29.07. Sprawa księdza Oko

29 lipca, dzień 514.

Wpis nr 503

zakażeń/zgonów

2.882.630/75.257

Mamy ostatnio gorącą sprawę księdza Oko. Najpierw o samym księdzu, by wyszedł nam kontekst tego co poniżej. Ksiądz Oko, normalnie powinien być nazywany profesorem, ale gdzie mu tam do profesury. Teologia to nie nauka, za to byle ciura, co skończył jakiś wydział „miękki” i habilitował się z „wyższej szkoły gotowania na poprawnościowym gazie”, nawet magister Stępień, w mediach słusznościowych, jest tytułowany jako profesor. Ale zostawmy tę tytulaturę. Ksiądz Oko jest naukowcem od dziedzin niewłaściwych, zaś jego dwie największe prace dotyczą teoriopoznawczych podstaw genderyzmu i nihilizmu. No, gorzej być już nie mogło. Ksiądz, profesor, Oko był dla mediów postępowych dyżurnym Czarnym Ludem, zwłaszcza, że z tą swoją specjalizacją był równocześnie duszpasterzem krakowskich środowisk lekarskich. Tak, że z tym wszystkim był w centrum walki o dusze roznosicieli nowych mód społecznych, które szukały uzasadnienia w naukach medycznych. Gdy już wiemy kto zacz i czemu oraz przez kogo jest nielubiany, przystąpmy do meritum.

Teraz sprawa. Niemiecki sąd skazał go (w trybie bezprocesowym, czyli nakazowym, bez słuchania stron i przedstawienia dowodów, ale to my, Polaken, mamy luki w praworządności) na grzywnę 4.800 euro z zamianą na 120 dni aresztu. Za co? Otóż sąd twierdzi, że ksiądz Oko, wraz ze współautorem księdzem, też profesorem, Johanesem Stohrem dopuścili się mowy nienawiści skierowanej wobec homoseksualistów. Inkryminowany artykuł obu kapłanów ukazał się w piśmie naukowym „Theologishes”. Najciekawsze jest to jak to trafiło do sądu. Na obu autorów doniósł ksiądz Wolfgang Rothe, tak ten sam, który będąc wicedyrektorem seminarium prowadził je w ten sposób, że „Corriere dela Sera” napisała o tym miejscu, iż jest to „jaskinia potwornych pedofilów, teatr perwersji, habsburska Sodoma. Seminarzyści i ich przełożeni, zamiast się modlić, chętnie brali udział w homoseksualnych orgiach, zabawach erotycznych i wypełniali noce alkoholem oraz seksem”. Cała sprawa wyszła na jaw po opublikowaniu w mediach zdjęć, na których rektor seminarium Ulrich Küchl kładzie rękę na genitaliach jednego z kleryków, a ks. Rothe całuje się z innym klerykiem. Austriacka policja znalazła na seminaryjnym komputerze ponad 40 tys. zdjęć i filmów pornograficznych – w tym zawierających seks ze zwierzętami i gwałt na pięcioletnim chłopcu.

Jak pisze Ordo Iuris: „Po tym skandalu ks. Rothe został wikarym na przedmieściach Monachium, gdzie publicznie błogosławi w kościele pary homoseksualne. Otrzymał już za to „ostrzeżenie kanoniczne”, które może być początkiem procesu usuwania księdza ze stanu kapłańskiego. Jak widać, własne problemy nie przeszkadzają mu w ściganiu kapłanów i naukowców badających szkodliwą działalność przestępczej siatki w Kościele.”

Dobra, tyle autor donosu i źródła jego „oburzenia”. Co tak naprawdę znajduje się w artykule? Księża opisali sposób działania tzw. „lawendowej mafii”. Nieformalnego związku wewnątrz Kościoła, który nie tylko promował i chronił swoich, ale głównie czynił to w obronie ich dewiacji homoseksualnych i pedofilskich. Cechą wspólną, znakiem wtajemniczenia, był tej grupy homoseksualizm. Praca na ten temat była dobrze udokumentowana, z poważnymi źródłami, w których były również bezpośrednie wypowiedzi papieży na ten temat. Oczywiście autorzy będą się odwoływać i bronić (ja bym tam poszedł na 120 dni do aresztu, byłby niezły buzzing), ale sprawa jest na tyle symptomatyczna, że do pociągnięcia w kategoriach ogólnych.

Po pierwsze – poznasz człeka po wrogach jego. Od razu odezwał się chór wujów, co to mają okazję by przyszpilić znienawidzonego księdza. Wpisy – dziennikarzy, a jakże: „Nareszcie”, „W końcu”, czy naszego guru od wieszania tablic o strefach LGBT to pikuś. Kozy skaczą myśląc, że to drzewo pochyłe. W końcu to niezawisły (w powietrzu chyba) sąd w Kolonii orzekł i to po naszej myśli, ten nienawistnik tu się po Polsce bez kary panoszył, i widać jakie my tu mamy sądy, że tylko w wolnych krajach można takiego złapać i osądzić. (Nota bene jestem ciekawe egzekucji tego niemieckiego wyroku na polskim obywatelu, może jakaś widowiskowa ekstradycja, to byłby ubaw).  Jurgieltników chętnych do pomocy, dostarczeniu kija co ma dwa końce, które biją jeden po polsku, a drugi po niemiecku, jest ci u nas dostatek (ale i te przyjmiemy jako wróżbę zwycięstwa – sorki, nie mogłem się powstrzymać). Taki już nasz los w kraju pomiędzy Odrą a Bugiem. Ale miałem wrócić do spraw ogólniejszych.

Otóż larum odporowe zagrali i odezwał się chór obrońców. Nawet mnie zastanowił ten automatyzm w przypadku redaktora Ziemkiewicza, bo on ma niezły słuch w tę stronę. Otóż „druga strona” obruszyła się, że sąd zadziałał ideologicznie i chroni grupę przestępczą w Kościele tylko dlatego, że jest homoseksualna. Że tym samym „sędziowie koloniści” rozszerzają (tylko w jedną stronę) działanie gilotyny „mowy nienawiści”, co luzuje winnych z odpowiedzialności tylko dlatego, że są oni udrapowani w kolory tęczy. Właściwie tu można by było skończyć, pokiwać smutnie głową, że znowu i pójść szukać nowych tematów. A ja myślę, że sąd (w tym wypadku bardziej postępacki niż nadgorliwy) wydał wyrok, który ma inne znaczenie. O mafii homoseksualno-pedofilskiej nie może mówić ksiądz. Bo to dawałoby jakiś pozór, że Kościół chce się samooczyścić. A tak nie może być. Kościół ma kluczyć, zacierać ślady, chronić bestie, a nie robić śledztwa. O tym kogo i kiedy będziemy ujawniać z tych patologii mamy zdecydować my. I prędzej będzie ujawniony jakiś drań z wiejskiej parafii, niż dobrze zorganizowana mafia wewnątrz Kościoła.

Bo ten wrzód ma gnić. I jeśli tego chcemy, to nie możemy usuwać jego głównego źródła zakażenia. O tym co i kiedy ujawniamy mają decydować kolejne Sekielskie, bo to oni regulują zbieranie się ropy w tym wrzodzie i decydują kiedy widowiskowo jej upuścić. Dlatego, paradoksalnie, zorganizowane formy  zinstytucjonalizowanego zboczenia będą w Kościele hodowane przez postępaków, by zawsze móc sięgnąć do tego rezerwuaru, ale tylko po wycinkowe ofiary, by dostawa pedofilskich sensacji była stała i na dynamicznym poziomie. Tego więc nie może robić sam Kościół, choć – oficjalnie – jest do tego przez „drugą stronę” namawiany. To dlatego dla postępaków ksiądz Oko jest większym wrogiem niż „lawendowa mafia”, którą opisuje. Dziś zamiast zwykłych połajanek w mediach strona ganiąca dostała już narzędzie wyższego rzędu – system sądowniczy. Który – zauważmy – lawendowym pedofilom nie zrobił nic, ale udokumentowanego sygnalistę skazał na więzienie.

I tak to już będzie. W USA będą krzyczeć, że są czarnoskórzy, w Europie, z braku – na razie – takowych w ilościach granicznych, że tęczowi. I wtedy będą pod ochroną. Ich ofiary pozostaną ofiarami, ale ofiarami permisywizmu, zaś tropiący prawdę pójdą do więzienia. Tak to widzę.    

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

16 thoughts on “29.07. Sprawa księdza Oko

  1. Najbardziej frapuje mnie w całej sprawie to, że nikt, ale to nikt nie odmienia nazwiska księdza Oki. Od największych serwisów informacyjnych, przez pierwszoligowych publicystów, po komentarze maluczkich, wszyscy uparli się na mianownik. Być może rację ma mój znajomy informatyk, który wieszczy zanik odmiany przez przypadki w przeciągu pokolenia lub dwóch?

    1. Nie na bieżąco pan jesteś, nie ma się czym frapować i zamiast zwracać uwagę Autorowi, lepiej się poduczyć. Niektórych nazwisk nie odmienia się.
      To, że trzyliterowe nazwisko kojarzy się komuś np. z narządem do patrzenia nie jest powodem do zmnieniania komuś nazwiska.
      Gdyby ktoś miał nazwisko Aku to też byś mu pan odmieniał przez przypadki?

        1. Niezależnie od tego co doradzają poradnie językowe (które zresztą często różnie doradzają w tych samych sprawach) problem polega na tym czy po zmianie końcówki nazwiska jesteśmy w stanie zidentyfikować jednoznacznie osobę. I tak w przypadku nazwiska Kościuszko które podano jako przykład w zalinkowanej poradzie językowej z identyfikacją osoby nie będzie problemu, natomiast w przypadku Oko/Oki problem będzie. Zwłaszcza dla osób obcojęzycznych czytających polskie artykuły z pomocą translatora.
          W całkiem nieodległych czasach pojawił się zwyczaj, że o to czy nazwisko należy odmieniać się czy nie, pytano właściciela nazwiska, a nie poradnie językowe.
          Wielki językoznawczy „autorytet” Bralczyk Jerzy, profesor, zapytany przez sąd czy słowo kurdupel jest obraźliwe odpowiedział, że jeśli dotyczy Lecha Kaczyńskiego to obraźliwe nie jest. Inaczej byłoby gdyby tak określić 2 cm wyższego Kwaśniewskiego Aleksandra lub kilka centymentrów niższego Millera Leszka. Wtedy byłby skandal i śmiertelna obraza która powinna być ścigana karnie.

          1. No, ja nie mam najmniejszego problemu ze zrozumieniem kiedy ktoś mówi o księdzu Oce. Być może zatem powinien pan skorzystać ze swojej własnej rady i nieco się poduczyć.

            Nazwiska się odmieniają, chyba, że żywcem nie sposób przyporządkować ich do żadnego z wzorców gramatycznych. Koniec i kropka. Nie ma tu żadnego miejsca na negocjacje, zwyczaj nie ma tu nic do rzeczy i świadczy co najwyżej o postępującym analfabetyzmie użytkowników polszczyzny. Ba! Językoznawcy zwracają uwagę, że to właśnie pytanie posiadaczy nazwisk o odmianę wprowadziłoby kompletny bardak. Bo wyobraźmy sobie, że mamy np. pana Jana Sienkiewicza, który nie życzy sobie odmiany własnego nazwiska. Jest przy tym na tyle sławny, że wdzięczni rodacy nazywają jego nazwiskiem ulicę. I oto mamy sytuację kuriozalną, skrzyżowanie ulic Henryka Sienkiewicza i Jana Sienkiewicz.

            A douczanie można zacząć np. tutaj: https://www.ortograf.pl/zasady-pisowni/odmiana-nazwisk-polskich-i-ich-pisownia

        2. Pan jak widać z niczym nie ma problemu nie tylko ze zrozumieniem kiedy o Księdzu Oko piszą. Nawet linkuje Pan odmianę nazwisk polskich itd. A skąd czerpie Pan wiedzę, że Oko to nazwisko polskie? Bo kojarzy się z przedmiotem oko? Jakby Japończyk Jama się nazywał to pewnie uznałbyś Pan, że on Polak , bo przecież jama to takie polskie słowo. Nie Uczta Baltazara tylko sami się uczta.
          To, że Pan skojarzy, że Oko we wszelkich odmianach to ta sama osoba nie oznacza, że i osoby niepolskojęzyczne będą to wiedzieć.
          A poza tym wiem, wiem, że już Mikołaj Rej któremu łacina słabo przychodziła stwierdził, że: „….. Polacy nie gęsi lecz swój język mają”.

          1. A od kiedy to ma znaczenie, czy nazwisko jest polskie? Radziłbym jednak faktycznie doczytać to, co podesłałem. Bo ogląda Pan obrazy Picasso czy obrazy Picassa? Jerozolima wyzwolona jest autorstwa Torquato Tasso czy Torquata Tassa? O Tintoretcie, Canalettcie i Pirandellu też Pan pewnie nie słyszał?

  2. Fakt, ja też bym usiadł za prawdę.
    Ale ad Rem: całe to zdegenerowane postępactwo, obligatoryjna nowomowa, lgbtqq itd to TYLKO narzędzie do rozwalania ładu moralnego, rodziny, słowem – tradycyjnego społeczeństwa. Jak młotek albo łom.
    Kiedy animatorzy obecnej rewolucji już rozwalą co chcą i już w pełni ich przewrót „ogarnie ludzki ród”, pierwsi pozbędą się owego narzędzia.
    To TEŻ już bylo. Jak w ZSRR Lenina/Trockiego i Stalina. Pierwsi demolowali stare. Drugi – je odbudował, nawet carat przywrócił (bo jakże go inaczej niż carem nazwać?). I to ten nieoświeceniowy, czynowniczy, bardziej z czasów Iwana Groźnego i Mikołaja Pierwszego niż Mikołaja II.
    I teraz też tak będzie. Lewactwo nie wie jeszcze, że ma dziś swoje 5 minut jedynie na prawie „mądrosci etapu”.
    Zrobią swoje, przyjdzie nowy „car”, to pierwsi trafią do nowego gułagu. Dialektycznie, jak to u nich, postępaków.

    1. Komuna padła, bo nie była funkcjonalna ekonomicznie. L* („*” to dowolny ciąg znaków) padnie, bo jest niesprawne demograficznie, trzeba jednak się mobilizować i pilnować przedszkoli i szkół, aby tam nie chodzili po dzieci. Imigranci, gdy przekroczą masę krytyczną, załatwią resztę.

      Mnie niepokoi milczenie naszych księży, indywidualnie są głosy, ale episkopat milczy. Czyżby był już po drugiej stronie?

    2. Ja bym się tak nie spieszył z tkimi deklaracjami jak w pierwszym zdaniu. Niedługo być może trzeba będzie usiąść

  3. Wszystko ok. też uważam, że ten wyrok jest haniebny. Ale daje mi do myślenia też inny fakt- „Po tym skandalu ks. Rothe został wikarym na przedmieściach Monachium, gdzie publicznie błogosławi w kościele pary homoseksualne.” Jak to jest ,że na takiego ” ksiądza ” nie został natychmiast nałożony zakaz pełnienia jakiejkolwiek posługi i dalej funkcjonuje we wspólnocie szerząc zgorszenie. Niestety brak zdecydowanej reakcji hierarchów , gra na ” przeczekanie ” czy też syndrom ” oblężonej twierdzy ” powoduje ,że Kościół staje się łatwym celem do wszelkich ataków ,w tym generalizowania skandalicznych postępków niektórych.

  4. Doskonały artykuł! Tylko co z tego?! Inteligencja, która dlatego tylko jest inteligentna, bo jest antyklerykalna, pro LGBT itp i tak niczego nie pojmie. No cóż, ale pisać trzeba a nawet jest to obowiązek ludzi normalnych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: