3.08. Wszyscy jesteśmy kowidianami

3 sierpnia, dzień 884.

Wpis nr 873

zakażeń/zgonów

4.479/16

No, ja już nie mogę. Niby temat kowidowy w zaniku, a tu ultrasi podnoszą poprzeczkę. Tak to jest – wedle klasyków komunizmu w miarę postępów zwycięstwa przodującego ustroju walka klasowa się zaostrza. To ogólna reguła, którą trzeba czytać dialektycznie. Bo klasykom chodziło o coś odwrotnego. Ich teza dowodzi, że mamy do czynienia z sytuacją, gdzie w miarę zwycięstwa „nie idzie de facto”, bo postępowy ruch żyje z samego ruchu, zaś pokonanie wszelkich przeszkód jest dla niego zabójcze – eliminacja wroga pozbawia ostatecznego uzasadnienia, bo po wyeliminowaniu ostatnich przeszkód staję się na golasa wobec konieczności realizacji własnego programu. A takiego nie ma, bo wszystko zasadzało się na walce ze starym.

Tak i teraz kowidoentuzjaści. Wirus znika (medialnie), głównie z rejonów, gdzie był najważniejszy, czyli ludzkiej świadomości poganianej stymulowanym strachem. W sensie epidemiologicznym odnieśliśmy sukces, ogłoszono, że podchodzimy doń jak do innych infekcji. Czyli zwycięstwo, bo o cóż innego nam chodziło? Przecież było wiadomo, że jak się wirus pojawił to nie zniknie (chyba, że wierzymy w religię COVIS-Zero), trzeba było go tylko zagonić do konta z grypami sezonowymi.

Ale wedle powyższej reguły ta sytuacja zaostrza walkę, z tym, że już nie klasową, ale sanitarystyczną. Akolici biją na alarm, co prawda ciężko im mówić, że to wszystko przez płaskoziemnych antyszczepionkowców, bo niby wygraliśmy, znika wróg, co go nie było, choć czaił się wszędzie. I, jak komuniści, stajemy z własnymi prawdami naprzeciwko siebie na golasa. I co widać? Pustkę? Mamy bowiem do czynienia z ciągnięciem na siłę przyczyn, dla których to wszystko się działo, choćby przeczyła temu, nawet nasza własna, logika.

No, bo co ja mam myśleć na przykład o takim naukowym podejściu takiego doktora Sutkowskiego, który, gdyby było stanowisko Głównego Sanitarysty Kraju, powinien je objąć niezwłocznie, o co biedaczek się stara od początku (może mu ktoś powie, że nie ma takiego stanowiska i się uspokoi?). Co prawda dotyczy to Delty, a więc czasów zamierzchłych, ale podstępny Omikron dzisiejszy jest jeszcze bardziej skąpy objawowo:

No przecież kwestia bezobjawowych została już naukowo wyjaśniona i pan doktor gada banialuki. Po co leczyć chorobę, która nie ma objawów? Co ma zrobić zdrowy człowiek? Z takimi „objawami” od razu kłaść się do łóżka czy pędzić do punktu testów? Ale przecież lekarze (jeszcze) mają rekomendację od państwa, żeby testować tylko objawowych. To jak jest? Co zrobić z tą wiedzą niedoszłego Sanitarysty Kraju? Takie wieści mają jedynie znaczenie psychologiczne, służą do straszenia szczerbatych dzieci sucharami. I – przypominam – jesteśmy z tymi wszystkimi bzdurami w obszarze (deklarowanej) medycyny opartej na nauce. I to ja jestem zabobonnym foliarzem, piszącym tu te oczywistości.

Wiadomo już wszem i wobec, że bezobjawowi chorzy chorowali w zasadzie tylko na fałszywie pozytywne testy. Nie zakażali, nie chorowali. Czasami taki wynik powodował, że z objawami prawdziwych chorób, a nie tych kowidowych, lądowali w szpitalu jednak na oddziale kowidowym, po czym umierali na choroby prawdziwe. Tak samo było na poziomie teleporad. Na co i czym leczono chorych zamkniętych w domach, odciętych od diagnozy? Jeżeli nie mieli kowida? Jak im się popsuło ciśnienie, oko, czy nerka? Hę, panie doktorze?

Poszliśmy dalej. Otóż nie tylko masz i nie wiesz, dopóki się nie przetestujesz. Teraz masz kowida nawet jak się przetestujesz i dowiesz się, że nie masz. Masz i tak.  Mamy tu do czynienie z medycyną opartą na przekonaniach. I to jest mili państwo lipiec 2022, nie jakieś tam gusła z początków pandemii, kiedy każda bzdura wchodziła na miętko. Eksperci piszą, że jak masz przekonanie, że masz kowida, to znaczy, że masz. Do płynnej płciowości doszła płynna zdrowotność. Co tam testy. Ba, jak masz przekonanie, to możesz się testować n-razy (są takie masochistyczne przypadki), aż dopniesz swego. Co to musi być za ulga, jak go wreszcie dopadniesz u siebie… Tyle życia w niepewności, a tu – cyk. I jest pewność. I uwaga – znowu nauki medyczne to potwierdzają i to ja jestem płaskoziemcą.

Eksperyment się udał z tym kowidem. Ale są granice absurdu. Wiem, ze jest wielu ludzi i wiele interesów, by to trwało w nieskończoność. Ale utrzymywanie tego w stanie takiej rozbieżności z logiką wymaga jej kompletnego zaprzeczenia. Stąd te wszystkie fikołki. Może to i by było zabawne tak to obserwować, ale człowiek widzi parę rzeczy przykrych. Pierwsza to taka, że mają cię jednak za debila, druga, że jednak jest na to jakieś zapotrzebowanie, bo nikt by nie mówił takich głupot, gdyby nikt ich nie słuchał. Trzeci aspekt jest najsmutniejszy – powoli to wszystko jedno czy i co mówią, bo jak będą chcieli, to i tak wprowadzą co chcą.

Zwycięstwo dęte się zbliża, walka sanitarystyczna się zaostrza i wymaga włożenia kowida wszędzie i wszystkim. Stąd próby włożenia w głowy, że „wszyscy jesteśmy kowidianami”. To dobrze, bo jak dowodzi historia, tego rodzaju wzmożenie to łabędzi śpiew sprawy. I tak trzymać kochani.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.   

10 thoughts on “3.08. Wszyscy jesteśmy kowidianami

  1. Zdecydowanie w na wiosnę 2020 takich bzdur i rożnych „newsów z du..y” nie było. Naukowcy trzymali język za zębami, a lekarze gadali raczej dyrdymały o dbaniu o zdrowiu, zdrowym odżywianiu, ćwiczeniach organizmu i takie tam rzeczy.

  2. „ Pierwsza to taka, że mają cię jednak za debila, druga, że jednak jest na to jakieś zapotrzebowanie, bo nikt by nie mówił takich głupot, gdyby nikt ich nie słuchał.”
    Teksty typu „wirus jest już w odwrocie, idźcie głosować” nie biorą się z d*py.
    I gdzie się podział Pierwszy Kowidianin Rzeczypospolitej? Dlaczego nie podaje „naukowych badań”, by zaprzeczyć tezom Autora?

  3. Tak działa ewolucja. Najpierw pandemia wymagała, aby choroba była objęła cały świat i odznaczała się wysoką śmiertelnością. W 2009 roku WHO zmieniła definicję, wystarczyło szybkie rozprzestrzenianie się choroby. Teraz majstrujemy przy samej definicji choroby. Może być słabo- lub bezobjawowa.
    Czekam, kiedy choroba stanie się bezobjawowa i niewykrywana testami, a nikt nie zaprotestuje. Rozum umrze po cichu.

    1. Ustalmy od razu – kto nie jest zaszczepiony ten formalnie NIE ŻYJE 🙂 I w takim razie nie może pójść do pracy, nie może mieć konta w banku, nie może być zameldowany… nie może nic. No bo jak? Bez szczepienia nie ma życia! 🙂 🙂 🙂

      1. To ja tak chcę! Nawet od jutra. I nie płaci żadnych podatków, parapodatków oraz składek, a pracuje wyłącznie na WOLNYM rynku, czyli absolutnie na czarno. A kupuje też na czarno wszystko, czego potrzebuje.
        Jestem dziwnie przekonany, że gdyby w ten system weszli wszyscy polscy niezaszczepieni, po krótkim okresie chaosu, weszliby w standard życia znacznie wyższy niż mają go dziś.

        1. niby tak, ale skoro nie żyjesz, to Twoje mieszkanie jest w majestacie prawa oddawane w dziedziczenie komuś tam z rodziny… żeby pracować na czarno też musisz mieć jakiś dowód osobisty, adres zamieszkania (żeby być jako tako wiarygodny dla pracodawcy), prawo jazdy, itd… zresztą samochód też odziedziczą spadkobiercy, bo nie żyjesz 🙂

          1. najciekawsze byłoby, gdybym po okresie formalnego bycia nieboszczykiem w końcu po jakimś czasie się zaszczepił… Jak to odnotują w papierach? Ale wg co widać obecnie wśród profesorów to nie będą mieli z tym żadnego problemu – (no tak… pan W. nie żył, ale od wczoraj już żyje… czego pan redaktor nie rozumie?)

          2. Eee tam, „we Ameryce” znajomy znajomej siedzi już ponad dwadzieścia lat jako nielegalny imigrant i co lepsze od owych lat ma firmę budowlaną, konto w banku, kartę kredytową. I cały czas jest nielegalnym.

        2. Ale pytanie, jak będzie Cię traktować państwo. Czy jak wyjdziesz, to zostaniesz uznany za zombie i zlikwidowany? Czy aresztowany i utylizowany jako żyjący umarlak? Spalą Cię potem w piecach krematoryjnych no bo nie zyjesz, a funkcjonujesz? Ciekawe by to było.
          A propos zdrowia i życia: Jeśli ktoś ma dostęp do Netflixa to jest tam taka seria dokumentalna: „Człowiek od środka”. Polecam odcinek 4 o układzie odpornościowym. Mówią tam o kuzynie Covida-19 Eboli. No jak on by nas dopadł, to ja bym naprawdę nie wychodził z domu i zatykał okna słomą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: