12.10. Kolejne rewelacje, o których nikt nie chce słyszeć.

12 października, dzień 954.

Wpis nr 943

zakażeń/zgonów

2.362/22

Filmik ma już ponad 8 milionów zasięgu i zapoczątkował nową falę skandalu, która przechodzi przez kowidowy świat. Z tym, że mimo tego zainteresowania widać, że i tak to za mało w stosunku do tematu. Kowidowe szaleństwo zaindukowane ludziom ma już taką skalę, że podlega masowemu wyparciu. Ludzie przestają się interesować tym, jak bardzo dali się nabrać.

W Parlamencie Europejskim powstała komisja europosłów, których część na ostro wzięła się za kowida. I wychodzą nieładne kwiatki. Ostatnio, w wyniku innego, amerykańskiego skandalu, który wskazał na koszmarne nieprawidłowości przy dopuszczeniu szczepionek Pfizera, zaproszono na spotkanie komisji niesławnego szefa Pfizera, pana Alberta Bourlę, by o tym z nim porozmawiać. Ten nie stawił się i co ciekawe, okazało się, że jedyną „karą” za niestawienie się może być to, że nie będzie już mógł lobbować w Parlamencie Europejskim.

No, też mi kara. Przecież on się z Unią porozumiewa bezpośrednio, za pomocą smsów do szefowej Komisji Europejskiej, co jest przyczynkiem do skandalu korupcyjnego, o którym jeszcze osobno napiszę. Tak czy siak na komisji stawiła się reprezentantka zastępcza z Pfizera, pani Small (nota bene całkowicie zaprzeczająca wyglądem swemu nazwisku). Pewien holenderski europoseł ją docisnął i reprezentantka Pfizera wychlapała rewelację: Pfizer nigdy nie badał czy jego szczepionka zapobiega transmisji wirusa.

No, jest to kamień milowy, o który potknęła się cała kowidowa narracja. No, bo co to oznacza? Milion rzeczy, a każda coraz gorsza. Po pierwsze, skoro producenci nie badali w ogóle tego czy ich szczepionka powstrzymuje zakażanie innych przez zaszczepionego, to skąd się wzięła ta cecha, stanowiąca podstawę namawiania do wzięcia szczepionki? Skąd te wszystkie „zaszczep się by uratować babcię”? Kto to wrzucił, mimo tego, że producent niczego takiego SAM O SWOIM produkcie nie mówił?

Popatrzmy się: coraz bardziej wychodzi, że instytucje kontrolne swoje decyzje o dopuszczeniu szczepionek oparły jedynie na raportach z badań dostarczonych przez producentów. Śledztwa dowodzą, że było tam masę błędów, które już na podstawie analizy samych dokumentów wskazywały na wręcz fałszerstwa. A przecież organy kontrolne nie mają tylko za zadanie zbadanie tekstu, mają też badania własne. Tych nie zrobiono. A właściwie zrobiono na skalę masową – w końcu zaszczepienie miliardów ludzi nieprzebadaną szczepionką jest takim testem, tyle, że nieodwracalnym. Testy robi się na małej próbce, zanim się dopuści produkt do masowego obrotu. Dopuszczenie nieprzebadanego preparatu od razu na skalę masową jest już zapaleniem lontu. I mamy teraz dopiero wyniki takiego „testu”, którego skutków, poprzez jego masowość, nie da się już odwrócić.

A więc kto to zrobił i po co? Zrobił to ktoś, i to na skalę masową, bo narracja była powszechna, po to, by utrzymać przymus do szczepienia grup z szerokim kontaktem społecznym oraz by zwiększyć ogólną presję na szczepienie, wymuszając je ograniczeniami. Skoro, jak widać, nie było mowy o tym, że szczepionka powstrzymuje transmisje, zaś ciała kontrolne o tym wiedziały, to wszelkie decyzje obostrzeniowe mają już tylko charakter zwiększania kontroli społecznej dla niej samej oraz wymuszania, wręcz trenowania, posłuszeństwa.  

Przyjrzyjmy się więc narracji. Mamy tu dwa aspekty: jeden – zdrowia indywidualnego, drugi – powszechnego. Ten pierwszy jest (był?) domeną decyzji samego człowieka, któremu system nie może zabraniać zrobienia ze swym zdrowiem co człowiek chce. Nawet samobójstwo jest legalne. A więc tu każdy mógł podjąć własną decyzję, a dla rozpowszechnienia się szczepień to daleko za mało. Bo gdyby było wiadomo, że szczepionki nie powstrzymują transmisji, to nie można byłoby uzasadnić wymuszonej powszechności szczepień. Ot, każdy kto chce by to sobie wziął, albo nie. Jedni by się pochorowali, drudzy nie i po wszystkim. Dlatego ważne jest wprowadzenie kontekstu powszechnego, czyli nie szczepisz się dla siebie, ale dla innych, bo możesz ich, niewinnych, zakazić. Do tego właśnie dorobiono tę narrację rozszerzającą – szczepisz się dla dobra ogółu, inaczej jesteś egoistą, zabijającym babcie.

To tylko ładna narracja, ale spod niej od razu wystaje kopytko sanitaryzmu. To tylko z powodu, jak widać z wypowiedzi Pfizera, fałszywej tezy o tym, że szczepionki powstrzymują wirusa – wprowadzono obowiązki szczepienne dla wielu grup, uzasadniając to, że mają one szeroki kontakt społeczny i niezaszczepieni będą transmitować wirusa. I tak poszli: lekarze, nauczyciele, mundurowi. Na podstawie tej premedytacyjnie fałszywej tezy złamano wiele karier, ludzie byli wyrzucani z pracy, wielu popełniło samobójstwo. A okazuje się, że tego rodzaju decyzje administracyjne nie to, że nie miały podstaw naukowych, ale były oparte na czymś czego nie dowodził sam producent.

No i może najgorszy czynnik – przymus szczepienia dzieci. Było od początku wiadomo, że te chorują rzadko, przechodzą zaś chorobę lekko. Tu stosunek kosztów do zysków był po stronie zdrowotnej nieopłacalności szczepienia dzieci. A więc, by umotywować wciskanie szczepień dzieciom posłużono się fałszywą tezą. Dziecko nie tyle miało chorować, co przenosić (najczęściej bezobjawowo) swoją chorobę w plecaczku i zakażać nią śmiertelnie babcię, która przyszła je odebrać z przedszkola. To dla babć „trzeba” było szczepić dzieci. Tak to szło. A okazało się, że producent wcale nikomu nie mówił, że takie dobroczynne skutki ma jego produkt. Posłużono się tym fałszywym argumentem tylko po to by więcej szczepionek „zeszło”, oraz by wprowadzić te wszystkie szczepionkowe paszporty, które jak widać są jedynie testem przed wprowadzeniem ogólnego paszportu kontrolującego każdego z obywateli.

No, bo po co były te wszystkie maseczki, skoro wirusa nie powstrzymywały szczepionki? Te cuda dla zaszczepionych pt. wziąłeś kolejną dawkę, ale musisz nosić maseczkę, mieć aktualny paszport, robisz to dla innych, bo – i tu się sypała narracja – mimo, żeś zaszczepiony to jakoś tam możesz tego koronawirusa przenieść i zakazić innych. No, chyba, że się zaszczepisz, to wtedy – voila: możesz wejść do restauracji, wyjechać z Kanady, wsiąść do samolotu i pójść na wesele, większe niż dziesięcioosobowe.

Jak słusznie napisał doktor Pieniążek: „Firmy mają pełne prawo próbować sprzedać maść na szczury. Ale po to mamy FDA, EMA i inne agencje powołane do kontroli leków i płacone przez podatników, aby do tego nie dopuściły. Zarząd, pracowników, „ekspertów” tych agencji należy postawić przed sądem. […]”.

No i co z tego? Ano nic. Nieobecny na posiedzeniu komisji szef Pfizera z dumą donosi, że właśnie na zasadzie wyjątkowego dopuszczenia amerykańskie FDA dało zgodę na podawanie najnowszej wersji szczepionki na Omikrona BA. 4/5 dla dzieci od 5 do 11 lat. Tylko po co? Skoro dotyczy to grupy, która w zasadzie nie choruje, zaś szczepienie nie chroni przed tym, by dzieciaki zakaziły babcio-dziadków? Ano to pytanie do ciał kontrolnych, które jak widać nie chronią nas przed tą „maścią na szczury”.

Coraz częściej badania i nauka sobie, a sanitaryści – sobie. A gdzie tu sam obiekt targów, czyli szczepny suweren? Nigdzie. Jak widać jego dobro jest na n-tym planie. To mierzwa historii i epidemiologii. Epidemiologii, bo robimy co chcemy, żeby kolejne wersje szczepionek zeszły, z sensem czy bez sensu. A co do historii to widać, że wszelkie możliwe narzędzia wzmagania kontroli społecznej będą testowane i eskalowane. Tak jak w tym przypadku, kiedy okazało się, że jest to stosowane nie w celach epidemiologicznych (bo tu sami producenci się przyznali), ale po to by utrzymać i rozwinąć elementy kontroli społecznej. I teraz już, kiedy wirus „odchodzi”, pretekstem do kontroli i sankcji wymuszających pożądane zachowania społeczne może być już wszystko. Skoro to mógł być fałszywie zjadliwy wirus, to może być chociażby ślad węglowy, który za sobą zostawia suweren, coraz mniej świadomy tego, co się dzieje z jego wolnością. Ale jak ma być tego świadomy ten, który tę wolność dawno zhandlował za pozory bezpieczeństwa? Ba, nawet oddał to za darmo, bo nie zauważył tej wymiany i zamiast bezpieczeństwa otrzymał w zamian totalną kontrolę nad sobą.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik azarazy”.         

7 thoughts on “12.10. Kolejne rewelacje, o których nikt nie chce słyszeć.

  1. Wrodzona złośliwość nie pozwala powstrzymać się od komentarza. „Społeczeństwo” ma już tak narobione w głowach, że wierzy we wszystko i samo prosi o więcej. Pojawił się sondaż, który mówi, ze 60% Polaków oczekuje zwiększenia udziału OZE w produkcji energii. Jakoś nikt nie widzi, że państwa nafaszerowane wiatrakami wracają do węgla, że są to kosztowne mrzonki, które bez dopłat szybko by padły. Produkcja i utylizacja wiatraków to jest dopiero „ekologia”.

  2. Ciężkie czasy rodzą silnych ludzi. Silni ludzie pracują tworząc dobre i lekkie czasy. Dobre czasy rodzą słabych ludzi, którzy… są przyczyną ciężkich czasów.
    A że mamy obecnie dominujące pokolenie ludzi urodzonych już w dobrych czasach, to resztę możecie sobie Państwo sami dośpiewać…

  3. Mała mówi jeszcze coś…Ona opowiada jak bardzo oni ZARYZYKOWALI miliardami żeby wprowadzić eliksir do obiegu….
    „z szybkością nauki”- co to q…jest? :-}

    „ONI przyjęli na siebie ryzyko…” Co przyjęli i jakie ryzyko? Kamaaan!
    W pierwszym roku „uratowali”, według ich szacunku( jak oni to obliczyli?) 4 miliony luda…a że uszkodzili 10…
    Ziewamy już?

    Ciekawi mnie czy ta Mała wierzy w to co mówi, czy jej mózg już dawno pozbawiony został logiki?
    No i najważniejsze- ile dawek Pani przyjęła? Z tego co wiem (może to być plotka) ŻADEN pracownik Fajzera nie przyjał ani jednej…

    Chętnie bym tu rzucił inwektywą w Tę panią ale nie wiem czy TU mogę…Mogę? Mogę? Pliiiiiz !

  4. Nie jestem zaskoczony ani trochę, choć członkowstwo Holendra w ECR stanowi miłą niespodziankę. Doskonale jednak pamiętam jeden z wpisów Gospodarza z początku 2021 powołujący się na materiał Pfizera zalecający osobom zaszczepionym noszenie maseczki, „ponieważ nie określono optymalnego miana przeciwciał”. Jedynie osoby nie tylko trwale ignorujące alternatywne źródła informacji ale też pozbawione zdolności czytania informacji głównonurtowych „między wierszami” mogą czuć się zaskoczone. Na marginesie, ta arabska maksyma o „ludziach i czasach” przywolywana tu wielokrotnie m.in. przez p. Bostońskiego ma swój sformalizowany, „naukowy” odpowiednik w postaci wniosków z eksperymentu Calhouna. Z luboscią powołują się na nie dawni i dzisiejsi neomaltuzjaniści oraz użyteczni idioci maoizmu tacy jak K. Galbraith czy N. Chomsky.

  5. To jest chyba skutek tego, że człowiek dzisiejszy nie jest w stanie wytrzymać w ciszy sam ze sobą. Musi mieś brzęczce radio, TV, telefon w garści, twittery fesbuki non stop. Zagłuszanie własnych myśli, brak miejsca i czasu na jakiekolwiek REFLEKSJE czyli myśli odnajdujące przyczyny tego co się wokół dzieje. Wystarczy w ten szum informacyjny wkomponować dowolne bzury i po odpowiedniej dawce ludizie przyjmą wszystko. Dodatkowo straszyli pewnie w telewizorach że dzieci masowo umierają na kowid bo nie wyobrażam sobie innej przyczyny podjęcia przez rodziców decyzji o szczypaniu swoich dzieci czymś co jest eksperymentalne przeciwko chorobie która tego dziecka w ogóle nie dotyczy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: