2.04. Tusk – człowiek z awansu i placek po węgiersku

2 kwietnia, dzień 396.

Wpis nr 385

zakażeń/zgonów

2.387.511/54.165

Czasami, coraz rzadziej, myślę sobie o Donaldzie Tusku. Kto to był (jest?) w polskiej polityce? Jak go nie ma to ta cała platformiana opozycja jest jakoś tak jak, tut proportion garde, nie przymierzając polski Episkopat po odejściu papieża. Ten ostatni jeszcze z Watykanu promieniował na Polskę, ten nasz ancymon jak się zapadł na zachodnie salony, to już w kraju zawiało chaosem. Co prawda do Polski mu się nie spieszy, a miał kilka okazji, by wjechać na białym koniu, ale się widać przestraszył rachunku zachodnich zysków i polskich strat.

Tusk stał się trollem, siedzi gdzieś tam sobie na kolejnej posadce, sutej, acz nie wymagającej wielkiej pracy. Szefuje największemu klubowi w Parlamencie Europejskim, dla beki chyba nazwany Partią Ludową. To zbieranina takich europejskich Platform, udających centrum, coraz bardziej skręcających w lewo, ludowych jak klasowy zjazd dorobkiewiczów i aferzystów. Właściwie roboty tam niewiele, ale i to można schrzanić, ale o tym na końcu.

Pamiętam jak Tusk wjechał na zachodnie salony jako nowo mianowany szef Rady Europejskiej. Myślał, że zmieniła się tylko skala, zaś styl, który dał mu lata rządów w polskim Bantustanie, sprawdzi się i tu, w Brukseli. Ale okazało się, że konferencje, nawet przyjaznych mu europejskich dziennikarzy, to nie to samo co w Polsce, gdzie briefingi prasowe przypominały zabawne pogaduszki pana nauczyciela z dziatwą, która przyszła się dowiedzieć jak żyć. Po pierwszych próbach okraszonych łamaną angielszczyzną, ale – o zgrozo – silącą się na bon moty typu „I will polish my English” nie zażarło i Tusk schował się (może żeby polish his English?). Potem się już nauczył, by mówić mało, ale smacznie. To pierwsze jakoś wychodziło, to drugie też jakoś. Tyle, że nie bardzo.      

Pamiętam też jak to się jego zwolennicy nim zachwycali, że to promocja Polski na arenie, że wiele spraw nam załatwi. Potem została już tylko nadzieja, że Donek wróci i tu zrobi porządek. Wychodzono po niego tłumnie na dworzec, odprowadzano do zbrodniczej pisowskiej prokuratury. I to ciągłe „Tusku musisz!”,  i w odpowiedzi – ta zdradzana przez niego nadzieja jego akolitów. Jego, co się urządził na całe życie i ma gdzieś polskie bajorko, do którego wzywają go kumkające żabki porzuconych kiedyś, okazało się, że na wieki, wiarusów.

W końcu Tusk przeistoczył się w twitowego trolla. To cały on – zgryźliwie kawałki, z obowiązkowym bon mocikiem, internetową wysiloną „setką” mającą nabić mu zasięgi w cytowaniach. Tak właśnie – polski mąż stanu na 280 na znaków (ze spacjami). Nawet już chyba najwierniejsi nie wierzą w jego powrót, nawet – sprawczość. Każdy dostał co chciał – Tusk kasę i immunitet na całe chyba życie, akolici – wieczną nadzieję.

Ale nawet i na takiej synekurze można coś spartolić. Tusk fikał, że sobie tu poradzi z Orbanem z Węgier, którego Fidesz należał przecież do EPP, a której Tusk jest przewodniczącym. I się dofikał. Orban zabrał Węgrów z partii ludowej i obecnie wspólnie z Kaczyńskim i byłym premierem Włoch Salvinim konstruują wspólną partię konserwatywną na europejskim poziomie. Kaczyński będzie się mógł wykazać na zaniedbanym kierunku międzynarodowym. A może to być druga-trzecia siła w Parlamencie Europejskim. To może zmienić układ sił w Unii, co prawda na poziomie raczej symbolicznym, bo PE sobie może tylko pogadać do Komisji Europejskiej, jeśli ta oczywiście mu na to pozwoli. Nie mniej krótkowzroczna mściwość Tuska może doprowadzić do integracji dotąd rozproszonych sił konserwatywno-prawicowych, co już jest nieciekawym procesem dla zlewicowanej Unii.

W ostatni czwartek odbyło się w Budapeszcie spotkanie konserwatywnej trójki i padły deklaracje o współpracy. Musiało zaboleć reprezentantów postępaków. Ci, jak ich zaboli i nie mają argumentów, zawsze wracają do tej samej sztuczki – reductio ad putinum. Ten triumwirat jest w ich ocenie, i co najgorsze także wielu dziennikarzy, aktem wejścia na drogę wiodącą do putinizacji Europy. Dowody są słabe, np. takie, że Salvini miał zdjęcie T-shirtem z nadrukiem Putina. I to jest cała ta opozycja. Sami robią z Putinem belki nordstreamowych deali na niekorzyść bezpieczeństwa całego kontynentu, a innych oskarżają o źdźbło sympatii do Moskwy. Tropienie ruskich onuc to dyżurny pretekst kiedy już brakuje agumentów. Zarzut tożsamości idei z Kremlem opiera się na wątłych dowodach aksjologicznych. Trójka to konserwatyści, a Putin popiera konserwatyzm. A więc to jedo i to samo. Strach pomyśleć co będzie z matematyką, gdy Kreml stwierdzi, że 2 x 2 = 4.

Pamiętam takie memy, gdy po wyjeździe Tuska Platforma coś spartoliła – na zdjęciu zawsze był załamany Tusk i wieczny podpis „zostawić ich na chwilę samych”. Coś mi się widzi, że teraz takie memy można robić z załamaną Angelą Merkel.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.      

3 thoughts on “2.04. Tusk – człowiek z awansu i placek po węgiersku

  1. Ocena Tuska typowa dla prawicy . Nie mam nic do ruskich onuc, choć teraz noszą sparpetki . Natomiast fraza o „nordsteamowym dealu” jako zagrożeniu dla kontynentu , czyli Europy, jest tak mądra jak schizy Macierewicza ws. Smoleńska.
    NS2 jest GWARANCJĄ istnienia Europy , co chyba Pan kuma . A jak nie proszę poczytać o jankeskim gazie łupkowym , jego cenie (!) -nawet 130 % wyższej niż z NS2 i jego …. ulotności ! Bo gaz łupkowy jest efemerycznie ulotny – krotkie życie odwiertów i wymagana minimalna DUŻA cena . USA gryzie konając , ale proszę się nie podłączać pod tę chorą narrację .

    1. Znou fly… Co ja już jestem na liście do trollowania? Samoloty, odwierty, gazy… Panie, nie możesz Pan znaleźć porządnej pracy?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: