19.08. W oparach absurdu

19 sierpnia, dzień 535.

Wpis nr 524

zakażeń/zgonów

2.886.079/74.311

Coraz częściej zastanawiam się nad adaptacyjnymi zdolnościami człowieka. To truizm, że to wielkie zasoby, ale mi chodzi ostatnio o skłonność ludzi do akceptacji kompletnych absurdów. Jak to się dzieje, że uważamy za normalność, lub co najmniej tolerujemy kompletne bzdury, nielogiczności, które wcześniej obśmialibyśmy jako głupotę? Myślę, że to się bierze z paru rzeczy. Po pierwsze to powszechność ich występowania, drugie to dowód społecznej słuszności, czyli skoro inni nie widzą w tym nic głupiego, robią to, akceptują – to znaczy, że jest ok. Nie chcę tu przywoływać siły tego trendu ludzkich zachowań, potwierdzonych badaniami naukowymi, ale proponuję wspólną przygodę spacerku po kiedyś absurdach, a dziś normalnościach po to, by zobaczyć jak daleko zaszliśmy. Wystarczyło półtora roku.

Pierwszy i najcudowniejszy absurd, który chyba nigdy nikomu do głowy nie przyszedł a dziś jest tak oczywisty, że nawet niezauważalny to jest król pandemicznych odjazdów – żeby pójść do lekarza musisz być zdrowy. Chorzy proszeni są o opuszczenie przychodni. To absurd systemowy stanu naszej służby zdrowia. Może i śmieszny, ale naznaczony tysiącami zgonów. Ilu ludzi przyjęto za późno, w dodatku potem publicznie zarzucając im niedbałość o własny stan zdrowia? Ilu ludzi wciąż chodzi po ziemi z niezdiagnozowanymi, przenoszonymi chorobami? Jak duży jest nasz dług zdrowotny? Będziemy go widzieć latami jeśli będziemy patrzeć na wzrost zachorowań niekowidowych.

Pokrewnym absurdem jest system teleporad. Dziecko powyższego, czyli odwrotu służby zdrowia od pacjenta. To jeszcze inny etap wspomnianej hekatomby nadmiarowych śmierci. No bo taki „przebadany” przez telefon ma ułudę zajęcia się nim przez służbę zdrowia. A tak przecież nie jest. Fizyczny kontakt z pacjentem, jego przebadanie, osłuchanie to jest (był?) oczywisty standard dla każdego lekarza. Teraz tak nie jest i nie wiadomo czy i kiedy do tego wrócimy.

Kolejna ciekawa rzecz to to, że nie leczymy. To znaczy wszelkie próby znalezienia lekarstwa na koronawirusa są czopowane od początku. Przebicie się medykamentów, które wykazały dobroczynne skutki w powstrzymywaniu lub osłabianiu kowida jest hamowane poprzez długotrwałe badania. Trwają one dłużej niż badania nad skutecznością i potencjalną szkodliwością szczepionek na kowida. A mówimy tu o lekarstwach, które były w obrocie od wielu lat, zaś okazało się, że potencjalnie mogą leczyć koronawirusa. I nagle te lekarstwa, stosowane do tej pory na inne choroby stają się niebezpieczne, ich podawanie może rodzić wiele komplikacji. Leczenie polega na zaordynowaniu przez telefon normalnego zestawu grypowego, jak się pogorszy to cię wezmą do szpitala i leczą kompletnie nieskutecznym (za to drogim) remdesivirem, a potem pod tlen i kończysz na respiratorze.

Kolejny absurd to taki, że karze się leczących lekarzy. Wszelkie próby aktywnego przeciwdziałania kowidowi są tępione w zarodku, zaś losy takich śmiałków są tragiczne, tak jak przykład doktora Bodnara. Całe, okazało się dla wstydu środowiska, nieliczne towarzystwo, które chce leczyć jest przeczołgiwane przez Izby Lekarskie i… Rzecznika Praw Pacjenta. Tak, Rzecznik Praw Pacjenta ściga leczących lekarzy, rozumiem, że w imieniu tych pacjentów.

Mieliśmy też do czynienia z bezobjawowymi chorymi. Ta figura potrzebna była, by wytłumaczyć wprowadzone obostrzenia. Po to by dotyczyły wszystkich, a nie tylko chorych. To ten absurd pozwolił „uzasadnić” maskowanie wszystkich, dystansowanie i lockdowny. Bez niego byłoby tak jak w każdej pandemii. Chorzy lekko siedzą w domu i nabywają odporności, ciężcy – do szpitala. Wszystkich leczymy, reszta, bez objawów, do pracy i nabieramy odporności. No właśnie – odporność. Jakoś niemodna w tych czasach. W mediach pełno reklam szczepionek, ale żadnej by żyć zdrowo i dużo przebywać na świeżaku, łykać witaminę D3, również poprzez przebywanie pod słońcem. A tu doszliśmy nawet do maseczkowania się w trakcie spacerów po lesie. A przecież cała pandemia to gra w nabywanie odporności. Leki, które mogą ją wspomagać są blokowane, lockdowny i kwarantanny odporność tylko osłabiają i to na skalę masową. Jedyną solucją ma być szczepionka, która spłynie na nas jak uniwersalne zbawienie.

Skoro już jesteśmy przy szczepionkach to tu też mamy cały pakiet absurdów. Zacznijmy od podstawowego, nierozwiązywalnego dylematu. Jeśli szczepionki są skuteczne to zaszczepieni nie mają się czego obawiać, więc po kiego ten przymus dla nieszczepów? Niech sobie ryzykują własnym życiem, na koszt własny i ubezpieczalni, na którą przecież płacili całe życie. A jeśli szczepionki nie są skuteczne, a nie są, bo wyszło, że zaszczepieni równie co ich protagoniści, zakażają siebie i innych i chorują, nawet umierają – to po co się szczepić? Tego dylematu nie dało się jakoś zwolennikom szczepień do tej pory rozwiązać, a samo zadawanie takich pytań jest wyrugowane z publicznego dyskursu.  

Nie szczepi się w czasie pandemii. To podstawa. Szczepienia mają zapobiec rozpoczęciu się pandemii a my szczepimy w jej trakcie. Czemu się nie szczepi w pandemii? To proste: bo zaszczepiony może być już chory i jak jeszcze dostanie dodatkową szprycę osłabiającą jego organizm, to może mieć nadmiarowe negatywne efekty. Ale jakoś nie robi się testów przed zaszczepieniem. Jak masz wsiąść do samolotu to musisz je mieć, a jak masz podjąć może najważniejszą decyzję w swoim życiu zdrowotnym, to wystarczy pogadanka z pielęgniarką i siup.  

Nie ma naturalnej zbiorowej odporności. Jest negowana, bo tylko w ten sposób można promować zaszczepienie dla wszystkich. A przecież odporność zbiorowa to podstawa epidemii, bez niej choroba nigdy by się nie zatrzymała. W tej absurdalnej dzisiejszej wersji może ją powstrzymać tylko zaszczepienie. A przecież wedle wszystkich kalkulacji większość ludzi miała już kontakt z wirusem i odporność nabyła, ale to zła wiadomość dla producentów szczepionek i rządów, które nakupowały tych preparatów jak głupi Jasiu pączków. Dlatego do tej pory nie zrobiono badań przesiewowych (mija już półtora roku) bo można by się było dowiedzieć, że większość to przeszła i żyje.

To też skutkuje kolejnym absurdem. Negowania odporności ozdrowieńców. No bo jak by wyszły dwie rzeczy, że większość jest już po odchorowaniu (a właściwie po kontakcie, bo jaka to choroba – patrz wyżej – jak nawet chory o niej nie wiedział) i druga, że przeciwciała ozdrowieńców są „lepsze” i utrzymują się dłużej niż u szczepniętych, to byłby kłopot z uzasadnieniem masowości i przymusu szczepień. A więc ozdrowieńcy mają się także zaszczepić, co jest kompletnym absurdem, biorąc pod uwagę badania, które dowodzą, że przeciwciała po szczepieniu utrzymują się góra 6 miesięcy (no bo przecież trzeba uzasadnić jakoś konieczność strzałów dwa razy w roku) zaś naturalnie wytworzone trzymają się może i całe życie, a na pewno od zakażenia do dzisiaj.  

Szczepienie dzieci i niemowląt. Nie ma żadnych epidemiologicznych powodów by to robić. To akcja by zaszczepić wszystkich dla zasady (pieniędzy?). Dzieciaki bardzo rzadko chorują, przenoszą, umierają. Ryzyko powikłań poszczepiennych jest większe niż to, że nieszczepione zachorują i umrą. Ale szczepimy, testujemy już na 6-ściomiesięcznych maluchach. Po kiego?  

Rada Medyczna, ciało kompletnie z kosmosu ustrojowego, a decydujące o życiu (i przeżyciu) Polaków obraduje bez protokołów, podejmuje decyzje na podstawie własnych przeświadczeń, artykułów w prasie i podglądania sąsiadów. Nawet nie przeprowadza własnych ekspertyz. Ale co tu się dziwić, skoro Rada akceptuje fakt, że NIKT w Polsce nie przebadał co do składu i oddziaływania ani jednej szczepionki, którą zaszczepiono połowę populacji. Jak się wprowadza do obrotu u nas jakiś lek, który choćby i za granicą był zbadany i podawany od lat, to trzeba przejść surowe badania, testy w grupach kontrolnych. A tu mamy szczepionkę dla milionów i nikt do niej nie zajrzał. No, zajrzały podobno instytucje europejskie, i to ma wystarczyć? To czemu nie wystarcza jak chodzi o lekarstwa?  

Teraz moje ulubione – kara za niezaszczepienie. Tak, kara, bo blokowanie powrotu do normalności jest karą. Niezaszczepieni w innych krajach i powoli u nas są dyskryminowani w dostępie do coraz bardziej podstawowych usług. Jest to więc karanie za niezrobienie rzeczy, która nie jest obowiązująca. Bo przymusu szczepień (na razie?) jeszcze nie ma, a w/w kary są. A jak państwo może karać za rzeczy, które są dobrowolne, zaś ty skorzystasz z nich albo nie? Ale karę poniesiesz tylko wtedy jak zachowasz się nie tak jak chce władza. Do tej pory było tak, że co nie jest zabronione (prawem, z konsekwencjami) to jest dozwolone. Teraz zachowania niepromowane są obłożone karą. Ale wprowadzenie przymusu nakładałoby na każącego odpowiedzialność za nałożenie obowiązku. Na razie – jak widać po świecie – władze jakoś dziwnie unikają tego rozwiązania, co rodzi pewne obawy co do ich intencji. Wszędzie narasta propaganda szczepień, segregacja sanitarna i sankcje, ale nikt nie stanie w prawdzie i nie powie – tak, macie się szczepić, to moje prerogatywy władzy, dla dobra publicznego zdrowia. Macie się szczepić na naszą, władzy, odpowiedzialność. Nikt tak nie zrobił.

No i na koniec, ja – człowiek mediów – zostawiłem sobie rzecz jasna kwestię wolności słowa. Kiedyś nie do pomyślenia było, by ktoś oficjalnie przyznał się do potrzeby istnienia cenzury. Taki gościu byłby automatycznie wykreślony z debaty, i to przez całe spektrum politycznych zapatrywań. A dzisiaj – barabardzo. Nawet się tym chwalą. Uzasadnienie jest podłe, jak każda aktywność traktująca ludzi jako bezmyślne bydło. Chronimy was przed łże-prawdami foliarzy, bo te mogą wam namieszać w słabych głowach i zedrzecie maseczki i ukatrupicie pięć babć w autobusie swym śmiertelnym oddechem. A więc trzeba wam blokować inny przekaz niż ten nasz, słuszny. Zaś wszelkie próby dyskursu innego niż oficjalny zabijać w zarodku, szczególnie aktywnych roznosicieli tych kłamstw. Stąd nie ma i nie będzie żadnej dyskusji, nawet już nie co do natury tej pandemii, ale także co do reakcji władz na nią. A więc nie tylko nie pogadamy o rzeczywistej zjadliwości wirusa, ale i o tym, czy lockdown w Warmińsko-mazurskiem miał sens. Jest to taktyka wojennej propagandy, czas jest przełomowy, żadnych wątpliwości. Dywersja innych poglądów ma być zakazana i tępiona.

Ale przypomniał mi się jeszcze jeden absurd, właściwie koronny. Strategia Zero-COVID. To znaczy, że będziemy walić ze wszystkich lockdownowych i szczepionkowych armat aż nie zmieciemy kompletnie koronawirusa z powierzchni planety. To religia wiecznego niespełnienia. No bo założony rezultat końcowy jest z zasady nie do osiągnięcia. Nie będzie zbawienia, ale to nie o to chodzi. Chodzi o to, by walczyć bez końca, z każdym przypadkiem, stosując nadmiarowe środki. Taka Nowa Zelandia właśnie się zamknęła z powodu jednego (słownie: jednego) wykrytego przypadku, w dodatku dokonanego za pomocą testów-loterii. I tak już będzie, będą z piwnic wyciągali zakażone jednostki, zamykali całe państwa, bo malec kichnął w szkole a testy PCR akurat wylosowały wynik dodatni. To perpetuum mobile, wiecznie kręcąca się maszyna, która niesie nas w przepaść.   

To absurdy, które mi na szybko przyszły do głowy. Absurdy, z którymi żyjemy i się do nich przyzwyczajamy. To są filary tej „nowej normalności”. Człowiek taki już jest, że musi sobie albo racjonalizować nieracjonalność, w której jest zmuszony przebywać. Albo jej nie zauważać. Inaczej by zwariował i można obserwować smutny los ludzi, którzy codziennie od półtora roku mówią o tych absurdach, że król jest nagi. Są jak Kasandry, które wciąż wskazują na oczywiste groźby i nieracjonalność zamykania oczu na nie. Uznane za szalone przez tłum, który chce mieć spokój, nawet w drodze w przepaść.

Przyzwyczajamy się do absurdów. A to oznacza, że nasze życie staje się absurdalne.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.   

22 thoughts on “19.08. W oparach absurdu

  1. Pozwolę sobie uzupełnić tę listę o parę kolejnych absurdów:
    * Absurd kolejny:
    Dla naszego zdrowia księża nie wpuszczają do kościołów, wobec czego deszcz, wiatr, mróz, czy spiekota – ludzie stoją na zewnątrz. Ja w podobny sposób załatwiłem się i dostałem zapalenie oskrzeli, dzieci miały zapalenie płuc. Innym razem mogę dostać w ten sposób udar słoneczny – zależy od pogody. Ale wiadomo – od zapalenia płuc się nie umiera, tylko od strasznego C19. Oczywiście TEORETYCZNIE mogę wejść do środka, ale wtedy będę miał przerąbane w parafii, jako ten, który babciom zabiera miejsca siedzące. A zatem pozostaje stać na zewnątrz lub nie przychodzić.
    ** Absurd jeszcze kolejny, wynikający z tego:
    nasz ksiądz (a sądzę, że nie jest w tym odosobniony) narzeka, że przychodzi mniej ludzi na msze. Faktycznie, nawet na zewnątrz w takie pogody niewielu się garnie. Konkluzja księdza w homilii? Może trzeba było się zaszczepić, to byście się nie bali przebywać z ludźmi. Paradoksem jest to, że to raczej ci zaszczepieni boją się przebywać w towarzystwie innych osób w przesadnej dbałości o ochronę przeciw C19, bo ci niezaszczepieni w naszej parafii nie wierzą w bzdury z TV i spotykają się zawsze i z każdym.
    *** Absurd następny, powiązany:
    Skąd w ogóle takie podejście Kościoła Katolickiego do pandemii, że wbrew zdrowemu rozsądkowi i faktom widocznym gołym okiem, za to w zgodzie z dyrektywami rządzących zamykają kościoły, albo wypychają z nich większą część ludzi na niepogodę, gdzie mogą na prawdę zachorować i umrzeć? Jak świat światem zawsze ludzie w razie wojny czy zarazy uciekali się pod ochronę bożą, do kościołów, na długie, rozpaczliwe modły. Bo skoro nasza chrześcijańska religia głosi, że zła się nie ulęknę i choćbym doliną ciemności kroczył… to w Bogu zawsze jest ostatnia nadzieja. A tu lipa, bo księża pierwsi podkulili ogony, kazali nosić maski, ograniczyć przychodzenie. W pewnym sensie to zaprzeczenie własnej wiary, bo okazuje się, że ja, prosty parafianin wierzę głęboko w Boga Wszechmogącego, a księża tej wszechmocy już Bogu odmawiają, stawiając nad Bogiem mocniejszego (ich zdaniem) koronawirusa.
    **** Absurd dalszy, poboczny.
    Tak zupełnie na marginesie i kończąc o księżach, bo to by tłumaczyło ich brak wiary we Wszechmoc boską – nasz ksiądz jest bardzo popularny w okolicy, bo zajmuje się tyloma sprawami pobocznymi – robi koncerty, spotkania, filmiki, wycieczki, organizuje zbiórki… Na fejsie ma komentarze „taki Kościół to ja rozumiem” (czyli tego po prostu łączącego z sacrum to już ktoś nie rozumie?). Więc ogólnie FAJNY jest ten ksiądz. Tylko z podstawami wiary u nas coraz gorzej, nawet tej powierzchownej. Ministranci na kolędzie potrafią tylko jedną zwrotkę jednej kolędy zaśpiewać, a jak ich zapytać o coś więcej, to wzruszają ramionami i patrzą jak na idiotę. Więc rezygnuję z zagajenia rozmowy o cudzie narodzin pańskich.
    ***** Absurd nt. odporności.
    Skąd ta obsesja, żeby cały czas każdy z nas miał pełną pulę przeciwciał we krwi? Przecież organizm tak nie działa. Kiedy organizm jest zaatakowany przez nowy rodzaj intruza (bakterie, wirusy, grzyby itp) to pierwszym zadaniem systemu immunologicznego jest NAUCZYĆ się przeciwnika… coś jakby napisać program jak przeciwnik działa i jak go zwalczać Jak to się uda, to wtedy organizm wg własnego programu przystępuje do produkcji przeciwciał i niszczenia przeciwnika. Kiedy zarazki zostaną już zwalczone, ilość przeciwciał wyspecjalizowanych przeciwko nim stopniowo zanika. To jest proces naturalny i pożądany, bo każdy organizm kieruje się zasadą oszczędzania swojej energii. Kiedy ten sam intruz ponownie zaatakuje nasze ciało – organizm będzie mógł przystąpić do natychmiastowej obrony przez podjęcie się od razu produkcji przeciwciał wg posiadanego już „programu”. Tak to działa i nie ma nigdy stałego utrzymywania konkretnych przeciwciał w organizmie – chyba, że coś stale nas atakuje. Proszę porównać to np. do toksoplazmozy i tego, jakie są poziomy przeciwciał na poszczególnych etapach zwalczania tego wirusa.
    ****** Absurd ostatni, z życia Szczepanów,
    Kolega opowiadał o swoim zaszczepieniu. Najpierw wypełnił jakąś ankietę, którą następnie wręczył pielęgniarce, a ta nawet bez spojrzenia na nią odłożyła ją do kuwetki i kazała podwinąć rękaw. Zwykła taśmówka bez zachowania jakichkolwiek deklarowanych zasad.

    1. Bardzo trafne refleksje. Wszystkie, moim skromnym zdaniem.
      Ja dodam tylko: Kto dzisiaj szuka Boga, nie znajdzie Go w Kościele…
      poza nielicznymi przypadkami…

  2. Kasandra. „Jej imię stało się synonimem złowróżbnej prorokini, wieszczącej nieszczęście”.
    Ale ona tylko ostrzegała przed skutkami postępowania władzy. Mówiła, czym grozi postępowanie bez analizy negatywnych skutków nieracjonalnego działania.

    Jakie będą skutki działania obecnych rządów?
    Jaki będzie następny kryzys? Zdrowoty? Ekonomiczny? Społeczny?

  3. A propos dzieci, drogi Autorze.

    Nie jest tu istotne, że przechodzą lekko czy zgoła bezobjawowo. Istotne jest, że specyfikamenty Pfizera są warunkowo dopuszczone („emergency use”) dla osób po 16 roku życia, a przykładowo Moderna dla osób, które ukończyły 18 lat. Jeżeli ktoś przymusza dzieci do szprycowania to tworzy El Dorado dla prawników. Tylko… gdzie oni są?

  4. Od początku prorokuję, iż w całej tej „zabawie” w Kowida nie chodzi o nasze zdrowie.
    Jesteśmy ofiarami socjotechniki mającej na celu zmianę ekonomii na świecie.
    Wczoraj trafiłem na jedno z najważniejszych nagrań ostatnich miesięcy
    https://brandnewtube.com/watch/millions-treated-successfully-what-is-going-on_hkvTFUsnGtMvem3.html
    Rabini pytają via komputer znanego medyka, Zelenky, co robić? I dowiadują się prawdy.
    Bolesnej prawdy.
    Przytoczę tylko jedno twierdzenie dla osób nieanglojęzycznych.
    W oparciu o oficjalne dane statystyczne , zakładając iż cała ludzkość pozostaje bez opieki medycznej, ginie milion osób. W sytuacji gdy Panom Świata udaje się, według planu,zaszczepić wszystkich
    na planecie ( biorąc pod uwagę obecną szybkość zgonów poszczepiennych)
    w ciągu dwóch lat umiera 2 miliardy! Taka różnica.

  5. Kolejnym ewidentnym dowodem,o którym trzeba wciąż przypominać, jest cudowna wręcz umiejętność nauki odróżniania kolejnych wersji covida od siebie w opozycji do kompletnej ślepoty tejze nauki w odróżnianiu covida od grypy. Na nic apele lekarzy i naukowców, już miał być test ale nadal niedasie.

    1. Jak i w równie wielkim stopniu cudowna zdolność nauki do – przewidzenia w stopniu adekwatnym aby uzyskać grant na badania GoF – ale przy pomoczy czystej heurystyki – możliwości powstania wysoce zjadliwej zoonozy, przy jednoczesnej totalnej amnezji (amantadyna, HCQ, etc.) wobec faktu że replikacja jakiegokolwiek materiału genetycznego zachodzi przy określonym zakresie pH. Nie mówiąc już o tym, że przyjęte „niefarmakologiczne” metody walki są z gruntu średniowieczne – najwyraźniej niektórym marzy się powrót feudalizmu.

  6. „Globalne użycie iwermektyny zakończy pandemię COVID-19″ – ogłosili niedawno eksperci zrzeszeni w FLCCC (Front Line COVID-19 Critical Care Alliance), organizacji lekarzy i naukowców”. To cytat , tytuł newsa który jakiś czas temu gościł w Sieci. I co? Ano nic. Po pewnego rodzaju konsternacji najmądrzejszych tego Świata i milczeniu „najmądrzejszych” w temacie Covida u nas nastąpiła odpowiedź której zresztą ja się spodziewałem, spodziewali się jej chyba wszyscy – nazwijmy ich… ciekawi tego co się dzieje. Ani WHO, EMA, i reszta „najmądrzejszych” nie zalecają, raczej odradzają stosowanie iwermektyna. U nas nasi guru od Covida odetchnęli, że nie muszą niczego tłumaczyć… i już. O co tak naprawdę chodzi? Czyżby o to co krąży od niedawna w Sieci, a mianowicie tekst umowy między rządami, UE, WHO (nie wiem czy prawdziwy) który w jednym z punktów umowy wyraźnie zakazuje promowania innego leczenia Covid-19 niż szczepienie. Jeśli tak to jesteśmy w przysłowiowym „domu” i działania naszego rządu, doradców, lekarzy? z tzw RM są w pełni zrozumiałe. Tak więc żadnego absurdu tu być nie ma prawa.
    Szanowny autor Pan Karwelis jest w mylnym błędzie. Absurd? Jaki absurd? (to oczywiście żart).

  7. Z podziękowaniem tradycyjnym dla RedNacza, proponuję by wpisywać tu najbardziej absurdalne rzeczy jakie widzieliśmy czy zaobserwowaliśmy medialnie w „temacie okołowirusikowym”.

    Moje ad hoc propozycje absurdowe:

    1. Trzymanie społeczeństwa w kolejkach na deszczu i mrozie przed sklepami, pocztami, urzędami… Oczywiście – wszystko dla wyrobienia w społeczeństwie odporności i ku zahartowaniu tegoż niesfornego społeczeństwa.

    2. Nakaz – zresztą niemal zupełnie i powszechnie „olany” – by siedzieć w autach osobowych i prywatnych w namordnikach.

    3. Noszenie namordników na deszczu i mrozie. Widok zzieloniałej z braku tlenu babci z namordnikiem nasiąkniętym deszczem, czy dziadka łapiącego ostatni oddech spod zalodzonego i zmrożonego namordnika – zapamiętam do końca moich dni!

    4. Nakaz noszenia rękawiczek w sklepach był boski! Ja nosiłem takie robocze „wapirki” – jak przypadkiem ktoś nakazywał. Widok paniusi które zrobiła duże zakupy w Owadzie i w kasie nie mogła urękawicznioną w prezerwatywę ręką znaleźć banknot i tąże zabezpieczoną gumą rąsię którą dotknęła wszystkie półki i towary liże językiem spod na chwilę opuszczonej przyłbicy – rewelka!

    Parę kolejnych informacji jeszcze mi się narzuca, i może z tego wyszła by niezła opowieść. Gdyby RedNacz chciał, to mógłbym mu w celach ewentualnego wykorzystania do kolejnych wpisów podesłać na emalię…

    Pozdrawiam

  8. Zobaczymy co jutro pokaże Australia. Zwoływane sa protesty we wszystkich wielkich miastach kontynentu. No zobaczymy…
    Na razie kangury wykazują się całkowita uległością, poza nielicznymi z nich.
    Nowa Zelandia… Maorysi, niegdyś waleczny i dumny naród, stali się pudelkami, pozwalają aby wodziła ich za nos zwykła paranoiczna kurwa…
    Mam nadzieję w Amerykanach i Kanadyjczykach. Europa też się buntuje.
    W Polsce wydaje się tez że wrzenie narasta, choć rządowa banda trochę się cofnęła, taktycznie raczej, aby to nas nie uśpiło… Pisowskie doły zaczynają dostrzegać że są robione w jelenia przez górę która robi wałki wraz z rzekomymi wrogami politycznymi.
    Bedzie jeszcze ciekawiej…

  9. Co do dzisiejszego wpisu:
    Największym absurdem jest oceniać działania „covidowe” władz jako absurdalne.
    One BYŁYBY absurdalne gdyby ich celem było chronienie zdrowia i życia obywateli.

    Jednak jeśli założymy że cel jest odwrotny to te działania przestają być absurdalne.
    Są spójne i logiczne.

    1. Ano właśnie , działania rządzących nie wynikają z ich nagłego zbiorowego zwariowania ( przecież nawet stawianie takiej tezy jest nonsensowne ) ani z masowego skorumpowania ( a niby jak to przeprowadzić w praktyce ?! ) . A jeśli odrzucić niemożliwe pozostaje odpowiedzieć sobie na proste pytanie : jakie dobro ponadnarodowe jest warte takiego postępowania ? Ja widzę tylko jedno : próba utrzymania stabilności światowego systemu finansowego który , na tym etapie ,można przeprowadzić ( inna sprawa czy się to uda ) już tylko przez jego globalny reset ( cyfrowy pieniądz , może jakaś forma oparcia go o standard złota ) . W kilku poprzednich postach pisałem o tym szerzej więc nie ma co się powtarzać. A ” pandemia ” i ” walka ” z nią ,to tylko teatr potrzebny do odwrócenia uwagi od tego co jest naprawdę istotne : katastrofalnego stanu światowych finansów i groźby ich natychmiastowego kolapsu gdyby wybuchła panika .

      1. To oczywista oczywistość zapowiedziana przez Pana już w pierwszym zdaniu niniejszego wpisu.
        Jednak trochę irytuje mnie to ciągłe „my” jak gdyby całe społeczeństwo dzieliło jeden wspólny mózg, wspólny charakter…

  10. Przyzwyczajamy się do absurdów – no cóż, większość ludzi, jednak, to oportuniści czyli dla świętego spokoju lepiej się nie wychylać, przynajmniej do czasu, kiedy poczuje się bezpośrednie zagrożenie (tyle że wówczas przeważnie jest już za późno na reakcję). Na szczęście (być może) już następuje pewne przebudzenie – masowe protesty, w wielu krajach i to coraz częstsze, mogą budzić jakąś nadzieję.
    W temacie leczenia korony: chaos wydaje się celowy, zapewne ktoś, z pomocą rządów, kręci na tym niezłe lody – inaczej to trudno wytłumaczyć.
    Próby leczenia, poszukiwanie leków itp. to też chaos. Wystarczy prześledzić badania nad różnymi lekami i przeciwstawne opinie wielokrotnie wydawane, przez ten sam nawet organ, np. WHO (nie mówiąc o naszych – spójrzmy na ich skład osobowy). A propos remdesiwiru: powołany artykuł z „Fokus” pochodzi z 20 października ub.r. jest już mało aktualny. Tegoż 20 listopada WHO wydała rekomendację przeciw stosowaniu leku, co spotkało się z zarzutem „niedoskonałości badań” w publikacji „New EnglandJournal of Medicine”. W tymże czasie lek był dopuszczony do leczenia Cov.19 w ok. 50 krajach, w tym w Polsce. Opublikowane badania w JAMA (marzec b.r.) zdecydowanie wskazują na skuteczność remdesiwiru. Z własnego doświadczenia (chociaż nie na własnej skórze): po prawie dwóch tygodniach braku poprawy – hospitalizacja (stan określiłbym jako średnio ciężki). W szpitalu tlen, a po 4 dniach nieznacznej poprawy – remdesiwir przez pięć dni – po kuracji objawy ustąpiły, badania wykazały powrót do zdrowia (i tu się znaleźli lekarze, którzy chcą leczyć, i to cały zespół) z zaleceniem okresowego badania płuc i węzłów chłonnych.
    A co do cenzury: ma ona wyjątkowo długie łapy. Już dwukrotnie wycinała moje komentarze. Po raz pierwszy, kiedy pozwoliłem sobie na opis historii (cenzura dawniej) i krytyczne uwagi do współczesnych jej mechanizmów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: