17.12. Korzystanie z okazji, czyli ukraiński pakiet Brukseli

17 grudnia, dzień 1020

Wpis nr 1009

zakażeń/zgonów

621/10

Prośba o wsparcie mojego bloga

Wersja audio wpisu

Dzisiaj ciekawa rozmowa z T. On jest zgrzytającym zębami zwolennikiem PiS-u, co oznacza, że nie jest to bynajmniej jego bajka, ale alternatywa poddańczej Niemcom Platformy jest dla niego jeszcze gorsza, bo gdy w Polsce będzie się za rządów Tuska powracającego domykać projekt zrobienia z Europy superpaństwa pod wodzą Berlina jego, i nie tylko, zdaniem będziemy mieli przechlapane. Ma tu pewne rozeznanie, bo zna np. taką Kanadę, gdzie praktycznie projekt komunizacji dobiega końca. Jednak na pytanie – dlaczego w takim razie nasz rząd czyni takie ustępstwa wobec Unii nie mógł znaleźć odpowiedzi.

Bo fakt ten zadziwia. No, bo z jednej strony retoryka, że nie oddamy ani guzika, buńczuczne potrząsanie szabelką, z drugiej – na końcu kapitulacja. Może więc chodzi o te nieszczęsne pieniądze z KPO, że tak są PiS-owi przed wyborami potrzebne, by sypnąć kasą przed urną? Oznaczałoby to kilka smutnych rzeczy: po pierwsze, żeśmy się kowidowo i ukraińsko wypstrzykali z kasy. Głównie kowidowo, bo – może to kogoś zaskoczy, ale na tarcze pandemiczne, sprokurowane na własne życzenie, wydaliśmy znacznie więcej niż dotychczas na Ukrainę. Pomyśleć – te wszystkie sprzęty wojskowe, pomoc rzeczowa, paliwa i surowce, socjal dla migrantów to i tak mniej, niż helicopter money, puszczony na ratowanie firm przed chorobą o śmiertelności 0,15%.

Po drugie, to oznacza, że będziemy chcieli po raz kolejny przekupić elektorat, z tym, że nie tylko jego własnymi pieniędzmi, ale pieniędzmi, które będziemy oddawać innym przez lata, w dodatku opodatkowując się na rzecz Unii. Czyli mamy nad sobą pośrednio miecz federalizacji, bo – do tej pory – domeną państw suwerennych było to, że same decydowały o swych podatkach, zaś obecny fakt opodatkowania się dla kogoś innego potwierdza trend do rozmywania się prerogatyw państw na rzecz jakiegoś centralistycznego tworu, zawiadującego z zewnątrz.

Po trzecie jeżeli PiS myśli, że te pieniądze dostanie to jest mocno naiwny. Przecież celem Unii jest zniesienie tego rządu, o czym otwarcie mówią nie tylko urzędnicy unijni, ale ich mocodawcy – politycy europejscy. Widać to, że kiełbasa dla pieska jest podnoszona coraz wyżej, a ten głupi skacze i się ślini. Któryż to już kolejny raz? Teraz Bruksela przeszła na inny tryb. Po udanej próbie z „kamieniami milowymi” zastosowała inną, ukraińską, sztuczkę, ale o tym na końcu.

W końcu PiS zdaje się nie do końca poczytał co jest w tym Krajowym Planie Odbudowy. Tak to on się nazywa u nas, bo w Unii to nic nie ma tam o powstawaniu po kowidzie, tylko raczej o nowym (wspaniałym?) Ładzie, transformacji ku nowej normalności, a tak naprawdę nowemu światu, którego federalizacja jest tylko pewnym stopniem do przejścia. Otóż jeśli PiS myśli, że te pieniądze dadzą się użyć do dosypania elektoratowi przed wyborami, to się grubo myli. To są znaczone pieniądze. Mają pójść nie na podniesienie się po kowidowych harcach, ale na wszelkiego rodzaju rewolucyjne wydumki – zieloności i genderyzmy. I od tego nie przybędzie Polakom w kieszeniach. Kasa z zielonych wymysłów pójdzie z powrotem do nadawcy, bo u nas nie ma własnych technologii do tych cymesów, zaś genderyzmy rozpłyną się na pewno nie w prawicowym elektoracie.

Ale ciekawi mnie jedno zjawisko, które nazywam ukraińskim pakietowaniem. Otóż Polska ma w ręku właściwie już jedyną znaczącą broń w sporach z Unią – jest to weto. W dodatku weto w ważnych dla Unii sprawach, bo tak mówią traktaty. Jest na ten temat dość wyraźny zapis, nie to co np. taka praworządność, z której definicją, również traktatową, może sobie Bruksela robić co zechce. I Unia ma trochę swoich ważnych (federalizacyjnie) spraw do załatwienia, gdy potrzebna jest jednomyślność. A jednocześnie chce dogiąć do końca Polskę, choćby dlatego, by pokazać innym krajom jaki jest los hamulcowego w procesie dochodzenia do (Socjalistycznego) Związku Republik Europejskich. Polacy co prawda zdaje się tej broni weta nigdy nie użyli, wiadomo my to się w tej Unii parę razy odgrażaliśmy, że wetem walniemy, co się spotykało ze strony opozycji reakcją, że jak śmiemy się wyłamywać, podczas gdy inne kraje szachowały wetem aż miło. Ale istnieje poważne prawdopodobieństwo, że tak dociskani i z KPO i z sądami Polacy mogą się odwinąć.

Cóż więc poczyniono? Ano zarzucono kwestię kamieni milowych, bo to długo trwa, widać toto na kilometr, właściwie kompletnie pozatraktatowe, w dodatku jak spełnią Polacy te warunki to wypada dać, a tu przecież nie o danie kasy PiS-owi chodzi. Wzięto się na sposób i ostatnio pokazano drogę: wszelkie kwestie pomocy unijnej dla Ukrainy, na której Polsce strategicznie zależy, będą wiązane w pakiet z kwestiami, gdzie Polska mogłaby postawić samodzielne weto. A więc kasa w wysokości 18 miliardów dla Kijowa została połączona w jedno głosowanie z jednolitym podatkiem korporacyjnym. Chcecie pomóc Ukrainie, to następny, możliwy do zawetowania kamień milowy przyjmujecie w pakiecie. Opozycja w Polsce od razu się rozedrze, że straszny PiS pomagać Ukrainie nie chce, mimo oficjalnych deklaracji i gestów przyjaźni.

Co na to rząd? Ano po oczywistym oddaniu powyższej narracji opozycji, że ich tam na Nowogrodzkiej pogięło, zaczął dopiero tłumaczyć – nic nie robiąc wcześniej, by uprzedzić oczywisty atak -, że to pakietowy szantaż i że skandal. Po czym… podpisał  ten pakiet. Jak zwykle, od lat. Na użytek własny, że hohoho, nawet oficjalna deklaracja, że będziemy stać w poprzek, a potem – kapitulacja. No PR-owy koszmar. Bo po co to robić? Żeby kolejny raz oficjalnie przyznawać się do kapitulacji?

W dodatku, by uniknąć takich gorszących scen i korowodów, mówi się w Brukseli wprost, że mechanizm weta to takie polskie liberum veto i trzeba od tego odejść, bo egoizmy – inne niż niemieckie – to nie jest dobre dla Europy. I jak projekt zlikwidowania weta (na który Polska by musiała się zgodzić, a pewnie jak zwykle się zgodzi) wejdzie w życie, to zniknie ostatnia tarcza małych przed dużymi. I będzie to koniec projektu Unii, do której wchodziliśmy. Ciekaw jestem co na to suweren, ale ten – w czasie zapadania takich decyzji, na co liczy Berlin – będzie już wtedy w europejskim uścisku nowych proberlińskich, tuskowych władz.  

I tak nas będą robić, a my, dla dobra ukraińskiej sprawy, będziemy się godzić na wszystko. Dajemy się ogrywać aż miło. Tak bardzo, że wielu już się zastanawia (nawet wśród zwolenników PiS-u) czy my w ogóle gramy w to, co obiecujemy narodowi?

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.         

3 thoughts on “17.12. Korzystanie z okazji, czyli ukraiński pakiet Brukseli

  1. Eee tam. Fobie niemieckie interesują już tylko chyba zagorzałych fanów PIS i kilku dziennikarzy masochostów, dla których „zakamuflowana opcja niemiecka” to temat do codziennego onanizowania się.
    Mamy środek zimy, a ilość zakażeń COVID19 spada?
    Sukces rządu:
    https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/koronawirus-w-polsce-mapa-zaka%C5%BCe%C5%84-ile-szczepie%C5%84-wykonano/ar-AAWdx6M?ocid=msedgdhp&pc=U531&cvid=1dee1cdce7df4a7494919e5d9d14f2e5&fullscreen=true#image=1

  2. Po wstępie tuskowym, ostatecznie czeka nas GG+ rękoma PiS i bankstera Morawieckiego.
    I tyle w temacie.
    P.s. a propos, nie bez powodu PiS wyciszył sprawę Studenta i STASI. Nie bez powodu…

  3. Trzeba to wreszcie powiedzieć wprost : w Polsce sprawują , naprzemiennie , władzę polskojęzyczne koterie reprezentujące interesy obcych państw ( z jednej strony amerykańsko – izraelskie , a z drugiej niemiecko – francuskie . Jest tylko jeden wyjątek . MSZ zawsze obsadza przedstawiciel jednej narodowości , jak to kiedyś powiedział towarzysz Żyrynowski – prawniczej ). Wszystko co się dzieje w polityce , gospodarce oraz w życiu społecznym ( dziel i rządź ) jest pokłosiem tego braku suwerenności .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: