2.06. Dziękujemy za Wołyń, panie ambasadorze…

2 lipca, dzień 852.

Wpis nr 841

zakażeń/zgonów

616/6

No jest afera z tym ambasadorem Ukrainy w Niemczech. Człek robił dobre wrażenie, kiedy się słyszało jak odbija się od nieczułych drzwi niemieckich, prosząc o pomoc. Teraz odpalił bombę, która ma wieloaspektowe konsekwencje.

Cóż zrobił nasz niedoszły faworyt? Otóż opalony (w ferworze wojny rzecz jasna) Andrii Melnyk odpalił w programie niemieckiego redaktora Tilo Junga następujące tezy:

„-Ukraińcy byli w II RP okrutnie prześladowani i dlatego wzięli odwet

-Polska była dla nich takim samym wrogiem jak nazistowskie Niemcy i sowiecka Rosja

-Polacy dokonali takich samych rzezi na ludności ukraińskiej”.

Na chwilę odłóżmy merytorykę tej wypowiedzi, do której zaraz wrócę. Pozostańmy przy konsekwencjach. No, zadziało się i to natychmiast. Ukraiński MSZ oświadczył, że wyrażone przez Melnyka przekonania nie odzwierciedlają stanowiska Ukrainy i są „prywatnymi opiniami” pana ambasadora. Minister polskiego MSZ, pan Zbigniew Rau, podziękował „swojemu przyjacielowi”, Dmytro Kulebie, ministrowi MSZ Ukrainy za szybką reakcję. Ale mleko się rozlało, ba – nawet odezwał się… Izrael (ambasada w Berlinie), mówiąc, że słowa ambasadora to kpina z tysięcy ofiar żydowskich, bo koledzy Bander nacięli tam u siebie sporą część Holokaustu.

Poobracajmy tę sytuację w ręku, patrząc się na nią pod różnymi kątami. Po pierwsze – Niemcy. Program, w którym pojawiła się rewelacja pana ambasadora ma nazwę „Młodzi i naiwni”. Może prowadzący jest młody, ale na pewno nie jest naiwny. Wystawił gościowi dobrze dograną piłkę, a ten ją ściął w pierwszy metr, tyle, że… swojego boiska. Zrównanie hitlerowców, stalinowców i Polaków to może i odreagowanie traumy własnej narracji o totalnej ofierze Ukrainy, która była ciśnięta równo przez wszystkich. Ale to miód na serce Niemców. Przecież oni nie mogą dostać nic lepszego dla własnej ekspiacji winy niż zrównanie ich zbrodni z przewinami innych narodów. Wiadomo, taki był czas, wszyscy jesteśmy winni, nawet te Polaczki, niby ofiary, a jak przyjdzie co do czego, to rezają jak nic. O tym, co takie tezy oznaczają dla narracji Rosji nie ma co nawet strzępić języka. Sam miód na kremlowskie serce (jeżeli oni tam jeszcze mają serca).

Druga teza, to to, że były to wyrównywane rachunki krzywd. Czyli właściwie to Polacy zaczęli, a więc nie ma się co dziwić, że była nienawiść i rozpoczął się rewanż. Te „niewyobrażalne prześladowania”, którymi mieli być poddani Ukraińcy z rąk Polaków spotkały się z (jak rozumiem, bo tu pan ambasador nie ciągnie wątku) symetryczną odpowiedzią. Więc należy przyjąć, że Polacy zaczęli się z Ukraińcami od przybijania dzieci do drzwi i rozpruwania brzuchów ciężarnym Ukrainkom, a więc naród zaatakowany w ten sposób odpowiedział tak samo. Tak, panie ambasadorze?

Kolejny wątek to kwestia rozliczeń. Ja dość dużo rozmawiałem z Ukraińcami na ten temat i muszę powiedzieć, że jest sporo inaczej. Inaczej niż mówi pan ambasador i debata na ten temat w Polsce. Z ubolewaniem zauważyłem, że młody naród ukraiński, no może nie naród, ale politycy w dużej mierze, zaczęli budować swoje mity założycielskie na postaciach ciemnawych. Wiadomo – jak się stawia na narrację wiecznej ofiary, to bohaterami takiej opowieści stają się automatycznie „oporowi” mężowie stanu. W dodatku to implikuje narrację szukającą winnych wśród otoczenia, psując naturalną drogę do współpracy. To taki kompleks, przynależny narodom młodym o amorficznej historii własnej państwowości. Widziałem to na Litwie, gdzie ku mojemu zdziwieniu praktycznie od początku swej państwowości tożsamość była budowana w kontrze do Polski. A można było wybierać z innych źródeł, a nie wymawiać Polakom takie ciemiężenie Litwy, że… Korona przyjęła ich dynastie za swoich królów.

I teraz Ukraińcy prywatni. Jak z nimi rozmawiałem, to byli… zaskoczeni moimi opowieściami o Wołyniu. Nie bardzo wiedzieli o co chodzi. Nie tylko dlatego, że im tam tę opowieść suflowano inaczej, częściej po prostu nie wiedzieli. Kiedy dawałem im do obejrzenia wcale przecież nie czarno-biały przekaz filmu Smarzowskiego, to po chwili szoku wchodziła znana piosenka – to ruski trollizm, czyli tak nie było. A więc niewiedza, ale potem wyparcie.

My jesteśmy w bardzo delikatnej sytuacji. Postawiliśmy praktycznie wszystko na Ukrainę, płacimy wielką cenę za pomoc wojskową i humanitarną, o długu społecznym nie mówiąc. W końcu tam odbywa się wojna z Rosją per procura, w naszym interesie. Przegrana Ukrainy będzie miała dla nas poważne negatywne konsekwencje geopolityczne. W tej sytuacji kwestia wołyńska jest tematem trudnym, wielu namawia, by to nie był czas swar nad tą trumną. Inni przeciwnie – namawiają do „nowego otwarcia”, prostego gestu przeprosin i prośby o wybaczenie. Dziś ten temat, zamiatany przez obie strony, zwłaszcza po skandalu z ambasadorem pokazuje, że ten wrzód pęcznieje, szczególnie gdy się przekonuje, by nie patrzeć w tę stronę. Moim zdaniem Melnyk zrobił… dobrą robotę, dla nagłośnienia sprawy. Poszło w eter i nie da się tego cofnąć bez reakcji. Bo do tej pory myśmy taktownie milczeli, zaś Ukraina też, ale ezopowo, milczała. W tym milczeniu myśmy sobie mogli podejrzewać, że nie wiadomo jakie jest stanowisko Kijowa w tej sprawie. Może dobre, może złe. Teraz dostaliśmy próbkę jednej z możliwych odpowiedzi.

No, bośmy się z tym Wołyniem, ba – nawet po wypowiedzi ambasadora, dość mocno zapędzili. Pojawiają się teraz tezy, żeby jeszcze bardziej było cicho nad tą trumną, zwłaszcza po wybuchu afery. No bo jak to będziemy drążyć, to będzie tylko woda na młyn putinowskiej propagandy. Ale to nie nasza żaba, nie my ją musimy zjeść, a mówienie, że „Polacy, nic się nie stało”, byłoby kpiną z własnej godności i pamięci ofiar. Ja uważam, że nie ma lepszej okazji, niż teraz, by to wreszcie załatwić. W końcu byśmy zobaczyli jak miałaby wyglądać ta „nowa Ukraina”. Jak wrócimy do ochrony takich „bohaterów” ukraińskiej walki o wolność, to rzeczywiście nic się nie stanie. Trzeba się będzie zastanowić, czemu Kijów chce czerpać z takich źródeł swej państwowości. A przecież nie musi – właśnie jesteśmy świadkami narodzin nowych „prawdziwych” bohaterów, nie trzeba sięgać do tamtych źródeł dumy narodowej, opartych w rzeczywistości na… ideologii faszystowskiej. Tak, tak. Wystarczy poczytać sobie ideologiczne papiery tamtych inspiracji.

Kurcze, przecież to nic nie kosztuje. Właśnie zbliża się 11 lipca i rocznica rzezi wołyńskiej. W Chodzieży odbędzie się uroczystość rozpoczęcia budowy pomnika upamiętniającego te tragiczne wydarzenia. Ja, na miejscu Ukraińców, wysłałbym tam porządną delegację, nawet na szczeblu wystarczającym do próby narodowego pojednania. Ale ja nie jestem politykiem i być może bredzę tutaj, bo w świecie polityków branie problemów na klatę nie uchodzi, gdyż wymaga ludzkich, nie politycznych cohones. I kurde sprawę by się załatwiło. W czasie wojennym wyciągnęło by się wreszcie ten cierń, w ranie naszych serc, uniemożliwiający może nie przebaczenie (bo nie w naszej mocy jest przebaczanie w imieniu tych, których zdradzono o świcie, jak pisał Herbert), ale by otworzyć nową, czystą kartę naszych relacji, które będą nam tak potrzebne. Inaczej, właśnie przez jej przemilczanie, zamiast stanięcia w prawdzie, będziemy grali na korzyść Rosji, która o niczym innym nie marzy, jak tylko byśmy się poróżnili. Ba, nawet mówi, że w pewnym sensie mści się na Ukraińcach również za wołyńskie krzywdy Polaków. Poprzez ofertę pojednania wybijalibyśmy Kremlowi oręże dzielenia swoich przeciwników.

Ale natychmiastowa dymisja ambasadora byłaby tu wyraźnym sygnałem, że idziemy w dobrą stronę. Bez tego, tak oczywistego gestu nic z tego nie będzie. Bo ambasador, który ma swoje „prywatne opinie”, w dodatku sprzeczne (jak czytamy) z rządem, który go wysłał na placówkę, ma mieć takie szanse kontynuację misji jak kupa śniegu w piekle. To będzie papierek lakmusowy. Nawet jak na to nie będzie stać Kijowa, to można sobie wykoncypować w którą stronę to idzie.

Jerzy Karwelis – semper Fidelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.   

9 thoughts on “2.06. Dziękujemy za Wołyń, panie ambasadorze…

  1. Czy można gdzieś zobaczyć ww program? Lub przynajmniej urywek, który to opisuje. Bo coś mi się widzi, że znów ktoś nie przetłumaczył z niemieckiego na nasze właściciewie. Znów użyto wyrazu, który nie odzwierciedlał słów z niemieckiego(tak jak często używa się niewłaściwych wyrazów w innych językach). Ale to jednak chciałbym usłyszeć bezpośrednio ze źródła.

    1. Kogo i czym ty chcesz bronić BMX? I po co?
      Autor znakomicie opisał sprawę od wszystkich stron, a ty znowu śmierdzącą, żabią łapkę podstawiasz i znowu swoje, że tak nie było.
      Potrzebny ci urywek programu, żeby co? Tłumaczem przysięgłym jesteś?
      W iluś stacjach nie urywki pokazywali tylko całość, sam nie możesz sięgnąć? Sługa potrzebuje lokaja?

      1. Trochę mi smutno, że odbierasz nam zaszczytny tytuł pałkarzy Autora, na dodatek osobiście przez Ciebie nam nadany. Nie pamietam dokładnie, ale chyba też przyklejałeś go również Twojemu nowemu obiektowi westchnień.

  2. Nie bardzo mają z czego czerpać owe wzorce, „bohaterscy obrońcy” Wyspy Węży, okazali się mitem, jak również „Anioł przestworzy”, więc tylko UPA im zostaje. I trzeba to sobie uświadomić, że oni pod przykrywką bieżącej sytuacji politycznej, niestety, tak myślą, jak się wymsknęło ambasadorowi, albo miało się wymsknąć.

  3. Będę powtarzał do upadłego. NALEŻY ODDZIELIĆ STANOWISKA POLITYKÓW OD STANOWISKA NARODÓW. Tak wiem, polityk nie powinien mieć prywatnych opinii a jeśli się pojawiają, to one NIE SĄ, tak naprawdę, prywatne. Nie bez powodu zaproszono TEGO polityka do TEGO programu. Ot, kolejna manipulacja medialna.

  4. Teraz jest dobry moment także w tym sensie, że Ukraińcy (podobnie jak Niemcy) sami nie wiedzą w jakim kierunku teraz iść (Niemcy w sprawie Rosji, z którą cichy sojusz był podstawą ich polityki wręcz od stuleci, Ukraińcy w sprawie także Polski). I usiłują iść w kilku kierunkach jednocześnie (jedni w tym, a drudzy w tamtym). Myślę, że trzeba im uzmysłowić naszą opinię, że mają w tej sprawie kilka narracji do wyboru, nie tylko bezkrytycznie probanderowską.

    Po pierwsze, nowoczesna, proeuropejska Ukraina narodziła się w ogniu pomarańczowej rewolucji, ochrzczona krwią Niebiańskiej Sotni. Wcześniej to było jakieś mroczne średniowiecze, efekty wielowiekowego wpływu kultury rosyjskiej*.

    Po drugie, owszem przed wojną tłumiono ukraińską kulturę (zakazywano w szkołach uczenia po ukraińsku, aresztowano działaczy niepodległościowych nawołujących zresztą często do tego, co dzisiaj nazywamy terroryzmem) ale to było zjawisko powszechne w tamtych czasach, dotyczące większości państw i mniejszości. Ale Ukraińcy w Polsce mieli bez mała lepiej niż w ukraińskiej republice ZSRR, i to nawet pomijając sprawę Wielkiego Głodu wywołanego celowo przez Stalina (idola Putina zresztą, pierwszego dziś na świecie złodzieja zboża). A poza tym w Polsce akurat tradycyjnie istniały również tendencje podwówczas „niepostępowe” i „antyeuropejskie” rozwoju kultury ukrańskiej, jej integracji, tłumione wówczas z obydwu stron, z zamachem na proukraińskiego ministra (przez samych
    Ukraińców) włącznie. Skończyło się chyba na „wizji lokalnej” na Kresach i stwierdzeniu, że nie ma szans na żadne porozumienie z Ukraińcami, trzeba tłumić ten żywioł, zanim nas spali – co było zresztą prorocze.
    Krótko mówiąc – to nie było tak, że Polacy gnębili pokojowo nastawianych Ukraińców, to oni sami nie dawali szans na porozumienie. Oceniając ruch banderowców (nawet pomijając nieakceptowalną politykę zbrodniczego terroru, posuniętą poza granice barbarzyństwa). trzeba stwierdzić że swą szaloną, nie mającą szans powodzenia polityką, wyekstrahowania w mapy Europy „krystalicznie czystej Ukrainy” (bez żadnego Polaka, Żyda, Ormianina, Niemca czy Rosjanina, kogokolwiek „obcego”) nie dała Polakom żadnych szans na porozumienie. A Ukrainie na istnienie (nawet jeżeli takowa szansa by istniała).

    Owszem Polacy też spalili kilka ukraińskich wiosek, ale nie było żadnej symetrii, ani w ilości, ani skali okrucieństwa, czy motywacji. To były akcje odwetowe AK, a dokładniej – prewencyjne. Ukarano sprzyjających oddziałom palącym polskie wioski (czy nawet czynnie w nich biorące udział), aby stało się dla wszystkich oczywiste, że Państwo Polskie istnieje nadal (chociaż w podziemiu) i jest zdolne ukarać zbrodniarzy mordujących polskich obywateli. Takie „gaszenie pożaru przeciwpożarem”, jak to nazywają strażacy czy leśnicy dało skutek – ochota na „rezanie Polakow” gwałtownie malała, kiedy okazywało się, że nie da się tego robić bezkarnie. Nie było żadnej symetrii zbrodni, ta linia obrony, choć kusząca (wręcz narzucająca się odruchowo, zgodnie z prawami psychologii), nie jest prawdziwa.

    Cóż, albo Ukraińcy „wejdą do Europy” nowoczesnym, narodzonym kilka lat temu w Kijowie państwem, przyznając że oprócz (mocno niejednoznacznej) banderowskiej tradycji mają inną – ludzi często przez banderowców mordowanych „za ugodowość” (polityków i działaczy nawet od czasów I Wojny Światowej), albo ten wstydliwie chowany pod dywan, nie wyleczony wrzód kiedyś eksploduje z nową siłą, pomnażając dawne zło. A rozliczając się uczciwie ze wszystkich blasków i cieni banderyzmu (co będzie bolesne ale ozdrowieńcze) wytrąci się ruskiej propagandzie oręż z ręki. Nie będą mogli kontynuować „pokojowej inwazji” pod dotychczasowymi hasłami, jeżeli Ukraińcy sami własnoręcznie rozliczą się z przeszłością, przyznając że Bandera nie jest na tyle jednoznaczny, aby mógł zostać „legendą założycielską” nowej, nieprorosyjskiej Ukrainy. Niebiańska Sotnia prędzej. A i w dalszej przeszłości mają bardziej świetlane postacie, ale (także dzięki polityce Bandery, nie tylko Rosjan) o nich nie pamiętają…

  5. Ja tam złudzeń już nie miałam 10 lat temu, kiedy we Francji w korpo młodzi ukraińcy deklarowali koleżeństwo i współpracę, a na internecie wypisywali cyrylicą riezat lachów. My mamy Sobieskiego, a oni Banderę, i nie wiem ile lat musiałoby upłynąć, żeby zapomnieć. Być może Unia nam w tym pomoże, bo wszak nie chodzi o to, żeby żyć tradycją, ale o to, żeby budować nowy wspaniały świat wolny od CO2, przestarzałej kultury i historii, ale przypuszczam, że nieprędko.

    1. Ale to było dekadę temu, sporo się u nich zmieniło od czasu kiedy Putin zastosował wobec nich terapię szokową. Właśnie dlatego napisałem, że nowoczesne państwo ukraińskie rodzi się dopiero teraz (czy się narodzi – zależy od samych Ukraińców).

      Zaczyna się czas wstrząsów tektonicznych w geopolityce, takich, jakie zdarzają się raz na sto (a może nawet na kilkaset czy wręcz tysiąc) lat. Kto się nie zdoła dostosować i zmienić razem ze światem, zginie. A w interesie Ukraińców jest zrozumieć, że pominąwszy nawet inne trudności, mają mniej więcej takie same szanse wejść do Unii Europejskiej z Banderą na pokładzie, jak Turcy z nierozliczoną rzezią Ormian (zwaną pierwszym nowożytnym ludobójstwem, na skalę przemysłową). Turcja chyba zaczyna to rozumieć…

      Jak mówi chińskie(!) przekleństwo – żyjemy w ciekawych czasach.

      1. Szanse Ukrainy na wejście do UE są tylko symboliczne. Czeka ich długi wycieńczający konflikt podtrzymywany kroplówką z Zachodu. A Polska, która wierzy w zwycięstwo sąsiadów (choćby paliwo było po 20 zl), pogrążać się tylko będzie gospodarczo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: