5.08. Jak się dowiedziałem, że nie jestem liberałem

5 sierpnia, dzień 886.

Wpis nr 875

zakażeń/zgonów

4.295/17

Człowiek w moim wieku, albo tylko ja, nie wiem, często zastanawia się kim jest, a właściwie – co z niego wyrosło. No, bo tak to jest, że w pewnym wieku nie ma co nawet marzyć o jakichś rewolucyjnych przemianach swej osobowości. Życie wygląda na jakiś ciąg, w którym sublimuje się dusza i charakter z jakimś końcowym, nie zawsze chlubnym i pożądanym, rezultatem. Ja te procesy miałem słabo uświadomione, człowiek młody bardziej żył niż się zastanawiał na własną kondycją, zwłaszcza, że czasy były dynamiczne. Nie mówię, że bezrefleksyjne, ale raczej reaktywne. Dziś mimo, że świat zasuwa jeszcze bardziej niż za komuny, to podejście do życie jest na tyle zmienione, że wypada się oglądać wokół siebie. W końcu to końcowe etapy i warto wiedzieć gdzie się wylądowało.

Tak też myślę o sobie w kwestiach jak się kształtowałem i wychodzi, że przeszedłem suchą stopą okres formowania się. Coś tam kombinowałem za komuny o „trzeciej drodze”, jakimś wyjściu w kompromis między socjalizmem a kapitalizmem. Jeden znałem, drugiego nie, ale go przeczuwałem. Pewna wrażliwość społeczna pchała mnie trochę w kierunkach lewackich, ale szybko zrozumiałem ten błąd, bo wcale nie trzeba być zaraz lewakiem, by być społecznie wrażliwym. Pomógł mi w tym społeczny wymiar Kościoła. W sumie powoli, ale konsekwentnie przesuwałem się na pozycje konserwatywne, uważając też by nie stać się tradycjonalistycznym dziadersem. Utrzymując otwarcie na nowości i ewolucję świata, ale jednocześnie z nieprzekraczalnymi granicami pryncypiów.

Dużo myślałem o tym napięciu pomiędzy konserwatystami a liberałami. Tak, dziś na lewaków mówi się „liberał” i jest to kolejny przykład dekonstrukcji pojęć jakiej z rozmysłem dokonał progresywizm. Nazwanie liberałem kogoś, kto jest dokładnym przeciwieństwem jego początkowej definicji to duży sukces – zabijający nota bene liberałów prawdziwych. Ale wróćmy do tych różnic pomiędzy tymi dwoma postawami. Wpadł mi w ręce ciekawy wykres poparcia postaw i ich różnic w stosunku do środowisk liberalnych i konserwatywnych. Szczerze mówiąc dużo mi to wytłumaczyło.

Przypatrzmy się temu wykresowi. Pokazuje on dynamicznie jak zmienia się akceptacja konkretnych postaw. Zacznijmy od (nowych) liberałów. Wysoka akceptacja krzywdzenia i… uczciwości. Nie dość, że wyżej niż u konserwatystów, to miks jest ciekawy, bo wydaje się sprzeczny. No bo jak pogodzić krzywdę z uczciwością. Może to jednak nie jest stan faktyczny tylko projekcja indagowanych. Tak sobie siebie wyobrażają. I są w stanie zaakceptować i krzywdzenie, w imię jakichś ideałów, i jednocześnie przekonanie, że jest się w tym wszystkim uczciwym. No właśnie – ciekawe czy lewicowy działacz, czy aparatczyk uważał się za uczciwego? Że akceptował to, iż może krzywdzić, to jasne. Idea światła nie takich ofiar wymaga. A przyznanie się do tego przed samym sobą to może i jakaś forma udziwnionej uczciwości.

Że autorytet i czystość leżą u liberałów nisko, to chyba nie dziwota. Dziwić może jedynie to, że zawsze, przynajmniej dla mnie, to środowisko wysoko ceniło poleganie na autorytecie elit, słuchania się gurów. Ale znowu – może to projekcja wyobrażeń o własnej niezależności sądów. Ale czemu nisko jest skłonność do działań w grupie? Przecież mówimy o środowisku, które kolektywizm ma za jedną z głównych wartości. Odniesienie do grupy jest tu wysokie, choć jak widać w tych deklaracjach z badań, niepotwierdzone. Co ciekawe widać duże napięcie, czyli wysoką akceptację do sprzeczności krzywda-uczciwość i niską do autorytetu, czystości i inkluzywności w grupie. Widać z tego, że lewicowość nie jest zbalansowana i ma w sobie różnice potencjałów kilku postaw, co może wieść do napięć wewnętrznych w postrzeganiu świata i jego akceptacji.

Widać to, gdy porówna się wykres po stronie konserwatywnej. Rozwarte nożyce liberałów zbiegają się u konserwatystów w jedną, zbalansowaną całość. Wychodzi na to, że konserwatywna postawa jest bardziej zrównoważona, co potwierdza intuicję, że podejście do życia konserwatystów jest bardziej ustabilizowane, zaś lewacy ciągle czegoś szukają. W szukaniu nie ma nic złego, ale chodzi o intensywność tego procesu. Chesterton pisał, że nowoczesna płynna osobowość daje się porywać nowym nurtom, które szybko są porzucane i równie szybko dany osobnik rzuca się w fale nowych propozycji ideologicznych. Pozbawiony kotwicy pewników konserwatysty jest jak statek miotany po falach, za którego sterami stoi sternik wtedy, już tylko zachcianek.

Statkiem można sterować jedynie wtedy, gdy ma napęd. Coś, co go pcha, bo wtedy można łajbie swojego życia nadać kierunek. Hedonizm, płynna aksjologia, etyka sytuacyjna, to nie żaden napęd w życiu. To właśnie zwinięcie żagli i poddanie się falom, na które wtedy nie ma się już wpływu. Dla konserwatysty jest inna droga – jego napędza podstawowy czynnik. Traktowanie swego życia jako walki swych dążeń z przeznaczeniem. Jest tam więc element zmagań z rzeczywistością, ale na poziomie realnym, nie ideologicznych mód, ale tytanicznego wysiłku walki o realizację pewników. Co skutkuje tym, że można jakoś sterować, lub tylko chcieć mieć wpływ na swoje życie. A to już wystarczy by przeżyć swoje życie inaczej. Mieć zacięcie do czynów epickich w swoim wymiarze życiowym, choćby i w podle trywialnej rzeczywistości.

W sumie wykres przydał się, bo potwierdził moje intuicje. Nie żeby zaraz konserwatysta był lepszy. Ale, że wybierając cięższą drogę stania przy wartościach, jest się w stanie przejść przez życie godniej, bez miotania się, a właściwie bez bycia miotanym. W końcu epicka batalia między własną duszą a przeznaczeniem to kuźnia charakterów. A charaktery są dzisiaj bardzo potrzebne cywilizacji, która staje się powoli polem ludzi bez właściwości, ale z pretensjami do świata, że ten nie realizuje ich chwilowych pomysłów na szczęście.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.           

3 thoughts on “5.08. Jak się dowiedziałem, że nie jestem liberałem

    1. Typowe objawy po wyczerpaniu zapasów wit.D3. Poza tym brak wczesnego leczenia przeciwwirusowego przy poprzednich wariantach swirusa prowadził często do long-covid.

  1. To jeden z najważniejszych Pana tekstów w ogóle, szanowny Gospodarzu.
    Mądry, potrzebny ale… praktycznie niezauważalny publicznie.
    Szkoda.
    Pozdr.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: