8.10. A jeśli się pomyliliśmy?

8 października, dzień 220.

Wpis nr 209

Zakażeń/zgonów/ozdrowień

111.599/2.868/76.490

W ramach remanentu tekstów trafiłem na swój, z 28 kwietnia, pisany w kwarantannie, który przesłałem do publikacji w „Rzeczpospolitej”. Ale go wycofałem, po długiej rozmowie z lekarzem. Od tego czasu wyjaśniły się moje (nasze?) wątpliwości na tyle, że dziś wydaje mi się ten tekst na miejscu. Zwłaszcza, że podobne głosy pojawiają się już coraz częściej. Zresztą osądźcie sami – to nie chodzi, że robię za proroka, ale, że w obecnych czasach coraz więcej państw rozważa taki sam scenariusz. A można było zacząć wcześniej…

A jeśli się pomyliliśmy? Jeśli zareagowaliśmy przesadnie z tą izolacją? Pojawia się coraz więcej takich głosów. Dobrze je tu sobie teraz przypomnieć, bo narastają i zbierają swoje grono… no właśnie, chciałby się napisać, wyznawców. Ale argumenty mają dość poważne.

Koronadenializm

Po wirusie i reakcjach na niego poszczególnych państw, a wszystkie poszły tę samą nieweryfikowalną na razie drogą, podnoszący głosy wątpliwości co do generalnej strategii świata będą odrzucani przez wszystkich. Przez polityków i media, które przecież nie mogły się pomylić, przez obywateli, którzy nie bardzo chcą się przyznać, że mieliby się dać aż tak nabrać. Poddający sens izolacji mogą przez wymienione moce zostać strąceni do piekła płaskoziemców i antyszczepionkowców, denialistów, czyli „zaprzeczaczy” oczywistościom, a wcale nimi nie są.

Koronadenialiści wcale nie mówią, że wirusa i epidemii nie ma. Mówią tylko, że jest to kolejna z corocznych epidemii grypy wraz, z tym razem dość uciążliwym, nowym (?) wirusem. Pokazują statystyki, że dane zachorowań i zgonów w wyniku powikłań pogrypowych wcale nie wzrosły w stosunku do lat ubiegłych.

Przetrenujmy to na przykładzie: w zeszłym roku 3,5 mln ludzi przyszło do internisty i wymieniło wszystkie dzisiejsze symptomy koronawirusa. Lekarz siedzący metr od pacjenta pomyślał: co mnie podkusiło na tego internistę, 35 pacjent dziś z tym samym… Wypisywał receptę na standardowe leki leczące objawy (grypę się leczy właściwie zdobywając odporność własną, czasami zapobiega wspomaganą szczepionką na AKLTUALNY zestaw wirusów). A więc kocyk, do łóżeczka na 1-2 tygodnie. Nikt nawet się nie martwił CO TO ZA WIRUS. Dzisiaj taki numer by nie przeszedł. Po pierwsze wizyta w takim stanie w przychodni to dzisiaj wykroczenie, dezynfekcja pomieszczeń i personelu kwarantanna. Gdyby nawet taki pacjent dotarł do lekarza i powiedział o swoich objawach to dzisiaj po sekundzie internista by wyszedł, zadzwonił na stację epidemiologiczną i gościa zabrałaby karetka w asyście przebranej jak kosmici.

Z tych zeszłorocznych, przecież zarażonych JAKIMŚ wirusem, jakiś odsetek miałby powikłania pogrypowe, przeleżałby ich początkową część w domu. Ludzie starsi z innymi chorobami przeszliby to ciężej, a niektórzy wylądowaliby w szpitalu. Tegoroczni lądują od razu na kwarantannie lub w szpitalu. I chodzi o różnicę w tych… pierwszych. W zeszłym roku, pomijając tych co grypę „przechorowali” w pracy, czyli większość, chorzy po tygodniu-dwóch poszli do pracy, dziś siedzą w domu z całymi rodzinami DO NIE WIADOMO KIEDY. Nie pracują i nie kupują niczego ponad podstawowe potrzeby.

Jeśli w statystyce zachorowań się nie zmieniło, to o co chodzi? Statystycznie to kolejny wirus kolejnej grypy, a w poprzednich jej przypadkach gdyby ktoś zaproponował remedium, by narody miały się pozamykać w domach a gospodarka stanąć, to by go odwieźli do Tworek.

Tak jak w przypadku każdej grypy

A statystyka potwierdza następującą prawidłowość: w ramach rozszerzenia testowania okazuje się, że coraz większy procent przechodzi atak wirusa bezobjawowo (czyli TAK JAK w przypadku każdej grypy). Czyli ma go, nie choruje i roznosi (TAK JAK w przypadku każdej grypy). Teraz chorzy z objawami: 80% przechodzi chorobę lekko (TAK JAK w przypadku każdej grypy). Pozostałe 20% ma różne powikłania i dopiero z tej grupy umiera jakiś odsetek (uwaga: TAK JAK w każdej grypie). Statystycznie nie różni się od zgonów spowodowanych powikłaniami pogrypowymi w innych latach.

Czy to znaczy, że wirusa nie ma, albo jest on tak samo groźny, jak te z poprzednich lat? Nie. Ja wiem, że koronawirus to nie to samo co grypa, ale mechanizm jego bytowania wśród ludzi jest podobny, z paroma wyjątkami. Trzeba więc wziąć pod uwagę jego specyfikę i dopiero wtedy zabierać się za remedium. Skoro atakuje on głównie osoby po 60-tce (średnia zgonów we Włoszech to 78 lat) i z co najmniej dwoma chorobami współistniejącymi osłabiającymi odporność to trzeba się skupić na ochronie tej grupy, a nie zamykać zakłady pracy a młodszych ludzi w domach. Młodzi na koronawirusa chorują głównie bezobjawowo lub lekko (TAK JAK w każdej grypie), sami się zarażają (TAK JAK w każdej grypie) i nabierają odporności (TAK JAK…). Te przypadki, kiedy młodzi umierają na koronawirusa są statystycznie najprawdopodobniej takie same jak w poprzednich latach. Ludzie młodzi (w niskim procencie) umierali także na powikłania pogrypowe, ale wtedy się nie mówiło na jakiego wirusa, tylko na grypę. A dziś się mówi. To jedyna różnica.

Co robić?

Co to oznacza? Ano, że powinniśmy objąć kwarantanną wyłącznie ludzi starszych i/lub chorujących na choroby obniżające odporność. To będzie jakieś… 3 mln ludzi. Zrobić im ścisłą kwarantannę z pomocą rodziny i państwa, nawet trochę szczelniej niż dziś. Jedzenie na wycieraczkę i opieka, jeśli jest wymagana. Niech przeczekają zarażanie, odizolowani od tej części społeczeństwa, której wirus nic nie zrobi, no może poza objawami grypy. Resztę trzeba puścić do pracy i na powietrze, bo ich siedzenie traci sens, skoro nie będą mogli zarazić tych, którzy są głównie zagrożeni, ale już odizolowani.

Epidemiologicznie wyjdzie na to samo. Służba zdrowia się odciąży. Zmniejszy się ilość osób „podejrzanych”, co da lepszy dostęp do testów i opieki. Uratujemy gospodarkę nie poświęcając ludzkich istnień. W filmie „Get Shorty” Brad Pitt mówi do gracza, który właśnie wygrał na giełdzie, bo obstawiał spadek amerykańskiego PKB: „czy wiesz, że spadek naszego PKB o jeden procent oznacza śmierć 40 tysięcy Amerykanów?” Ale to bezduszna, anonimowa statystyka. Oni nie umrą NA wirusa, oni umrą PRZEZ niego. Nikt ich nie zauważy. Telewizja tego nie pokarze a brak jednoznaczności dla opinii publicznej co do przyczyn spadku PKB jest politykom na rękę. Ci będą mówili, że to wszystko PRZEZ wirusa, a nie przez SPOSÓB w jaki na niego zareagowali.

Coraz częściej mówią o tym niektóre państwa. To znaczy te, które rozmawiają ze swoimi obywatelami. Ale np. Izrael się przymierza do zmiany podejścia. Zresztą wydaje mi się, że obejrzymy kolejny zwrot strategii. Ludzie zwariują ze sobą przez te miesiące w domach, zaś gospodarka padnie jak długa. I wtedy rządzący ogłoszą wyczekiwany reset i narody to kupią. Wyjdzie, jak pisałem – wszyscy do roboty, a grupa zagrożonych do opieki. Ale będzie już po gospodarce. Im dłużej to trwa tym gorzej. 

Lejek-Pułapka

A jeśli jednak przesadziliśmy z reakcją? Koronadenialiści nie mówią, że to spisek sił ciemnych, które chcą wygrać na wirusie. Międzynarodowych korporacji, USA czy Chin. Mówią, że mogliśmy po prostu wejść w nieuniknioną pułapkę dwóch elementów: mediów i polityki. Bo pokażcie mi przywódcę, który po wyemitowaniu w telewizji męczarni ledwo oddychających dzieci powie, że to coroczny nieprzyjemny atak grypy. Który odrzuci strategię powszechnej izolacji, skoro sąsiedzi za miedzą robią to i jeszcze więcej? W demokracji kampania wyborcza zaczyna się przecież zaraz po wyborach i jest stałą formą przejawiania się tego ustroju.

Pokażcie mi media, które podążając za wynikami, poganiane przez konkurentów nie nakręcą na tym, choćby i mimowolnie, spirali paniki i strachu. Zwłaszcza w krajach politycznie rozdartych konfliktem, przed wyborami, tak jak w przypadku wojny polsko-polskiej, gdzie wszystko się z jednym kojarzy.

Kiedy opadnie już kurz po wirusie (to ciekawe – jakie będą kryteria odtrąbienia zwycięstwa i w których krajach) nie spodziewam się rzetelnej oceny strategii powszechnej izolacji. Nikt nie będzie nią zainteresowany. Rządzący nie będą się przecież recenzować, zaś opozycja – namawiała przecież żeby nieudolne rządy jeszcze bardziej przycisnęły śrubę i wcześniej „reagowały”. Tę narrację powtórzą media i dyskusja czy zareagowano poprawnie, czy było to amerykańskie „overreacting”, w ogóle się nie odbędzie.

Denialiści zadają te trudne pytania i nie ma na nie odpowiedzi. I chyba nie będzie. Bo byłoby to straszne, gdyby świat zafundował sobie na własne życzenie globalny kryzys o nieznanych, acz zapewne katastrofalnych reperkusjach gospodarczych. A właściwie nieprzymuszony wszedł samowolnie w pułapkę, lejek, z którego nie można już zawrócić, a przez którego, jak przez ucho igielne ma przejść cała ludzkość.   

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

11 thoughts on “8.10. A jeśli się pomyliliśmy?

    1. Przeczytałem, mniej więcej orientuję się w języku polskim i jakoś tych „strasznych” błędów nie zauważyłem, to artykuł, a nie dyktando z polskiego.

      1. W zwracaniu się do kogoś na piśmie równie istotny jak zasady pisowni w języku polskim jest sposób w jaki zwracają się do nas. Jakiś czas temu osoba RS mimo, że pisałem Pan, odpisywała (obok innych obelg) pan. Nie widzę powodu pisania do osoby RS słowa pan dużą literą.

        1. Standardowa procedura u tego typu osobników, odwrócić kota ogonem i przypisać rzeczy, które samemu się zrobiło, adwersarzowi. To „Pan” pisał z małej litery, o zwracaniu się na ty nie wspomnę, a kto kogo obrażał, to też dyskusyjne(wpis 20.07). Zapomniało się, że internet nie zapomina? Nawet mnie to nie dziwi.

          1. Prześledź „tego typu osobniku” kto pierwszy zaczął małą literą pan pisać i kto na „tyczki” zaczął lecieć. Przy okazji przypomnij sobie jak Admin twoje „osobniku” zachowanie skomentował.

  1. Zacznę nowy, bo dalej nie można odpowiadać; tylko”Pan” potwierdza opinię, proszę sobie sprawdzić, kto pierwszy 1 sierpnia 2020 o 12 pm to zrobił i czy ja w ogóle gdzieś to zrobiłem, przychrzania się „Pan” do autora o jakieś błędy składniowe, czy coś tam(ale jak pisałem, to nie dyktando, tylko wpis mający zainteresować czytającego, w sposób zabawny i jednocześnie prawdziwy ukazać otaczającą nas rzeczywistość, zmusić czytającego do przemyśleń), zaprzeczając sam sobie, sam te błędy popełnia, ja nie muszę podłechtywać swojego ego, pisząc o kimś z małej litery, uważając, że go to strasznie zaboli, w moim świecie inaczej się to robi, old school, jeśli wie „Pan” co to znaczy, jak coś jestem do dyspozycji.

    1. Sądząc po umiejętności pisania, czytania ze zrozumieniem i wyrażania myśli w świecie osoby w ramach wspomnianego „old school”, ulubionymi narzędziami ujednolicania poglądów są kłonice, baty i szpadryny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: