02.05. Varia(t?)

2 maja, dzień 60.

Wpis nr 51

zakażeń/zgonów/ozdrowień

13375/664/3762

Dziś różności. Na niedzielę trochę remanentu, czyli zobaczę co się z moich spekulacji spełniło oraz zajrzę do wątków, które sobie odłożyłem na później czekając aż podrosną na cały wpis, a nie podrosły. Tekst będzie nafaszerowany linkami do treści, o których wspominam – to te słowa podkreślone i/lub wyróżnione innym kolorem (wystarczy kliknąć). Tak przypominam, bo staty mówią mi, że tego nie robicie – a tam jest wiele ciekawych, poszerzających rzeczy.

A więc co się spełniło? Sporo.

Po pierwsze pisałem, że się zacznie szukanie winnych, jak się wyda, że ta izolacja była nadmiarowa. Za przykład miała służyć wspomniana przeze mnie Szwecja, którą niedawno za… brak izolacji pochwaliła WHO. Jednocześnie dr Margaret Harris, rzeczniczka WHO oświadczyła, że organizacja nigdy nikogo nie namawiała do rozległych izolacji społeczeństw, tylko państwa to tak sobie same… Widzę, że niektóre szczury już uciekają z dziurawego okrętu, ale jak się całkiem wyda to się zrobi dym. Czyli będzie Smoke on the Water.

Wspominałem, że psychiatrzy nie widzą nic złego w mówieniu do zwierząt, trzeba tylko się udać do terapeuty jak te zaczną nam odpowiadać. Na razie przejęły od nas nasze domowe szaleństwa – jedne tańczą drugie się śmieją (z nas?), inne świrują, bez nas podobno także te dzikie, w lesie. Rozpuszczone domowe, używane do pretekstów spacerowych tak się przyzwyczaiły do częstych wyjść, że teraz ludzie sami chowają się specjalnie przed nimi, kiedy już nie trzeba ze smyczą, żeby wyjść.

Wpadamy w zwykły rytm kwarantannowy, nawet o tym nie wiedząc, zaś jednym ze stałych elementów są próby fitness, które kończą się często źle. To będą jaja jak lud ruszy po kwarantannie do siłowni, niektórzy pierwszy raz, ale za to z mocnym postanowieniem. Są próby sportów ekstremalnych – w Warszawie na Bielanach dwóch śmiałków (zdesperowanych?) skoczyło z 20. piętra ze spadochronami.

Pisałem, że wstrzymała się fala imigrantów z Afryki, bo tam nie ma wirusa (testów też…). Okazało się, że nie doceniłem – imigranci już… uciekają z Hiszpanii do domu. Ciekawe czy na tych samych pontonach, czy tym razem Zachód coś podstawia?

Kiedy pisałem o prześladowaniu medyków myślałem, że to ucichnie, ale to narasta. Jakiś frustrat wylał farbę na samochód „trędowatej” pielęgniarki. Piękny gest BMW, bo firma zmieniła jej pojazd na nowy. Jacyś prostoduszni z urzędu w Zawierciu oznaczali specjalną naklejką kosze na śmieci podstawiane chorym lub ludziom w kwaranntannie. Od razu powinni malować krzyże na drzwiach i byłby spokój.

Jeszcze w pierwszych wpisach pochyliłem się nad losem bezdomnych w czasach pandemii. Trochę wtedy śmiszkowałem, bo trafiłem na anons prasowy, że wyleczony bezdomny został wypisany do… domu. Ale już wtedy sprawa była poważna. Bezdomni są w strasznej sytuacji, bo przytuliska same są w kwarantannach i jak się nie załapiesz to cię statek nie zabierze z twojej samotnej wyspy bezdomności. Szczęście, że to nie zima. Na fejsie smutna historia Konrada, którego pokonał albo wirus, albo bezdomność. Tym ważniejsze jest wspieranie tych, którzy im pomagają, zwłaszcza poprzez darowiznę ciuchów i jedzenia, których nam (na razie?) nie brakuje.

Zadziwiające zjawisko spadków… pogrzebów. (Zjadajo?). Sygnalizuje je branża funeralna, zaś różni „logicy” szukają wytłumaczeń. Najfajniejsza jest teza, że umiera nas mniej dzięki koronawirusowi, bo szpitale nie przyjmują innych zaplanowanych operacji, a te – jak wiadomo – nie zawsze kończą się dobrze. Przypomina mi to pewną wprawkę z pogranicza statystyki i logiki. Otóż okazuje się, że w teatrach umiera mniej ludzi niż w szpitalach. Ale nie wiadomo dlaczego, jak masz zawał to wiozą cię do szpitala a nie do teatru. Jakby to zmienić, to statystycznie rzecz biorąc…

I najsmakowitsze na koniec. We Włoszech aresztowano na ulicy gościa, bo miał za bardzo… zadbaną fryzurę. Dociśnięty pojmany szybko wyjawił adres nielegalnego fryzjera. (Polak by tego NIGDY nie zrobił, my naród wiecznych konspiratorów mamy doświadczenie w odmawianiu zeznań najkrwawszym tyraniom świata, a co dopiero straży miejskiej). Przypomina się najświeższe sejmowe wystąpienie posła Nitrasa, który zarzucił marszałkowi Terleckiemu, że ma zbyt zadbaną fryzurę, więc pewnie gdzieś się strzyże na nielegalu, a sam narodowi zabrania. Marszałek nie puścił pary, a być przesłuchiwanym przez Nitrasa to nie przelewki. Szacun.

Eh, te problemy włochatych – ja w tym względzie maszeruję po ulicy bez strachu. Odkąd czeszę się gąbką.

Więcej zapisków na moim blogu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: