29.12. Filary paranoi się sypią

29 grudnia, dzień 1032.

Wpis nr 1022

zakażeń/zgonów

602/22

Zapraszam do wsparcia bloga

Wersja audio

Ale się sypie… Kiedyś to był równy marsz, wszyscy z kowidem nadawali równo i to samo. Dziś się wszystko powywracało i mamy kakofonię. W dodatku kakofonię autodemaskacyjną. No, bo wszystkie filary pandemiczne są obecnie wysadzane przez dotychczasowych skrzętnych budowniczych, po kolei, w różnych miejscach.

Oto minister Niedzielski ogłosił, że przyczyną dzisiejszych wysypów różnych choróbsk, z grypopodonymi na czele, ale o tym w kolejnych wpisach, jest to, że utraciliśmy naturalną odporność przez ostatnie dwa lata, bo nie trenowaliśmy naszego układu immunologicznego kontaktem z patogenami. No, Eureka, kuśwa… Po pierwsze nie dwa lata, a trzeci roczek nam tu leci, ale ważniejsze jest co innego. Taka teza – a lansowana przez foliarskie szury, w tym przez piszącego te słowa – to była podstawa do ośmieszania jej autorów. Ba, – powód do wyrzucania z zawodu Lekarzy Wyklętych. Nawet obecnie trwa dintojra na doktorze Martyce za podobne tezy. I młyny sanitaryzmu mielą siłą rozpędu, doktora wyrzuca się ze stanu lekarskiego za to co teraz lansuje minister zdrowia.

A należy przypomnieć, że doktora próbują gnoić tezą, że jego wypowiedzi były „niezgodne z obecną – chyba wtedy – wiedzą medyczną”. Czyli jak wtedy teza o utracie w ramach izolacji naturalnej odporności była błędna wedle stanu nauki, to jak teraz jest to teza jak najbardziej słuszna, to nie szkodzi. Doktor mylił się WTEDY a jest karany dziś, kiedy wyszło, że się nie mylił. No, paranoja w stanie czystym.

Kolejny absurd rozsadzający dogmaty pandemiczne to grypa. Całością zagadnienia zajmę się po Nowym Roku, ale dziś mały wtręt. Otóż ministerstwo zdrowia zapowiedziało wprowadzenie testów rozróżniających grypę od kowida i RSV. Pisałem już o tym dziwolągu wcześniej przed ministrem (2.11.2022), jako o narzędziu tropienia nowego wynalazku – czyli tridemii. Wszyscy się podniecili, że mamy to, dbamy i będziemy wykrywać. Ale ja się pytam – co w takim razie zrobimy z tą wiedzą? No dobrze, okaże się (oj ci producenci testów to muszą trzepać kasiorę, jak nie tu, to tam…), a więc okaże się, że odkryliśmy, że Jasiu ma jednak kowida, a nie grypę. I co wtedy? Czy będziemy go jakoś inaczej leczyć? Jak? Może go będziemy leczyli innymi lekarstwami? Jakimi innymi? Położymy go pod inną kołderką? Jak będzie miał komplikacje pogrypowe, a nie pokowidowe to wstawimy go pod inny respirator? Jaki? Grypowy? Czyli pomalowany na zielono? Jaki to ma sens, oprócz nowego wzmożenia panicznego i nabijania kabzy producentom? Czyli wracamy do znanej taktyki wywoływania fali zakażeń falami testów.

A, że będziemy tym grypowym dawać szczepionki na grypę? Ogłoszono, że po wynikach testów chorzy będą kierowani automatycznie na szczepienia. Ale jak już jesteś chory to szczepionka z definicji jest niewskazana, gdyż ma chronić, a nie osłabiać organizm aplikując wszczepieniem dodatkowe mniej lub bardziej osłabione wirusy, o skutkach wszczepiania chorym technologii mRNA nie wspominając. Tak samo jak nie wspominając o fakcie, że masowe szczepienia przeciwko kowidowi odbywały się również na osobach nieprzebadanych na okoliczność zakażenia, a więc czasami chorych na kowida. No dobra, będziemy szczepić, w zależności od tego co wykryje tripple test. Tak? A jak, kogo i czym? Kowidowych będziemy szczepić na kowida. Tak? A kogo? Którą dawką? Przypominającą, utrwalającą czy łaskoczącą? Kogo? Tych po czwartej dawce, czyli z jakieś 10% luda, bo nikt więcej nie wziął tego cuda? Grypowych na grypę? A po co? Jak zeznał doktor Pieniążek, skuteczność szczepionek na grypę wśród młodszych i w średnim wieku nie przekracza 5%, zaś wśród starszych wynosi ZERO. Okrągłe ZERO. A – w Polsce – szczepią się głównie starsi, czyli bez sensu. A może szczepionka na RSV dla eresfałowców? Niestety nie ma takiej, mimo kilkudziesięcioletnich badań nad takową. No, chyba, że się wrzuci RSV do ogólnego worka szczepionek mRNA – skoro już się chce robić z tej technologii szczepionkę na raka – wprowadzi nadzwyczajne procedury, bo mamy przecież tridemię, i wszystko pójdzie jak z kowidowymi szczepionkami.

Niedzielski ogłosił „bufor” z łóżek szpitalnych by przyjąć falę dziecięcych powikłań okołogrypowokowidowoeresfałowych. To, jak sam mówi, konsekwencja masowej utraty odporności w wyniku izolacji. A któż to wprowadził taką izolację przeciwko wirusowi o śmiertelności mniejszej niż 0,1%? Przyleciała wiedźma na miotle i załatwiła sprawę rozporządzeniem, po czym przyklepała to w sejmie? Minister mówi o sobie jak o zrządzeniu losu, o własnych decyzjach jakby to był jakiś żywioł, na który nic nie poradzimy. Ale do tego wątku wrócimy na końcu. W oświadczeniu ministra zawiera się kolejna paczka trotylu podłożona rękoma budowniczych pod własne konstrukcje pandemicznych filarów kowidianizmu. Minister mówi, że w ramach akcji: „przygotowujemy bufor łóżek pediatrycznych oraz zwiększoną aprowizację leków – przede wszystkim antywirusowych ale i antybiotyków…”.

Ludzie, to jest przełom kopernikański! A więc są jakieś leki antywirusowe. No, bo do tej pory nie było takowych. Ba – nawet te co były jeszcze sprzed pandemii okazały się nagle śmiercionośne, a więc zakazano ich stosowania. Potem się okazało, że chodziło o to, żeby takim faktem spełnić jeden z warunków, jaki jest potrzebny do nadzwyczajnie szybkiego zaakceptowania dopuszczenia szczepionek na rynek. Jest nim to, że w chwili takiego wprowadzenia nie ma lekarstwa na chorobę, którą ma wyeliminować szczepionka. Wtedy takich lekarstw – wedle zasady Martyki, czyli „obecnego stanu wiedzy medycznej” – nie było, a dziś wedle obecnego stanu wiedzy ministra, który jak widać sam nałóką jest – jest pełno antywirusowych medykamentów. To ja się pytam – jakich i czemu ich nie stosowano w pandemii?

Kolejne słówko-klucz, to antybiotyki. Pisałem już o tym. Tych ZABRONIONO, drogą wytycznych Rady Medycznej, stosować wobec chorych w pandemii. To jedno ze źródeł śmiertelnych żniw, w których swą przygodę z życiem ukończyło przedwcześnie ponad 200.000 Polaków. Mechanizm był prosty: ludzie na kwarantannach byli leczeni teleporadami, jak któryś miał zapalenie płuc, to przez telefon było to nie do wykrycia. A jak miał takie zapalenie przenoszone, to zwożono takiego przez kosmitów już za późno, prosto pod respirator i nieszczęśnik schodził. A można było zaordynować mu, skoro nie można było go osłuchać go przez telefon, z definicji antybiotyk, na wypadek gdyby miał jednak zapalenie płuc. Ale tego zabraniały wytyczne, gdyż „antybiotyku nie zapisuje się na wirusa”. Ale to nie miało sensu, bo lekarz przy telefonie nie wiedział czy gościu po drugiej stronie miał wirusa czy zapalenie płuc o podłożu bakteryjnym, więc lepiej było na wszelki wypadek zapisać mu antybiotyk. Tego zaś zabraniała regulacja Horbana, dając rekomendację, że antybiotykoterapię można zaordynować po 14 dniach od wykrycia zakażenia na kowid. A jako, że czasami to nie był „tylko” kowid, ale zapalenie płuc, to po 14 dniach nieleczonego antybiotykami zapalenia płuc mieliśmy już pacjenta termalnego. I teraz – uwaga, uwaga – okazuje się, że wirusy leczy się antybiotykami i to „na wszelki wypadek”. Znowu medycyna dokonała własnej rewizji i dotychczasowe ustalenia stały się herezjami, zaś nowe – jakie? – je zaktualizowały. Tylko jakoś nikt pana Horbana  nie ciąga po sądach lekarskich za wcześniejsze odstępstwa od dzisiejszych naukowych „odkryć”.

Mamy też mojego faworyta, doktora pediatrii, eksperta – medialnego – od zakażeń, czego dowiódł na sądzie nad doktorem Martyką. Ten też z grubej rury. Oświadczył bowiem, że – ludzie, ludzie – pozytywny test kowidowy nie oznacza automatycznie zakażenia. Toż za takie rzeczy wyrzucało się niedawno – i wyrzuca się do dziś – z zawodu lekarskiego, zaś foliarzy amatorów wyzywano od nieuków. A przecież razem z lekarzami wyklętymi powtarzaliśmy od początku, że i testy są niemiarodajne, i że fakt wykrycia części łańcucha RNA wirusa nie oznacza, że organizm jest zakażony. No to skoro tak jest jak – dzisiaj – mówi oświecony nagle doktor Grzesiowski, że testy nie oznaczają zakażenia, to czym był „złoty standard”, który zamykał całe miasta i kraje, tworzył i zamykał fale, powodował lockdowny, izolacje, maseczkowanie, był przepustką do życia i śmierci w szpitalach, bo dzielił pacjentów na tych co szli do kowidowej umieralni i tych, którzy byli leczeni na schorzenia, z którymi do szpitala przyszli? Co to było panie Grzesiowski i gdzie pan był wtedy ze swoją – aktualną na chwilę ówczesną – wiedzą?  

Czyli widać pewien proceder. Sanitarystyczni zaczynają mówić prawdę, do tej pory zakazaną, prawdopodobnie dlatego, by w taktyce „łapaj złodzieja!” ukryć własne przewiny. Przecież mówimy. Co prawda wcześniej mówiliśmy coś przeciwnego, zaś tych co mówili wtedy tak jak my teraz, to TERAZ ganiamy po sądach, ale nic to. Taka bezczelna figura możliwa jest tylko wtedy jeśli obiekt takich komunikatów jest kompletnie zamotany. Bo tylko splątanie odbiorców może pozwolić utrzymać się w sferze publicznej takim absurdom. Że coś kiedyś było be, tych od be ścigaliśmy, dziś już to samo jest cacy, ale tych co wtedy to mówili ścigać będziemy głośnym lotem. Taka paranoja jest możliwa tylko przy skołowanym odbiorcy. Alternatywą jest zgoda wspólnika, jakim stał się oszukany naród. Ten będzie z siebie wypierał wszelkie argumenty dowodzące, że dał się nabrać, idąc z ochotą w akceptację każdej paranoi podsuwanej mu przez winnych mamicieli.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.              

5 thoughts on “29.12. Filary paranoi się sypią

  1. A tymczasem dziś pojawiło się w sieci (facebook i portale) coś BARDZO ważnego:
    Od dra Martyki

    Szanowni Państwo,

    Przez ostatnie 2 lata przekazywałem Państwu rzetelne, poparte badaniami najwyższej jakości informacje medyczne, szczególnie na najbardziej aktualny w obecnym czasie temat. Starałem się nie zwracać uwagi na oszczerstwa rzucane pod moim adresem. Dzisiaj nadszedł czas, kiedy mówię DOSYĆ.

    Nie mogę dłużej pozwolić na podważanie zaufania moich pacjentów. Nie będę więcej tolerował absurdalnych i niepopartych żadną wiedzą medyczną zarzutów, które ostatnio są kierowane pod moim adresem. Nie pozwolę, by pediatra kwestionował moją wiedzę i doświadczenie, jako specjalisty chorób zakaźnych oraz specjalisty chorób wewnętrznych.

    Informuję, że postanowiłem na drodze postępowania sądowego zabezpieczyć ochronę swojego dobrego imienia. Od dra Pawła Grzesiowskiego zażądałem przeprosin oraz sprostowania nieprawdziwych informacji, które na mój temat rozpowszechniał za pomocą środków masowego przekazu. Wystąpiłem również o zadośćuczynienie. Nie będzie dłużej bezkarnego chowania się za plecami instytucji branżowych. Najwyższy czas, by osoby rozsiewające fałszywe przekazy w celu dyskredytacji mojego dobrego imienia oraz kompetencji jako lekarza – poniosły odpowiedzialność za swoje czyny.
    Analogiczne żądanie sprostowania zostało wystosowane do TVN. Podobne pozwy będą skierowane przeciw każdej osobie, która będzie upubliczniała nieprawdziwe informacje na temat mojej osoby oraz moich wypowiedzi.
    Najwyższy czas przenieść dyskusję na poziom medycyny opartej na dowodach. Skończył się czas wymyślonych zarzutów.

    Autorstwo: dr n. med. Zbigniew Martyka

    Od siebie powiem tyle:
    Brawo, Panie Doktorze! NARESZCIE!

    1. komentarz pod filmem z linku „z grubej rury”: „Ale to materiał jakoś z wiosny 2020 i wtedy jeszcze Grzesiowski gadał czasami z sensem. Potem odebrał kilka telefonów i usłyszał, że albo podłącza się pod jedyną słuszną narrację, albo go wyniszczą, jak innych niepokornych. Jak widać oferta była kusząca…”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: