21.06. Orzeł wylądował
21 czerwca, wpis nr 1413
Zapraszam do wsparcia mego bloga

Videoblog

Wieczorem, 19 czerwca prezydent Nawrocki ogłosił swoją decyzje o odebraniu Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy Zełenskiemu. Tym samym skończył się okres prawie pełnego miesiąca od zadeklarowania tego zamiaru przez prezydenta Nawrockiego do jego realizacji. W międzyczasie zebrała się w tej sprawie kapituła Orderu, której rekomendacji nie puszczono do obiegu publicznego, zaś sam prezydent Nawrocki, ustami swojego rzecznika zakomunikował, że decyzję w tej sprawie ogłosi „w odpowiednim czasie”.
Co się zdarzyło w „odpowiednim czasie”
Wydaje się, że ten „odpowiedni czas” to było jedynie danie czasu do namysłu Zełenskiemu co do reakcji na deyzję Nawrockiego i wycofanie nadania jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA. Temu najwyraźniej została poświęcona wizyta szefa kancelarii Zełenskiego, byłego szefa wywiadu Budanowa, i jak widać nie przyniosła ona skutku. Zwlekanie z decyzją, która spodobała się ponad połowie Polaków, mocno obciążało wizerunek Nawrockiego, powodowało oskarżenia o „dudizm”, czyli bezwarunkowe sprzyjanie Ukrainie, bez względu na wcześniejsze, buńczuczne deklaracje.
Ten „odpowiedni czas” dał nam pojęcie wreszcie o tym, co o nas sądzą Ukraińcy i okazało się to obrazem jeszcze bardziej polaryzującym i tak już napięte stosunki ukraińsko-polskie. Z jednej strony deklaracja Nawrockiego padła na gotowe prochy narastającego polskiego zniechęcenia do pomocy Ukrainie, z drugiej strony – zostały uruchomione całe narracyjne zastępy ukraińskie, z których dowiedzieliśmy się, że UPA to AK, banderowcy to Żołnierze Wyklęci, Czarniecki to Szuchewycz i wszyscy na Wołyniu walczyli z NKWD, zaś ponad 100.000 zamordowanych cywilów to ofiary symetrycznej wojny domowej pomiędzy odwieczną ludnością miejscową a Polakami o zapędach kolonizacyjno-okupacyjnych. Zdarzyło się więc w tym okresie czekania wiele, zaś po decyzji Nawrockiego o odebraniu jednak tego nieszczęsnego Orderu należy się spodziewać kolejnej fazy eskalacji, i to z obu stron. Ale o tym – później.

Co powiedział Nawrocki w swym przemówieniu, w którym ogłosił swoją decyzję? Najpierw długo się rozwodził nad samą UPA, banderowszczyzną i historycznymi kontekstami, by potem pokazać jakich to piekłoszczyków uhonorował prezydent Zełenski, stąd – dlaczego ten Order mu się już nie należy. Ważne są trzy deklaracja, które tam padły: po pierwsze, że z banderowcami to Ukraina nie ma co szukać w Europie, a ściślej – w Unii Europejskiej. Po drugie – padła zawoalowana zapowiedź, że kwestie szerzenia banderyzmu w Polsce będą musiały być zabronione prawnie, coś na kształt – zostało to powiedziane nie wprost – jak z penalizacją szerzenia hitleryzmu. Po trzecie – Nawrocki wyraźnie zadeklarował, że chodzi o pamięć i tu się nie zgadzamy, zaś co do reszty, to stoimy niezłomnie na gruncie wspierania Ukrainy, tak jak staliśmy.
Trzy wątki
Zajmijmy się tymi wątkami po kolei: wątek pierwszy, czyli, że z czerwono-czarnymi flagami Ukraina nie ma miejsca w Europie. Geograficznie jakoś w niej przecież jest, a więc chodziło tu raczej o przyjęcie jej do grona europejskiej wspólnoty, której instytucjonalną emanacją jest Ukrainy przyszłe członkostwo w Unii Europejskiej. Pośrednio oznacza to, że co najmniej Polska miałaby się przeciwstawić formalnie członkostwu Ukrainy w Unii. Wedle naszej Konstytucji mamy tu trzy etapy udzielenia takiej zgody: rządowy, parlamentarny (lub wymiennie – referendalny) oraz zgodę prezydenta. Oznacza to, że sam prezydent wystarczy, by to uniemożliwić. Pytanie tylko czy przy tej labilności stosunku Brukseli do traktatów nie znajdzie się w samej Unii ochota na obejście wymaganej zgody na taki krok od wszystkich członków. W samej Brukseli, po powołaniu klastra negocjacyjnego dla przystąpienia Ukrainy do Unii otwarte deklaracje sprzeciwu wyraziła Słowacja, mocno się zrelatywizował nowy premier Węgier, Magyar, grymasi Austria, powątpiewają Niemcy i Francja. Zobaczymy co powie Polska, bo tam siedzą przecież nie przedstawiciele kancelarii prezydenta, tylko tuzy naszej rządowej dyplomacji.
Króluje przekonanie, że z tym członkostwem to jest pic na Grójec, bo obecnie Ukraina ma najlepszą pozycję w poczekalni na specjalnych prawach – bez obowiązków (w tym składkowych), ale za to z przywilejami, do dowolnego kształtowania przez Niemcy w dostępie do jednolitego rynku europejskiego. Ale spektakl starania się i odrzucenia ma się odbyć na pełnej petardzie, zaś na najbardziej winnego ewentualnego nieprzyjęcia Ukrainy – i to nie z powodów merytorycznych, np. sprzeciwu wobec korupcji, czy dumpingowania całych obszarów gospodarczych – wyjdzie Polska i to z bzdurnych dla społeczności międzynarodowej powodów polityki historycznej.

Drugi wątek – penalizacji banderyzmu wywoła moim zdaniem kolejną falę ukraińskich wyrzutów wobec polskich panów. Tu będzie kosmiczna eskalacja, gdyż w dodatku Nawrocki w swym przemówieniu zasugerował Ukraińcom innych niż banderowskich bohaterów, jako wzorzec patriotyzmu. A przecież umówiliśmy się – na Ukrainie i częściowo w polskim komentariacie -, że każdy kraj ma prawo do wyboru swoich bohaterów. Ok, niech każdy z naszych przyjaciół ma takie prawo, ale my wtedy – w Polsce – rezerwujemy sobie prawo do własnej reakcji na taki wybór. Szef ukraińskiego MSZ, Andrij Sybiha, już zaraz po ogłoszeniu decyzji Nawrockiego sam zwrócił Krzyż Komandorski, który otrzymał od Polaków. Należy się spodziewać zalewu takich gestów, jednak złośliwi plotkują, że półtora miliona Ukraińców nie zwróci polskich świadczeń społecznych – są granice reakcji symbol na symbol i kończą się one jak widać dość prozaicznie.
Symbole czy pragmatyka?
Trzeci element jest bodaj najważniejszy. Nawrocki mówi, że pokłóciliśmy się o pamięć, ale w innych sprawach stoimy przy Ukrainie jako jej słudzy. I tu jest problem. W czasie czekania na „odpowiedni czas” rozgorzała bowiem w Polsce całkiem spora dyskusja na temat tego, żeby nasze stosunki z Ukrainą nie ograniczać jedynie do kwestii symboliki. Ktoś nawet wspomniał parę razy, że mamy duże konflikty interesów i ograniczanie się tylko do kwestii pamięci historycznej jest naiwniactwem, gdyż pozostając w takiej bańce będziemy (i jesteśmy) ogrywani przez pragmatycznych Ukraińców, którzy robią nam historyczne wrzutki emocjonalne, zaś w międzyczasie ogrywają nas na wielu polach, gdzie prowadzi się strategie gospodarcze i geopolitykę. Jeżeli Nawrocki deklaruje, że daliśmy sobie po razie, że są granice, których Polska nie da przekroczyć, to jeśli one będą – a tak zadeklarował nasz prezydent – przebiegały wyłącznie w obszarze pamięci, to damy się ograć na wszystkich innych, uwaga! – realnych polach. Bo przecież nasz stosunek do Ukrainy się tam nie zmieni. Spotkamy się więc jeszcze parę razy z Ukraińcami na kilku polach, ale albo za późno, albo w atmosferze nagłych wyskoków niewdzięcznych, tym razem, Polaków.

Podam przykład takiego procesu. Ostatnio rozeszła się wieść, że Polacy odmówili przekazania Ukrainie (znowu za friko), naszych MIG-ów. Na Ukrainie sprawa jest opowiadana narodowi jako kolejny wyraz naszej niewdzięczności, gdyż wszyscy – tam – się umówili, że Ukraina walczy za nas, a my jej zaś skąpimy broni. Nie mówi się Ukraińcom, że kwestia przekazania MIG-ów to miał być barter za uzgodniony transfer technologii dronowych z Ukrainy do Polski, którego Kijów nie zrealizował. A chodziło tylko o know-how. Polacy więc – uwaga! – po raz pierwszy się postawili, bo do tej pory wybaczano Ukrainie wszystko. Ponieważ fakty te zaczęły przeciekać do Ukraińców, to Kijów zmienił narrację: teraz okazało się, że MIG-ów nie chce, bo są… przestarzałe. Moim zdaniem jest to jawny przykład przygotowywania winnych zastępczych na wypadek niekorzystnych warunków przyszłego rozejmu. Dlatego potrzebny jest winny wszystkiemu polski pan, bo przez niego przegraliśmy, nie przez odrzucenie o wiele lepszych warunków pokoju z lata 2022, których w Istambule nie podjął Zełenski, a które teraz by kupił w ciemno. Ale to było jeden milion zabitych Ukraińców temu i nie daj Boże, by takie rachunki przedstawił Zełenskiemu naród. Zwróci się więc ku Polsce i wszystko się rozejdzie po – ukraińskich – kościach.
Uśmiechnięte reakcje
Ciekawe jak się rozegra kwestia w Polsce, szczególnie w wykonaniu uśmiechniętych? Tusk dostał gwiazdkę z nieba, bo decyzja Nawrockiego zdejmie mu z głowy koszmarny problem narracyjny ze Szpitalem Południowym w Warszawie. Tusk już się zagrzał – od razu odbił piłeczkę. Na początku bowiem, kiedy widział, że lud badany nie odpuści sprawy, trochę poparł Nawrockiego. Ale później zaczęła się narracja relatywizująca: wszedł na pełnej petardzie symetryzm (minister Szeptycki, redaktor Wóycicki), zaczęto coś wspominać o rasizmie, wyskoczyła sprawa Bąkiewicza i wszystko się przykryło. Narozrabiał tu… Nawrocki, bo dał czas uśmiechniętym na ogarnięcie się, pootwieranie pobocznych narracji i zapał się zaczął rozmywać. A ten zwlekał, czekał na jakieś ugięcie się ze strony Kijowa, ten go olał i Nawrocki zaczął tracić za swoje przejawy „dudizmu”.
Tu należy się spodziewać ze strony Tusków jakiejś poważniejszej reakcji. Agencje PR-owe i kryzysowe, wszystkie guru wizerunkowe mają dziś za sobą ciężką noc – trzeba wykuć zręby nowego podejścia, przejść wąziutką ścieżyną pomiędzy niechęcią do wszelkich decyzji Nawrockiego, a ludem, który wręcz popędzał prezydenta do wykonania swej obietnicy z końcówki maja o odebraniu Zełenskiemu Orderu. Będziemy więc – moim zdaniem – świadkami rozwinięcia wątku, że to się prezydenci pokłócili, z powodu krewkiego prezydenta-kibola, ja, Tusk, jestem tu tylko ubolewającym arbitrem i patrzę się z przykrością na te wojnę, gdyż „prawdziwe linie frontu przebiegają gdzie indziej”.

Jest tylko jeden kłopot – nie ma bowiem nic gorszego niż nadgorliwość. Otóż życzliwy Tuskowi komentariat wysnuł z Konstytucji, że do odebrania takiego Orderu nie wystarczy decyzja Nawrockiego, ale musi być do tego kontrasygnata premiera. Chcieli dobrze, by pokazać Nawrockiemu, żeby nie podskakiwał, bo potrzebny jest Tusk, tym razem jako zemsta za weta. Ale tym samym wstawili Tuska na lewe sanki. Skoro bowiem potrzebna jest kontrasygnata premiera, to co zrobi teraz premier? Nie podpisze – źle, bo mu spadnie w sondażach. Podpisze – to narazi się Ukraińcom, a to ich poparciem m.in. wali w nieudaczników z PiS-u i pierwszy raz zgodziłby się się z prezydentem, który ten temat zawłaszczył. Myślę, że Tusk będzie tu kluczył ile się da, zwlekając, czekając na badania czy lud przypadkiem nie zmienił zdania, poddany kolejnym falom narracji wstydu za Batyra. Ukraińcy się wzmogą, przejdą z nawalanek historycznych na zarzuty konkretnego wstrzymywania pomocy, a więc z kolei Polacy będą dmuchać na zimne i ustępować we wszystkim. Jak się u nas zacznie proces regulacji rugowania prawnego banderyzmu, to rozpocznie się pyskówka już teraz zainicjowana przez Tuskowych, że po drugiej stronie to jak nie rasiści, to faszyści spod krzyża w Berlinie.
Boje pozorne
Najgorsze, że wszystko to odbędzie się znowu w historycznym sosie, w boju o nic, bo przecież odebranie tego Orderu nie powstrzyma ani dalszego nadawania nazw ukraińskim jednostkom (np. mamy od dawna jednostkę dronów ukraiński imienia Luftwaffe), ani z ulic nie znikną i nazwy, i pomniki ludobójców, ale zdaje się nie polepszy to naszych uzgodnień co do ekshumacji. Ale to są obszary historyczne. A gdzie realne? Zaraz Putin zeskaluje wojnę po ataku na Moskwę, zacznie się poszukiwanie onuc, wojna się albo zaciągnie na dłużej (wtedy kluczowe eskalacje roszczeniowe Ukrainy), albo dojdzie do okrawania Ukrainy po jakiejś formie rozejmu i wojna zamrze. A skoro zadeklarowaliśmy służbę Ukrainie, to jakie będą efekty ewentualnego przyjęcia do nas – w ramach zagwarantowanego prawem międzynarodowym – łączenia rodzin w postaci mężów prosto z frontu? Żołnierzy, którzy przyjadą do nas z poczuciem, że wbiliśmy najpierw ich czarno-czerwonym bohaterom nóż w plecy, a potem im, żołnierzom z okopów – nóż w serce Ukrainy, która walczyła również za Polskę.

A jak dojdzie do jakichś rozmów o członkostwie Ukrainy w Unii, to przy sprzeciwie Polski wszyscy się będą pukali w głowę, że przy tak ważnej geopolitycznej decyzji znowu ci walnięci Polacy kierowali się sentymentami historycznymi sprzed osiemdziesięciu lat i wszystko popsuli. Ukraiński rząd zaś nie będzie się tłumaczył przed swymi obywatelami, że Ukraina nie weszła do Unii nie z powodu swych systemowych problemów, głównie petryfikowanych poprzez zrośnięcie się korupcyjnej mafii ze strukturami państwa, tylko będzie się tłumaczył historycznymi resentymentami polskich panów, od niedawna znowu – Lachów.
Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis
Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.
