4.01. Znowu kowidki. Pierwsze w 2021.

4 stycznia, dzień 308.

Wpis nr 297

zakażeń/zgonów/ozdrowień

1.322.947/29.169/1.069.554

Dzisiaj kowidki z przełomu roku. Mimo, że na Sylwestra zacytowałem ciekawy przegląd odjazdów 2020 roku, to świat nie zwolnił tempa i dostarcza co tydzień nowych dowodów na kształtowanie się pokracznej rzeczywistości. Właściwie jest to już coraz mniej śmieszne. Zwłaszcza, że nikt na to nie reaguje, tak jak wtedy, kiedy ideologia czerwonych kazała ludziom wygadywać bzdury i wyrabiać jakiś kuriozalne rzeczy. Ale zacznijmy kowidowo.

W narciarskim kurorcie Verbier w Szwajcarii nagle w nocy zniknęło z pensjonatów około 400 Brytyjczyków. Obsługa poznała to po tym, że turyści przestali otwierać drzwi i odbierać jedzenie. Brytyjczycy to ofiary angielskiej odmiany wirusa, którzy dowiedzieli się, że jako nacja „odpowiedzialna” za nową mutację będą poddani przymusowej kwarantannie, na co wyraźnie nie mieli ochoty. Rozpętała się histeria, bowiem od tej pory każdy kto znośnie mówi po angielsku został przez miejscowych uznany za Brytyjczyka, czyli potencjalnego zakaziciela. Brzmi jak selekcja – na razie sanitarna. Czasami – ale bardzo rzadko – nieznajomość języków może się jednak przydać.

Ale mamy już następną odmianę. Podobno pojawiła się nowa, włoska odmiana koronawirusa. I co teraz? Blokada wjazdu do/z Włoch, tak jak to było z Wielką Brytanią? Internowanie włoskich narciarzy w ośrodkach? Może Szwajcarzy dodadzą ich do Anglików?

Mamy już ewidentne odchyły od rozumu związane z lewacką ideologią. Francja odmówiła azylu katolickiej rodzinie z Iranu, której grozi śmierć w swojej ojczyźnie. Rodzina na razie jest we Francji, ale nie wiadomo jak to z nią będzie. Przypomnę zasadę, że nie wydaje się imigrantów do kraju, w którym grozi im śmierć. Francja przyjęła do siebie rocznie setki tysięcy nielegalnych imigrantów, którym niewiele w kraju groziło (była to emigracja zarobkowa, a właściwie socjalna), zaś gotowa jest dzisiaj na wysłanie rzeczywistych uchodźców polityczno-religijnych do kraju, z którego uciekli.

Demokraci w Stanach pokazują już czym się będą zajmować, jak przejmą władzę. Członek Kongresu, rzecz jasna – demokrata – jako pastor prowadził modlitwę w Kongresie, w trakcie której zakończył modły słowem „amen” i dodał… „awomen”. Okazuje się, że w ten sposób można niepoprawność polityczną tropić nawet w słowach, które mają kompletnie inne znaczenie i pochodzenie. To już kompletny odjazd. W sieci ciekawe przykłady stosowania tej metody. Najlepszy pomysł to przy zamawianiu posiłku w restauracji trzeba poprosić kelnera o „menu” dla pana, zaś dla pani – „womenu”. To może zmienić naszą cała mentalność, przepraszam – womentalność.

Szwecja zaczyna dokładać do poprawnościowego pieca. W kraju dyskusja o eksperymencie edukacyjnym polegającym na niepoprawianiu przez nauczycieli błędów uczniów w rozwiązywaniu zadań matematycznych. Oczywiście nie jest to jakiś oficjalny eksperyment, bo proceder wykryła matka jednej z córek sprawdzając oceny nauczycielskie w zeszycie pociechy. Od dyrekcji dowiedziała się, że chodzi o to , by nie zniechęcać dzieci. Dyrektor stwierdził, że „ogólnie matematyka jest przedmiotem, w którym zadania można wykonać prawidłowo lub błędnie, ale z tego powodu wielu uczniów traci chęć do nauki”. Według dyrektora ważne jest nie tylko „poprawianie i pokazywanie błędów”, ale też „dbałość o zainteresowanie przedmiotem”.W ten sposób państwo, które roztacza przemożną kontrolę nad edukacją może wciskać bezkarnie swoje ideolo. Skoro metodą edukacji ma być bezstresowa nauka, to będziemy mieli produkt końcowy, jako wyluzowanych, zadowolonych z siebie debili, którzy nawet do trzech nie potrafią zliczyć.

Ale wróćmy na nasze podwórko, a jak tak, to nie można pomijać Gazety Wyborczej. Przeciekawy artykuł o progresywnym seksie. Fragment wywiadu: „Istnieją ludzie, którzy masturbują się grzybami. Na Facebooku istnieje zamknięta grupa, której członkowie robią sobie zdjęcia z grzybami i ma to podtekst głęboko erotyczny. Wiele osób przyznaje się do tego, że podnieca je zapach grzybów, że się nimi smarują, bo są śliskie i mogą pełnić rolę naturalnych lubrykantów. Nie bez powodu w wielu kulturach grzyby postrzegano jako istoty demoniczne, nieczyste. W jakim sensie? Mają często mocno falliczne kształty. W „Seksie w wielkim lesie” zamieściłem rysunek sromotnika bezwstydnego, który zdecydowanie przypomina wyglądem męskie przyrodzenie. W wiktoriańskiej Anglii zdarzało się, że zanim panny z dobrych dworów wyruszyły na spacer służba szła sprawdzić, czy w okolicy nie ma sromotników bezwstydnych, co by się dziewczęta nie gorszyły. Ale w jaki sposób można wykorzystywać grzyby do masturbacji? Przecież one są bardzo kruche! Smarować się nimi. W miejscach intymnych? Tak, ale odradzałbym wykorzystywanie w tym celu muchomora sromotnikowego. A co by Pan polecał? Maślaki.

I to leci w Magazynie Wyborczej. Z dopiskiem: „Seks w wielkim lesie. Koleżanka używa białej rzodkwi. Mężczyźni ją rozczarowują”. Przypomnę, że Wyborcza to biblia dla tej światłej części społeczeństwa, pierwsza wolna gazeta w III RP. Nie wiem czy w ten sposób chce nagonić sobie czytelników szukając obscenicznych sensacji, czy po prostu to się podoba? Pewnie redakcji – tak. Co jest równie śmieszne to powoływanie się Wyborczej na własne tezy o narodzie polskim jakby to były dawno już obgadane aksjomaty. Jednym z nich jest antysemityzm naszych rodaków. Przed Świętami artykuł o znamiennym tytule: „Jak Żydówka została patronką kraju antysemitów”. No właśnie: a może ta niekonsekwencja naszego ciemnogrodu w tym względzie świadczy o tym, że ten antysemityzm to jakiś wymysł jednak. Jedynym alternatywnym wyjściem jest to, że Wyborcza uważa, że Polacy nie wiedzą kim etnicznie był Jezus i Matka Boska. Oceniają naszych wiernych, że ci wierzą w to, że Jezus i Jego Matka to po polsku gadają.

I na koniec coś z dziedziny polskiej kreatywności. W Szczecinie lodowisko zamieniono na… kwiaciarnię. Kupuje się bilet wstępu do magazynu kwiatów. Bilety po 12 lub 17 złotych w zależności od wielkości kwiatu. Na razie tylko róże, której stoją na środku lodowiska. Chętni mogą jeździć w koło obserwując i wybierając najładniejsze kwiaty. Zadanie dla niezdecydowanych. Myślę, że z Polakami tak łatwo system sobie nie poradzi. Jesteśmy – od zaborów – mistrzami w wyszukiwaniu dziur w systemie. Nawet własnego autorstwa.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: