24.10. Użyjmy weta

24 października, dzień 601.

Wpis nr 590

zakażeń/zgonów

2.968.200/76.434

Jak zwykle, taktyką „Dziennika zarazy”, przeczekaliśmy aktualną burzę medialną, odczekaliśmy parę dni, by nabrać dystansu, pozbierać wątki, wyeliminować te taktycznie złudne i spojrzeć z perspektywki. Tym razem chodzi o blok europejski, to znaczy ten tydzień, w którym Polska była gościem w Unii, a i Unia, w sposób wyjątkowy, gościła w naszych umysłach.

Było oczywiste, że będziemy mieli do czynienia z kolejnym teatrum, to znaczy odbędzie się „dyskusja” nad chorym człowiekiem Europy, w której wszyscy wiedzą co powiedzą strony sporu, nikt nikogo nie przekona, bo przecież teatr nie jest po to, by się scenariusz w trakcie sztuki zmieniał. Każdy wygłosił swoje kwestie, te minęły się równolegle, widzowie – też obsadzeni w rolach – oklaskali wiadomych i wygwizdali innych. O co więc szło?

Moim zdaniem gramy na przełamanie. Chodzi o to, czy Unia wykona kolejny krok na drodze kierunku obranego od dawna, tyle, że deklarowanego już z coraz większą otwartością. Była to więc próba kolejnego wsunięcia noża w masło. Unia jest od dawna na drodze od przejścia z ciała konfederacyjnego w federacyjne, od związku państw do państwa związkowego. W sumie chrześcijańsko-demokratyczny pomysł Ojców Założycieli został przejęty przez lewicę, która w międzyczasie urosła do dominanty politycznej Kontynentu. I ta przejęła to cudo, które dawało i daje jej narzędzie do rewolucji bez jej ogłaszania. Swoimi posunięciami przesuwa granice obiecane w traktatach członkowskich w tym kierunku, by rządzić cały kontynentem i osłabiać kompetencje państw narodowych. Twór jest lewacki, ale i administracyjny, to znaczy lewicowe wcielenia „ustroju jakiego świat nie widział” zawsze obfitują w narośla administracyjne, rządzi system oparty o ekspansje regulacyji, oplatające w swym uścisku całą rzeczywistość. Kto nie wierzy niech pomierzy ilość dyrektyw z Brukseli, które stają się zaraz prawem poszczególnych państw. To spełnienie marzeń lewicy – rządzić całym kontynentem za pomocą… góra 2% powierzonego jej PKB całej Europy. Tak można działać tylko siłą akceptacji dla administracyjnej supremacji.

Próby ekspansji zostały na początku oparte o złe podstawy, czyli chęć wprowadzenia państwa związkowego w oparciu o jednolitą konstytucję Unii. Była to spektakularna porażka, w której państwa narodowe wytypowane do eksperymentu odmówiły partycypacji, niektóre po kilka razy, bo Unia pytała je wielokrotnie, tak, by nabrały mądrości etapu. Nie wyszło, a więc postanowiono inaczej.

Doszło do prób osmatycznego wprowadzenia idei państwa związkowego, czyli po kawałku, metodą salami i precedensów, na które się później, głównie medialnie, można było powołać, by inne państwa dołączały. Milowym, przegapionym krokiem był Traktat Lizboński, gdzie dodatkowo, poza traktatami, umówiono się na oddanie do Brukseli większych kompetencji. I zrobiono to w sposób cwany, bo mocno opisowy, niekonkretny, taki by się pacjent nie zorientował, że jest operowany. Mamy więc jakieś niezdefiniowane wartości, z których mają wypływać jakieś przyszłe regulacje, wszystko jest płynne i oparte na otwarciu wrót do interpretacji rozszerzających.

Tak jak z ideą praworządności, która nagle pojawiła się w dekalogu europejskim, a którą Polacy na przełomie roku uważali, że dookreślili, że chodzi tu o uczciwość przy rozdziale środków unijnych. Teraz to zostaje interpretowane i tak rozszerzająco, pieniądze za praworządność stają się regułą, potwierdzoną przez TSUE, które zdyszlowało się razem z Komisją Europejską w zbożnym dziele powołania Stanów Zjednoczonych Europy (złośliwi twierdzą, że Związku Socjalistycznych Republik Europejskich). I Polska jest przykładnie ćwiczona publicznie w tym temacie, by inni zobaczyli co się dzieje z opornymi.

Tu dochodzi moim zdaniem do przesilenia i przegrzania w wykonaniu Brukseli. Komisja Europejska przesadza z ostentacją. Moim zdaniem cała Unia jest projektem dominacji Niemiec nad Europą w sposób pokojowy i całość składa się w logiczny, przyczynowo-skutkowy, ciąg. Nie bez przyczyny bombardowanie Polski rozpoczęło się zaraz potem, jak prezydent Biden przekazał europejskie przywództwo polityczne w imieniu USA do Niemiec. Jego późniejsza wizyta i ustalenia z Putinem potwierdziło tylko starą bismarkowską zasadę, że Europą rządzą Niemcy w porozumieniu z Rosją. I jak to się potwierdziło, to Niemcy rozpoczęły wielowątkowy atak na nasz kraj, by to przywództwo potwierdzić, w dodatku wobec kraju, który ideologicznie nie przyłączał się do tego projektu. Zaatakować z taką amunicją rozmytej traktatowości było szczególnie łatwo, mamy bowiem „ekspozycję” na wiele zagrożeń, zwłaszcza, że nie jesteśmy kompatybilni z lewackim, ideologicznym trendem poprawności politycznej. I zaczęła się strzelanina, czyli teatrum. Próba przygięcia do ziemi polskiej mordy w biały dzień i nalotami dywanowymi kolejnych bopmbardowań.

Mamy więc teatrum, ale możemy też potwierdzić role. Nasze – eskalują. To znaczy, co wydawałoby się niemożliwe, role opozycyjne wciąż się przesuwają w stronę narodowego zaprzaństwa i zdrady. Polacy publicznie załatwiają swoje wewnętrzne sprawy, na co inne kraje patrzą się ze zdziwieniem, często z satysfakcją. Miło się przyglądać jak się spore państwo, często rywal, sam osłabia. My na oczach wszystkich wysadzamy mosty starej wojny polsko-polskiej, w dodatku w wykonaniu komunistów wykopanych z grobu na wybory europejskie przez Platformę. Widok przykry i słuchać hadko, jak sobie jeden z drugim gościu z czerwonymi paznokciami i sercem po lewej stronie wyciera gębę Janem Pawłem czy księdzem Jerzym. Ale pal licho – politycznie jak zwykle zyska na tym PiS, bo goście przesadzają w formie wyrazu.

Ale Europa patrzy. Nie mówię, że kibicuje, tylko patrzy co dalej. Większość obserwuje jak daleko to pójdzie, czy następny przyklęknie. Oczywiście prymuski, te co mają za uszami (Holandia, Luksemburg) z podatkowymi rajami piorącymi europejskie pieniądze, ci będą w pierwszej linii rzucającej kamień. Ale reszta? Przecież widzą ekspansję władztwa Komisji Europejskiej połączonej z TSUE dealem potwierdzającym ten kierunek. Kiedy przyjdzie na nie kolej? Nawet Niemcy wydają się być strategicznie niezbyt zadowoleni. Taktycznie jest ok, polska morda, jak nieposłusznego psa, jest doginana do ziemi by osiągnąć nie taki poziom posłuszeństwa na przyszłość. Ale układ KE-TSUE za bardzo się chyba alienuje, nawet od wpływów niemieckich, z czego zdaje sobie chyba sprawę, odchodząca co prawda, Merkel.

Co dalej? Ja obawiam się jednego – powtórki z przeszłości. Czyli zgniłego kompromisu, który otworzy kolejne wrota interpretacyjne, jak to było z warunkowaniem praworządności. Niby nas oszukali, niby pojechaliśmy znowu na dogrywkę i dodefiniowaliśmy jej zakres, odtrąbiliśmy zwycięstwo, ale sprawa okazała się niezałatwiona, ba – dla Brukseli i akolitów jasna, że było jak było. Wtedy byliśmy poddani presji, ale mieliśmy narzędzie do postawienia się. Było to weto na grubsze sprawy – z Funduszem Odbudowy włącznie. I Polska pękła, bo była szantażowana, że jak się zaprze, to będzie niewybaczalnym hamulcowym pokowidowej (?) pomocy dla Kontynentu. I odpuściliśmy.

Dziś kiedy Komisja i Parlament Europejski przesadzają aż tak, że na drugie danie zaczynają już konsumować za jednym razem Węgrów, co wręcz zmusza nas do zachowań solidarystycznych. I można się oprzeć już nie w pojedynkę. I mamy do tego super okazję. Proponuję najbliższą szykującą się okazję do weta – zaklepanie dealu „Fit for 55”. Bezdennie głupiej i szalenie niebezpiecznej energetycznej ideologizacji lewackiej wersji kwestii ekologicznej. Czegoś, co wpędzi nas w ubóstwo energetyczne, a gospodarkę europejską pozbawi resztek jej światowej konkurencyjności. Proponuję więc polsko-węgierskie weto w tej sprawie. Gorzej już być nie może. I tak mamy image europejskiego psuja. Postawmy się więc i taktycznie, i strategicznie. Taktycznie – w słusznej sprawie, którą już rozumieją poszczególne państwa i gdzieniegdzie mniej ogłupiały lud. Rachunki za bezprądzie przyjdą tej zimy i wielu dołączy w chłodnej (nomen omen) kalkulacji. Strategicznie – pokażmy Unii nieprzekraczalne granice, korzystając z traktatowego przecież mechanizmu, którym podobno można tylko straszyć, ale nigdy nie używać.

Jak to się ma znowu rozejść po kościach, jak mamy sobie, jak teraz, dać po razie i się rozejść z następnym aktem traktatowej bezkarności, to skończy się tylko gorzej. Czyli tak jak jest. Nóż tylko jeszcze bardziej zagłębi się w masło wymuszonej zgody. I to znowu do nas wróci, w nieoczekiwany sposób, w nieoczekiwanym miejscu i czasie. Pora więc powiedzieć „sprawdzam”, przy okazji ratując Kontynent przed samobójczym obłędem.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.                   

9 thoughts on “24.10. Użyjmy weta

  1. Veto? Z banksterem „Pinokiem” Morawieckim od „pół miski ryżu” i Komendantem wpadającym już kompletnie w polityczną pomroczność jasną?
    Pan raczy żartować, Panie Redaktorze.
    Do takiego polskiego veta to trzeba męża stanu a nie faceta, co wszystko po cichu Niemcom i Unii Eunuchów klepie, a ciemnemu ludowi serwuje nieustająco tromtadrackie farmazony!
    Ale spoko. O wszystkim i tak – jak zwykle od dekad w Polsce – zdecyduje dziko rosnąca cena chleba, kiełbasy i ogrzewania a nie ideolo. Tymczasem Morawiecki pozornym konsfliktem z UE na razie przykrywa szalejącą inflację, w koszyku dóbr podstawowych zdecydowanie już przekraczającą nie 6, a 10 procent. Ale na długo mu już tego nie wystarczy. Już dziś pierwsza rozmowa po weekendzie zaczęła mi się porównywaniem – ile kto wydał na zakupy w tę sobotę, a ile w sobotę miesiąc temu. A skończyła się serdecznymi i od serca wspólnymi pozdrowieniami dla premiera: „ty …ju …ny!”.
    A propos: na miejscu PiS to ja bym już zaopatrywał się w mapę drogową do Zaleszczyk.
    Oto jaki dowcip dziś usłyszałem:
    Pani w szkole do Jasia:
    – Jasiu, opowiedz nam, co wiesz o Powstaniu Warszawskim
    Jaś:
    – Niewiele, Pani Profesor
    Pani:
    – Nalegam
    Jaś:
    – No dobrze. Tata powiedział, że już się z kolegami szykuje…

  2. Morawiecki klepnie wszystko mówiąc że się zgodził na wszystko ale „i tak mam dobrze”* bo ma ustną obietnicę asystenta Jourovej że chyba nam wypłacą część naszych pieniędzy. Prezydent powie że trzeba być twardym i nic to że zimą będziemy marznąć, to nas jeszcze wzmocni. Kaczyński pobełkocze że Unia nie ma prawa tak robić i że my tę Unię właśnie zmieniamy. PO-KO-Lewica-Szymon powiedzą, że za mało oddaliśmy Unii, więcej oddajmy niech na leją pasem na goły tyłek żeby było jeszcze gorzej. Taka moja prognoza.

    *) ja to mam dobre połączenie, wstaję rano czwarta za piętnaście, latem to już widno…

    1. Już jedna mówiła ze zimą jest zimno, że taki klimat. A tak poważnie to czasem w naszej historii zdarzały się takie momenty w których mogliśmy coś ugrać bo inni byli na tyle zmęczeni że nie dawali rady. I myślę, że jak nas Bóg kocha i da nam srogą zimę to będzie ten moment żeby wypier… cały ten pakiet fit55 na śmietnik i uniezależnić się politycznie i energetycznie

  3. Sprawa wydaje mi się już w miarę jednoznaczna. Jak powiedział Dziadek – suwerenność nie kosztuje pięciu groszy i dwóch kropel krwi.
    I gdyby rząd PiS bronił RZECZYWIŚCIE polskiej suwerenności, a nie urządzał teatr dla frajerów, czyli żelaznego elektoratu, to Polacy w większości by to zrozumieli – owszem, stawiamy się, skutecznie, ale to KOSZTUJE. I to dużo kosztuje.
    Ale PiS przez klepanie największych idiotyzmów UE, co jest dla Polski i Polaków po prostu finansowo, gospodarczo, politycznie zabójcze, więc zbrodnicze, każe Polakom i Polsce płacić za to nie mniej niż za prawdziwą walkę o suwerenność. I to już każdy w kieszeni czuje, a dopiero poczuje w pełni już niebawem.
    Stąd już tylko jedno pytanie, zadane przez RAZ-a – PO CO Unii jest złamanie Polski?
    Ano dziś już – jak coraz bardziej widać – TYLKO i WYŁĄCZNIE po to, by Polskę definitywnie i skutecznie okraść i zniewolić do cna. By wpędzić nas w półniewolnictwo. Najpierw ekonomicznie, zabijając naszą gospodarkę, a potem wręcz fizycznie. Bo bez mocnej gospodarki będziemy wyłącznie pariasami w UE, skazanymi na wieczny wyzysk przez Niemcy. I docelowo także Rosję, działającą dziś z Niemcami ręka w rękę.
    KIM w takim razie jest nie tylko totalna opozycja, ale i ekipa Morawieckiego/Kaczyńskiego, podpisująca jak dotychczas KAŻDE ustepstwo Polski wobec Unii, nawet najbardziej szkodliwe dla nas?
    Ano właśnie. wiadomo kim.
    A co moglibyśmy jeszcze jako Polacy zrobić w tej sytuacji?
    Na początek… odmawiając zbiorowo dalszego uczestnictwa w tym cyrku. Przeprowadzić ogólnopolską narodową , SKUTECZNĄ akcję bojkotu najblizszych parlamentarnych i prezydenckich wyborów.
    Przy frekwencji mniejszej niż 20 procent, obecne plemiona udające partie po prostu stracą legitymizację. Wszelką. Co więcej – obecna zabójcza dla polskiej przyszłości Konstytucja, będąca już dziś tylko papierkiem lakmusowym i kwiatkiem do fufajki, wręcz wykluczająca W PRAKTYCE prawdziwą demokrację, TEŻ straci wszelkie umocowanie.
    Tak to działa i tylko tak.
    JEDYNĄ alternatywą może być zaś w praktyce wyłącznie to, co zrobił Dziadek w 1926. I TYLKO to. Turcy to ćwiczyli w swojej plemiennej polityce wewnętrznej dość skutecznie.
    Tertium non datur. raczej. No chyba że strajk powszechny. Ale… KTO właściwie mógłby i miałby go zorganizować? Bo ja na razie nie widzę takiego kogoś. Konfederacja? Sorry, nie na kanapie.
    Solidarność? Sorry, nie jako przybudówka PiS-u.

  4. PiS (wg. przecieków) to może by się zgodził aby nas wylali z tej komunistycznej ue, jednak zbyt bardzo boi się zakochanego w tej zdeprawowanej organizacji ludu, a raczej jego werdyktu za 1.5 roku.
    Gdyby przynajmniej była jakaś sensowna i liczna opozycja, która w dodatku kierowałaby się polskim interesem narodowym, to zapewne można by postawić bardzo twardo. I wygrać.
    Ponieważ tego nie ma, pozostaje liczyć na cud.
    I latarnie…

    1. Cudu bie będzie. Nie po to Niemcy hodowali Morawieckiego. Takie rzeczy planuje się kilkanascie lat do przodu. Nikogo nie dziwi ze absolwent historii dostał się na staż do niemieckiego banku w casach komuny. Oni obstawili kilka koni. Ktoryś musiał dobiec do mety.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: