9.11. Taktyczne pojednanie na Wiejskiej

9 listopada, dzień 617.

Wpisy nr 606

zakażeń/zgonów

3.125.179/77.980

Jak pisałem wczoraj, sztaby polityczne przesiedziały całą noc i ranek, by się przygotować do dzisiejszego sejmowego starcia. A to sprawa ważna, bo w kwestii granicy opinia publiczna jest mocno zaangażowana i to w sposób niepokojący, głównie dla opozycji. Kupiłem więc czipsy i siadłem sobie o 16.00, by zobaczyć jak to będzie.

Założenia, moje, były następujące. PiS nie chciał tego załatwiać na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, bo co mu z gabinetowych rozmów – trzeba było opozycję wypuścić na publiczne dysputy na żywo, by ta nie wytrzymała i znowu coś palnęła. W obecnej sytuacji totalni są na musiku, bo naród – jak na bank wynika z badań – jest za władzą, opozycja na wygadywała bzdur o tej granicy i teraz jest w kropce: mus zmienić narrację o 180 stopni i w dodatku nie atakować PiS-u. Sprawa więc trudna. Zaś PiS liczył, że się chłopaki znowu nie zdobędą na trzymanie swojego antypisu w ryzach i zarobi się znowu parę punktów z użyciem pożytecznych idiotów z opozycji.

Ale opozycja odrobiła lekcje. To znaczy tam musiało dojść do potężnej dyscypliny, żadnych Jachir i Nitrasów – ci mają siedzieć cicho i czekać na swój czas szydery. Na front wystawi się jakichś obłych a narracje się wymyśli. Najpierw – czego nie można zaatakować. Po pierwsze – świętego ostatnich obrad, czyli mundurowych. To nic, że się tam powygadywało różne kalumnie, teraz brawka i podziękowania – może zapomną żeśmy śpiewali z innej nutki. Czyli mieliśmy nietykalnego, ale i tak cwana telewizja Kurskiego trzymała przy transmisji na twardo dwa równoczesne kadry – przemawiających z rządu i ławki górki opozycji: trójcę nienajświętszą, czyli Kidawę, Kamysza i Budkę. I udało się Kurskiemu złapać towarzystwo – jak premier dziękował mundurowym i cały Sejm, wstał, to totalni siedzieli, nawet brawka nie bili. A więc z jednego świętego – klops.

Druga sprawa – zapora. Tu też nie wypadało opozycji wytykać, okazała się nie tak święta jak mundurowi, ale tak na 80%. To nic, że to była kolejna żaba, bo wcześniej opozycja głosowała przeciwko budowie zapory – i jak byśmy się bez niej, jak i bez stanu wyjątkowego w pasie granicznym teraz mieli? A więc nie mówimy, nie ganimy, bo by się okazało, że byliśmy przeciw. Ale coś trzeba przecież PiS-owi wytknąć.

PiS liczył na to, że opozycja nie wytrzyma i znowu samobójczo dla sondaży zaatakuje chwilowych bohaterów znad granicy. A więc na początku zawistował spokojnie. Premier praktycznie nic, że opozycja była przeciw dzisiejszym rozwiązaniom, które nam podratowały integralność granicy. Nawet się  zrobiło przemiło, bo zaczęto się licytować kto bardziej chce jedności w chwili próby. Zaczęło wiać pewną nudą, bo się okazało, że jak scena polityczna, oparta przecież na konflikcie, się ze sobą zgadza, to jest nudno, ale niemerytorycznie, bo politycy w Polsce utracili zdolność debaty o pryncypiach. Co prawda Kamiński i Błaszczak zrobili parę wrzutek i podpuch w kierunku opozycji, ale ta nie dała się sprowokować.

Wypuściła Siemoniaka, pewnie za karę za popijawę u Mazurka, ten tam nie pochwalił, nie zganił, ale wrzucił parę wątków, które wyraźnie były wykombinowane w nocy lewą ręką przez prawe ucho i rozdystrybuowane w wątkach wystąpień opozycji. Ale do nich wrócimy na końcu. Przyeskalował Czarzasty z lewicy, ale w wersji zgranej, czyli humanizmu wobec uchodźców i – powtarzającego się z ław opozycji – wezwania, by „coś” zrobić. Kamysz znów nieudolnie zaczął emulować PSL jako trzecią siłę ponad podziałami, za to Konfederacja przyłożyła wszystkim stronom po równo, czyli symetrystycznie.

W sumie wyszedł remis ze wskazaniem, ale tylko dlatego, że opozycja się jakimś cudem i pewnie olbrzymim wysiłkiem powstrzymała przed zgranymi narracjami, chociaż jak w wystąpieniach totalnych o granicy pojawili się Ziobro z Izbą Dyscyplinarną to zaczęły się powroty w stare koleiny. PiS chciał by się opozycja wypuściła, ta się nie dała. Podkręcili trochę ultrasi w sesji pytań (o dziwo Kukiz’15) i wyszło patowo.

Myślę, że zadecydowały badania opinii, które wyraźnie wskazywały, że atakowanie PiS-u odbije się na atakujących, ale coś trzeba było powiedzieć, z tym, że w tym przypadku, z należytą starannością i bez zwyczajowej dezynwoltury. Co więc można było odcedzić z tego szumu? Pierwszy wątek: czemu nie umiędzynaradawiacie kryzysu? Trzeba gadać z Unią, Frontexem, NATO, zwołać Radę Europejską. A wy nic. No, na razie PiSowi wychodzi, że lepiej by się bez pomocy wykazał przed narodem. Jest poza tym skonfliktowany z Unią, a więc trudno zaraz mu prosić o pomoc, której na razie nie potrzebuje i sam zbiera medale z kartofla. Druga sprawa – czemu nie wezwiecie do sankcji? No pewnie z tych samych powodów, żeby się nie zwracać do Unii o pomoc, ale tu się chyba chłopaki przełamią.

Trzeci postulat był najciekawszy. Jedna z posłanek, chyba Kidawa, powiedziała, że opozycja by się z chęcią włączyła we współpracę (cud, ludzie, cud), ale nic nie wiedziała od rządu, bo ten jej nie informował o sytuacji. W związku z tym zażądała… wpuszczenia na teren stanu wyjątkowego mediów. Bo inaczej, uwaga! uwaga! – opozycja jest skazana na jednostronny przekaz z wrażej strony łukaszenkowo-putinowskiej. (Co było rzeczywiście widać poprzez powielanie łukaszenkowej narracji in exstenso przez polskie media opozycyjne). To oznacza, że opozycja będzie czerpała obraz świata… z relacji mediów. To ja może podsumuję obraz tego świata sprzed zamknięcia strefy, kiedy media hulały sobie po terenie konfliktu: kot, który przeszedł tysiące kilometrów z Afganistanu, kucharz, co zrobi zupę wszystkim Polakom, zmarznięta dziewczynka, rozmowy z uchodźcami o wrzucaniu dzieci do ogniska przez pograniczników, relacje z przemytu ludzi w celach humanitarnych, kuszenie cukierkami dzieciaków dla fotki, domniemywana historia podpaski znalezionej w lesie. Takie to cuda mieliśmy od mediów. I takich źródeł informacji o konflikcie domaga się opozycja.

A więc odbyło się kolejne teatrum. Przynajmniej morale mundurowym się podniosło, bo wszyscy klaskali. Ale czy w to uwierzą – nie wiadomo. Wiadomo, że to nie koniec konfliktu, że będzie eskalował. Mimo tego, że – na pokaz – scena polityczna dała pozory jedności w obliczu. Ale nikt się na stałość tej taktycznej miłości chyba nie dał nabrać. A już na pewno nie Putin z Łukaszenką. Ci mają u nas niewyczerpane zasoby wewnętrznego konfliktu, do którego się mogą odwołać. Nie wiadomo więc czy winić iskrę, czy tych, którzy gromadzą ciągle te prochy, gotowe na niespodziankę.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.          

11 thoughts on “9.11. Taktyczne pojednanie na Wiejskiej

  1. No, nawet zabawne było patrzeć jak wszyscy uważający jeszcze do wczoraj, że PiS i wszystko co on zrobi to najgorsze zło, teraz usiłują być bardziej pisowscy niż sam PiS (udając że zawsze tacy byli). I atakują rządzącą partię za to, że za słabo broni granicy, czemu nie wezwała jeszcze na pomoc NATO, Unii i Frontexu, czemu żołnierze (te wczorajsze potwory) muszą spać w namiotach czy barakach podczas kilkudniowego dyżuru na granicy, PiS wcale o nich nie dba (bo jeszcze nie zbudował pięciogwiazdkowych hoteli na ścianie wschodniej?). Przypomnę że Frontex ma budżet pozwalający mu akurat na tworzenie raportów i analiz, a i te Unia usiłuje mu obciąć, całkiem przypadkiem akurat po wizycie szefa Fronteksu na granicy polsko-białoruskiej i oświadczeniu o pilnej potrzebie jej obrony. A Unia (ustami pani Ursuli) jeszcze wczoraj oświadczyła, że nie da ani grosza na powstający właśnie zalążek Wielkiego Muru Europejskiego, najchętniej pewnie by ten projekt uwaliła w fazie prenatalnej. No i jak może PiS nie prosić o pomoc takich sojuszników?!?

  2. Nie Pan jeden liczył na ciekawe widowisko. Ale widocznie opozycja przywróciła niektórych do porządku, słychać to było już kilka godzin wcześniej w rozmowie Mazurka z Kidawą. A może to red. Mazurek taktycznie swoimi pytaniami uprzedził jak to będzie?

  3. Przecież totalna opozycja to nie są polityczni samobójcy. Mądrość etapu każe jej na chwilę (ale tylko na chwilę!) odpuścić, by potem tym bardziej plwać na Polskę.
    A tymczasem Kreml potwierdził, czego naprawdę (i tylko tego!) boją się dziś wraz z Łukaszenką: przyznał bowiem oficjalnie, iż „zamknięcie granic z Białorusią przez Polskę byłoby zaduszeniem Białorusi”.
    A my co? A my zamiast z tego natychmiast skorzystać, nie oglądając się na EUnuchów, twierdzimy, że byłyby to przecież także straty dla polskich firm.
    I tyle rządowego rumakowania na dziś.
    NIEPODLEGŁOŚĆ NIE NA SPRZEDAŻ?!
    Doprawdy?

    1. Raczej bym nie wierzyl w to co mowi Putin. Jemu nic sie nie wymyka. To raczej taka podpucha my zamkniemy granice oni tez i niemcy nie bedą mogli handlowac z rosją. I zaraz bedzie telefon z berlina co wy w tej warszawie robicie. Zadnej pomocy od nato ue czy jakis frontexów. Bo wyjdziemy na totalbe pizdy co to 30 tys kozo.jebców nie potrafią sami zatrzymac. Tu nie trzeba sie bronic tylko atakowac. Robic halas na caly swiat jaki Łukaszenka to zbir co małe dzieci w lesie trzyma. Kręcic filmy niech Szatanowa się zrehabilituje dać jej jaķąś rolę syryjskiej migrantki

  4. Witam i dziękuję za przegląd sytuacji – bo tv nie oglądam i polskiej prasy nie czytam. Bazuję na niepolskojęzycznych źródłach informacji, cedzonych przez logikę i wrodzoną podejrzliwość…

    Zgodnie z tym co pisałem wczoraj, nawet jakby rozstawić co metr granicy jakiegoś funkcjonariusza, czyli „zastosować ich” 200 tysięcy, i tak koloniści by sobie granice przeszli jak wirus przez siateczkę rakotwórczej, bo wykonanej z poliwęglanu maseczki „chirurgicznej”. Więc gdy w jednym miejscu koloniści udawali przejście granicy, gdzieś na pozostałych 199 kilometrach, kilka grup sobie przeszło. Podobno niektórych „wyłapano”, zamiast podstawić autobusy i wysłać do wymarzonych Niemiec.

    Nikogo nie obchodzi, że z Krainy na U dociera codziennie od lat przez Bieszczady do niemieckiego raju tabuny kolonistów. Bo to nie jest medialne.

    Więc spójrzmy na sprawę „medialnie”, i kto na tym zyskuje?

    Zyskuje „diaspora żydowska”, bo dziwnym trafem cała afera z kolonistami zaczęła się po przyjęciu ustawy „restytucyjnej”. Taki zbieg okoliczności, że natychmiast „pozarządowe organizacje” kierowane przez sorosięta, za kasę Sorosza zorganizowały transport.
    Zyskuje Caritas, pokazując jak szykownie ubiera kolonistów. Ciekawe czy prawda jest co mówią złe języki, że jak w poprzednich akcjach Caritas dorzuca do kieszeni każdej kurtki za tysiąc jewro pakiet narkotyków?

    Zyskuje polska „opozycja”, bo a nuż uda się dokopać „polskiemu” żundowi (ortografia zamierzona). A może by się udało opozycji przeforsować przyjęcie przez ochotników z kręgów LGBT i innych 52 płci, po rodzince kolonialnej?

    Zyskuje przede wszystkim „polski” rzuńd (zamierzone), bo można ustrzelić wiele zajęcy jednym strzałem. Na wzór upadlińców można żebrać u Jewrosojuza i NATO – „dajcie kasy na mur i czołgi”. Można odwrócić uwagę społeczeństwa od milionowych dziennie kar za różne „przewinienia”, które się Jewrosojuzowi nie podobają, bo nie są zgodne z linią europejskiego marksistowskiego jakobińskiego rzundu.
    Można pokazać jak „nie oddajemy guzika” – nam, oraz Jewropie – jak to jesteśmy „przedmurzem” i obrońcą „europejskich wartości”.

    A po za tym, WWP rozmawiał z Baćką, a potem Merkelowa dzwoniła do WWP. Merkelowa dostała informację, że „WWP ni pri cziom”, więc niech się Jewrosojuz zwróci bezpośrednio do Baćki. A może Sorosza? Nie wiem dokładnie bo przy rozmowie nie byłem. Coś z tej rozmowy usłyszała Duda, ale błędnie zrozumiała, bo zadzwoniła z prośbą by kolonistów nie gromadzić na naszej granicy do prezydenta ale wirtualnego, czyli durnej jak niejaka Greta T. Ciechanowskiej.

    Pewnie po tej rozmowie Baćka się wściekł i kazał zwiększyć ilość rejsów z Irbil irackiego do Mińska…

    A po za tym wszystko w normie, czyli że Bidon ma nowego cudotwórcę ekonomicznego, która to dama uczyła się intensywnie w Moskwie „leninizmu i komunizmu”. Jest wesoło, bo zamierza pozbawić system energetyczny w USA jakiejkolwiek kasy i zaprzestać w jak najkrótszym czasie zaprzestać wydobycia nie tylko wągla (zamierzone), ale i ropy z gazem razem i rozdzielnie. Jest wesoło!

    PS
    Od jakiegoś 2014 pisuję z uporem maniaka o „wielkim resecie bankowym”, a jak się doczekałem, to mnie okoliczności „resetowania planety” zaskoczyły, bo nie sądziłem, że mnie też zamierzają zresetować…

    1. „Ciekawe czy prawda jest co mówią złe języki, że jak w poprzednich akcjach Caritas dorzuca do kieszeni każdej kurtki za tysiąc jewro pakiet narkotyków?”

      Oj rusku rusku…
      Jedno twoje z głębi moskiewskiej jaźni zdanie za dużo i już wiadomo, co tu robisz i dla kogo…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: