4.01. Jezu, jak bym chciał…

4 stycznia, dzień 673.

Wpis nr 662

zakażeń/zgonów

4.145.518/98.034

No i sobie zrobiłem wpis o tym jak się foliarzy przepowiednie spełniają. Tyle, że to nie były jakieś wizje, które miały u podstaw jakieś szamaństwo, tylko wbrew pozorom logiczne konstatacje, że to odjazd ze światem, jak np. taki, że trzeba być zdrowym, żeby cię lekarz przyjął. Jak o tym napisałem w jednym z ostatnch wpisów, to się na mnie rzuciły zaraz trolle, żem foliarzem. Od razu pokazała się obmierzła socjotechnika dla ubogich, bo przypisano mnie od razu do grona kompletnego odjazdu, i zamiast odniesienia się do argumentów poszło w stronę cytowania jakichś paranoi spod znaku wspólnego płaskoziemstwa.

Ja jestem obity bez znieczulenia z takimi bytami. To płatne trolle, albo pożyteczni idioci. Czasami zdarzają się zawodnicy ciężkiej wagi, widać, że nie za darmo. Poznać po tym, że mają zawsze pod ręką dane na swoją korzyść, i że są (zadeklarowanymi) lekarzami, którzy są tak zajęci, że nadają po 6 godzin dziennie i odpowiadają (rzecz jasna z sali operacyjnej) w pięć minut. I z nimi jest wbrew pozorom… najlżejsza jazda. Najgorsi są ci drudzy. Ci, co w to wierzą. Co cię zaatakują zawsze. Nie dadzą ci wyboru i wsadzą od razu do grona wykluczeńców. Ale z nimi rozmowa jest krótka: jak dochodzi do rozmów o faktach – znikają. Tuszę, że w swoich bańkach.

A więc chciałbym tu oświadczyć sobie, koronaultrasom i może na wyrost – wszystkim koronasceptykom, choć ci pewnie myślą jak ja -, że przynajmniej ja marzę o tym, by wasze, koronaentuzjastów, nadzieje się spełniły. Marzę o tym, by szczepionki dały nam/wam to co obiecały, żebyśmy wyszli, może nie na starą, ale, nich będzie, na nową, normalność. Ale nie ma zmiłuj. Ja się nie urodziłem antyszczepionkowcem czy foliarzem. Nie wiem czy są w ogóle takie geny.

Ja bym chciał, by wrócić do starego, by mieć czas na książki, na relacje, wreszcie na relaks w samotności. A tu nie. Nie można, bo rzeczywistość skrzeczy. Ba, żeby rzeczywistość skrzeczała jedynie w tej wyimaginowanej formie, że tylko w głowie człekowi coś nie pasuje w dysonansie poznawczym. Nie, ona skrzeczy stugębnym chórem gości cię napominającym, że powinieneś, żeś nieodpowiedzialnym, że zabijesz jak się nie przyłączysz. Hałas chaosu.

Naprawdę. Ja bym chciał byśmy wszyscy wyszli na światło dzienne, byśmy podróżowali, nie musieli trzymać dzieci po domach, zamiast w szkołach, nie zamykać firm. Chciałbym tak jak wy. Ale cóż mogę zrobić, jak przeklęty, sponiewierany relatywizmem aniołek faktów siedzi mi na ramieniu i mówi, że to wszystko nie tak? Że podsuwa grafy, wykresy, statystyki i pokazuje nieubłagalnym palcem na przeklętą logikę?

Cóż mogę poradzić, że na innych ramionach siedzi, na bank, nie aniołek i przekonuje do czegoś odwrotnego – że wszystko, choć zmienne i sprzeczne, jest ok. Że nawet nie wiesz, że u podstaw tego wszystkiego leży twój strach, który każe ci wyzbyć się wszelkich zasad społecznych i sprowadzić do poziomu zwierzęcia, które walczy wyłącznie o przetrwanie, nie o wartości, które odróżniają cię kulturą od natury.

Jezu, jak chciałbym, żeby to tak było, jak wszyscy (?) opowiadają dookoła. Żeby szczepionki zadziałały (no, nie działają), żeby lockdowny były efektywne (no, nie są), żeby te wszystkie cyrki były chociaż koniecznym kosztem poprawy i powrotu do czegoś co będzie, dzisiaj nawet, niechby tylko ułudą dawnej „normalności”. Boże, jak bym chciał, byśmy wszyscy wyszli na świat pewnego dnia, i żeby wolność nam kazała tańczyć całą noc, w poczuciu, że to nie sen.

Ale nie. Nie ma miejsca na moje marzenia. Ci, którym się to marzenie nie spełniło są źli na… mnie i na takich jak ja. Bowiem z jednej strony, zamiast zajęciem się problemem do rozwiązania, widzi się tylko podstawionych winnych tego stanu (to my, foliarze), co tylko utwierdza stan zastany, nie walcząc z realnymi przyczynami. Albo z drugiej strony dostarcza się koronaentuzjastom argumentów o roli 5G w transmisji kowida, czy nanoczipach z płodów ludzkich, które nas zdepopulują. I tak bujając się między ekstremami odjazdu możemy pobywać w swoich bańkach komfortu samoignorancji indukowanej. Ale komfort takiego stanu nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, która – jak uczy doświadczenie – prędzej czy później, ale im później tym bardziej, dopadnie ze swoją realnością tych, którzy ją wcześniej wypierali.

Jest taki ciekawy fragment w Quo Vadis Sienkiewicza. Mowa tam jest o ponurym plemieniu sekty chrześcijan. Otóż oni, rzecz jasna w jakiejś niepojętej rządzy samozagłady, pono zatruwali studnie, mordowali dzieci i takie tam. Też byli wyklęci. Czy to robili – wiadomo, że nie. Czy byli o to oskarżani – wiadomo, że tak. Tak jak wiadomo, że fałszywie. Nie chcę tu przeprowadzać uproszczonych analogii, ale mechanizm jest taki sam. Okrutna, bezmyślna i manipulowana „wola” ludu, która każe wypchnąć na arenę sanitaryzmu ofiary systemu, tylko po to, by napawać się jedyną satysfakcją niewolnika – ulgą, że nie jest się po stronie skazanych.

Czy zobaczymy „nieszczepieni – dla lwów”?

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik \zarazy”.

11 thoughts on “4.01. Jezu, jak bym chciał…

  1. A kto by nie chciał!
    Ale tymczasem coś ważnego poszło się bezpowrotnie na świecie bujać, i to jest w tym wszystkim dla mnie najsmutniejsze.
    Niektórzy, jak Pan, juz wiedzą, co. Inni to poczują na własnej skórze.
    Ale dotknie, już dotyka to wszystkich.
    Co?
    Ano podstawowe dla naszego minionego bezpowrotnie świata:
    Wolność
    Równość
    Braterstwo!
    Okazały się tylko łatwym do zdrapania nalotem.
    I to TEGO my, foliarze i płaskoziemcy tak naprawdę przed sługami tej pustoszącej świat zarazy broniny, za co nas coraz silniej niektórzy nienawidzą.

    I po tym choćby widać, jak już daleko od tego co najważniejsze byliśmy przed zarazą. Camus miał rację, niestety… Zarazy nie biorą się znikąd.

    1. Wolność równość i braterstwo to właśnie oni (zarządzający pandemią) mają na sztandarach tylko, że w rozumieniu rewolucji francuskiej a więc z takimi małymi przypisami: *wolność tzn my decydujemy co wam wolno, równość tzn. wy możecie być sobie równi w biedzie byle nie za silni a my będziemy równiejsi, braterstwo tzn. żadnej hierarchii społecznej nie potrzeba ani żadnych autorytetów i dostojników (zwłaszcza kościelnych) poza oczywiście wodzami rewolucji wożącymi się złotymi karocami.

      1. Weźmy nazistowską ustawę dyskryminacyjną (1846). Jak całe europejskie, polskie prawo, powinna się opierać własnie na zasadach ustrojowych, podstawowych zasadach leżących u fundamentów umowy społecznej , właśnie na wolnosci, równosci, braterstwie
        A tymczasem zamiast wolnosci mamy w niej przymus i zniewolenie, zamiast równosci – faszystowską segregację, zamiast braterstwa – szczucie Polakow jednych na drugich przez władzę.
        Czyli coś kompletnie przeciwnego nie tylko z punktu moralnej oceny np Dekalogu (gruntownie już podeptanego przez covidonazistów w Polsce : od przykacania 1, przez Nie zabijaj, nie mow falszywego swiadectwa, Nie kradnij itd…
        I ta skorumpowana, zdradziecka, albo głupia władza nawet nie zauważa, że tym samym ZRYWA podstawową umowę społeczną z rządzonymi Polakami.
        Ale w takim razie Polacy mają NATURALNE prawo do natychmiastowego wypowiedzenia tej byłej władzy posłuszenstwa, jeśli trzeba, także siłą.
        Bo mają świete prawo bronić przed zniszczeniem przez tyranię udającą władzę demokratyczną nie tylko swej wolnosci, ale i swego Państwa.
        Słowem, zrobić w Polsce tyranom powtórkę z 1794 w Warszawie…

        1. właśnie dzisiaj odbyło się w Sejmie publiczne wysłuchanie dot. projektu ustawy 1846.
          W czasie kilkugodzinnej transmisji nie słyszałem nawet jednej wypowiedzi który by ten twór popierała. Z tym że opuściłem ok. 0,5 godziny.
          Wszystkie wypowiedzi których byłem świadkiem były za całkowitym odrzuceniem projektu!
          Każda wypowiedź to ok. 2,5 minuty dla osób prywatnych lub ok. 5,5 minuty w przypadku organizacji.
          Jednak Polska ma Elity. Elity myśli i ducha!

  2. właśnie dzisiaj odbyło się w Sejmie publiczne wysłuchanie dot. projektu ustawy 1846.
    W czasie kilkugodzinnej transmisji nie słyszałem nawet jednej wypowiedzi który by ten twór popierała. Z tym że opuściłem ok. 0,5 godziny.
    Wszystkie wypowiedzi których byłem świadkiem były za całkowitym odrzuceniem projektu!
    Każda wypowiedź to ok. 2,5 minuty dla osób prywatnych lub ok. 5,5 minuty w przypadku organizacji.
    Jednak Polska ma Elity. Elity myśli i ducha!

  3. Dziękując za wstępniak i komentarze, taka refleksja dinozaurowa…
    Na przełomie lat 70-tych i 80-tych dużo „działałem” na studiach. Teraz się zastanawiam jak mogłem je dokończyć i zrobić pracę magisterską która była skokiem technologicznym – polskim i światowym…
    Działałem w Klubie Kajakowym, współprowadziłem Dyskusyjny Klub Filmowy – cenzura nam go zamknęła za nagrodę dla Kieślowskiego, pracowałem w studenckim Radiu – z dwóch strony szyby, a przede wszystkim „udzielałem się turystycznie” w SKPB i wydziałowym klubie turystycznym, który współzakładałem i którym przez kilka lat „kierownikowałem”.
    No i z racji „działań turystycznych”, czyli organizacji rajdów wydziałowych i uczelnianych (ech, gdzie te czasy, gdy na rajd jechało ponad tysiąc osób!), miałem chcąc-niechcąc „kontakty z cenzurą”! 🙂
    Bo tworzyłem, lub współtworzyłem różne „periodyki rajdowe”, czyli małe śpiewniki z nutką „smrodku dydaktycznego” na temat „okolicy rajdu”, często z moimi „wierszydełkami okolicznościowymi”. Bez „pieczątki cenzury” Rektor nie wydał by zgody na to by „to-to” wydrukować w uczelnianej Poligrafii.
    I muszę przyznać, że krótkie spotkania z „Panami Cenzorami”, zawsze mnie zadziwiały – jak tak mądrzy, oczytani i inteligentni ludzie mogą pracować „w Cenzurze”.
    Czasem pogadaliśmy – oni byli pod wrażeniem tego że mam przeczytane wszystkie książki Gombrowicza i to i owo „z Ossendowskiego”, ja byłem wdzięczny za informacje że niebawem się ukaże „to lub tamto”. A czasem mi radzili bym poszukał „w drugim obiegu” ciekawego wypracowania jakiegoś „niecenzuralnego” Autora…

    Pełna kultura i poszanowanie obu stron, które miały świadomość że „cenzura musi być”, ale jakoś trzeba sobie z tym życie ułożyć…

  4. A tymczasem podstawy jakiekolwiek nazistowskiej ustawy 1846 poszły się….
    Dziś resort zdrowia Włoch podał, że testy antygenowe przy omikronie dają losowe wyniki: połowa wyników jest falszywie ujemna.
    A te debile z akwizytorskiej dyktatury ciemniaków nadal swoje: segregowac, segregować…!
    Bandyci …… . …. ……..!
    Najpierw Kazachstan, potem Norymberga!
    A na koniec sznur!
    Ja już nie mam wątpliwosci: czy?
    Tylko: kiedy?
    Bo idą ludobojcy ku temu jak ten baca, co pod sobą gałąź pilował.
    Im dłużej na nich patrzę, tym większa żenada mnie ogarnia.
    Bo jeszcze rozumiem: bandyci.
    Ale bandyci-kretyni???!

  5. W czasach rozwijającego się w Rzymie chrześcijaństwa było wiele kultów i religii.
    Najpopularniejszy był mitraizm. Był to kult misteryjny ale akceptowany przez władze, podobnie jak inne wierzenia. Jedynie chrześcijaństwo miało pod górkę, bo w przeciwieństwie do pozostałych wyznań NIE UZNAWAŁO ŻĄDNEJ WŁADZY (prócz boskiej) ani tym bardziej CESARZA. Pierwsi chrześcijanie byli FOLIARZAMI I PŁASKOZIEMCAMI. Jeśli dodamy do tego dosłowne traktowanie hasła „nie zabijaj” do niejedzenia mięsa, będziemy mieli pełen obraz „otumanionych” nową ideą chrześcijan walczących z lwami na arenach Rzymu.
    W kinach pokazał się (podobno) najnowszy produkt pt MATRIX. Jeśli ktoś, w dobie segregacji, maseczek, paszportów kowidowych, limitów na widowni, zgadza się pójść do kina, to znaczy że NIE ZROZUMIAŁ CZĘŚCI PIERWSZEJ TEGO FILMU. Lwy na naszych arenach zamknięto w kodzie QR

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: