25.11. Kiedy jeszcze staliśmy na krawędzi lejka

25 listopada, dzień 998

Wpis nr 987

zakażeń/zgonów

449/10

Dziękuję za wsparcie i namawiam do postawienia mi kawy

Wersja audio wpisu

Zbliżamy się do domknięcia wspominków, bo to zostały już tylko trzy do tysiąca dni pandemii. Teraz dla mnie wpis formacyjny. To moment, w którym moje intuicje przybrały realną formę. Zaczęły przychodzić realne rachunki za kowidowe szaleństwo – zgony. Zadzwonił do mnie na przełomie października i listopada przerażony Paweł Klimczewski, że wychodzi ostry pik zgonów, nawet z oficjalnych danych. Że wygląda to strasznie, że to widać, a winowajcy nic nie robią, by to powstrzymać.

Ja jak zwykle, ostrożniak, postanowiłem trochę poczekać, czy dane się potwierdzą, bo w swej skokowej dynamice wyglądały wręcz na błąd statystyczny. Ale nie – potwierdziło się. Byliśmy na skraju lejka. Potem poszło już nie „z górki”, ale właśnie „do górki”. Tu zaczynał się smutny pochód do polskiej specjalizacji – największa ilość ponadnormatywnych zgonów niekowidowych. Wtedy jeszcze łudziłem się: wciągu 3 tygodni mieliśmy 40.000 ponadnormatywnych zgonów na koncie i – naiwny – myślałem, że ktoś się opamięta. Doszliśmy dziś do ponad 200.000 śmierci zawinionych głównie decyzjami administracyjnymi, nie jakąś specjalną wirusową zjadliwością. Wtedy można było się zatrzymać, ale nikt nie spojrzał w dół lejka.   

Sześć IŁ-ów. Codziennie

29 listopada, dzień 272

Wpis nr 261.

zakażeń/zgonów/ozdrowień

985.075/17.029/559,429

Skoro tak apeluję o budowanie odporności nie wypada samemu o nią nie dbać. Chodzę na nordic po Lesie Kabackim. Mam taką trasę na 12 kilometrów, tak obliczoną, że w połowie robię sobie przystanek, akurat w miejscu katastrofy lotniczej z 9 maja 1987 roku. Rozbił się tu IŁ-62 „Tadeusz Kościuszko”. Zginęły wszystkie 183 osoby znajdujące się na pokładzie. Dziś w tym miejscu stoi krzyż i dwie tablice pamiątkowe. Dobre miejsce, by się za każdym razem pomodlić. Kiedy tak stałem w tym miejscu przyszła mi do głowy jedna myśl.

Sześć takich IŁ-ów spada codziennie z powodu koronawirusa. Codziennie. Sześć. I nie są to chorzy na koronawirusa, ale to ci bez kowida – tylu ludzi umiera więcej codziennie w porównaniu z latami ubiegłymi.

Paweł Klimczewski zestawił jeszcze w październiku swoje dane i wyszło, że wzrost dodatkowych niekowidowych zgonów to w drugiej połowie października 50% – linia czerwona:

wszyscy się martwili o tę krzywą, ale w listopadzie jej wzrost się nie zatrzymał:

W 45. tygodniu to o 111% więcej zgonów niż normalnie. Czyli w tygodniu od 8 do 15 listopada umarło na niekowida 8.467 ludzi więcej niż w tym samym okresie w poprzednich latach. To daje ponad 1.200 ludzi dziennie więcej. Sześć IŁ-ów, tych z Kabatów. Dziennie.

Dlaczego tak jest? Bo kowida ma przede wszystkim służba zdrowia i media. Spróbuję wyliczyć powody takiej hekatomby. Po pierwsze – kwarantanna wiosenna, która oprócz wątpliwych – jak widać po „drugiej fali” – rezultatów epidemiologicznych dała trzy duże, odłożone w czasie impulsy do zaostrzenia się innych chorób niż kowidowe: po pierwsze zamknięcie w domach spowodowało brak aktywności fizycznej, co wywołało spadek najważniejszego czynnika antykowidowego, czyli odporności, zaś czynnik drugi – stres – dodatkowo tę odporność obniżył. Trzeci czynnik to praktycznie załamanie niekowidowych placówek. W dodatku na początku mieliśmy poważne zakłócenia w samych kowidowych szpitalach – przypomnę, że wożono tam ludzi z objawami (typowymi dla grypy) tylko dlatego, że (jak się okazało mocno wątpliwe) testy PCR coś pokazały. Potem całe oddziały medyków szły na kwarantannę, bo też na testach, czy to pracowników, czy pacjentów pojawiały się plusy. To znacznie pogorszyło dostęp do służby zdrowia – szczególnie dla niekowidowców. Ostatni faza – październikowa – to ujenoimiennianie szpitali dla kowida, kosztem przenoszenia oddziałów gdzie indziej i odsyłaniu wielu pacjentów do domu.

Na wieści o „drugiej fali” kowidowej zafundowaliśmy sobie „falę iłową”. Mieliśmy przerwane procedury leczenia, wstrzymane przyjęcia i terapie, przejście na teleporady, które Bóg wie ilu przepuściły bez sita ogólnego oglądu stanu pacjenta. Ale najważniejszy jest inny aspekt – ludzie boją się iść do służby zdrowia. Nawet desymulują swoje objawy w trakcie wywiadu lekarskiego. To zdaje się główne przyczyny zgonów. Pacjenci unikają szpitala i kontaktu z lekarzem do ostatniej chwili, a potem jest już za późno. Pośrednim dowodem na to jest spadek wykrywalności raka o 25 procent – tylu onkologicznie chorych ludzi nie zostało wykrytych przez system i chodzi z rakami, coraz częściej – bez diagnozy a więc i terapii – dochodząc do stanów nieodwracalnych.

Te sześć IŁ-ów dziennie to słoń w kącie pokoju, którego media nie zauważają. Nikt o tym nie pisze. Epatuje się za to wzrostem zgonów Z kowidem (a nie NA kowida), zaś kwestia niespotykanej do tej poty hekatomby Polaków umyka mediom z pola widzenia. Pojawiają się nieśmiałe określenia tych ofiar jako „cichych ofiar kowida”. Ten kto wymyślił to określenie będzie się smażył w piekle. Tak, to są ciche ofiary. Tyle, że ten przyrost śmierci to „tylko” 3% wzrostu z powodów kowidowych (a nawet… testowych). Reszta – 97% to ofiary nie wirusa, ale naszych wspomnianych wyżej zaniedbań. I rzeczywiście są to „ciche ofiary”, bo niezauważane przez media, a więc i przez ogół.

Główne źródło zgonów – unikanie przez pacjentów służby zdrowia – to są ewidentne ofiary paniki medialnej. Przecież wystarczy włączyć cokolwiek i mamy od razu – tylu zachorowało (kiedyś było, że się zakaziło, wcześniej, że ma pozytywny test – teraz wszyscy chorują). Tylu już zmarło – nawet jak Z kowidem, to każdy staruszek jak ma się zgłosić do szpitala z zapaleniem płuc to już się widzi pod respiratorem, sądząc (i słusznie, jak utrzymują media i statystyki), że się dopiero w szpitalu zakazi koronawirusem i zemrze jako kolejna cyferka w codziennych liczbach podawanych przez media.

A dzisiaj umierać to nie są przelewki. Grupy ryzyka, zwłaszcza starsi i chorowici wiedzą, że szpital to lejek, z którego może nie być wyjścia. Nawet jak nie masz kowida, to umrzesz w szpitalu bez widzenia się z bliskimi, bez sakramentów, w samotności. Dla rodziny to też stres, jak czyta się te wspomnienia syna, co machał przez dwa tygodnie do okna z kowidopozytywnym ojcem w kwarantannie, potem jak tato przestał wstawać do okna, to go zabrali kosmici i syn dostał po dwóch tygodniach małą urnę z prochami.  

No i popatrzmy się na tych ludzi – przecież wizja takiej śmierci to dla nich okropny stres, co jeszcze bardziej osłabia ich organizm nie tylko w walce z kowidem, którego najczęściej nie mają, ale z chorobami, które od lat zabijają nasze społeczeństwo. Tak urządziliśmy sobie tę walkę z pandemią. Ale to mogą być błędy ludzkie, nieudane próby okiełznania zmiennej i nieznanej rzeczywistości. Ale media robią to już z premedytacją. I jak widzę takie gęby straszące pandemią staruszków rano, a wieczorem wręcz szydzące z głupich, którzy nie chcą się diagnozować, ukrywają objawy – to otwiera mi się nóż w kieszeni. Naprawdę. W wykresach zgonów tych „cichych” ofiar największą frakcję mają powody… medialne.

Tak w ogóle to się zastanawiałem, jak to jest z tą śmiercią w dzisiejszych czasach? Otóż wychodzi na to, że śmierć jest kwestią medialną. No bo popatrzcie: codziennie spada sześć IŁ-ów, dodatkowo, ponad średnią. Z przyczyn zawinionych. Ale jak spadnie JEDEN w realu, to wszystkie stacje światowe o tym trąbią. Bo przyczyna była nagła? Ale u „naszych” wirtualnych IŁ-ów też. Bo to katastrofa, błąd ludzki, dramaty? A wśród tych 1.200 dodatkowych dziennie, to co?

Ale umieranie w samotności w szpitalu to żaden przecież news, no chyba, że trzeba pokazać kogoś pod respiratorem (przypomnę 3% wzrostu zgonów) to tak. Śmierć powszednia, pospolita, zawiniona przez anonimowy system to żadne story, trudno tłumaczyć jakieś zawiłości, korelację danych. W rezultacie tego przemilczania ten efekt rozpływa się na zindywidualizowane tragedie, sprowadzone do jednej rodziny, jednego pogrzebu. A to, że to idzie w dziesiątki tysięcy (mamy już prawie 25.000 ponadnormatywnych zgonów niekowidowych i jak tak dalej pójdzie to dojdziemy przed Świętami na do 50) to już nikogo (w mediach) nie interesuje.

Paweł Klimczewski mówi, że jest porażony tymi danymi. Jest głosem wołającego na puszczy, otoczony i atakowany przez kowidowych akolitów. Postanowił zacząć akcję polegającą na tym, że codziennie o 20.00 zapala w oknie świeczkę. Ku pamięci tych ofiar i ku przebudzeniu się ludzi, którym pomieszały się priorytety. Codziennie sześć IŁ-ów. W poniedziałek, wtorek, środę, czwartek… Bum! Bum! Bum! Bum! Bum! Bum! I jutro od nowa: bum!…. Dla większych wrażliwców proponuje pomnożyć te sześć IŁ-ów przez dwa. Wtedy wyjdą nam Tupolewy pod Smoleńskiem. Dwanaście. Dziennie.

Jeśli wieczorną porą zobaczycie takie światełko w oknie gdzieś w Warszawie, gdzieś koło Nowolipek to wiedzcie, że jest i był ktoś, kto pamięta o ofiarach. Czasem lepiej zapalić taką świeczkę niż włączyć telewizor, z którego wypływają strachy medialnych obłudników we wzajemnie nakręcającej się spirali paniki i śmierci. Jeśli zobaczycie drugie takie światełko koło ronda ONZ, to wiedzcie, że się przyłączyłem.

PS. 12 października odszedł w samotności poeta Jerzy Gontarski. Jego ostatnie słowa dedykuję mediom: „Jestem chory. Nikt mi nie chce pomóc. Pogotowie nie. Przychodnie nie. Załamałem się„.

Aha, chciałem dodać, że nie miał koronawirusa…

Przypomniał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

3 thoughts on “25.11. Kiedy jeszcze staliśmy na krawędzi lejka

  1. Panie Jerzy, całe szczęście że już Pan kończy te wspomnienia, nudnawo było. Mistrzostwa świata w Katarze, opaski, gesty niemieckiego pozdrowienia, przesłuchy o cenach gazu uzależnionych od dochodów, strefa czystego transportu w całym Krakowie, niemieckie Patrioty, brak prądu na Ukrainie – może teraz coś o tym?

    1. Z tym Krakowem to dosyć ciekawa sytaucja:
      https://motoryzacja.interia.pl/raporty/raport-polskie-drogi/wiadomosci/news-krakow-obejmie-strefa-cale-miasto-niemal-nikt-na-swiecie-teg,nId,6431207

      Wynika z tego, że miasto nie konsultowało to z mieszkańcami, ale tzw. konsultacje były zrobione tak jak PIS robi takowe. Dla picu zapyta kilku urzędników czy są za: ci powiedzą, że TAK, i uchwała jest przyjmowana.
      Dlatego wydaje mi się, że takie decyzje, tak drastycznie ograniczające mieszkańców, biznes a i same miasto(przypomnę, że urzędy miejskie tez pod to wpadają i muszą wymieć flotę, a to sa miliony zł do wydania) powinny być poddane w drodze jakiegoś referendum głosowaniu czy mieszkańcy są za. Podać to co będzie się dobrego działo, ale też złego. Warto przypomnieć, że jesli firmy komunikacyjne nie wymienią swojej floty busów, nie wjada do miasta, a że nie wymianą to pewne. Nowy autobus to koszt kilkuset tysięcy zł. A te firmy właśnie dlatego istnieją bo są tanie i jeżdżą tanimi busami. Sparaliżuje to komunikację lokalną, nie dojada do miasta studenci, uczniowie, ale też pracownicy. Ale to jeszcze Pikuś. Niemal cały sprzęt trasnportowy dziś nie spełni w przyszłości tych norm, a za tym sparaliżuje np. budowy, dostawy towarów i obsługę, chyba, że będzie wyjątek dla sprzętu budowlanego. Kto zapłaci tym firmom za wymianę sprzętu? UM nie podał. Jest też ciekawy wyjątek dotyczący tego, że osoby starsze chyba po 75 roku życia nie będą musiały wymieniać. No wiec teraz wnuczki będą rejestrować auta na babcie i dziadków i nimi ostentacyjnie jeździć. No bo tak. młodego kierowcę nie stać na auto, kupuje starsze, nie spełniające norm, a jesli nie będzie nim jeździć, cóż. Zarejestruje na babcie. Ja rozumiem dbanie o czyste powietrze. jestem jak najbarzd9ej za, ale jesli radni tak odgórnie zakazują czegoś ludziom, warto by wzięli na klatę wszelkie obciążenia. Moim zdaniem miasto powinno pokryć ludziom wymianę aut, mieszkańcy Krakowa powinni mieć podniesione podatki lokalne by to opłacić te wymiany. Bo to nie jest tak, ze radni puszczą bąka, a potem reszta to musi wąchać. Mieszkańcy zagłosowali na swoich włodarzy, teraz musza ponieść koszty ich pomysłów. To byłoby najuczciwsze. Dodam jeszcze, że Kraków już testował pomysł na SCT na Kazimierzu. Pomysł całkowicie się nie udał, a kompromitacja była tym większa, że sama idea, choć słuszna, ma sporo wad, których nowy pomysł na rozszerzenie SCT nie wyeliminował.

  2. Nigdy dość przypominania i pamiętania o setkach tysiecy niewinnych ofiar covidowych rządowo-bigpharmowych ludobójców!
    Nigdy nie zapomnimy o masowych mordercach z PiS, opozycji, przekaziorów i bigpharmowych ” sanitarystycznych stajni.
    Nie będzie przebaczenia!
    Nie utoną, masowi skorumpowani ludobójcy!
    Ch.. tam z mundialem! Moj ojciec, zabity wsrod tych 97 procent, juz i tak go nie obejrzy. Ch. z pradem czy gazem! Moja Matka, skazana na śmierć przez pierwszy lokdaun, i tak już go nie włączy.
    Te bezkarne (do czasu!) sq..ny utlukły ponad 400 razy !!! wiecej Polaków, tych ich niekowidowych ofiar, niż Spawacz i jego junta przez 9 lat!!!
    Nazwiska wszystkich skorumpowanych bezwzglednych masowych covidowych morderców bedą wiecznie pamietane. Jak nazwisko Berii czy Eichmanna!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: