29.04. Koza rabina

29 kwietnia, dzień 57.

Wpis nr 48

zakażeń/zgonów/ozdrowień

12640/624/3025

Nie chcę się dzisiaj zajmować szczególami ogłoszonego poluzowania izolacji, ale sprawą bardziej ogólną. Bo powraca motyw kozy rabina. Dla nierozeznanych, głównie młodszych, przypomnę, że chodzi o anegdotę, gdy Żyd zwraca się do rabina o poradę co ma zrobić, bo ma bardzo za ciasno w chacie. Ten radzi mu by wprowadził do domu kozę i z nią zamieszkał. Potem radzi mu by ją wyprowadził. I okazuje się, że po wyprowadzeniu kozy staje się w domu przestronniej, choć sytuacja wyjściowa nie uległa zmianie.

Często w ocenach strategii izolacji poszczególnych państw używa się tego porównania. Chodzi o sytuację, kiedy władze mają wprowadzać zbyt dotkliwe obostrzenia, po to by społeczeństwo się lepiej poczuło, kiedy zacznie się luzowanie elementów izolacji. Czyli w tych działaniach nie ma chodzić o efekty epidemiologiczne, ale o efekty psychologiczne, bo społeczeństwo ma się poczuć lepiej, choć sytuacja wyjściowa nie ulega zmianie.

W naszym przypadku wiele środowisk upatruje praktycznie w każdym działaniu władz metody „na kozę”. Im bardziej polityczne i opozycyjne patrzenie na władze tym więcej takich zarzutów. Postanowiłem się temu przyjrzeć i samemu ocenić, gdzie to może być prawda.

Widzę na razie dwie „kozy”. Moim zdaniem zakaz wstępu do lasu na dwa tygodnie nie miał większego uzasadnienia epidemiologicznego, a raczej kozie. Trudno utrzymać, że dwa tygodnie takiego zakazu miały jakieś znaczenie w rozprzestrzenianiu się wirusa, zwłaszcza, że inne kraje miały do tego wręcz odwrotne podejście. Nawet polscy lekarze ostrzegają, że izolacja w domach… sprzyja wirusowi. Teraz dopiero ma przyjść „prawdziwy” powód zamknięcia lasów – susza. Tak czy siak – nie pochodzimy. Druga sprawa to kwestia noszenia masek do czasu wynalezienia szczepionki, co ogłosił minister zdrowia. Szczepionki nie ma i (na razie) nie będzie, a najwięksi optymiści uważają, że może będzie za półtora roku. Moim zdaniem nakaz noszenia masek jest nie do utrzymania przez tak długi okres. Ludzie już – po tygodniu – nie są w stanie zaakceptować obostrzeń z obowiązkowym noszeniem masek, zaś skala tego bojkotu jest tak duża, że policja już przymyka oko na ludzi bez masek. Czyli będzie to kolejna koza i radość jak się ją wyprowadzi wcześniej niż obiecywał (groził?) minister.

Na świecie i trochę już w Polsce, „zapóźnionej” w wirusie, zaczynają się oddolne ruchy protestów ludzi, którzy nie chcą już siedzieć w domu. Wygania ich stamtąd nuda, ale bardziej niepokój czy mają pracę i firmę. Mamy już konflikt z władzami, które wypłaszczają krzywą zachorowań za pomocą izolacji i społeczeństwa, które wie jaką cenę ponosi za każdy dzień zamknięcia gospodarki. Coraz szerszym rzeszom wydaje się, że cena za recesję gospodarczą będzie większa niż za pandemię.

Moim zdaniem władze puszczą już ludzi na wolność i do pracy, bo inaczej ci ostatni zmiotą ich jak pajęczynę. Na razie próbują się w izolacyjnych formach protestów, jak w Izraelu, z zachowaniem 2 metrów od siebie. Epidemiolodzy mówią coś o 18 miesiącach w kwarantannie, ale władze wiedzą, że ani ludzie, ani gospodarka tego nie wytrzymają, będą więc luzować izolację przy… rosnących zachorowaniach. Ciekaw jestem jak się z tego wytłumaczą. Przecież nie mogą powiedzieć, że się mylili z izolacją, bo to byłby ich koniec. Myślę, że będą manipulować przy wypłaszczaniu krzywej zachorowań, bo nad tym mogą zapanować bardziej statystycznie niż epidemiologicznie, a głównie w podejrzany manipulacyjnie sposób. Może też, jak już niektóre państwa, zaczną mówić, że nabraliśmy społecznej odporności i możemy się spotykać oraz pracować. Jedno jest pewne – surowe warunki epidemiologów są moim zdaniem nie do utrzymania ze względów społeczno-gospodarczych. Nie chodzi o to, że te kozy przetrzymuje się w domu specjalnie długo czy nie – idzie o to, żeokoliczności doprowadzą i tak do tego, iż polityczni rabini wyprowadzą je wcześniej, bo inaczej zrobi to za nich, pogniewany już wtedy, lud.
Daję nam jeszcze góra miesiąc kwarantanny bez względu na to, co powiedzą lekarze. Pierwsze poważne poluzowania pojawią się moim zdaniem w zależności od terminu wyborów, o którym dowiemy się 7 maja. Opozycja zaś uważa (straszy?), że po wyborach będzie stan wyjątkowy ogłoszony przez dyktatora-Kaczyńskiego. Ano zobaczymy kto ma rację.

Więcej zapisków na moim blogu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: