3.09. Idzie konfrontacja

3 września, dzień 550.

Wpis nr 439

zakażeń/zgonów

2.889.773/75.372

Idą chwile prawdy, czyli dochodzimy do progu konfrontacji. Nóż obostrzeń, wchodzący w tkankę społeczną, na razie posuwa się dość bezkarnie, Polacy raczej nie protestują – fakt, że gdy się popatrzy na inne kraje to u nas właściwie laba jest. Na razie. Ja już pisałem (w Do Rzeczy) o sanitarystycznej ustawie, która krąży po sejmie, teraz mamy nowe kwiatki. No właśnie – to pierwszy ciekawy aspekt – chodzi o legalizm poczynań władzy. To jasne, że żyjemy w prawnej próżni, bo nie można robić takich jazd z prawami i wolnościami bez ogłoszenia stanu klęski żywiołowej i bez odpowiedniej ustawy, z której wynikałyby następnie rozporządzenia. Tak i teraz: najnowsze plany rządu wcale nie muszą przechodzić przez parlament, bo mogą być, tak jak dotychczasowe, wprowadzane na drodze rozporządzeń, bez żadnej debaty.

Ale z kim tu debatować? W parlamencie wszystkie siły (oprócz Konfederacji, która na swym rozsądku zbiera punkty) prześcigają się w sanitaryzmie, nawet opozycja zarzuca władzy, że za mało się stara, a prezydent Duda, to w ogóle foliarz, bo powiedział, że jest przeciwny obowiązkowi szczepień, choć ich zwolenników w formie otwartej deklaracji można wśród polityków policzyć na palcach jednej dłoni zaciśniętej na strzykawce. Cała gra nie odbywa się wokół przymusu szczepień, ale stworzenia uciążliwości dla niezaszczepionych w takim stopniu, że ci sami i to w formie wymuszonej dobrowolności poddadzą się szczepieniu. Wykorzystywane tu są mechanizmy samoobsługowego pilnowania się, napuszczania jednych na drugich.

Czekają nas ostatnio dwa nowe rozwiązania. Pierwsze to takie, że pracodawca może niezaszczepionego pracownika przesunąć na inne stanowisko i/lub odesłać na bezpłatny urlop. Nawet nie chce mi się tu zajmować kwestią w jaki to możliwy sposób pracodawca miałby wejść w posiadanie informacji de facto o prywatnych sprawach pracownika, do jakich należy stan jego zdrowia czy kuracje jakim się poddaje. To pierwszy aspekt napuszczani jednych na drugich. Dajemy pracodawcy niebywały zakres władzy nad pracownikiem i jego własne prawo do decydowania o jego losie. Po drugie – chciałem nieśmiało zauważyć, iż posiadamy w Polsce dość nieźle rozwinięte związki zawodowe. Zwłaszcza „Solidarność” to spore zaplecze politycznego poparcia obecnego rządu? Co w tej sprawie powiedzą, co powie Duda Mniejszy? Co na to Prawo Pracy i wzajemne świadczenia wynikające z relacji pracownik-pracodawca zawartych w umowie o pracę? To jak? Będą brać głodem? W dodatku w Polsce, gdzie brakuje rąk do pracy? Sprawę załatwią importowani, zaszczepieni Ukraińcy? Żarty. Ja z chęcią popatrzę na pracodawców, którzy chcieliby skorzystać z takiego zakresu władzy nad pracownikiem-niewolnikiem. Podejrzewam spory ruch stygmatyzujący takowych wyrywnych. Sam bym to zrobił.

Drugi pomysł to knajpy – znowu z samoobsługą Polaków wobec egzekwowania „dobrowolnego przymusu szczepień”. Tym razem już nie z sankcją, że ktoś może po niego sięgnąć, ale teraz będzie musiał. Otóż ma być tak, że jeżeli restaurator będzie obsługiwał w swoim lokalu nieszczepionych, to grozi mu za to lockdown. Teraz to już jasne jak w biały dzień o co chodzi – lockdown nie ma mieć znaczenia epidemiologicznego, ale wyłącznie restrykcyjne. Tacy niewpuszczeni przecież w Biedronce (jeszcze) nie zagrażają nikomu, ale w knajpie obok już tak. Jak już pisałem – epidemia zeszła już na drugi plan (również statystycznie), dziś numer jeden nie jest już wirus, ale szczepionka i temu jest podporządkowane wszystko. To obustronny szantaż, który ma spowodować, że obie poszkodowane przecież strony (restaurator i klient) będą napuszczone na siebie.

No dobra, ale jak to wyegzekwować? Popatrzmy na taką Francję, z której wzorców skorzystać chce nasz kraj. Tam sprawa się rozegrała prosto. Francuzi, dla których knajpka to w dodatku coś o wiele bardziej ważnego niż dla Polaków, przychodzą pod lokal z własnymi stolikami i stawiają je na chodniku obok knajpianych, a kelner „sprzedaje na wynos”. Wokół kręcą się dość bezradnie policjanci. W Polsce kultura przesiadywania w knajpach dopiero się rodziła i taki cios jak półtoraroczne wożenie się od ściany do ściany z zabawą w zamykamy-otwieramy i tak już nadwątliły tę delikatną tkankę. Teraz restaurator, ten ocalały rzecz jasna, będzie wrogiem własnego klienta, na którego czekał przecież długo.

Ja poczekam na stanowisko w tej sprawie głównych aktorów tego dramatu. Związków pracodawców, prawników od prawa pracy, całego ministerstwa zajmującego się tym zagadnieniem, związków zawodowych, instytucji konsumenckich, Kościoła, wreszcie – konstytucjonalistów. Ci ostatni interesują mnie w kowidzie szczególnie. Wszędzie latają z plakatami o konstytucji, zaś jej codziennego łamania jakoś nie zauważają.

Władza wyraźnie testuje. To znaczy puszcza info o obostrzeniach i zaraz bada opinię publiczną czy to przejdzie. Tak samo i teraz. Wcześniej wypuszczono na wabia, iż jest policzone na IV falę na połowę sieprnia. To, że jej nie ma to nie zasługa walki z epidemią, bo ta akurato poszała sobie, jak ludzie zdjęli maski i siedli na przeciwko siebie w knajpach. To, że jeszcze nie mamy tej fali to znaczy, że ją zapowiedziano, a wyniki badań opinii publicznej „na okoliczność” wykazały, że nie bardzo się ten pomysł podoba. Tuszę, że tak będzie i w tym wypadku. Oba pomysły będą teraz badane i chyba wiecie co macie powiedzieć jak zadzwoni ankieter. I, da Bóg, rozejdzie się to wszystko po kościach. Jak nie, to znaczy, że albo się boimy poza granice instyntu samozachowawczego, albo władza pójdzie na rympał.

Na świecie, równolegle z obostrzeniami, mamy nową falę, ale zamieszek, w dodatku przemilczanych solidarnie przez światowe media. Społeczeństwa nie bez walki oddają swoją wolność. Francuzi może i zginą za prawo do knajpianego rogalika i kawusi na śniadanie. Polacy raczej nie. Ale czy damy się wkopać w głodowanie na bezpłatnym urlopie, bo tak zachciał pan kierownik? Wątpię, choć Polacy mnie swoją biernością w tym względzie coraz bardziej zaskakują. Kiedyś byliśmy najbardziej bojowym barakiem w obozie. Teraz jesteśmy inni. Po pierwsze – zatomizowani swoim strachem, po drugie – nie mamy chyba zbyt wygórowanych oczekiwań w stosunku do wolności własnej. A to oznacza, że dostaliśmy ją ponad własną miarę. Dostaliśmy, a nie wywalczyliśmy.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.     

13 thoughts on “3.09. Idzie konfrontacja

  1. Do mnie nigdy nikt nie zadzwonił, ci ankieterzy to raczej mają swoich „zawodowych” respondentów i dzwonią do takich, po których wyjdzie zamówiony wynik sondażu.

    1. W każdym nieszczęsnym bantustanie wszystkie wyniki wszelakich sondaży ,łącznie z wynikami wyborów idą według zasady ” a ile ma być ” .Ważne kto liczy. To już mówił klasyk zbawca i pan narodów , słońce wszechświata Stalin.
      Znałem takiego co robił wywiady i relacje ” naoczne ” z budki telefonicznej w innej okolicy niż zdarzenie .To popularna metoda zachodnich relacji na „żywo ” , Zależy od poleceń i skorumpowania dziennikarzy i mediów .U nas też.
      Młodemu pokoleniu trzeba przypomnieć jak się gotuje czerninę z kaczego kupra .Osobiście się tej zupy brzydzę ,ale jak mus i bieda ,to i dorodnym wypasionym kaczorkiem nie pogardzę .
      Zamiast armii wojaków ,mamy armię suto opłacanych klechów, kapelanów-generałów i innych cudaków, to do roboty i odprawiać egzorcyzmy nad swoim płatnikiem ,gonić diabłów w Sejmie i po kraju. Chyba ,że to ich koledzy po kądzieli i sutannie .
      Od początku tej hucpy zastanawiam się co by zrobił stary Morawiecki ,gdyby ożył i zobaczył swojego harcownika Mateuszka . Wyklął by go do 10 pokolenia ,czy od razu wybatożył na środku chlewu zwanego Sejmem ,a może pogłaskał po spracowanej główce -tak trzymaj synu a Jahwe cię ozłoci.
      Na razie ludność jest jeszcze okadzona ,złudnym polepszeniem swojego losu, podświadomie chce też zażyć trochę światowego luzu, wygody ,socjalu, Bo kiedy jak nie teraz .Dają to znaczy ,że mają skąd .Reszta nas nie interesuje. Po nas potop. To już było i się z hukiem zawaliło.
      Piłsudski wykrzykiwał na swoich orłów ,że wam to kury szczać prowadzać ,a nie polityką zajmować .Obecni są nawet 100x głupsi od międzywojennych kolegów i nawet by już tych kur nie umieli wyprowadzać na szczanie .
      Takie to popłuczyny postkomunistyczne rozleniwione i rozzuchwalone bezkarnością, chcą urządzać nam piekło w Polsce .

    2. Tak właśnie jest. A z ankietami „w locie” czyli zbieranymi poprzez zaczepianie ludzi na ulicy jest jeszcze gorzej: te są tworzone w zaciszu domowym ankieterów (no bo kto to sprawdzi?).

  2. Polakom (i nie tylko) generalnie mało się chce, samoorganizacja społeczna to nasza pięta achillesowa. Jak zabierają wolność, zamykają się we własnych kapsułach i biorą na przeczekanie. Jedynie czasem coś się ulewa. tak jest przy covidzie, tak też zachowujemy się wobec nadchodzącego jak walec totalitaryzmu lewackiego.

    Jako przykład, kiedyś Francja wprowadziła ideologiczne programy do przedszkoli. Paryskie społeczności żydowska i muzułmańska natychmiast zareagowały, organizując przedszkola pod własną kontrolą – przecież wychowanie dzieci to chyba najważniejszy element ciągłości narodu. Katolikom zmiany pozostały obojętne.

  3. Polacy już w 2015 roku oddali część wolności za 500+, 600+ i inne plusy. Dziś lepiej NIE pracować niźli pracować. Cóż zatem innego się dzieje ? Nic pond to co już mamy. Obecna narodowo socjalistyczna władza lubi szarpać ludzi za mankiety i dawać im „poczucie” wolności rodem z opowiadań Kawki albo książek Orwella. Wiec nie powinno nikogo dziwić obecny stan. Władza od lat zachowuje się nieporadnie, jak słoń w składzie porcelany, gdzie się nie obróci to coś spieprzy.
    Co do konstytucjonalistów to nie mogą się wypowiedzieć póki nie będzie konkretnej ustawy lub, o zgrozo, rozporządzenia. A tej nie ma. Pomysły, jak pierdy, puszczane są to tu, to tam, przez naczelnika i jego podnóżki. Tu się zgadzam, ze władza puszcza je b yzbadać reakcje. Jeśli będzie zła, znika, jeśli bez reakcji, to jest wprowadzana z całą stanowczością, nawet po za systemem parlamentarnym, jak np obecny stan wyjątkowy na wschodnich rubieżach. Ciekawi mnie po co jeszcze obecna władza utrzymuje parlament? Przecież większość WAŻNYCH praw i tak przepycha w ten sposób. Więc Sejm jest już raczej swego rodzaju klubu na pogaduchy. Nic nie dzieje się w nim ważnego. Został sprowadzony do tej roli przez obecną władzę. Choć poprzednicy też pewnie mają na sumieniu pewne rzeczy( słynna parlamentarna zamrażarka). Niemniej obecny etap działania państwa nie powinien być zaskoczeniem. tego 20 mln Polaków chciało. Poprali w ostatnich wyborach PAD. No to mają co chcieli.

    1. Masz Pan kupę racji w tym ustępie. Ale poważnie: nic dodać, nic ująć. Zastanawia mnie tylko sprawa poparcia dla PISuara – rozumiem, że ostatnie zagrywki przy wschodniej granicy podbiły im sporo wyniki, ale co będzie, kiedy rozzuchwaleni tym wprowadzą w życie swoje pomysły z obostrzeniami? czy przypadkiem połowa z tych 20 mln się nie obudzi ( co daj Boże, amen).

  4. A tak w ogóle, to jakiś czas temu pisaliśmy o barach na kółkach. Dobre jest też rozwiązanie, jak na ilustracji (podobno otworzyła kawiarnię wyłącznie dla nieszczepionych, pewna pani gdzieś w Australii). Parę dni temu przemknęła mi informacja o pomyśle wprowadzenia zakazu wstępu niezaszczepionym na stacje paliw; pomysł , wart co najmniej Nobla (albo raczej skobla) – niezaszczepieni za karę mają jeździć komunikacja zbiorową – no i przecież obowiązkowo zarażać zaszczepionych pasażerów (a może przy okazji uzasadni się konieczność kolejnych dawek?). Wczoraj w oficjalnych mediach(!): w Izraelu 59% nowych zachorowań, to zaszczepieni. Co do światłych pomysłów różnych pajaców, to cóż, znowu będzie jak dotąd: sądy będą uchylać wszelkie nałożone kary.

  5. W moim pokoleniu, urodzonych w latach 80-tych, nikt nie martwi się pandemią tylko czy uda mu się spłacić bieżącą ratę kredytu przy tak szybko rosnących cenach. Myśmy sprzedali naszą wolność za niskie stopy procentowe, ale nikt nam nie mówił, że chleb będzie po 5 złotych!

  6. Dyktatura ciemniaków testuje. Zgoda.
    Ale przecież wiadomo, że te cyrki prawne z ujawnianiem, wysyłaniem na bezpłatny itd zostaną jakby co nieodwołalnie uwalone w pierwszym procesie.
    A że te z d… brane (bo przecież nie z głowy, nie ma AŻ takich idiotów na świecie!) pomysly segregacyjne uderzają głównie w (coraz bardziej wkurzony i tym samym BYŁY elektorat PiS, to też każdy widzi. Ja tam w razie jakiejkolwiek akcji niekonstytucyjnej w pracy z miejsca idę do sądu, ,zgłaszam do GIODO, uruchamiam adwokata, a przede wszystkim – kupuję smołę i pierze. I myślę, że takich jak ja będzie wystarczająco, by tych rządowych bandytów uspokoić.
    I oni o tym doskonale wiedzą. Testują, ok. Ale po co Polacy mają ich gonić i się wzbudzać niepotrzebnie PRZED faktem? Pogonią PO fakcie. Za to definitywnie.
    To tak jak z tym szczepieniem w szkołach. Moja corka juz też wie, co ma odpowiedzieć na polecenie:
    -„kto się zaszczepił, ręka w górę”.
    No cóż. Chcącemu nie dzieje się krzywda. Zatem bandytom od akwizycji covidowej – bandycki koniec!
    (A na drzewach zamiast liści będą wisieć sanitaryści-naziści).
    I tyle.

  7. Co bardziej trzepnięci kalendarzem pamiętają peerelowską legendę o tym jak złe imperialistyczne siły zrzucały na proletariackie pola ziemniaczane niejaką stonkę. Dekady potem odkrywam operację Spinacz i to co stało się z boreliozą na amerykańskiej wyspie Plum. Zacząłem inaczej patrzeć na stonkę. Potem doszedł HIV, ebola, zika, szalone krowy, ptasie grypy i świńskie…i oczywiście „zespól niespokojnych nóg”. Gdy patrzę na zaorane, przez wojskowe samoloty, niebo nie widzę internetowego spisku ale celowe działanie. Może „zasiewają chmury” nie tylko jodkami srebra?
    A może szczególne zmiany naszych zachowań leżą w naszej diecie? Oto NAGLE wszystkim brakuje witaminy D. Podobno to nasza szerokość geograficzna? Jak z brakiem witaminy radził sobie zatem Gomułka? Piłsudski?… że o Mieszku I nie wspomnę…
    Taki szczegół. Za PRLu mąka była jodowana obecnie KAŻDA jest bromowana.
    Każdy produkt mleczny jest UHTowany, pasteryzowany. Takie drobne nic ale czy nie jest prawdą ,że jesteśmy tym co jemy?
    Jakie by źródła nie były, nie wierzę w przypadkowość naszego polskiego marazmu.
    Może po prostu mamy ZA DUŻE TELEWIZORY?

    Ku pokrzepieniu serca i wątroby , łikędowo, przesyłam tę oto sesję Rady Miejskiej.
    Miło się słucha. Z nadzieją.
    https://nczas.com/2021/09/03/sesja-rady-miejskiej-inna-niz-wszystkie-rozmowa-radnych-o-szczepieniach-bez-cenzury-i-gryzienia-sie-w-jezyk-video/

  8. W naszym narodzie zawsze dominowało poczucie wolności sprywatyzowanej, a granice swobody wyznaczały cztery ściany rodzinnego przypiecka. Dlatego nie było masowego buntu przeciw „narodowej kwarantannie”. Bo jesteśmy rozpolitykowani, ale mało polityczni. Narzekania na „rząd” ograniczają się do dyskusji przy familijnym stole lub grillu, ale wyjście na ulicę, do obcych nam ludzi, w świat, wymaga pielęgnowanych więzi społecznych, wyrobionej świadomości, kultury obywatelskiej i odwagi. Pod tym względem daleko nam do Francuzów, Włochów czy Anglików. Naigrywamy się z francuskich protestów o „knajpki” zapominając, że w każdym rozwiniętym społeczeństwie to właśnie wspólne przestrzenie i miejsca publiczne stanowiły o jego kondycji politycznej. Zamknięto miejsca spotkań i życia ludzkich wspólnot, co dostrzegają z oburzeniem Francuzi, Hiszpanie czy Włosi, ale już nie Polacy, dla których wolność kojarzy się z domowym gospodarstwem, albo historycznym wspomnieniem zrywów narodowych, najczęściej zresztą zakończonych fiaskiem. Dlatego Polska, jakby znowu uśpiona przez „chochoła”, kontrastuje dzisiaj ze wzburzonym i dzielącym się wewnętrznie Zachodem. Zabrakło autorytetu politycznego i moralnego, który pociągnąłby nasze pogrążone w letargu masy do wyjścia ze złudnej strefy komfortu. Większa część inteligencji jest ponurą parodią samej siebie, podobnie, jak dawny azyl wolności – Kościół, który łatwo i szybko skapitulował przed sanitaryzmem, a potem z premedytacją złożył pod nim swój podpis. Niepokornym pozostał próżny internetowy „Hyde Park” i dalsza ucieczka do wewnątrz, do domowej twierdzy, do beznadziejnej, usypiającej defensywy.

    Rządzenie tak zatomizowanymi masami jest obrzydliwie łatwe. Wystarczy kilka pacyfikujących wypowiedzi urzędników, polityków, „niezależnych” dziennikarzy, czy wszechmocnych ekspertów medycznych. Oburzamy się i obawiamy, gdy nas straszą, ale wierzymy im, jak baranki, gdy mówią, że nie będą kłuli przymusowo ani wypalali numerów, że nie będzie bolało, bo podamy wam, drodzy rodacy, znieczulenie lub zachętę. Zatem nie bójcie się, nie będzie tu drugiej Australii, ani Francji, śpijcie sobie dalej, nieboraczki. Stąd naiwne, uspokajające oczekiwanie, że „da Bóg, rozejdzie się to wszystko po kościach”. Niestety, nie rozejdzie się, ponieważ nasz tzw. „rząd” nie jest suwerennym podmiotem w decyzjach dotyczących globalnej strategii walki z „pandemią”. Modyfikacje tej strategii wynikają z potrzeby dostosowania jej do naszej „domisiowej” kultury politycznej, aby społeczeństwo nie dostrzegło w porę odebranych mu swobód, ani budowanego etapami totalitaryzmu. Jak wiadomo, tylko zło rozpoznane i zdemaskowane można obezwładnić. Ale nie liczmy na zrozumienie dla nastrojów opinii publicznej czy efekt wyborów. „Demokracja” w dotychczasowym kształcie bezpowrotnie się skończyła, a zamaskowane oblicze naszych „elit” pozostawiło po niej najwyżej dekorację, miraż dla naiwnych. Niepoważne jest więc oczekiwanie, że uratuje nas jakaś „wojna na górze”. A Bóg, ani nikt inny, niczego nam nie da, jeśli sami nie udowodnimy przed sobą, że jesteśmy warci wolności i gotowi o nią walczyć.

    A przecież nie jesteśmy i nigdy nie byliśmy bezsilni. Co najmniej połowa naszego narodu, to ludzie myślący, lub potencjalnie gotowi otworzyć oczy na prawdę. Ludzie, którzy potrafią dostrzec, że prawda jest jedyną drogą do wolności, gdy ujrzą, że tysiące innych gotowych jest poświęcić własne poczucie bezpieczeństwa, wygody, zaryzykować utratę pracy, a nawet zdrowie i życie, dla wartości wyższych, niż stałe wynagrodzenie, udane zakupy i wczasy zagraniczne. Potrzeba przykładów, które by biły w oczy ślepców, dając świadectwo odwagi cywilnej i woli do okazania obywatelskiego nieposłuszeństwa. Aby to zrobić, musimy zdawać sobie sprawę, że znajdujemy się na globalnym zakręcie dziejów, który wymaga od nas uwagi, myślenia i odważnego działania we współpracy z naszymi sąsiadami, wspólnotami, organizacjami społecznymi, a być może także z ludźmi spoza naszego kraju, uwięzionymi w swoich „narodowych” obozach sanitarnych. Może to jedyna i ostatnia szansa na nadrobienie tych przespanych dekad w nowej szkole obywatelskiego nieposłuszeństwa.

    1. Znakomita i do bólu szczera ocena sytuacji. Bardzo mocno pokrywająca się z moimi przemyśleniami, jednak dużo lepiej przedstawiona.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: