7.01. Jerzyk w jaskińce lewków

7 stycznia, dzień 1041.

Wpis nr 1030

zakażeń/zgonów

123/12

Zapraszam do wsparcia bloga

Wersja audio wpisu

Znowu się nadziałem na spotkanie totalnej opozycji. Mam już kilka za sobą, niektóre tu opisywałem. Ja to mam jak w ruskim czołgu, ponieważ nie jestem nawet symetrystą, co już wyjaśniałem wiele razy, zaś spór plemienny w wojnie polsko-polskiej mam za główny element powodujący nasze zacofanie, a właściwie zapóźnienie modernizacyjne, to w każdej rozmowie danego plemienia mam przerąbane. Nie lubię i jestem znudzony tymi rozmowami, gdy po ciężkiej walca na logikę i fakty, taki plemienny staje w rozłożonymi rękoma i pyta: to co można zrobić? To wydarzenie nieczęste, bo dowodzi jakiegoś sposobu myślenia i refleksji. W większości mamy do czynienia z wdrukowanymi medialnie kalkami, ale moment refleksji, jeśli już z rzadka zaistnieje kończy się gestem bezradności, a właściwie oddaniem hołdu cielcowi III RP – wybieram mniejsze zło.

Wczoraj sobie posiedziałem w towarzystwie, w którym żadnych wątpliwości nie było. Ja się już wstrzymuję ze swoim apostolstwem faktów i rozsądku, bo to nie ma sensu – jakbyś gadał z telewizorem, z tą różnicą, że telewizor można wyłączyć, ściszyć, przełączyć kanał. A tu człek siedzi i słucha tych andronów. Kiedyś to się jeszcze boksowałem, co przydawało mi w towarzystwach plemiennych od razu znamię członka plemienia przeciwnego. Przyznam, że łatwiej się gada z pisowcami, bo ci nie wpadają w automatyzm tez od razu. Ci to od razu mówią, że PiS jak PiS, robi wiele błędów, ale pamiętane tu są mocno czasy Tuskowej klientelistycznej pogardy. Za to u totalnych to już są aberracje. Internalizacja medialnych prawd jest na tak wysokim stopniu, że uważane są za filary tożsamości wyznawcy, a więc walka na argumenty nie jest możliwa, bo w przypadku przegranej wali się cały świat i taki ktoś stanąłby po czymś takim wśród rozbitych skorup swej tożsamości, jak żona rybaka nad rozbitym korytem.

Ale dzięki dwóm rzeczom udało mi się w tym wypadku coś ugrać. Po pierwsze nie piłem ani kropli, a więc zachowałem trzeźwość umysłu, potrzebną, by nie dać się na fleku nabrać na przerzucanie inwektywami, by ktoś kto się broni mógł uniknąć celnych kontrargumentów. A więc obserwowałem. Drugie – nie odezwałem się ani słowem. A więc dane mi było usłyszeć wszystko w całej rozciągłości. No, bo jak się wcześniej odzywałem, głównie w formule sokratejskiej (patrz mój wpis na temat jak gadać z plemiennymi), to towarzystwo orientowało się z kim zacz i nie dane mi było wysłuchać wszystkich wynurzeń. Bo po moim ujawnieniu się towarzystwo ze stadka narzekającego przeobrażało się w stado atakujące i nie można było posłuchać o co chodzi. Wtedy następowało podkręcenie potencjometru głośności tvnowskiej, przechodzącej w wykrzykiwanie haseł, bez żadnej argumentacji. O atakach ad personam przez grzeczność nie wspomnę.

A więc siedziałem na rękach, by się nie wyrwać i wiele usłyszałem. Dla wszystkich było oczywiste, że jestem za, bo tam wszyscy byli za i nikt taki jak ja by się tam nigdy nie dostał. Boże, czego tam nie ma. To, że gadają kalkami, to już wiemy. Ale po co? Każdy z nich mówi to samo co inny może powiedzieć, każdy słyszy to co sam by powiedział. Po co to jest? Po chwili stało się dla mnie jasne, że to rytuał. Rytuał potwierdzenia tożsamości. Tożsamości własnej oraz przynależności do grupy. Widocznie potrzebny. Ale ponieważ on odbywa się w zapętleniu wewnętrznym spotykania się z takimi jak ja i potwierdzania tego nawoływaniem hasłowym to jest to działanie jednocześnie puste, ale jednocześnie tę pustkę potwierdzające. Tacy wsobni, bytujący tylko ze swoimi nie rozumieją, że istnieje też inny świat, że ma swoje argumenty, potrzeby. Ale wiedzą, że ten świat istnieje, głównie tylko dlatego, że daje im w kość w kolejnych wyborach, to, jako że nie ma żadnych mostów komunikacji, bo te wirtualnie wysadzają codziennie media, to takie grupki wyobrażają sobie jakiegoś awatara swego przeciwnika, w dodatku – sprawcy wszelkich nieszczęść. A ponieważ są to ludzie, z którymi się nie rozmawia – zaraz dojdziemy dlaczego – to wyobrażenie o nich jest zaczerpnięte z zewnątrz. Bezkrytycznie, z mediów plemiennych. A więc jakie ono jest?

To żmijowisko sprzeczności. To wspólna cecha tej grupy „wykształconych z wielkich ośrodków”. W sumie człowiek siedzi wśród ludzi miłych i (coraz mniej) kulturalnych, w sumie inteligentnych, ale w swym zacietrzewieniu nie widzących podstawowych nielogiczności swej postawy. Tu inteligencja się wyłącza, co jest dowodem, że jest ona wtórna, a właściwie służebna, do uzasadniania nabytych przekonań. No to wymienię parę.

To są zadeklarowani demokraci, pod warunkiem, że ich formacja wygra. Ale jak przegra automatycznie demokratami być przestają. Wtedy społeczeństwo to nie zbiór równych suwerenów, ale elita i doły. Głupie, pazerne, przekupione przez cwaniaków. A gdzie tu demokracja? No nie ma – tu się zawiesza, wszystkie głosy nie są równe, jeżeli źle wybiorą. Druga sprzeczność to kultura. Okazało się, że od 2015 roku chamstwo podniosło łeb. Wiadomo PiS ich wyniósł, bo za wcześniejszych rządów wiedzieli gdzie ich miejsce. Totalni przyznają się tu do współwiny – byliśmy przez ostatnie 7-8 lat dla nich zbyt grzeczni, i to rozzuchwaliło stadko. A więc trzeba chama za łeb, bo to tylko to zrozumie. I to jest kultura wyższa, przeplatana nie tylko napisami, ale i słownie zawołaniami, żeby PiS wypier..alał, żeby ***** ***. Nie wiem tylko, czy to obraz frustracji towarzystwa, czy własnego schamienia? A może oni tak myślą, że do chamów trzeba po chamsku, czyli bez argumentów, bo chamy tylko to zrozumieją? No to się zdziwicie, bo sami wychodzicie na chamów.

No i ta polityka. Ja rozumiem te emocjonalne frustracje, bo to psychologia, czasami już psychiatria jakaś. Ale polityka to już pełen odjazd. Same sprzeczności. No bo taki Kaczor – jest jednocześnie agentem Moskwy i za dużo wydaje na broń, którą dostarcza Ukrainie przeciwko Putinowi. I goście to mówią publicznie, głośno, na jednym oddechu i żadnemu się nie zaświeci lampeczka w głowie, że albo jedno, albo drugie. Nic. A reszta potakuje, mlaszcze, no tak… tak… Agent. I tak dookoła Wojtek. Ja myślę, że to tresura takich tefałenów czy wyborczych. Oni tam rzeczywistość podają w kawałkach, jeden osobno od drugiego, głównie żeby podawać taktyczne argumenty za każdą z demaskacyjnych tez. To, że się kupy nie trzymają razem, że są sprzeczne ze sobą, to już bez znaczenia. Indukcja w myśleniu nie jest domeną plemion, tu szkoda czasu na wywody i dowody. To typowe orwellowskie dwójmyślenie. Gdzie obok siebie mogą być w tym samym podmiocie wyznawane sprzeczne poglądy, z tym samym zaangażowaniem. To otwarte wrota do wszelkiej relatywizacji, bo skoro można wyznawać naraz sprzeczne poglądy, to wtedy kwestia tego, który z nich jest prawdziwy cudownie znika. I może być natychmiast podstawiona na dowolne miejsce dowolna prawda w rzeczywistości, którą lewactwo określa przecież jako sumę prawd tymczasowych.

Ale ja się tu gimnastykuję, a sprawa wygląda na prostszą. Tam niewiele jest myślenia, hasła identyfikujące się w grupie, temaciki dyżurne, refreny, nawoływania. W sumie nudne jak cholera, przewidywalne, oklepane. Dlatego miano guru (dodajmy piętnastominutowego) zyskują tacy, co tam wniosą jeszcze coś nowego. Jakieś powiedzonko bon mocik, anegdotkę, przyczynkarską uwagę. I wtedy mamy nowe ochy-achy i kolejny argumencik zapisany w dzienniczku plemiennym. Pytanie tylko do czego to potrzebne? Przecież takowi – z przyczyn już opisanych – z takim pisowcem to i tak nie pogadają, a więc trenują się w grupach do dyskusji z niemym awatarem. Tak wyglądają stosunki społeczne u wyznawców demokracji, której wyznacznikiem, oprócz kwestionowanych obecnie rządów większości, jest przecież dialog. Dziś – z awatarem, za pomocą nie argumentów tylko wykrzykiwanych w wyobrażoną twarz obelg.

Dziś już się nie nawołuje do porozumienia, ale do tego, by cham demokratyczny zrozumiał swoje miejsce w społeczeństwie. Podział na doły i elity. Ale… coś za dużo tych elit, w dodatku samonominowanych. No, bo teraz mamy takich wyborców, jak słyszę, co się właśnie za elity podają. Wiadomo, elity potrzebne są, ale pytanie skąd się biorą, kim są? Bo jeżeli tak ze 30% ludzi uznaje samych siebie za elitę, której mają służyć doły to komunikuję, że to zbyt jakoś liczna grupa jest, w wymiarach wręcz uzurpacyjnych. Elity, żeby były elitami, muszą być nieliczne, zaś mechanizm ich wyłaniania musi być pożyteczny społecznie. Nie tylko aspiracyjny. A tu mamy inaczej – jak z maturami, czy wyższym wykształceniem. Od kiedy ten wyznacznik, wcale nie przynależności do grupy wyższej tylko jej potencjałem, stał się normalką, zdemokratyzował się do form powszechnych przestał cokolwiek znaczyć, a na pewno przestał mówić cokolwiek o tych grupach. I teraz tak samo – jak każdy może się uznać za elitę, bo czyta Wyborczą i ogląda TVN, zaś cała reszta to chamy, to mamy do czynienia z ciekawym sposobem awansu. Nie jest to wspinanie się po drabinie społecznej użyteczności, nie jest to nawet mechanizm kooptacji do istniejącej już struktury. To jest samozapisanie się. A tu można do wyższych klas, jak widać, zapisywać się bezkarnie. Wystarczy tylko na zasadzie opisanych wcześniej mechanizmów potwierdzić tylko kilkoma zbitkami typu hasło-odzew, że się zgłasza akces do chwilowej grupki takich samych osobników i jesteś już w (swojej) elicie. Swojej, bo elita właściwa totalnych ma swych popleczników za pożytecznych idiotów, mięsko demonstracyjne potrzebne by ugrać swoje całkiem inne od deklarowanych oficjalnie celów. Tak się kształtują w Polsce elity, jest to mechanizm wirtualny, frustracyjny i kompensacyjny, a więc mówimy tu o psychologii w służbie polityki.

No właśnie – polityka. Do tej pory wymienione wcześniej przypadłości ludu opozycyjnego powodowały imposybilizm polityczny, objawiający się pustymi gestami na pokaz, ku pokrzepieniu zamkniętej grupy samozadowolonych frustratów. Czyli gotowy przepis na powtarzające się przegrane w wyborach. I człowiek się na to patrzył trochę z politowaniem, jak na zabawę dzieci pod kloszem. Ale teraz sytuacja się zmienia. PiS zaczyna mocno tracić. I może być tak, że opisane wyżej towarzystwo przejmie władzę. I zobaczymy to wszystko co wyżej – doły kompletnie łykające nielogiczności, wtedy już nie opozycyjnych kanap, ale rządu, a więc ze zgodą na wszystko, pogardę dla przegranych dołów, rewanżyzm, wyprowadzanie z budynków, rekonkwistę. Lud się znowu będzie zabawiał emocjami, tropieniem pisizmu na każdym poziomie. To będzie zabawa już tylko dla nas, w czasach kiedy świat ma poważne problemy, a my z nim.

Mamy nieciekawą sytuację, bo właściwie oba plemiona się już zużyły, po prostu paradygmat Okrągłego Stołu, który je wyłonił już się dawno zestarzał i nie pasuje do nowoczesnych czasów. Żyjemy w państwie z kartonu, posadzonym na tymczasowych rozwiązaniach taktycznych, które już dawno przegniły. Tak, karton. Takie tymczasowe opakowanie, by przenieść przedmiot w inne miejsce. Tylko kto i gdzie nas przenosi i przeniesie? Przecież widać dowodnie, że na to mamy coraz mniejszy wpływ. Ale plemiona walczą. Do końca. Ich lub Polski.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.                        

3 thoughts on “7.01. Jerzyk w jaskińce lewków

  1. Polski?
    Jakiej Polski?
    Całe nieszczęście w tym, że te zdziczałe i zdurniałe do szczętu plemiona dawno już Polskę zapluły, rozdarły, rozgrabiły i na koniec zatratowały.
    Był kiedyś taki rysunek bodajże Szymona Kobylińskiego: dwóch mocarnych byków siłujących się na rękę – kto kogo – na takim biedniutkim, rozpadającym się, ledwo się w kupie trzymającym, starym sznurkiem powiązanym stoliczku.
    Tym razem tych dwóch w swojej zapiekłości i nienawiści nawet nie zauważyło, że choć się wciąż na śmierć i życie tłuką, to stoliczek już się dawno pod ich łapskami rozsypał, że Polski już – nawet jako minimalnej choćby WSPÓLNOTY Polaków – od dawna realnie NIE MA! A niebawem może nawet zniknąć formalnie. Bo to zawsze szybko jedno za drugim idzie .
    I pora zacząć się do tego, Panie Redaktorze, przyzwyczajać.
    Wchodzimy właśnie, targani przez zdrajców, głupców i pospolitych bandytöw, jak już raz kiedyś w historii, i znowu z przytupem, w znany już od pokoleń straceńczy trupi korowód – rok 1772, 1793, 1795… i znów, poza naprawdę nielicznymi, nawet tego nie zauważamy.

    1. Siły zewnętrzne jak zawsze zrobiły dla siebie dobrą robotę. Polska rozdarta i zajadle skłócona zaprzepaszcza swój potencjał. Nikomu z „wielkich” silna Polska nie jest na rękę. Może przez jakiś czas były złudzenia, że USA zależy na wzmocnieniu Polski i wbiciu klina między plemiona Ruskie i Germańskie. Ale oni z kolei mają własne kłopoty, własny rozkład. Zostają więc tylko wspomnienia o dawnej chwale.

  2. Głosowałem na PIS … i wyszło jak zawsze … dopiero po 5 dla zwierząt straciłem ostatnie nadzieje

    PIS okazał się marionetką, pacynką w rękach Niemców i globalistów.

    Czym się różni PIS od PO ? – Cytuję słowa Czarnej Limuzyny”

    PO optuje za natychmiastową likwidacją, KOLONIZACJĄ Polski
    PiS zgodził się na likwidację Polski w sposób stopniowy, lecz całkowitą i również nieodwołalnie.

    Różnica wynika z temperatury gotowania żaby – elektoratów PO i PiS.

    Na tym polega manipulacja zbiorową świadomością.

    http://nie-wierze-nikomu.pl/index.php/aktualnosci/171-warto-poczytac-1-15-styczen-2023

    PS: Grupa Trzymająca Władzę w Polsce cieszy się, że Polacy podzieleni na 2 plemiona Tutsi i Hutu, sorry PIS i PO, które nawzajem się „wyrzynają”.

    PS2: Dzięki temu, ONI robią w ciszy wspaniałe interesy, rozkradają nasz kraj oraz uczestniczą w przygotowaniach do Wielkiego Resetu. NWO.

    PS3: Wcześniej rządził Polską przyjaciel Stasi premier „Oskar”, teraz rządzi premier „Student” …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: