21.03. Minister zwany Niedziele

8

21 marca, dzień 1114.

Wpis nr 1103

zakażeń/zgonów

4203/32

Zapraszam do wsparcia mego bloga

Wersja audio

No i mamy ostatni odcinek sagi pt. „Jak się tłumaczą”. Na koniec wjeżdża Zły Duch pandemii, człowiek, którego nawet zagorzali koronaentuzjaści postrzegają jako zwiastuna złej nowiny. Ekonomista, tym razem od służby zdrowia, wcześniej jeździło się po różnych ministerstwach, aż „syntezator mowy”, jak wdzięcznie określa ministra oględną emocjonalnie stylówę internet, wylądował jako twarz pandemii w ministerstwie zdrowia. Ten, w przeciwieństwie do podającego tyły ministra Szumowskiego, wiedział na co przychodzi. Tak narozrabiał, że teraz ewidentnie chce się schować z immunitetem poselskim i zaczął swą kampanię w Poznaniu.

Jakie jest teraz story w wydaniu pana ministra? Ano proste – teraz wam łatwo oceniać, bo wtedy nie wiedzieliśmy jaki ten wirus jest a teraz więcej wiadomo i wszyscy mądrzy. Pan minister ujawnia to podejście w wywiadzie dla RMF FM, gdzie jest wdzięcznie dociskany przez redaktora Mazurka, który jakoś w tym wywiadzie stracił swój pazur. Ale tak to jest czasami jak się rozmawia z wielomilionowym (tu trzy duże banieczki) sponsorem swej działalności wolnych mediów. Sama ranga onieśmiela największych śledczych demaskatorów.

Oprócz normalnej i zwyczajowej syntezy bełkotu znajdujemy tu dwa wątki. Pierwszy to kłamstwo, drugi to news bohaterski odwracający uwagę. Kłamstwo polega na wspomnianej niewiedzy i stąd mają wynikać dzisiejsze sprzeczności w interpretacji. Dziennikarz w zapędzie śledczym spytał czemu za czasów wyborów kiedy zakażeń było tak ze 300 dziennie bano się, że koperty w wyborach na Dudę pozabijają wszystkich, a dzisiaj, gdy mamy tak pod 4.000 nikt nie bije na alarm. Odpowiedź była dwoista i w dwójnasób kłamliwa. Po pierwsze – okazuje się, że latem 2021 roku niewiele wiedzieliśmy o kowidzie. I tu nie wiadomo, czy jakbyśmy więcej wiedzieli to byśmy pocisnęli bardziej czy mniej. Ale chyba bardziej, skoro cykaliśmy się z kopertami przy 300 zakażeniach, a nie cykamy się z życiem przy 4.000. Hmmm… ale na temat śmiertelności wirusa wiedzieliśmy wszystko, tylko nie chcieliśmy mówić, że jest… niska, w okolicach 0,15% góra. Przecież takie rzeczy się wie od razu. Ba, nawet tak niski wynik jest i tak zawyżany, kiedy sobie przypomnimy, że każdy kto umierał Z kowidem był liczony że zmarł NA kowida, choćby mu dźwig uciął głowę. A 0,15% to nic wielkiego panowie, mało tego – to demaskacja, bo w późniejszym szaleństwie szczepionkowym okazało się, że wakcynolodzy mówią, że jeśli śmiertelność choroby nie przekracza 1% to trzeba się mocno zastanowić czy wprowadzać szczepionkę, bo relacje korzyści ze szczepionki vs. niesione przez nią ryzyka nie uzasadniają jej zastosowania. A tu mieliśmy kilkakrotnie niżej.

Drugi argument ministra różnicujący sytuację ówczesną i dzisiejszą jest równie ciekawy. Niedzielski mówi, że za wyborów to nie mieliśmy odporności, a teraz ma ją z 90% Polaków. Ale jak to panie ministrze, mamy zaszczepionych wedle reguły tak z 10% luda czwartą dawką a tu 90-procentowa immunizacja? Czyżby jednak – tfu! – mielibyśmy do czynienia z naturalną odpornością na kowida? To po co te szczepionki, skoro większość, jak widać, sama to sobie załatwiła? A – po drugie – skoro tak, to po kiego ten stan zagrożenia pandemicznego, skoro i pan, i pańscy ludzie mówili, że pandemia się skończy kiedy ludność osiągnie 70-procentową odporność? Sam pamiętam, że tak mówiliście.

A więc nie ma co panie ministrze udawać głupiego razem z kolegami. Trzeba tylko nam odnotować stałą obecnie narrację – skoro nie da się wytłumaczyć z głupich decyzji to trzeba pójść w dwie strony: po pierwsze: nie wiedzieliśmy dlatego nie dowaliliśmy więcej, a tak to byśmy dowalili, po drugie – wirus był gorszy niż przypuszczaliśmy na początku, bo nie wiedzieliśmy, że to SARS, a okazało się, że to SARS, czyli wali po płucach w sposób straszny. Otóż to nieprawda panowie. Gdyby to był SARS o tak szybkiej transmisji, to było by już po nas panowie. Co dowiódł sztandarowy przykład doktora Pieniążka, czyli przygoda statku Diamond Princess, który cały zachorował i gdyby to był SARS to by noga żywa z niego nie wyszła, a tak pomarło tam w dwutygodniowej kwarantannie kilku staruszków, którzy mieli po 90 lat i stali nad grobem. Wiedzieliście, wiedzieliście i będziecie na liście.

Drugie story to wspomniany humbug bohaterski. Minister zgrywa rycerza walczącego, nawet sobie do tego dobrał grono międzynarodowych pomagierów. To pełna paranoja, bo minister walczy o to, że nie zapłaci, bo nie odbiera szczepionek, choć sam je zamówił. Padają tam w wywiadzie, oczywiście w ferworze niezorganizowanych pytań, słowa ważkie – to Unia zamówiła. Ona winna. Hmmm… skoro tak, to czemu my mamy negocjować, ba – płacić? Jak tak było, to niech negocjuje ten kto zamawiał i płaci ten kto się zobowiązał. Najcudowniejsza jest causa, którą chce wykorzystać minister. Upominamy się o niepłacenie, bo zaistniał tzw. force majeure, czyli okoliczność zewnętrzna i nadzwyczajna, zwalniająca od umowy, choćby nie była tam wymieniona jako powód. Powodem tym był – uwaga, uwaga – fakt przybycia do nas milionów przybyszów w wyniku wojny na Ukrainie. To dobre jest, ale dość naciągane. Przecież fakt przybycia do nas milionów jak najbardziej niezaszczepionych przybyszów powinien ZWIĘKSZYĆ nasze zapotrzebowanie na szczepionki. I dla wytworzenia narodowej tarczy przeciwko takiemu zagrożeniu epidemiologicznemu, ale i po to, by tych gości zaszczepić, dla ich dobrostanu, ale i by nie pozakażali gospodarzy.  A tu proszę – na odwrót. Zamówiliśmy za dużo, bo przyjechały do nas ofiary wojny z Putinem. Gdzie tu logika?      

To pic na Grójec pod publiczkę. Wiadomo, że i nic z tego nie będzie. Mamy wytworzyć kurz bitewny, by nikt nie zapytał – pocoście ministrze kupowali po 6 dawek na głowę dwudawkowej szczepionki. Czemu wiedząc i prując się, że za dużo tego, jednocześnie domawialiście następne partie szczepionek? Idą sygnały, że i tak zapłacimy i minister o tym wie, bo wie co podpisywał. On, a nie żadna Unia. I teraz nasz bohater będzie pokazywał ile wywalczy dla Polski, a skończy się na tym, że to co zamówione to będzie zapłacone, zaś może następne, zakontraktowane partie, nie będą musiały już być opłacone. Może. I to sobie minister wyciągnie jako bohaterski urobek, by nikt nie spytał o koszty tego co się już przeterminowało i popłynęło do Bałtyku.

A więc mamy tu new story w całej krasie. My niewinne, bośmy jak każdy na świecie (vide wczorajszy Pinkas) nie wiedzieli kto zacz ten wirus, choć wiedzieliśmy. No i zaoszczędzimy dutków dla Polaków, bo wydamy mniej z tego skandalicznego wału, jakim jest akcja szczepienna. Tak że Polacy – żadnych nadziei. Chłopaki trzymają się mocno, muszą więc być pewni swego. Może coś wiedzą więcej o Polakach niż oni sami. Że tu żadnych rozliczeń nie będzie, nawet jak stracą władzę. Opozycja ich nie tknie, bo widać po głosowaniach w Sejmie, że szła z nimi ręka w rękę, nawet pospieszając ich do większych obostrzeń. Także takie będziemy mieli story i ciekaw jestem kto je kupi. Czy ludzie poczują że przekroczono granice, czy przymkną oko, bo sobie przypomną, że są cichymi wspólnikami tego wariactwa? Propozycja bajki do wierzenia została złożona.

PS. Gdyby redaktor Mazurek chciał się dowiedzieć o co wypadałoby popytać pana ministra, to tu pod linkiem znajdzie taki samouczek. Poradnik dziennikarstwa oczywistego, czyli niesponsorowanego.  

Wystąpił Jerzy Karwelis i Paweł Klimczewski

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

About Author

8 thoughts on “21.03. Minister zwany Niedziele

  1. Pan minister o bardzo niskiej śmiertelności C19 mógł się dowiedzieć choćby z porannych audycji Polskiego Radia programu 1. To był ewenement, bo medium kontrolowane przez partię rządzącą, która siała agresywną propagandę ws straszliwej straszliwości C19 (pozdrawiam wybitnie zasłużonych w tym redaktorów Wydrycha i Jankowskiego), to jednocześnie na otwarcie porannych wiadomości podawało ilość zgonów Z covidem (…dziesiąt / …set) oraz NA covida (rzadko dobijało do 6 i chyba nigdy nie przekroczyło 10). I tak przez jakieś 9-10 miesięcy! Może dłużej??? Zanim się zorientowali, że rujnują ww. redaktorom starania. To pewnie istnieje gdzieś w archiwach PR1 – warto to skopiować, zanim to poukrywają i powiedzą, że nic takiego nie było 🙂

    A co do wiecznie wracającego tematu rozliczeń (również Autor w dzisiejszym tekście: „wiedzieliście, wiedzieliście i będziecie na liście”), to powiedzmy sobie szczerze – żadnych rozliczeń nie będzie. Możemy sobie tylko pomarzyć o tym. Kto miałby to zrobić? Jedynie ludzie, którzy się nie zaszczepili i doznali ucisku od systemu sanitarystycznego. Ale przecież to nie jest jakaś zwarta grupa ludzi. Obserwuję w tym temacie kompletny bezwład pobudzany jedynie skrajnymi emocjami. Jakieś nawoływanie na barykady, jakieś wzywanie do samosądów… kompletnie od czapy, bez przemyślenia, bez chłodnego spojrzenia.
    Nikt jakoś nie proponuje np. założenia Stowarzyszenia, które (o ile uzyska szerokie poparcie) mogłoby być głosem osób szykanowanych w czasie Sanitaryzmu, które mogłoby pokierować akcją informowania ludzi w mediach, ale też podjąć próbę wniesienia sprawy do sądu przeciwko osobom, które przyczyniły się do tego wszystkiego – i do śmierci wielu osób, i do wzrostu depresji, dziury edukacyjnej dzieci i do propagowania szykan wobec osób odmawiających zaszczepienia tym konkretnym specyfikiem, preparowania kłamstw na ich temat, szczucia itd.
    Oczywiście, że tak się nie stanie, bo Internet nie jest dobrym miejscem i sposobem na podejmowanie tak poważnych inicjatyw. Trzeba poczynić odpowiednie uzgodnienia, wynająć prawników, opłacić ich… To nie jest akcja na jednorazowe wzmożenie, internetową zrzutkę, tylko temat na długą batalię… którą w dodatku nie wygramy w sensie prawnym (raczej), a jedynie wygrać możemy w sensie informacyjnym, w nagłośnieniu tematu, dotarciu z wiedzą do ludzi.
    Dajmy sobie spokój. To przykre, ale p. Niedzielski i jego klika mogą sobie spać spokojnie i śmiać się z nas ile wlezie. A jak przyjdzie dobry moment – to przećwiczone działania się powtórzy. I kto im podskoczy?
    Dobrego dnia życzę wszystkim (i tym wzmożonym i tym z chłodną oceną).

    1. Gdyby lud Paryża przeczytał powyższego uspokajacza przed 14 lipca 1789 r., Bastylia zapewne dalej by stała, a zamiast Macrona mielibyśmy dziś Ludwika XXXVIII.
      🤣

      1. Ależ to nie jest uspokajacz – tylko stwierdzenie faktów. Rewolucję Francuską nie przeprowadził przecież „lud Paryża”, tylko sprawni przywódcy, którzy szybko stworzyli sprawnie działające struktury.

    2. Chcesz powiedzieć, żeby dać sobie spokój? Historia ćwiczyła takie warianty, źle to się kończyło dla większości. Grzech zaniechania – wiesz a już nie czynisz nic aby to wyprostować i żeby nie postępowało dalej.
      Wspólnie Dla Zdrowia, Polska Jest Jedna, Weto I Referendum, Wolni Ludzie, poszczególne stowarzyszenia, choćby PSNLiN, które można wspomagać jak i samemu organizować, niestety kosztem swojego czasu i często pieniędzy. Ludzie muszą mieć informację z drugiej strony. Przypadki zdrowotne w rodzinie niektórzy z bólem łączą z główną narracją, niektórzy w ogóle. Ale nie zgadzam się na kłamstwo założycielskie, korupcję umysłów i dlatego się udzielam w temacie, o ile to możliwe, pokojowo.

      1. A propos korupcji – proszę bardzo, przypadek pacjenta z lekkimi obrażeniami po wypadku podłączonego do respiratora, bo mu stwierdzono Covid. Ale się wybudził, wyciągnął sobie rurę i zrobił raban: bitchute.com /video/mh6XYZCyXXYr
        Tak ma być? Mogą to zrobić znowu każdemu z nas.

      2. Ale ja nie jestem za zaniechaniem działań. Ja tylko zwracam uwagę, że tyle czasu minęło i nie widać wśród ludzi poszkodowanych i zagrożonych przez sanitaryzm żadnych zrębów organizacji, planu, koordynacji… Cała para idzie w gwizdek. Tak samo jak wiele już działań skrzykiwanych w internecie przed nami. I to szło dokładnie tak samo. Weźmy pierwszy z brzegu przykład – klęska projektu Nowa Endecja. Forum aż czerwone było od wojowania okrzykami. Na spotkaniach na żywo niestety to samo. Widziałem, że kilka osób próbowało podjąć konstruktywne działania, ale przekrzykiwali ich ci, co już prawie na parlament szli z pochodniami… ale jednak nie poszli. I się Nowa Endecja wyszumiała i ucichła i znikła.
        Z całym szacunkiem dla każdego z Was, ale nie widzę tu planu, pomysłu, organizacji, że o przywództwie nie wspomnę. I piszę to z żalem, bo gdybym dostrzegł, to pewnie i ja bym się włączył. Ale teraz do czego się włączać? Do trwającego ponad 2 lata szumu?
        Dlatego uważam, że nie widać w tych pohukiwaniach nadziei na cierpliwe, zorganizowane działania i dlatego lepiej dać sobie spokój – szkoda czasu. Ja już go w prrzeszłości straciłem zbyt wiele na projekty znacznie dalej zaawansowane, a mimo tego rozsypały się.
        Czas i siły warto angażować tam, gdzie jest potencjał działania nastawionego na cel, mającego pomysł i środki na osiągnięcie celu. Nie znam takiej organizacji, a ci, których znam prędzej czy później ujawniają karty, że chcą powalczyć o stołki poselskie. Oooo tak – na pewno w mniejszości sejmowej doprowadzą do zmian w prawie, osądzenia tych czy tamtych… Tiaaaaa 🙂
        Działać – tak! Ale tam, gdzie jest wizja, plan, organizacja, pomysł pozyskania i użycia środków itd. Jeśli tego nie ma, to szkoda czasu. Nie bez powodu takie rozpraszanie sił to podstawa prowokacji tajnej policji. To oczywiście nie o Was, ale tylko pokazuję, że entuzjazm bez planu, przywództwa i organizacji łatwo wypalić.

  2. Generalnie sprawa kowida przycichła i ludzie powoli zapominają. A niestety rozporządzenia nadal obowiązują. I to jest prawdziwy dramat. Bo studenci kierunków medycznych (lekarze, pielegniarki, ratownicy medyczni, fizjoterapeuci) nadal mają obowiązek szczepienia. I nikt się tym goownem nie zajmuje. Tysiące ludzi zaczynających studia musi się zaszczepić mimo że cyrk juz dawno się skonczył.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *