13.08. Ratowanie Unii przed nią samą.

13 sierpnia, dzień 894.

Wpis nr 883

zakażeń/zgonów

4.642/22

Ostatnio widziałem wywiad z redaktorem naczelnym „Do Rzeczy”, Pawłem Lisickim. Ciekawy, choć potwierdzał moje intuicje odnośnie naszych stosunków z Unią. Najpierw co się potwierdziło, później co – zaskoczyło. Wydaje mi się, że nie ma już złudzeń o co chodzi Unii, jeśli idzie o Polskę. Po resecie kowidowym Bruksela ostro przyspieszyła w kierunku realizacji idei Unii jako jednego państwa federalnego. Zwłaszcza teraz, kiedy Niemcom nie idzie po 24 lutego, kiedy Putin wybrał się na Ukrainę i obnażył całość relacji energetycznych z Niemcami. Było to partnerstwo stulecia, by za pomocą specjalnych stosunków z Rosją, ich tanią energią, podłączoną do swego przemysłu domknąć projekt hegemonii Niemiec nad kontynentem, tym razem bez jednego wystrzału (po dwóch nieudanych próbach).

Putin swym atakiem zepsuł cały deal, czego Niemcy nie rozumieją, co reszta świata omyłkowo bierze za koniec tej przyjaźni. Tym bardziej więc, starą taktyką Unii, która jest tylko niemieckim narzędziem w realizacji tej idei, będziemy mieli przyspieszenie. Jak nie idzie w czymś, to Unia zawsze daje więcej tego, w czym nie idzie. Będziemy więc mieli (i mamy) przyspieszenie w procesie gnojenia Polski, której rząd, na razie w deklaracjach, sprzeciwia się idei Stanów Zjednoczonych Europy. Tak, mamy do czynienia z procesem niewyobrażalnego ataku na polskie władze, łamania kolejnych ustaleń, o traktatach na wejściu do Unii, nie mówiąc.

Jest to proces, który wyraźnie jest wynikiem przegrania wyborów przez PO, moim zdaniem reprezentującą interesy niemieckie w Polsce. Jeszcze rząd Szydło się nie zdążył sformować, wydać jakiejś ważniejszej decyzji, a już z Brukseli popłynął sygnał, że w Polsce jest nie tak z demokracją. Ale temat demokracji nie zażarł, jego narzędzie, KOD, utknął w aferach i przerzucono się na temat praworządności. A praworządność to definicja z gumy, jak pała, którą można nawalać każdego. I zaczęło się. Szczytne idee praworządności były i są gumowe również z powodu swojej rozciągliwości. Sugestie co do ich zakresu zakończyły się w rezultacie na wprowadzeniu pozatraktatowej, dającej Komisji Europejskiej nieograniczoną władzę, zasady warunkowania, czyli możliwości odcinania należnych funduszy krajom uznanym za gwałcące rozciągliwą ideę praworządności.

Kwestia tego, że mogą one postępować w swych ustrojowych rozwiązaniach podobnie jak kraje uznane za praworządne nie ma tu żadnego znaczenia. Chodzi o to, że praworządność jest tutaj tylko taką wspomnianą pałą, do używania przeciwko wybranym. To, że mamy w Polsce do czynienia z na przykład mniej upolitycznionym sposobem powoływania sędziów niż w ustroju niemieckim jest argumentem prawdziwym, ale naiwnym w ustach jęczącego na ten temat PiS-u. Tu nie chodzi o obiektywną prawdę, czy traktaty, tylko o nagą siłę. I przychodzi dziwić się, że rząd się dziwi. A może nie dziwi, tylko tak udaje, na pokaz, że to gwałt, zaś tak naprawdę – godzi się na to?

I tu dochodzę do tego, co Lisicki mi uświadomił. Bo ja, tak jak i spora część myślącej publiki, zastanawiałem się skąd ten dysonans: tu krzyki, że „giewałt!” się dzieje, a z drugiej strony – zgadzamy się na wszystko. No bo zgodziliśmy się. I w lipcu 2020 na mechanizm powiązania środków z praworządnością (co prawda na jakiejś karteczce napisano tam naiwnym Polakom, że praworządność to tylko kwestia uczciwości w wydawaniu unijnych pieniędzy, ale karteczka gdzieś się chyba zawieruszyła), i w grudniu tegoż roku kowidowego przyklepaliśmy zgodę na samobójczą, chwilowo zahamowaną przez… Putina strategię Fit for 55, która prowadziła kontynent do ubóstwa energetycznego, zaś nas Polaków do zaprzepaszczenia gospodarczej pozycji kraju uzyskanej w okresie transformacji.

I Lisicki uświadomił mi dlaczego PiS chodził na takie kompromisy. Po prostu był fatalnie zapatrzony w sondaże, które dawały wśród Polaków 80-procentowe poparcie dla naszej obecności w Unii. Lisicki stwierdził, i słusznie, że trzeba było rządowi od samego początku cierpliwie tłumaczyć narodowi jaki jest prawdziwy bilans polskiej obecności w Unii, bo staje się on dla nas coraz bardziej kosztowny, nie mówiąc już o tym, że uzależniający. Tej świadomości w narodzie nie ma, Unia co chwila, jak widzimy w mediach, coś „daje”, same korzyści, a tu pisowcy psują taką labę. Ta świadomość, mniej lub bardziej ugruntowana, popychać miała rząd do kolejnych faz zaostrzającej się, bo wymuszanej przez Brukselę uległości. Polska marnowała kolejne szanse na otrzeźwiające weta, Berlin, rękoma Brukseli robił co chciał, bo rządzący obawiali się ostrzejszej postawy wobec Unii, gdyż wyrażone w badaniach prounijne postawy również ich elektoratu PiS interpretował jako brak zgody na takie działania.

Wśród prounijnych Polaków można zaobserwować kilka tendencji. Pomijając kwestie opozycyjnych postaw, do których wrócimy, mamy tu kilka ważnych rzeczy. Po pierwsze – jak dają, to trzeba brać, z tym, że publiczność nie bardzo rozumie jakie kolejne kwity trzeba za takie cudo „dawania” wystawiać i co one znaczą na przyszłość. Po drugie – kompleks zrównania chęci do bycia Europejczykiem z faktem członkostwa w Unii. Po trzecie – mała świadomość projektu federacyjnego Unii i jego konsekwencji. W końcu – nadzieja, że w Unii warto być, ale trzeba ją zreformować. To ostatnie, naiwne złudzenie widać obecnie w całej rozciągłości. PiS tylko w deklaracjach tak uważał, zaś wszelkie próby powtrzymania niewygodnych dla siebie posunięć i strategicznych decyzji ze strony Brukseli nie były wykorzystywane, choć w polskim ręku co chwila znajdowała się broń w postaci weta. Ta była za każdym razem sprzedawana jako broń ostateczna, opcja atomowa, jakby weto było jakimś wrażym ruchem, choć było przez inne kraje wykorzystywane jako traktatowe narzędzie zmuszające ogół do kompromisu.

Tak więc wyszło, że PiS się boi zadrzeć z Unią, bo by stracił politycznie na swoim elektoracie. Stąd ta uległość. Ale w takim razie skąd ta obecna zmiana postaw? Te deklaracje, że się już nie mamy gdzie cofnąć. Czyżby się przestano obawiać nie tyle Unii, co własnego elektoratu? Czy coś się zmieniło u Polaków i zaczęli oni zauważać co jest grane w Unii? Wydaje mi się, że mogła to spowodować… opozycja. Bo jej nachalność, zdarcie własnych masek jest już ostentacyjne. Widać już gołym okiem, że Berlin będzie bujał naszym relacjami z Unią dopóki rząd w Polsce nie zmieni się na przyjazny w stosunku do projektu federalizacyjnego. I widać, że ręką, która ma do tego doprowadzić jest polska opozycja, bo ta już przestał udawać, że chodzi o coś innego, niż to by ulicą i zagranicą obalić istniejący rząd. A jeśli już ten dotrwa do wyborów, to zrobić w Polsce taki bajzel, że każdy będzie miał już dość i zagłosuje za każdą zmianą. Choćby i podaną na niemieckiej tacy.

I Polacy zaczynają to widzieć. Choć opozycja mówi, że to PiS nie chce wziąć kasy, która na stole miała położyć Bruksela, to widać, że jest odwrotnie. Unia mnoży i będzie mnożyć kolejne dodatkowe warunki, nie by się polski rząd poprawił, ale po to, by tej kasy nie dać. Opozycja zaś będzie grzała, choć sama blokowała i blokuje te środki aktywnością w Brukseli, że kasa czeka, zaś rząd jakoś wziął sobie na ambit, by jej Polakom nie dać. A taka gra to miecz obosieczny, bo w końcu widać, że to lecenie w kulki. Te wszystkie kamienie milowe, na które się zgodziliśmy, choć wszyscy mówili, że zobowiązania zostaną, zaś kasy i tak nie będzie. Przecież ostatni „warunek” Unii, że w Polsce ma być tak, że każdy sędzia będzie miał prawo podważyć status innego sędziego to czysty rokosz, rozwalający Polskie państwo.

I ciekaw jestem czy Polacy to widzą, bo polski rząd, przynajmniej w deklaracjach, zaznacza, że to widzi. Zobaczymy co z tym zrobią, czy odejdą od zmory sondażowej, która trzymała uległość brukselską w konflikcie z polskim interesem. W końcu doprowadziliśmy do tego, że tą zgodą na wiele rzeczy już się zgodziliśmy. I one z nami zostaną. To tylko Unia ma tyle władzy i bezczelności, że może łamać własne ustalenia ustrojowe na poziomie traktatów akcesyjnych,. Te już są, w świetle federalizacyjnego projektu, paczką historycznych papierów. Unia jest już mocno inna, niż ta, do której wstępowaliśmy. To tak jak w małżeństwie z rozsądku – na początku wzniosłe deklaracje, atrakcyjny wygląd, a po klepnięciu intercyzy okazuje się, że charakter wredny i zaborczy, i jeszcze nam wymyślają od panien brzydkich, nadąsanych i niezamożnych.   

Ano zobaczymy. Czy PiS dotrzyma obietnicy twardego kursu wobec Unii, czy też jest to kolejna tromtadracja? No i czy da się wykorzystać broń weta, by się postawić? I czy będą z nami Węgrzy, z którymi, wedle deklaracji premiera „drogi się rozchodzą”? I w końcu – czy Polacy zauważą, że na poziomie unijnym dzieją się ważne dla nas sprawy, które mogą roztopić tę naszą nowiutką jeszcze i jak widać nieopierzoną niepodległość, rozpuścić w tyglu europejskości, która będzie dla nas wtedy już tylko nowoczesną formą skolonizowania. Tym razem – bez jednego wystrzału. I za to chyba Unia dostała 10 lat temu pokojową nagrodę Nobla.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.          

5 thoughts on “13.08. Ratowanie Unii przed nią samą.

  1. Z PIS jest jak z przestępcą, który nie bardzo wie jak okraść swego żywiciela, wieć zaczyna mu podkładac nogi . JAk ten zyciwiel w końcu zacznie stawiać warunki, to przestępca oburzony, że jakze to tak. On tu tylko nigi podkłada, od wielu jużlat zresztą, a i wczesniej jego pozycja nie była dobra, a tu taka obstrukcja. Istotą UE jest mimo wszystko debata. Gdyby PIS ją prowadził, pewnie i w Brukseli i Berlinie by też chcieli rozmawiać. Tymczasem od początku PIS przyjął zasadę: Wszelkie śmieci wywalały na światło dzienne, zawsze mówimy NIE, jeśli nie służy to naszym interesom(naszym znaczy się PIS) , zachowujemy się nie ja wiarygodny partner, ale jak panna na wydaniu ,co to nie wie czy ma się oddać sąsiadowi czy nieznajomemu z innej wsi. UE była cierpliwa, ale w 2019 roku to pękło i teraz już Bruksela nie ma powodów by nam folgować. PIS jest w tej sytuacji trochę jak dziecko, które jest niegrzeczne, złośliwe, utrudnia rodzicom wychowanie, ale kiedy w końcu rodzice zaczynają karać owe dziecko, a ono się oburza na kary. No i ten słynny symetryzm.
    No proszę Pana redaktora. Pan Lisicki, to szczwany LIS. Oglądałem go sporo razy jako komentatorA w TVN24, kiedy tam jeszcze chodził. Wyważony ton, raczej wycofanie i brak ostrych słów(taka zmyłka medialna). Ale w swoich mediach, albo w publicznych mediach(słyszałem jego komentarze w PR3), tygrys, który chciałby wszystkich pożreć, rozszarpać i udusić, używający słów, które zdrowemu na umyśle człowiekowi by do głowy nie przyszły. Także autorytet dziennikarski z niego że ho ho. PEwnie teraz wyskocza symetryści, że LIS to też taki LIS. Ale już pisałem. Nie akceptuję symetryzmu.

    1. BMX jak zawsze na dyżurze za tą „Łunią”. Tak mu łapki za „Łunią” co to nic tylko dawać Polsce by chciała latają, że więcej literówek u niego niż myśli jakiejkolwiek.
      Ale dobrze, że są takie BMX-y powtarzające tezy Millera Leszka. O tym, że w Pl piąta kolumna jest aktywna wiadomo. Dzięki wpisom BMXa widać jaka jest beznadziejnie durna.

  2. Panie Redaktorze! Szkoda pisania na temat Jewrosojuza…
    On się rozpada, a nawet już niemal nie istnieje! Pokaz „jedności” widzieliśmy na przykładzie wykradania sobie transportów namordników. Teraz będzie „zima podkradania energii”. Po której nastąpi rozpad tej niedo-komuny.
    Na razie Amerykanie realizują plan wyssania z Europy środków na przetrwanie kolejnego roku czy do wyborów, po których może dojść do gorącej fazy istniejącej zimnej fazy wojny domowej.
    Z boku czekają Angole, którzy czekają na przejęcie resztek byłej Unii w celu ratunkowym.

    Jak Morawieckie i „Andżeje” – jak pisze Baca – uciekną do swojego kibuca w Izraelu, wtedy można będzie się odłączyć od europejskiego kołchozu i podłączyć do powstającej strefy walutowo-ekonomicznej – co zapoczątkowano niedawno w Teheranie.

    PS
    Jak twierdzi Chazin i inni ekonomiści – nie tylko „wschodni” – jesienią nastąpi pierwszy krach na ameryckich giełdach – jakieś minus 30% „Doł Dżonsa”. Kolejny krach nastąpi na przełomie 2026-7 -kolejne minus 90% od tego co zostanie, czyli że koszty życia będą dla przeciętniaka w USA i Europie dwa razy wyższe…

    1. Dawno was Brusek nie było, pewnie wczasowaliście na Krymie i szkolili was tam ruskie co macie wypisywać w ramach niszczenia cywilizowanego świata…
      Więc powiadacie, że US wysysa z EU środki, Angole czyhają na resztki, a Morawiecki i „Andżeje” do kibuca.
      Ajajajajaj jaki ty Brusek przewidujący!! Toż Nostradamus to przy tobie pikuś!!
      Może jeszcze przedstaw wizje jak to twoja matuszka R będzie rozkwitać, po zrujnowaniu Europy i jak z Millerem Leszkiem dacie nową-starą wolność Polsce.

    2. Daj bRusek jakieś linki do tych znakomitych niewschodnich ekonomistów. Ten twój Michaił Chazin to jakiś **uj, a nie ekonomista skoro od lat tak świetnie putinu doradza, a ten ratuje nędzę wywołując kolejne wojny i mordując niewinnych.
      Jak masz takie świetne informacje, że giełda w US upadnie to machaj ozorem żeby wszyscy wiedzieli, tylko razem z putinem grajcie na spadki, za wszystko co macie. Dorobicie się majątku i zamiast wywoływać wojny kupicie sobie wszystko. Bierzcie przykład z niemiec które od kilkudziesięciu lat wytrzymują bez wojny i mordowania, a na wszystko mają kasę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: