24.06. Białoruskie pięknoduchostwo

24 czerwca, dzień 113.

Wpis nr 102

zakażeń/zgonów/ozdrowień

32.821/1.396/18.134

72. dzień czekania na pieniądze od Trzaskowskiego

Zawsze się z niego śmialiśmy. Bat’ka Łukaszenka. Siermiężny jak ta cała jego Białoruś. Jakiś zarządzający protektoratem Rosji chłopek-roztropek na posyłki Putina.

Pamiętam jak kiedyś jako wydawca Newsweeka (spokojnie, nie tego „lisowego”) mieliśmy promocję książki-dodatku do tygodnika na temat Łukaszenki. Wszyscy darli łacha i ubolewali nad gnębieniem tamtejszej opozycji oraz nad fałszowaniem wyborów. Była dyskusja i gdy zabrałem głos mocno wystąpiłem przeciwko takiemu prostackiemu podejściu. Ja naprawdę uważam, że Łukaszenka nie wygrywa tylko dzięki fałszowaniu wyborów, że ma swoje ugruntowane poparcie, zaś jakoś tam sobie cierpliwie wybalansował w miarę stabilną pozycję między Rosją a Zachodem, co w jego przypadku i przy geopolitycznym położeniu Białorusi jest dość dużym sukcesem. I dla nas… nieoczekiwanie też.

I kiedy Łukaszenka mocno poróżnił się z Putinem (zresztą i z różnych powodów wcześniej) to była szansa na naszą mityczną „politykę wschodnią”, ale myśmy dalej ciągnęli wspomnianą bekę, albo patrzyliśmy się co na to USA i Europa. I co? I… Orban zaczął robić interesy z Łukaszenką, zaś USA zaczęły znowu w „naszym” regionie gadać z naszymi sąsiadami ponad naszymi głowami, ba – zgłosili się nawet Chińczycy.

I jest tak samo jak z Ukrainą, zacietwierzamy się, jesteśmy sami zakładnikami naszej krótkowzrocznej polityki, zamiast być rozdającymi karty w regionie. W sprawach Ukrainy nie siedzimy przy żadnym stole ani w formacie normandzkim, ani mińskim (a propos – ten „głupi” Łukaszenka zagwarantował sobie swój format w tej międzynarodowej sprawie). Nie wiadomo, dlaczego jesteśmy tacy pasywni – czy to nasze tchórzostwo, brak wizji, czy tak każą nam Amerykanie lub Niemcy, by nie mieć pośrednika w rozmowach z naszymi sąsiadami?

Białoruś jest geopolitycznie dla nas równie strategiczna jak Ukraina. Bez niej trudno będzie rozmawiać o projekcie Trójmorza, domknąć pas „pomostu bałtycko-czarnomorskiego”, wreszcie ewentualna penetracja Białorusi przez wojska rosyjskie stwarza dla nas śmiertelne niebezpieczeństwo ofensywy na dwóch kierunkach (białoruskim i kaliningradzkim), która zagraża bezpośrednio Warszawie, a państwa bałtyckie zamyka w worku kompletnego odcięcia. Dobrze więc mieć z Białorusią dobre relacje, my zaś zachowujemy się jak słonik w składzie porcelany.

Istnienie łagodnej dyktaturki jest nam w Polsce… na rękę. Jest z kim prowadzić grę, a nie tak jak teraz: mamy demokratyczne władze Ukrainy i… nie ma z kim gadać. Dlatego nasza idea prometeizmu, że to my zaniesiemy tam ogarek demokracji jest moim zdaniem naiwnym pięknoduchostwem, które od lat odstraszało Łukaszenkę od zbliżenia z Polakami. Warto się zapytać o bilans np. istnienia telewizji Bielsat. Co ona nam robi? Rozplenia demokrację na Białorusi? Jest tym, czym Wolna Europa dla nas w czasie komuny? Przecież to nieprawda. Wspiera naszą tam Polonię? A gdzież tam – akurat dziwnym trafem Polonia na wschodzie jest zawsze pierwszą ofiarą niezgulstwa polskiej dyplomacji na kierunku wschodnim. Porozmawiajcie z Polakami na Litwie, Ukrainie czy właśnie – Białorusi.

Teraz znowu trąby zagrały. Jest ruchawka u Białorusów, bo się wybierają, a Łukaszenka, teraz jeszcze bardziej gnębi opozycję. I tu my jesteśmy pierwsi do boju – my będziemy wytykać Łukaszence aresztowanie tego czy innego blogera, a Łukaszenka wygra i znowu sobie zapamięta, że dla Polaków można wszystko, ale z Polakami nic. A reszta towarzystwa w Europie siedzi i czeka. My, jak zwykle – harcownik z przodu.

Ja wiem, że tam się rodzi ruch demokratyczny, że wielu dzielnych Białorusinów chce zmienić swój kraj i podłączyć go do Zachodu, obawiając się podłączenia go do Wschodu, i że idą za to do więzienia. Trzymam za nich kciuki. Ale nasz brak długofalowej i wielowektorowej polityki wschodniej, ograniczenie się do pokazowych gestów nie pomaga nam w tej sytuacji. Nawet nie pomaga protestującym. Jest jak za komuny klepaniem po plecach w wykonaniu międzynarodowej opinii publicznej w stosunku do dysydentów. Ćwiczyliśmy to, i wiemy ile to jest warte.

Z drugiej strony Putinowi, by wysadzić z siodła Łukaszenkę, ten społeczny ruch może być… na rękę. Kontrkandydat Łukaszeniki ma wyraźne konotacje rosyjskie. Czyli Kreml może zrobić manewr taktyczny, wspierać po cichu demoratyczność protestów , by pozbyć się rywala. Zaś później pokierować wolą „suwenira” tak, by wybrał on opcję prorosyjską, tak jak to się stało w Gruzji.

Odezwała się polska komisja spraw zagranicznych Sejmu i z inicjatywy znanego dyplomaty Grzegorza Schetyny przegłosowała rezolucję potępiającą wydarzenia na Białorusi. Tu wszyscy się zgadzają i uchwała Komisji mało co nie przeszła przez aklamację. Zobaczymy jak będzie w Sejmie. I znowu – to jest pusty gest, ta rezolucja może da o dwa tygodnie wcześniej wolność 14 aresztowanym opozycjonistom, może niektórych uchroni od długoletniego więzienia. Ale co dalej? Łukaszenka wpuści do siebie wojska rosyjskie, czy ugnie się „pod presją” wspomaganej przez nas opozycji. Czy znowu będzi robił swoją własną, obśmiewaną przez światłych polityczkę ? Kupi ropę i gaz od Kremla po dyktowanych cenach? Będzie gadał z nami, czy ze Stanami, Niemcami, Orbanem i UE? I jeszcze w dodatku w rezolucji wyszliśmy na pierwszy szereg, czyli wzywamy Europę oraz jej parlamenty do potępienia Łukaszenki, zamiast zrobić odwrotnie. Cicho siedzieć i dopiero jak Unia coś bąknie to się – wicie Łukaszenka, rozumicie – przyłączyć. A zaraz wyjdzie tak, że będzie spór między UE i Białorusią a mediatorem będzie… Rosja. Czy Putin móglby chcieć czegoś więcej?

Nie mamy polityki wschodniej, przynajmniej takiej, którą kontynuowałyby wszystkie ekipy III RP. Mamy tylko pięknoduchowskie odruchy. A jak przychodzi co do czego to o tej naszej części Europy nikt nie gada przy naszym udziale. Po co marnować czas na zapalczywego obrońcę zewnętrznych objawów demokracji, skoro nie jest on w stanie sam ani sformułować, ani tym bardziej bronić swoich interesów?

My w naszym regionie powinniśmy być liderem nie dlatego, że nam się to historycznie należy, że mamy jakieś mocarstwowe resentymenty w stosunku do „niepełnowartościowych państw”, ale poprzez swoją aktywność. A ona w regionie jest zerowa. Gdzie są nasze firmy w tych krajach, nasze (wspólne) inwestycje, nasze banki, nasza kultura? Czy mamy w ogóle ambicje tego rodzaju soft power? Bo jak nie mamy to możemy dalej drukować ulotki dla braci Białorusów, ale wtedy nie dziwmy się, że nawet nie będziemy robili za paprotkę, kiedy duzi z naszymi sąsiadami będą się układać co do rzeczy, które są dla nas strategiczne. Bo może za nie kiedyś przelejemy krew. Naszą.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.  

2 thoughts on “24.06. Białoruskie pięknoduchostwo

  1. Cały ten artykulik to oczywiście stek bzdur. Sugestie o rzekomym konflikcie Białorusi i Rosji i wynikających z niego szansach na poprawę relacji z Łukaszenką to jakieś fantazje. Łukaszenka, mimo że czasem kręci nosem jest dla Rosji wygodny, bo nie stanowi żadnej przeszkody dla pełzającej aneksji Białorusi, na co dowodem jest m. in. niedawne podpisanie umowy o „wspólnej przestrzeni wizowej”. Czeczenia i rządzący nią Ramzan Kadyrow pokazują, że Łukaszenka może ciągle bez przeszkód pozostać dyktatorem nie tyle niepodległej Białorusi, co obwodu białoruskiego Federacji Rosyjskiej. Autorowi natomiast proponuję, aby zajął się obsługą łopaty, bo do dziennikarstwa, tym bardziej poruszającego tematy polityki i tym bardziej zagranicznej, się nie nadaje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: