10.05. Prawda, która zaczyna wychodzić.

10 maja, dzień 799.

Wpis nr 788

zakażeń/zgonów

727/12

No tak, obiecałem się zająć kwestią oblewania dyplomatów, ale sobie jeszcze poczekam. Niewiele się pewnie w tej sprawie tak szybko wydarzy nowego, bo strony się już jasno określiły, praktycznie od razu. Ale nie chcę przerywać ciekawej serii cytowań „z okazji” zapowiedzenia zawieszenia (dwa tryby warunkowe) pandemii. Mamy właśnie ciekawy ich wysyp. Mieliśmy już dwie egzegezy mechanizmu pandemii oraz analizę jej medialnego „krycia”.

Teraz pora na szczepionki. Otóż ostatnio przy pomocy nieustępliwości amerykańskiego sądu udało się uchylić rąbka tajemnicy na podstawie jakichż to dokumentów oficjalne instytucje dopuszczały szczepionki kowidowe do obrotu. Szykuję na to duży artykuł, ale zafrapował mnie jeden trop, ujawniony przez nieocenionego tropiciela. Mariusz Jagóra przekopał się przez zawiłości kilkudziesięciu tysięcy stron (nie bez pomocy, oczywiście), bo tyle „na razie” kazał ujawnić sąd z tego co przedstawił Pfizer do oceny przez FDA w zakresie badań działania przygotowanych przez siebie szczepionek kowidowych. Te „Pfizer Papers”, to będzie bomba. Powolutku będzie ujawniana całość w partiach po 80.000 stron i będą z tego wychodziły takie kwiatki jak ten opisany przez Pana Janusza.

Wątek jest wręcz detektywistyczny i pokazuje jak w tonach papieru można próbować ukryć ewidentne fałszerstwa, które później zaakceptowane przez „ciała” i powielone przez media stają się łże-prawdami wdrukowanymi w umysły całych społeczeństw. Jest to także dowód kompromitacji medycyny jako nauki, będącej w świetle takich dokumentów oddaną całkowicie na pastwę interesów Big Farmy.     

Pfizer Files – tajemnicze ośrodki rekrutacji.

Przegrana FDA w sądzie w Teksasie sprawiła, że biuro agencji musi w trybie FOIA udostępniać miesięcznie ok 80 tysięcy stron dokumentów związanych z tymczasową autoryzacją szczepionki Covid-19 firmy Pfizer. Analiza tych setek tysięcy stron zajęła FDA 108 dni co pozwoliło na udzielenie firmie tymczasowej autoryzacji dla szczepionki. FDA wnioskowało o wydłużenie czasu publikacji dokumentów do 75 lat na co sąd się nie zgodził.

Ta szokująca prośba zaczyna być zrozumiała po wstępnych analizach które zaczynają się pojawiać w Internecie. Badania kliniczne prowadzone były w 153 placówkach (firmach komercyjnych i ośrodkach akademickich). Łącznie było 270 klinicznych ośrodków rekrutacyjnych, ponumerowanych kolejno od 1001 do 1270 (pełna lista), gdzie zrekrutowano około 44 000 uczestników. Powszechnie znana jest sprawa jednego z ośrodków – Ventavia Research Group, której przypadek opisywał BMJ. Jednak w najnowszych opublikowanych dokumentach warto przyjrzeć się dwóm innym ośrodkom, które wyróżniają się w dzienniku randomizacji #pfizerdocuments – chodzi o placówki o numerach 1231 i 4444.

Z dokumentów wynika, że zdecydowanie największym rekruterem chętnych do badań klinicznych był ośrodek o numerze 1231 mieszczący się w Argentynie Hospital Militar Central, a osobą odpowiedzialną za badania był Fernando Polack. Ośrodek ten zrekrutował 4.501 chętnych czyli ponad 10% pacjentów całego badania – jeden ośrodek spośród 153 placówek. WSZYSCY 4.501 pacjenci zostali zrekrutowani w ciągu 3 tygodni. Strona 37:

To jest o tyle dziwne, że nieco mało wykonalne, żeby osoba prowadząca duże międzynarodowe badanie (która musi być lekarzem) zrekrutowała 4.500 pacjentów w ciągu 3 tygodni w jednym ośrodku. I pracuje 7 dni w tygodniu. Bez przerw. Rekrutacja każdego dnia, łącznie z sobotą/niedzielą. Dla każdej zrekrutowanej osoby trzeba wypełnić skomplikowany formularz opisu przypadku (CRF – Case Report Form), który liczy 250 stron. To jest 1 125 000 stron CRF. W ciągu 3 tygodni. Przykładowy CRF jest w linku.

Kim jest dr Fernando Polack? Jego życiorys złożony dla potrzeb badań klinicznych jest dostępny na pierwszej stronie tego dokumentu:

Wynika z niego, że Fernando Polack jest osobą niezwykle zajętą – poza prowadzeniem badań klinicznych na zlecenie Pfizer na oddziale macierzyńskim i dziecięcym szpitala wojskowego w Argentynie, jest także wykładowcą na Uniwersytecie Vanderbilt w Nashville w stanie Tennessee w USA, pracuje w The Infant Foundation, która jest finansowana przez Bill & Melinda Gates Foundation oraz NIH. Jest także konsultantem przy FDA. Pan doktor znalazł także czas, żeby być głównym autorem badania „Safety and Efficacy of the BNT162b2 mRNA Covid-19 Vaccine”.

Jak wcześniej wspomniano, w badaniu dotyczącym szczepionki Pfizera wzięło udział 270 ośrodków klinicznych, ponumerowanych kolejno od 1001 do 1270. Lista wszystkich ośrodków znajduje się tutaj – i kończy się na numerze 1270, nie ma żadnego innego ośrodka o numerze wyższym niż 1270. Jednak w dzienniku randomizacji jest wiele wpisów dla ośrodka o numerze 4444 – od strony 4285 dokumentu. „Zestawienie schematu randomizacji i faktycznie otrzymanej szczepionki – wszyscy uczestnicy”.

Dokładnie odnotowano 1.275 pacjentów, czyli koło 3% ogółu zrekrutowanych. Wszystkich 1.275 „pacjentów” zrekrutowano w ciągu jednego tygodnia – od 22 do 27 września 2020 r. Tak się składa, że był to ostatni tydzień, w którym można było prowadzić „rekrutację” w celu uzyskania danych potrzebnych na grudniowe spotkanie FDA. Problem polega na tym, że nie można znaleźć CV prowadzącego badania w ośrodku 4444, a także danych tego ośrodka. CV dostępne są pod tymi linkami.

Pytanie jakie stawia @Jikkyleaks jest następujące: Pfizer potrzebowała wystarczającej liczby „pozytywnych testów PCR” w grupie placebo, aby wykazać różnicę między grupami na spotkaniu VRBPAC 10 grudnia. Czy więc obiekt 4444 pojawił się żeby dać im „doskonały” wynik?

Zacytował Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

8 thoughts on “10.05. Prawda, która zaczyna wychodzić.

  1. Mnie takie manipulacje, jeśli to wszystko się potwierdzi, przypomina, jak kilka lat temu VW manipulował przy pomiarach emisji spalin. Potem to wykryto, a jakże, w USA, i zaczął się fala pozwów sądowych i VW wypłacił kilka mld dolarów użytkownikom. O ile w USA jest jakaś minimalna szansa by to wyjaśnić i winnych ukarać, to w UE, niestety, a zwłaszcza w naszym grajdołku. Szkoda, że u nas nie ma tak niezależnych sądów, a zwłaszcza uzależnionych od PISu. Szkoda.

      1. Jak uniezależnionych jak uzależnionych ? :). Przecież „pisoskie” ministerstwo pensje im wypłaca. Za darmo nie pracują. 🙂

          1. Jak nie potrafisz ze zrozumieniem przeczytać (który to już raz??) i zauważyć jaka była chronologia moich wpisów to nie da się na to nic poradzić (linkowany był wcześniejszy, przed Twoim wpisem kobieto). Zdrowie można poprawić, albo chociaż o nie dbać. Wiedzę można poszerzyć, choćby po to, żeby np. bzdur o respiratorach rozrywających płuca nie pisać. W miarę poprawnie nauczyć się pisać również. A z inteligencją cóż, nic zrobić się nie da. Żadne ćwiczenia „poszerzające” jeszcze nie istnieją, terapie również. Albo się inteligencję ma albo z nią kiepsko, czego dowodzisz swoim przemądrzałymi radami. Bez emotikonu inteligent współczesny ani rusz jak widać.
            Medice cura te ipsum.

    1. Tamte manipulacje VW to była zupełnie inna sprawa. Żeby spełnić kompletnie zidiociałe normy emisji spalin silnik musiał mieć wyraźnie mniej mocy więc na testy wgrywali specjalne oprogramowanie które psuło parametry silnika, osłabiało go żeby przeszedł test na Euro 5 czy 6. Potem sprzedając klientom samochody wgrywali oczywiście normalne oprogramowanie dzięki któremu silnik chodził tak jak trzeba i miał te deklarowane np 170 KM. Gdy wyszła afera to zapraszali klientów na akcję serwisową i wgrywali im to „prawidłowe” oprogramowanie które odbierało silnikowi moc ale dzięki niemu normy były spełnione. Kto miał choć trochę oleju w głowie ten nie wybierał się na taką akcję. Krótko mówiąc VW działał de facto na korzyść klientów i przy okazji swoją bo klienci nie chcieliby passata ani golfa który ma w papierach 170 KM a jedzie jak Dacia 1,5d.

  2. To dochodzenie przypomina jako żywo inne, sprzed lat, dotyczące „zawalenia się” budynku WTC nr 7.
    Ogół specjalistów niezależnych potwierdza podłożenie ładunków. A jeśli ładunki W TYM budynku były przygotowane, to co to oznacza dla całej reszty?
    Bill Gie. podał właśnie, na swoim blogu, że złapał koronkę.
    „Kotek był chory i leżał w łóżeczku…”
    Teraz cała nadzieja w KARMIE!

  3. Trzeba być niezłym palantem widząc „wyroki” w sprawach politycznych i dotyczących celebrytów, żeby wiązać to w jakikolwiek z PIS.
    W Pl są jak najbardziej niezależni sędziowie. Niezależni od logiki, niezależni od przyzwoitości, niezależni od ustaw. I z pewnością nie są zależni od PIS skoro (wbrew prawu które zakazuje angażowania się sędziom w politykę) skoro chodzą na manifestacje polityczne przeciwko PIS.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: