15.03. Kościół

Dzień 12.

zakażonych/zgonów 156/3

Niedziela. Ciekawa kwestia dotycząca wiary. Pojawiają się stare demony. Społeczna dyskusja czy gromady wiernych na mszy grożą zakażeniem czy nie. Rozmowa głuchego ze ślepym o kolorach. Episkopat jak zwykle niezdecydowany, co przysparza argumentów ateistom przebranym w zatroskanych epidemiologów życzących nagle zdrowia katolikom. No, argumenty mają zasadne, ale niekoherencja Kościoła w tej sytuacji powoduje różne postawy księży – od zamknięcia kościoła (pochwalanych przez ateistów i część wiernych, a la Hołownia), aż do wezwania do intensyfikacji mszy celem odegnania zarazy (reakcja – wiadomo).

W mediach społecznościowych niesmaczne ataki na biorących komunię i zwykły antyklerykalny syf z bluzgiem. Widać, że niektórzy już ciężko znoszą kwarantannę, a raczej świadomość jej nadejścia.

Msza św. w TVN to już znak czasów zarazy bardziej chyba wyjątkowy niż pustki na ulicach, 24h z dziećmi w domu czy brak melanżu na Wilanowie.  Oferta jest szeroka, szersza niż spektakle online w warszawskich teatrach. Kościół jednak przoduje w reakcji. Na każdym kanale msza, ja wybieram Jasną Górę i modły przy Matce Boskiej o odpędzenie zarazy. Pachnie średniowieczem, ale okazuje się, że rzeczy się powtarzają a nasza nowoczesność to tylko dekoracja. Cienka jak z paper marche, za którą stoją odwieczne ludzkie strachy i wyzwania. „Od powietrza, głodu, ognia i wojny” zostanie z nami chyba na zawsze mimo tych wszystkich smartfonów. Ciekawe czy ateusze podglądają…

Zastanawiam się jak to będzie z tą wojną polsko-polską w kwestii wiary. Przypadkiem na facebooku trafiam na konwersację moich byłych pracowników. Wyśmiewają, że kapłan latał z monstrancją nad miastem. Ciemnogród Panie i takie tam. Powoli włączam się do rozmowy i dochodzimy do wniosku, że nie wiadomo, czy pomaga i że nie ma co śmiszkować. Decyduje argument, że katole będą się i tak za nich modlić, czy ateusze tego chcą czy nie. Małe zwycięstwo, może kiedyś pomoże w czyśćcu. Ale czy zawsze się tak uda? Polacy poróżnieni w wierze i niewierze w ogóle ze sobą nie rozmawiają. Szczególnie u ateuszy zestaw odpornościowy na argumenty wydaje mi się być szczelny. Ale nieznośnie prymitywny i przewidywalny. Ale pewnie i oni przytoczą mi wiele przykładów takich samych postaw ze strony katolików. Czy to się kiedyś skończy? Nie zwycięstwem którejś ze stron, ale powstaniem jakiejś formy dialogu? Może po wirusie…? Nie… kiedyś były takie zapędy godzenia się wszystkich ze wszystkimi po śmierci JP II i nic z tego nie wyszło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: