17.01. Zatęskimy za rokiem 2020?

17 stycznia, dzień 321.

Wpis nr 310

zakażeń/zgonów

1.435.582/33.355

Przypominam sobie, że w ferworze życzeń noworocznych królowało powiedzenie, że 2021 rok musi być lepszy od tego 2020, kiedy ta cała pandemia przeorała nasz świat. Dla żartu pisałem wtedy, że może zatęsknimy za tym 2020. Teraz nie jest mi do śmiechu.

Minęło bowiem zaledwie kilkanaście dni nowego roku z nadzieją i widać, że może jednak zatęsknimy. I postaram się wymienić te powody, które mogą uczynić z roku 2020 przedmiot tęsknych marzeń.

Otóż wydaje mi się, że rok 2021 będzie okresem płacenia rachunków za walkę na kredyt z pandemią koronawirusa. Zacznijmy światowo i epidemiologicznie. Już teraz WHO ostrzega o wirusie z 75% śmiertelnością, co w przypadku koronawirusa, plasującego się w okolicach grubo poniżej 1% wygląda kosmicznie. I już nawet nie mówię, że ziści się taka apokalipsa, tylko, że jak się już puściło na skalę światową w ruch płyty tektoniczne paniki ludzkości, to teraz na tym można jechać bez końca. Epatując publiczność wszelakimi zagładami, łącznie z klimatyczną. Będziemy więc w 2021 roku poddawani tego rodzaju falowaniom, a więc będziemy mieli jeszcze większą stadną tendencję do wymiany wolności na (pozorne) bezpieczeństwo.

Będzie to proces jeszcze ostrzejszy niż w 2020 roku, bo wtedy dla nas wszystko było nowe. W 2021 roku już wiemy, jak wyglądają „narodowe kwarantanny”, lockdowny całych branż i krajów i jak wtedy, w marcu 2020 roku myśleliśmy, że to do czegoś prowadzi, tak dziś nauczeni doświadczeniem nie będziemy widzieli bezpośredniego związku między walką z epidemią a polepszaniem naszej sytuacji pozwalającej wyjść na świat. W związku z tym będziemy obserwowali coraz większy marazm społeczny przy wchodzeniu w kolejne lockdowny, bez nadziei na zmianę sytuacji. Aż do granic zmęczenia materiału.

Pierwsze sygnały z USA, pokazujące, w którą stronę może pójść światowe mocarstwo i świat za nim, też nie napawają optymizmem. 2020 rok to dla Stanów była walka z kowidem i Trumpem, rok 2021, po zakończeniu polowania na Trumpa może się skończyć brakiem rozrywek i szukaniem igrzysk na nowych polach. Co będzie radykalizowało w lewo sytuację wewnętrzną USA, i co na pewno ich nie wzmocni, i z czego będą korzystały inne kraje – pretendenci do hegemonii, choćby i w skali regionalnej. Świat jeszcze bardziej się spolicentryzuje, co będzie implikować nowe rozdania, również i w naszym regionie.  

W roku 2021 zobaczymy już kompletny tryumf cenzury. To co się stało w USA z firmami GAFA (Google, Apple, Facebook i Amazon) dowodzi, że mamy do czynienia z cenzurą na miarę światową, która może każdemu „wyłączyć prąd w środku dnia”. Ten mechanizm ujawnił się przy okazji zbanowania Trumpa, wywołał chwilową burzę, ale wciąż pozostał. Najciekawsze są właśnie wezwania do bojkotu GAFA plus twittera odbywające się właśnie na tych platformach. To pokazuje w jak ciemny kąt daliśmy się zagonić prze oligopol tych paru firm, aż tak bardzo, że nawet nie mamy platformy, gdzie moglibyśmy zaprotestować. Wszystko odbywa się na serwisach ciemiężców.

Epidemiologicznie widać, że szczepionki mogą nie być złotym kluczem, który otworzy nam drzwi na świat. Coraz częściej słychać o tym, że trzeba je będzie powtarzać co rok, albo i częściej, że nie zapewniają odporności, ale (może) łagodniejsze przechodzenie choroby. Czyli może być tak, że przejdziemy w formę pełzającej pandemii, z lokalnymi lockdownami i coraz mniej wiarygodnymi paszportami klasyfikującymi nas do grona ludzi zaufanych, czyli zaszczepionych.

Nieciekawie rok 2021 wygląda dla Polski. Przyjdą rachunki za tarcze i strukturalne bezrobocie, które do końca 2020 roku trzymało się jakoś na rezerwach. Jak siądzie produkcja, bo na razie głownie dotknięte są usługi, to dopiero trzeba będzie zracjonalizować zatrudnienie, które teraz jest sztucznie zawyżane w nadziei na powrót do „Nowej Normalności” i poprzez mechanizm tarcz, które wymuszają utrzymanie zatrudnienia. Gospodarczo będzie słabiej, bo przed kowidem byliśmy na dorobku, szło nam nieźle, ale nie mamy tylu skumulowanych rezerw, by stać nas było na płacenie rachunków za tarcze i zamknięcie możliwości zarabiania przez prywaciarzy.

Najgorzej to będzie z nami w układzie międzynarodowym. Postawiliśmy na jedną kartę i to nie tyle amerykańską, co trumpowską. I problem polega na tym, że mając wszystkie jajka w jednym, amerykańskim koszyku, może okazać się, że to nie koniecznie koszyk militarny, co tęczowy. Polska zniknie z listy priorytetów USA sensie wojskowym jak się Biden dogada z Niemcami na temat ich pozycji junior partnera do wspólnego pilnowania interesów USA na Starym Kontynencie. Jeśli chodzi o stosunek do Rosji, to spodziewam się tu bardziej deklaratywnej buńczuczności, niż realnych działań w celu osłabienia Kremla. Jak Niemcy dostaną licencję na Europę, to funkcja interesów relacji chociażby Polski z Rosją będzie wypadkową kontynentalnych interesów Niemiec. I jeśli USA poróżnią się z Niemcami o np. Nord Stream to tylko w kategoriach robienia interesów, czyli czy da się sprzedać amerykański gaz w Europie. I tylko tu mogą być różnice.

Amerykanie mogą się wycofać z Europy, co się Niemcom i całej światowej lewicy spodoba. Mogą za priorytet założyć ułożenie się z Chinami i jednak kontynuowanie konfliktów na Bliskim Wchodzie. Wtedy my popadniemy w stary układ jeszcze z czasów Bismarcka, kiedy strategią Niemiec było zarządzanie Europą w porozumieniu z Rosją. W dodatku obecny rząd, który strategicznie postawił na USA, przy zmianie amerykańskiej strategii na tęczową może się okazać w ślepmy zaułku. Nasz bowiem jedyny chyba sojusznik może nam narzucić priorytety odwrotne od głównych zamierzeń rządzących. Na przykład warunkowe kryterium pomocowe w postaci praworządności, rozumianej jako gwarantowanie praw mniejszości do ich roszczeń.

I co wtedy zrobi PiS? Będzie żył w nadziei, że to całe ideolo to tylko tak na pokaz, zaś priorytety polityki zagranicznej USA są niezmienne? A jeśli kwestie lewicowo-ideologiczne są jedyną treścią nowej polityki zagranicznej USA? Co wtedy zrobimy? Wszystko pozostanie jak było, tylko nowe F-35 pomalujemy na tęczowo?

W sumie wydaje mi się jednak, że zatęsknimy za rokiem 2020. A taki np. rok 2019 to już będziemy wspominali jak jakąś bajkę, kiedy nam się wszystkim wydawało, że wielka przeszłość przed nami, a nasze wewnętrzne polityczne spory sprzed kowida widzieć się nam będą jak niesforne igraszki niewinnych dzieciątek.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: