.
      Jeśli ktoś nie pamięta równoległych gospodarek schyłkowego PRLu.
      I naprawdę polecam rozważenie sumy indywidualnych MOTYWACJI dążącej do zera w obiegu oficjalnym NWO.
      Przecież właśnie to, brak nadziei i motywacji, rozwaliło ekonomicznie komunę w rywalizacji światowej. I tak też będzie i tym razem.
      Ludzka natura jest niezmienna.

      1. Tak, to na pewno kiedyś runie ale ile pochłonie ofiar zanim to nastąpi? ZSRR zdążył naciąć sporo zanim się rozpadł a w dodatku nie przestał tak całkiem istnieć aż do tej pory. Komuna w Venezueli to raptem ułamek tego czasu a jakiego dokonała spustoszenia!

  5. Rozwój technologiczny ludzkości jest wbrew pozorom bardzo powolny. Że przypomnę tylko, iż w latach 60-tych wierzono, że w 2000 to już skolonizujemy Marsa. Nie sprawdziły się żadne śmiałe futurystyczne wizje. Problem tkwi immanentnie w metodzie poznawczej całej naszej nauki nowożytnej, a jak dobrze popatrzeć, to i klasycznej. A i tak więcej wiemy o kosmosie niż o działaniu naszego umysłu. Owszem, jakieś mechanizmy (mechanizmy! No i jak się uwolnić od metody?!) są znane i teraz na szeroką skalę wypróbowywanie, ale to wciąż powijaki. Dlatego wizje kontroli umysłów w globalnej skali wydają mi się odległe, oczywiście kontrole totalne, bo na jakimś poziomie jesteśmy kontrolowani, chociażby przez telewizje. Ale to powierzchowne . Kontrolują nas wciąż i od zawsze ewolucyjnie powstałe instynkty i emocje, miłość, nienawiść, strach, potrzeba bezpieczeństwa… Ja się nie boję żadnych czipów, bo one nie będą w stanie kontrolować tego co myślę, ale mogą mnie szpiegować, nagrywać, dystrybuować dobra, wpływać na moje leczenie, kontakty. Na obecną chwilę groźna jest możliwość radykalnego zwiększenia naszej inwigilacji, a więc ograniczenia wolności. Tego się boję, ale większość się nie boi, bo im to, podobnie jak bohaterce felietonu, w ogóle nie przeszkadza. W blogu Idy Aiken świat wydaje się znośny. Ale jednak do czasu. Bo jeśli nic nie mam i nic nie myślę, to gdzie jest miejsce na ten rozwój, wynikający z dużej ilości wolnego czasu? Wkrada się nuda i poczucie bezsensu. Nie ma nic, co mogłoby być jakąś motywacją. Przypomina mi się „Możliwość wyspy” Huellbecqa. W końcu wyruszasz w jedną stronę, na poszukiwanie wyspy, bo szczęście nie jest prawdziwą naturą człowieka, przynajmniej na tym świecie, ale cierpienie, niespełnienie, tęsknota za szczęściem. Wszystkie systemy, które próbowały ułożyć życie człowieka według jakichś z góry założonych wizji jego uszczęśliwienia, osunęły się ostatecznie w totalitaryzm. I ten też tak skończy ( miejmy jednak nadzieję, że nie rozkręci się na tyle). Jeszcze jedno, to nieprawda, że żyjemy bardziej w świecie wirtualnym niż realnym, to tylko taka figura stylistyczna stosowana przez ( najczęściej) starszych ludzi z „bogatego Zachodu” i wyrażająca ich fascynację nowinkami technicznymi, których nie są w stanie za bardzo ogarnąć, a chcieliby. Większość ludzi na świecie zap… za miskę ryżu.

  6. Takie wizje może tworzyć ktoś, kto nie przeżył „REALNEGO SOCJALIZMU”
    gdzie też wszystko było wspólne. WSPÓLNE znaczy NICZYJE.
    A jak niczyje, to się o to nie dba.
    Oczywiście idea jest piękna ale pod warunkiem, że wszystkim ludziom zmieni się ich kod genetyczny
    warunkujący chęć posiadania i samostanowienia.
    Najgłębszy komunizm nie jest w stanie wyplenić natury- chęci posiadania, czegokolwiek.
    Chociażby pięknego widoku z wynajętego mieszkania z balkonem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: