22.07. POPiS socjalistyczny

22 lipca, dzień 872.

Wpis nr 861

zakażeń/zgonów

3.038/6

Przed wyjazdem na Rodos byłem świadkiem dwóch zbiegów okoliczności. Medialno-politycznych. Otóż w ramach objazdowej kampanii beforkowej dowódcy obu plemion zaczęli znowu licytować się co tam kto komu nie da. I… odezwała się lewica, że koledzy (?) zapożyczają od nich pełnymi garściami. Pan (?) Zandberg oburzył się, że Koalicja Obywatelska kradnie mu postulaty, bo oni też tak chcieli, żeby mniej pracować, tyle że w ciągu dni pięciu, zaś tamci podliczyli tę oszczędność i skumulowali w pracy w dni cztery. Odezwał się Ikonowicz, który z kolej powiedział, że od niego juma PiS. Właściwie to nie wiadomo, czy to źle czy dobrze, bo lewicy (chyba) chodzi o sprawę i powinno jej być wszystko jedno, kto doprowadzi do świetlanej przyszłości.

Ale mnie zasmuciło co innego. To, że niby dwa przeciwstawne nurty spotykają się w sumie na lewackim polu. Dowodzi to prawdziwości tezy rewolucjonistów, iż wystarczy, że wprowadzi się demokrację, a wtedy socjalizm sam już się zrobi. No, bo skoro to rządy większości a ona leniwa jest, to będzie łatwo za jej pomocą wygłosować rządy socjalistyczne (a w rezultacie nieuchronnej ewolucji – komunistyczne), czyli takie kiedy żyje się na cudzy koszt. Właśnie to oglądamy.

Z tym, że w tym postulacie, w sumie… populistycznym, zawiera się od razu śmierć socjalizmu, która nawraca jak fale kowida, na własne życzenie jego twórców. No, bo mamy do czynienia z falami odbierania, równania do żołądków, sprawiedliwości społecznej, kasy za żywota, czyli jako się rzekło – życia na koszt innych. Ale jednocześnie – nieuchronnie – lewicowy ustrój zaczyna walkę klasową z dostarczycielami tego „kosztu”, czyli tymi, którzy płacą te rachunki społecznych obietnic. A więc baza „podawcza” kasy do rozhulania zaczyna się kurczyć, czasami poprzez przejście do klas „biorczych”, czasami poprzez przejście na łono czerwonego Abrahama. Następuje nieuchronne zaostrzanie się walki klasowej w miarę postępu zwycięstwa idei i cały cyrk bankrutuje. Potem przychodzi jakiś odnowiciel, coś jak Napoleon po Rewolucji Francuskiej, robi jakiś powrót do starego porządku, kapitały się zbierają, kumulują, odradza się przedsiębiorczość. I jak się to nagromadzi, to znowu pojawiają się wątki redystrybucyjne, mieszanie w głowach mas, że się należy i wchodzimy w kolejną fazę. Jak kowidową, z tym, że jak widać – bez szczepionki.

Dziś tak jest praktycznie wszędzie. Po II wojnie światowej świat nie miał tak długiego okresu pokojowego dobrobytu. Nakumulowało się kapitału, zwłaszcza tego nadrukowanego i napożyczanego. Dodatkowo zaostrzyły się różnice dochodowe: męczona klasa średnia się powycofywała w niebyt klasowy, zasilając masy biorcze, zaś elity zarobiły jak nigdy. A więc potencjał różnic wzrósł, a jak duży potencjał (chodziło się do technikum elektronicznego), to i napięcie większe. Na całym świecie.  

Ale jak to jest, że u nas dwa wrogie plemiona spotykają się na lewicy, podkradając się do ich namiotów i kradnąc totemy postulatów redystrybucyjnych? To trend światowy, bo jak widać było wyżej jest to błąd systemowy demokracji, podrasowany w dodatku kumulacją i nierówną dystrybucją dochodów. No to i nas nie ominie. Ale jak to jest, że partie w sumie odżegnujące się od lewicy są w stanie narracyjnie to inkorporować?

Zacznijmy od KO. Ta się zarzekała – narracyjnie -, że oni są chociażby gospodarczo – liberalni. Liberalni obyczajowo to byli od zawsze, odkąd pojęcie liberalizmu podkradła (ten proceder jak widać chodzi w obie strony) lewica. Kiedyś liberał to był gościu, który walczył o wolność „naszą i waszą”, opierał się uciskowi państwa, minimalizował jego wpływy, zaś wszelkie kwestie ideologiczne sprowadzał do indywidualnych wyborów jednostki, byleby te nie tłamsiły wolności innych. Dziś liberalizm jest praktycznie wyłącznie lewicowy i polega na totalnym permisywizmie, na którego straży stoi wzmocnione państwo. A więc KO było już dawno liberalne obyczajowo, ale nie od dziś nie było liberalne gospodarczo, choć taką, jeszcze jako KLD, potem PO – udawało. Ustrojem gospodarczym PO było jego ucieleśnienie w latach rządu Tuska, kiedy żyliśmy w ustroju klientelizmu kompradorskiego.

Wyjaśnię moje rozumienie tych obu składowych. Klientelizm polegał na stworzeniu ustroju alternatywnego do głoszonego, czyli układu wzajemnych zależności, który regulował dostęp do rynku i branż oraz (nieracjonalnie bo nie wedle reguł rynkowych) alokował zasoby. Nie liczyła się kompetencja czy praca, liczył się układ podwieszeń w systemie klient-patron. Jeśli chodzi o kompradorstwo to dotyczy ono relacji elita-społeczeństwo. Jestem zwolennikiem tezy, że PO pilnuje w Polsce interesów niemieckich, jest przez sąsiadów pompowane, chronione, wspierane, niektórzy utrzymują, że – stworzone. W związku z tym rządzący, jak kompradorzy, są przedstawicielami kolonizatorów, czerpiącymi przywileje podarowane przez swych mocodawców, by ukierunkowywać lud tubylczy w kierunku pożądanym przez kolonizatorów. I koleżeństwo wywiązywało się ze swej roli, z jednym wyjątkiem – nie utrzymało władzy.

Teraz zwrócono się ku lewicy, bo agresywna polityka społeczna PiS wysoko podniosła poprzeczkę. Poza tym, tam na prawo nie ma nic do szukania takie KO, bo nie można już tej bezprogramowej emulacji rozciągać bez końca jak gumę od majtek. Nikt już nie uwierzy w prawicowość KO, zaś ich kompradorscy wspólnicy wyraźnie skręcają z całą Europą w lewo. A więc będzie się podbierało elektorat lewicy jej postulatami, licząc że bezideowa część elektoratu biorczego PiS pójdzie jak pacjent – za pieniądzem. W związku z tym można pobuszować po tamtej stronie.

A co PiS? No, ci się okazali dziwnym konglomeratem. Obyczajowo konserwatywni, wręcz narodowi – w deklaracjach. Społecznie-gospodarczo wręcz socjalistyczni. Wychodzi z tego, że… narodowo-socjalistyczni, z czego naśmiewa się opozycja snując naciągane hitlerowskie analogie. Że narodowi w narracji, to oczywiste, choć narodowcy „prawdziwi” krytykują PiS za zbytnie ustępstwa wobec Unii. PiS wygląda w nich na chwalipiętę, który się nadyma, że ani guzika, a potem wychodzi, że oddaje cały płaszcz. Co do kwestii społeczno-gospodarczych, to są wysoce redystrybucyjni. Na początku dostali z tego powodu bilet władzy od klasy średniej, bo ta za kompradorskich czasów była kompletnie pognębiona za Tuska i gorzej już być nie mogło. Okazało się, że mogło. PiS deklarował,  że zrobi porządek z prymatem zagranicznych korpo i nie dowiózł obietnicy. Poza tym cisi sternicy ławy państwowej rzucili się na swoich wyborczych dobroczyńców i dodusili klasę średnią, najpierw lockdownami, potem Nowymi Ładami ileś.0.

W obu przypadkach, obu plemion widać, że Polacy nie mają alternatywy – wszystko będzie socjalistyczne, tyle, że inaczej podjumane i inaczej opowiedziane. Nie ma wyjścia. I zagłosuje za tym… ginąca klasa średnia, która przecież (2 miliony plus rodziny) trzyma w ręku klucz do władzy w Polsce. Tyle przy takim wyborze ma do wybrania pomiędzy różnymi socjalizmami, za które i tak ma zapłacić. By się nie połapała, że głosuje przeciw sobie, plemiona wszczynają malownicze wojenki ideologiczne. Na takim poziomie zaangażowania, że klasa średnia nie głosuje już swoim interesem, ale emocjami.

Taka więc nas czeka bezalternatywna alternatywa, aż ktoś wreszcie nie przyjdzie i nie wywali tego stolika. Starego Okrągłego Stolika, ponad 30-letniego mebla ustrojowego kraju. Skleconego, przypomnę, w celach taktyczno-tymczasowych. A u nas prowizorki trzymają się najdłużej, co dowodzi, że jesteśmy wciąż krajem tymczasowym. I zdaje się, że wielu naszych sąsiadów dostaje tego dowody, które je cieszą.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.             

2 thoughts on “22.07. POPiS socjalistyczny

  1. I dlatego
    – E-parlament Ruchu Wolnych Ludzi wolniludzie.net,
    – Weto, Inicjatywa, Referendum wirwkonstytycji.pl,
    – Polska Jest Jedną pjj.tv,
    – Wspólnie Dla Zdrowia wspólniedlazdrowia.pl
    – i jeszcze parę innych

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: