24.01. Pożegnanie z Unią?

24 stycznia, dzień 1058.

Wpis nr 1047

zakażeń/zgonów

687/15

Zapraszam do wsparcia mego bloga

Wersja audio

O ordynacji wyborczej będzie jutro, bo to wymaga skupienia, ja zaś tekst ten piszę dziś rano, około szóstej i nie bardzo mi się widzi dość skomplikowana materia, gdyż zasiedziałem się, z godnością, na dziesiątych urodzinach Do Rzeczy. Dziś będzie więc o sprawie równie ważnej, choć prostszej, wiszącej nad nami od dawna.

Ja miałem taki test, pewną wytyczoną granicę, którą testowałem zamiary polskich rządów. Była to kwestia podatku liniowego dla firm jednoosobowej działalności gospodarczej. Ta nisza pracowała znakomicie, był to zarówno pokaz działania samego podatku, jak i skumulowane efekty prostoty rozliczeń drobnej przedsiębiorczości z fiskusem. Patrzyłem tylko która ekipa się do tego dobierze. O dziwo wprowadzili to postkomuniści, zaś zaczopowali pisowcy, czyli ekipa, która dzięki drobnej przedsiębiorczości dostała władzę. Dziś w niepojęty sposób tę kluczową grupę niszczy, łącznie z praktyczną likwidacją sensu jednoosobowej działalności. Będzie to im pamiętane. Efekty tego są żałosne, bo taki JDG odprowadzał do fiskusa (w ramach 19%-ego podatku) ponad 10 razy więcej na głowę pieniędzy niż podatnik podatku progresywnego w ramach etatu. I takie coś teraz uwalono, łącznie z tym źródłem przychodu dla państwa. Ale ja już dawno przestałem się dopatrywać logiki w działaniach państwa na froncie fiskalnym. Rządy myślą wciąż naiwnie, że jak się podwyższy podatki, to się zwiększy strumień kasy do fiskusa. No obłęd.

Tak samo mam taki test zamiarów wytyczony w kwestii europejskiej. Jest to pewien zakres decyzji Unii, które zależą od jednomyślności członków. Wprowadza to zasadę swego rodzaju liberum veto, która daje potężną siłę, co prawda negatywną, bo blokowania, pojedynczemu państwu w ramach unijnych decyzji. Dla mnie każdy sygnał, by tę zasadę zlikwidować jest i będzie dla mnie znakiem, że… pora się z Unii zawijać. Do tej pory Unia jakoś tam udawała, że tu chodzi o to aby zespół-wzespół razem wśród wolnych narodów kroczyć ku świetlanej przyszłości Kontynentu. Nabierała się na to rzednąca garstka naiwniaków, że tu panie, Oda do Radości, wszyscy równi, zaś my – słowiańskie ciołki – będziemy za uszy ciągnięci dobroczynnie przez zasobny Zachód ku dobrobytowi i cywilizacji.

Dla innych Unia jest projektem dominacji niemieckiej nad Europą, w kierunku Rzeszy IV, na szczęście dla kontynentu czynionym w sposób pokojowy, choć ostatnio to zastrzeżenie się zdezaktualizowało, gdyż strategiczny partner Berlina, karmiony przezeń, w swoim zwyczaju nie wytrzymał i rozpętał wojnę w Europie z dużym potencjałem do rozszerzenia na kawał kontynentu. I teraz Berlin wspólnie z Paryżem występują z wnioskiem, by liberum veto zostało zlikwidowane, szczególnie w zakresie polityki zagranicznej (to Europa ma jakąś?) jak i finansów. Obie stolice, a właściwie prezydent i kanclerz, argumentują to tym, że wymóg jednogłośności jest wykorzystywany jako szantaż przez pojedyncze kraje (tu wzrok pada na nas i Węgry), gdy grozi się wetem w sprawach dla Brukseli, ale raczej „silnika Europy”, czyli partnerstwa Francja-Niemcy, ważnych, by cos uzyskać w sprawach istotnych dla szantażującego. Czyli huzia na szantażystów. Popatrzmy się na to co oznacza taka propozycja.

Po pierwsze, czemóż to takie kraje i w jakim zakresie szantażują Brukselę? No, głównie odbywa się na polach zastępczych za to, że Unia grzeszy w sprawach podstawowych, traktatowych. Dla przykładu taka Polska szantażuje Unię (oby), że nie zgodzi się na unijny podatek od korporacji, czyli uderza w finansowe filary unijnego KPO. To może zaboleć Brukselę, bo wtedy ten projekt się nie zepnie. Ale Unia sama sobie winna. W tandemie z TSUE bowiem wywinęła numer warunkowości – pieniądze za praworządność – de facto pozatraktatowy (na co zgodziła się naiwna Polska), i choć płacimy za to raty i odsetki – pieniędzy z tego nie dostajemy. A więc postanowiliśmy zaszachować wszystkich i jak nie, to nie. To, że szybciej niż później się na wszystko zgadzamy w ustaleniach dodatkowych (np. słynne kamienie milowe), to już osobna sprawa. Chodzi o to, że mechanizmem liberum veto możemy na innych polach blokować zamiary unijnego centrum, by poprawić naszą pozycję gdzie indziej.

Wielu od lat namawia rząd PiS-u do odważniejszego korzystania z tego narzędzia. Wiele okazji przegapiliśmy, bo Unii zależało na tym, by coś tam pchnąć, zaś nam by gdzie indziej odpuścili. I w żadnym z takich momentów nie dochodziło do oficjalnego weta, jakbyśmy się wstydzili czy co. A nie było tak, że wystarczyła sama groźba użycia tej „broni atomowej”, bo w każdym z takich momentów Bruksela dostawała co chciała, zaś trudno było zauważyć zwycięstwa na innych polach, w zamian. Zawsze się cofaliśmy i cofamy, aż do tego, że w polskim parlamencie otwarcie się mówi, że projekty ważnych ustrojowo ustaw są pisane w Brukseli. To już szczyt wasalizmu. Europoseł Sariusz-Wolski wymienił rzeczy, które można blokować w Unii wetem, na których Berlinowi głównie zależy, ale co z tego, kiedy zamiast weta podpisujemy takie kamienie milowe ze zgodą na wiele rzeczy, których wprowadzenie wymagałoby jednomyślności. Kamienie milowe to pośrednio likwidacja naszego weta.

No dobrze, posymulujmy: Unia wprowadza likwidację zasady jednomyślności, w propozycji Berlina i Paryża wprowadzenie weta wymagałoby zmontowania koalicji co najmniej czterech państw. To bardzo trudne bez zgody Niemiec czy Francji, bo te nie takie próby koalicji rozmontowywały w przeszłości. No, ale posymulujmy to w proponowanych obszarach: polityka zagraniczna czy finanse. Zacznijmy od polityki zagranicznej. Ta polega w Unii nie na jakiejś jednorodnej polityce zagranicznej, tylko na tym, na co można w niej pozwolić każdemu członkowi. Pokazem tej różnicy jest test wojny ukraińskiej. Jak by postąpiła Unia, ba – jak by MOGŁA postąpić Polska wobec Kijowa, gdybyśmy nie mogli – a w przypadku narzuconej większości tak by było – prowadzić polityki wobec Ukrainy, jaką prowadzimy? Wtedy prowadzilibyśmy jako Unia jednolitą politykę… podobną do obecnej niemieckiej. A więc opóźnianie czego się da, „otwarte drzwi dla Rosji”, a właściwie jej powrotu do poprzednich czasów business as usual. Siedzielibyśmy i patrzyli jak ten projekt skręca w berlińską stronę i nic nie moglibyśmy zrobić.

Kolejny obszar, który ma zostać zwolniony z wymogu jednomyślności to finanse. No proszę. Wtedy te wszystkie awantury pt. należy nam się kasa i wypłaćcie, by milutko zniknęły. Moglibyśmy się tylko oblizać. Co prawda tak jest i teraz, ale wygląda to na pozatraktatową ostentację, takie publiczne zgorszenie, wręcz pokazówa dla innych – patrzcie jak trzymamy polską mordę butem przy ziemi i cicho tam w szeregach, bo i wy się możecie załapać. Przy wycofaniu jednomyślności kasa będzie już oficjalnie dawana po uważaniu, bez tych ceregieli. A kasa jest tu kluczowa, reszta to zabawy dla maluczkich, nie bez przyczyny, jak mi powiedział ostatnio pewien europoseł, w unijnej komisji od finansów siedzą same Niemce i pilnują źródła, od którego zaczyna się wszystko.

Dla mnie wszelkie takie głosy wiele oznaczają. Na użytek zewnętrzny, że „silnik Europy” jest już znużony udawaniem, że tu chodzi o jakiś tam konsensus. Duzi chcą przejąć już kompletnie operacyjne zarządzanie Unią, bez ceregieli. Jeśli ktoś nie widzi w tym ostentacji, zakończenia resztek pozorów, to musi być ślepy. Ciekawi mnie użytek wewnętrzny. To też będzie probierz. Czekam tylko na polskie głosy popierające tę strategię Berlina i Paryża. Ciekawią mnie te przyszłe wygibasy, te uzasadnienia dlaczego to ma być lepsze dla Polski. Dla mnie to będzie też test – kto pierwszy wyjdzie to chwalić spod kamienia, w który właśnie walnęli zewnętrzni mocodawcy.

Warto tak posiedzieć i popatrzeć. Jak Polacy, bez względu na ekipę rządzącą, to klepną, to oznacza zaprzaństwo wobec polskich interesów, dla mnie zaś konieczność wyjścia z Unii. Bo po co mielibyśmy tam zostać? I tak, jak liczyć grubo i poważnie, od dawna jesteśmy płatnikami netto, coraz bardziej netto. Tracimy w niej podmiotowość, bo piszą nam polskie ustawy, mając nawet w nosie naszą Konstytucję. A jeśli dostajemy kasę, to jest ona znaczona, na zieloności, równości i inne ości. Nie możemy wydawać jej na rzeczy korzystne dla naszej konkurencyjności, w zamian dostajemy potężny ładunek obezwładniających regulacji administracyjnych. I jeszcze mamy się samowykastrować z ostatniej broni, którą możemy użyć do minimum decyzyjności w organizacji, do której należymy. A więc pierwszy Polak, który to pochwali i pierwszy rząd, który to klepnie, to będą zdrajcy polskiego interesu narodowego. W tym smutnym dniu zacznę nawoływać do opuszczenia Unii, gdyż zniknie ostatni już powód, dla którego powinniśmy w niej siedzieć i patrzeć z widowni, z ostatnich rzędów jak wygląda koncert mocarstw. Koncert, który zawsze kończył się wojną, w której dochodziło do zamiany miejsc. Na widowni zasiadały wtedy mocarstwa, a my – mieszkańcy „Skrwawionych Ziem” – ginęliśmy na scenie. Coraz mniej malowniczo.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.       

6 thoughts on “24.01. Pożegnanie z Unią?

  1. Przydałaby się na naszej „scenie politycznej” jakaś partia, ale nie kanapowa partyjenka, która na poważnie zaproponowałaby program i sposób na opuszczenie Unii. Można by wtedy na poważnie dyskutować, mierzyć siły. liczyć głosy. Na razie są to tylko rozważania publicystów i ludzkie gadania. Póki ktoś na tym nie zbuduje realnej siły politycznej, to będą to tylko rozważania intelektualistów.

    1. Polski lud kocha komunistyczną Unię, także taka partia nie miałaby szans na zaistnienie.
      Na razie kibicuje PJJ, ale co z tego wyjdzie zobaczymy ,..

      https://www.pjj.tv

      ” Polacy, bez względu na ekipę rządzącą, to klepną, to oznacza zaprzaństwo wobec polskich interesów, ”

      Niestety marionetki się zmieniają, a dalej rządzą przyjaciele globalistów oraz Stasi ,Oskar i Student 🙁

  2. Jak już to wszystko klepną, ci zdrajcy i targowiczanie to na wychodzenie z Mumii będzie już za późno: spróbuj się wyrwać okupantowi, mając niemiecki but na gardle.
    Wiać trzeba JUŻ! Póki resztki Polski jeszcze w ogóle istnieją w polskiej zbiorowej świadomości.

  3. A na razie Mumia zezwoliła na karmienie swoich niewolników robactwem.
    Czyli berlińsko-brukselscy okupanci-mumioniści przebili w tym swego socjalistycznego protoplastę, wegetarianina Dolfika H.
    Bo nawet sam Hitler się na coś takiego w okupację wobec swych ofiar nie odważył.
    I oby to jak najszybciej trafiło do naszej wspólnej polskiej świadomosci, bo tym razem o rąbankę w korporacyjnym rolnictwie będzie nieporównanie trudniej.
    Jest jednak jedna spora iskra nadzieji: zdaje się, że megafundusze funduszy, czyli władające światową gospodarką Vanguard, Blackrock i Deep cos tam, właśnie podjęły decyzję o zaprzestaniu wspierania klimatycznego ekoszaleństwa mumijnego lewactwa. I postawiły jednak na konwencjonalne źródła energii.
    Bo oto na świecie zapadać zaszły decyzje biznesowe calkowicie blokujące, jeśli się upowszechnią, klimatyzm, robactwo, wiatraczki, bateryjki i takie tam.
    Oto np. zależne od tych megafunduszy konsorcja ubezpieczeniowe zaczęły zapowiadać, że PRZESTANĄ ubezpieczać morski fracht meganiebezpiecznych pożarowo aut na baterie od producentów do krajów-odbiorców, a sami arnatorzy gigantycznych samochodowców, po paru pożarach na pokładach zabraniają kolejno transportu takich aut drogą morską np z Chin i do Chin, do i z USA , Europy itd.
    A to początek konca tej nieudanej bocznej drogi motoryzacyjnej ewolucji. Fitfor55 w Mumii właśnie oto dzięki temu zdycha, w praktyce oczywiscie.
    A teraz dodatkowo robale od Schwaba i Timmermanda dokonczą dzieła …
    W koncu „to niech jedzą ciastka” było o niebo mniej aroganckie niż „to niech żrą robactwo”, a i tak skończyło się lasem gilotyn dla aroganckich sukinsynów…
    I teraz tym bardziej tak będzie. Rzyg po NWO-wych i mumijnych robalach jest niezalezny od poglądów politycznych🤣🤣🤣.
    Nawet w lewackim GWnie jeden redachtór przyznał się do womitu po krykiecikach…🤣

  4. żeby tam robale, jedzmy ludzi i swoje padłe zwierzaki, nic nie może się przecież marnować
    fakto.pl/index.php/video/globalne-wygaszanie-produkcji-zywnosci-cz-6 https://humanmeatproject.com/
    Aaa, to mówią, że już jemy z dodatkami smakowymi z abortowanych ludzkich płodów? No proszę jak postęp zaszedł daleko, że już go nie widać „gołą medią”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: