25.06. Michałki

25 czerwca, dzień 114.

Wpis nr 103

zakażeń/zgonów/ozdrowień

33.119/1.412/18.654

73. dzień czekania na pieniądze od Trzaskowskiego

Na zdjęciu mój syn Michał, którego branża (studio tatuażu) otworzyła się jako jedna z ostatnich po lockdawnie. Trzymam kciuki!

Dlatego dziś – nomen omen – będzie o michałkach, czyli drobnych anegdotkach, których suma ilustruje przemiany obyczajowe i społeczne po (?) pandemii (miałem ich kilka w „Dzienniku zarazy„). Na początku były to pełne odjazdów zapisy z izolacji, teraz kiedy (wizerunkowy) efekt pandemii zdaje się ustępować – coraz mniej bywa śmiesznych rzeczy. Raczej jest przyciężkawo z powodu ekonomicznej niepewności.

Zacznijmy uniwersalnie – szkoła w domu. Zaczęły się egzaminy i będzie wiadomo jaki jest poziom przygotowania… rodziców. Ciekawi wciąż jak zdalne nauczanie wpłynie na wrześniową formułę szkoły. Czy coś się zmieni? Jak to będzie na uczelniach, kiedy dziś wystarczy tylko kliknięcie myszką i można mieć zajęcia ze światowym guru z dowolnej dziedziny?

Pisałem o możliwych plagach, z których jedną miała być susza. Teraz niepostrzeżenie zmieniła się w groźbę klęski… powodzi. Ekolodzy jak gdyby nigdy nic, obrócili się o 180 stopni i z podobnym do suszowego zapałem wykrzykują: „a nie mówiliśmy?”. No, nie mówiliście.

Lubię polską politykę tylko z jednego powodu – czasami dostarcza niespodzianek i to dość bezwzględnie weryfikujących różne ściemy. W ostatnią niedzielę odbył się wiec prezydenta Dudy na krakowskim rynku. Spuszczę zasłonę na to, że relacje z tej imprezy były w krańcowo różnych telewizjach krańcowo różne. W myśl piosenki Młynarskiego o szkoleniu kamerzystów – „przyjedzie dużo, a pokazać trzeba mało” i na odwrót. Otóż po wiecu kompozytor Zbigniew Presiner zapowiedział pozew przeciwko sztabowi Dudy, za wykorzystanie jego piosenki „Miejcie nadzieję” bez jego wiedzy i zgody. Ale potem okazało się, że utwór puściła kotrmanifestacja LGBT. Co teraz zrobi kompozytor? Przecież zapowiedział, że poda sztab Dudy do sądu, bo to było bez jego zgody, więc karalne, a teraz za taki sam delikt już pozwie LGBT czy nie? Oba możliwe wyjścia – słabe, tak jak nerwy Pana Kompozytora.

Europa. W Belgii prostytutki mogą wrócić do zawodu, ale z zachowaniem social distansingu. Ciekawe jak to się robi w maseczce, ale to głównie te dwa metry odstępu stanowią wyzwanie. Może ktoś ma jakieś pomysły? Rysunki?

Pojawili się Niemcy. Ja ich nawet lubię za tę naszą z Polakami kompletną niekompatybilność. Kiedy jeszcze pracowałem w niemieckim koncernie wydawniczym (magazyn komuperowy CHIP) mój niemiecki szef powiedział mi, że kiedyś jak wracali ze jego szefem z Oktober Festu w Monachium, to w środku nocy na puściutkiej ulicy czekali 2 minuty na zmianę świateł. Nic nie jechało, nic nie szło, a oni tak czekali. I mój – obcykany w specyfice Europy Środkowo-wschodniej – powiedział do swego szefa: moi podopieczni z regionu w ogóle by się nie zastanawiali, tylko by przeszli. Po co stać na pustej ulicy i czekać na zmianę świateł jak z kilometra widać, że nie jedzie nic? Jego szef się wzburzył, że to chodzi o zasady, których się przestrzega bez względu na okoliczności, dając tym przykład innym. Mój się odezwał, że jest pusto i nie ma komu dawać przykładu. Mało chłop pracy nie stracił, bo okazał się być już ukąszonym słowiańskim relatywizmem. Tak samo burmistrz Rene Wilke z Frankfurtu, który po odwołaniu pandemii rzucił się w ramiona burmistrza granicznych Słubic, ale zaraz po uścisku… poszedł donieść na samego siebie z powodu nieprzestrzegania zasad social distancingu.

Transfobia zatacza coraz szersze kręgi. Pani J.K. Rowling, autorka serii o Harrym Potterze nieopatrznie stwierdziła, że tylko kobiety miesiączkują. Ryzykowne. Od razu ją pokarało, bo okazało się, że to poniża te panie (?), które (jeszcze?) miesiączkują, ale już paniami się nie czują. A więc oczywistość, którą zdaje się powiedziała pani pisarka jest przejawem dyskryminacji. Zacząłem się zastanawiać nad tymi wszystkimi homo-, czy transfobiami. Zawsze fobie kojarzyły mi się z lękiem przed czymś, uporczywym myśleniem o powodzie tego lęku i jednocześnie unikaniem sytuacji kontaktu z lęku tego powodem. Czy pani Rowling boi się transpłciowych, czy myśli o nich cały czas, unika ich? Nie sądzę: cała ta seksfobiczność to jakaś ściema. Z moich ostatnich występów w TVP ze spotkania na wizji z panią biseksualną wyniknęła najpierw jej deklaracja orientacji, potem jej rozprawianie o tym non stop, a następnie zarzut – do nas hetero – że cały czas o tym mówimy i mamy na tym punkcie obsesję. Fobię znaczy się.

W Stanach się dzieje – króluje filmik jak symbol USA – Columbia – powinna sobie wreszcie poradzić z zadymiarzami. Niezłe i pouczające.

Pojawiła się światowa kwestia pomnikowa. Jak wyśpiewał nasz polski bardzwalali pomniki i rwali bruk„. W USA zwalono pomniki Waszygtona, Jeffersona i Kolumba. To kompletna głupota, zwłaszcza w stosunku do Kolumba, bo gdyby nie on, to do dziś społeczność, kórej życie jest nagle „matter” hulałaby po afrykańskim polu i… nie piła kakao. Jedni zwalają, inni stawiają. W Niemczech postawiono pomnik Lenina, co pozwala stwierdzić, w którą stronę skręcamy. Wspaniały pomysł od byłych demoludów, które zamiast zwalać pomniki Lenina… przerabiają je. Najfajniejszy jest odesski Lenin-Darth Vader, choć i bukaresztańskiemu przerobionemu na różaną hydrę też nic nie brakuje. Jednak demoludy górą! Dają radę. Może by tak u nas? Parę pokomunistycznych trucheł jeszcze tu i ówdzie zostało.

W USA na wieść o tym, że Antifa wybiera się do Placerwille w Kaliforni i puści miasto z dymem jak ktoś się przeciwstawi ich pomysłowi na rozwałkę miasta, stawiły się… gangi motocyklowe, które zablokowały miasto. Na wieść o tym Antifa nawet się nie pojawiła, co potwierdza opinię, że nasze bohatery przystępują do działań jak jest proporcja 10:1 na ich korzyść, lub wyżej. To dość smutny obraz, że porządku w USA mają pilnować nieformalne grupy – gdzie jest policja i wojsko? – chociaż Trump ma związane ręce, bo w poszczególnych stanach rządzą gubernatorzy, nie rzadko wybrani spośród wojujących z nim Demokratów.

Na koniec typowe dla USA. Kwestia rebelii się… skomercjalizowała. To znaczy możesz wejść na stronkę „Proffesional protesters” i wynająć sobie dowolną ilość osób do protestu. Jest stawka godzinowa i usługi dodatkowe. Jest też zakładka full service pt. „zorganizuj sobie protest”. Organizacja? firma? potrzebuje tylko zlecenia, całą resztę załatwia sama według zaproponowanych przez nią wariantów scenariuszy i postulatów. Ciekawe czy robią ourtsourcing dla Antify…

A jak by to było u nas? Czy kibole broniłyby miast przed czarno-czerwonymi? Czy wynajmowanie protestujących byłoby sukcesem finansowym? Ukraińcy za pół stawki? Coś mi się wydaje, że takie rzeczy to my Polacy robimy za darmo. Po prostu z przekonaniem właściwym pożytecznym idiotom.

Za Antifą wstawiła się… ONZ. Stwierdziła, że światowe oskarżenia co do jej metod i terrorystycznego charakteru „podważają prawo do wolności słowa i pokojowego gromadzenia się”. No tak – wolność słowa jako lincz na białych i pokojowe zamieszki. To moim zdaniem kolejny dowód, że „szkoła frankfurcka” „uśpionej” lewicy w swoim zadeklarowanym pochodzie przez światowe instytucje – odniosła pełny sukces. Jak się poczyta papiery ONZ, WHO czy UNESCO – lewica w pełnym natarciu.

PS. Niedawno, 14 czerwca, mieliśmy kolejne, 156. urodziny Alojzego Alzheimera. Oczywiście wszyscy zapomnieli…

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim bloguDziennik zarazy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: