6.05. Koniec pandemii? Blisko, coraz bliżej. Czyżby?

6 maja, dzień 795.

Wpis nr 784

zakażeń/zgonów (dzisiaj)

611/25

No i stało się. Dziś odbyła się konferencja prasowa ministra Niedzielskiego, który zapowiedział koniec pandemii na 16 maja. A właściwie nie koniec tylko przekształcenie stanu epidemii w stan zagrożenia epidemiologicznego. Ten ostatni występuje z definicji permanentnie. Jak zobaczymy. A mamy czas do września, bo minister zapowiedział, że we wrześniu wszystko się zdecyduje, to znaczy, czy wrócimy do stanu epidemii czy nie.

Może więc trochę o samym stanie. Ja wiem, że prawnicze wywody są nudnawe i zdają się nie mieć znaczenia na końcu czegoś takiego jak pandemia. Ale po ponad dwóch latach właściwie nie kończy się, a zawiesza stosowanie nielegalnej rzeczywistości prawnej. Ograniczenia, które w trakcie pandemii wprowadziła władza mogły się odbyć jedynie w reżymie jednego ze stanów nadzwyczajnych, tu konkretnie – stanu klęski żywiołowej. A nie odbyły się. I jest to poważny delikt konstytucyjny o szerokich skutkach. Konstytucja dokładnie opisuje co można zrobić społeczeństwu w stanie wyższej konieczności i tylko takiej. Tu była taka konieczność (przynajmniej za taką ją uważali rządzący), ale ominięto prawo.

Co to dało? Ano wprowadzenie ograniczeń na podstawie „stanu epidemii” pozwalało de facto uniknąć odpowiedzialności władz za podjęte decyzje (szczególnie w zakresie odszkodowawczym), wprowadzić WIĘKSZE obostrzenia niż te dozwolone przez któryś ze stanów nadzwyczajnych oraz… przedłużać ten stan w nieskończoność. Bo np. takie stany nadzwyczajne można kontynuować do trzech miesięcy, po czym zbiera się parlament i decyduje czy można to przedłużać czy nie. Tu władza jak widać jechała na stałym abonamencie i, wedle wypowiedzi Niedzielskiego, może do niego wrócić kiedy zechce, również bez pytania się o zgodę parlamentu. Bez końca. Wygodne.

Minister pozbawił złudzeń tych, co to mówili, że kowid się skończył i naśmiewali się ostatnio z płaskoziemców, którzy znowu kasandryczyli, że system nie powiedział ostatniego słowa. Kowid znika (wraz z testami, dodajmy), coś się przebąkuje o porównaniach do grypy (miesiąc temu to herezja antyszczepionkowców była), ale gotowy i przetrenowany mechanizm stoi na stand by, zaś sprawa jego włączenia zdecyduje się we wrześniu. Potwierdza to pogłoski, że COŚ ma wrócić na jesieni, dodajmy, w dziwny sposób znowu skorelowany z sezonem grypowym. I jak znowu wrócimy na jesieni do testozy, która zawyża fałszywie pozytywne wyniki i myli grypę z kowidem, to znowu wejdziemy w lejek samopandemii.

Właściwie to powinno być święto. Od 20 marca 2020 mieliśmy kowida na skalę pandemiczną, zabójczą pierwszą falę (zadanie na poziomie pokowidowej matury – z poniższego wykresu proszę wskazać górkę Pierwszej Fali, co to nas w domach pozamykała)

źródło: www.koronawirusunas.pl

i zastanawialiśmy się jak długo to potrwa. Coś bąkano o 2-3 tygodniach, pamiętacie? Ale już w takim optymizmie było wtedy spekulowane, że jak to się skończy to radośnie wybiegniemy w świat po tych okropnych tygodniach. Zeszło dwa lata z haczykiem i nie widać jakiejś szczególnej euforii. Może to wynikać z tego, że Niedzielski robi to na raty, nie powiedział słowa, na które wszyscy czekają – koniec. A więc powodu do euforii nie ma za bardzo. A może społeczeństwo w jednej części podejrzewa, że to wcale nie koniec, że zawsze można za pomocą jednego pandemicznego zaklęcia wywołać znowu mechanizm oddawania wolności za pozory bezpieczeństwa.  A może inna część ma kaca, że dała się zrobić w konia i nie ma się z czego cieszyć. Myślę jednak, że większość ma to gdzieś – swoje przeżyli, teraz zajęci są sprawami ważniejszymi: wojną, inflacją, tym czy będzie co do garnka włożyć. Nie czas więc na refleksje, że wiele z dzisiejszych kłopotów ma swe źródło w czasach i decyzjach Kwarantanny Pierwszej, po której weszliśmy na ścieżkę idącą tylko w dół. Dziś się zatrzymaliśmy (do września), ale niewielu stać na rozrachunki. Jak napisałem – skoro ludziom łatwiej poddać się manipulacji niż nabrać przekonania, że są manipulowani – większość będzie od takich, smutnych dla siebie, rachunków uciekała.

Ja jednak, skromny pisarczyk pandemii, będę chciał w kolejnych wpisach takie podsumowanie zrobić. A jako, że robiłem je tutaj i robię, codziennie (szczególnie w „okrąglicach”, czyli setnych czy rocznych podsumowaniach, najgorzej że się coraz bardziej sprawdza moja lemowska wizja końca pandemii), to w następnych dniach opublikuję kilka niezłych egzegezach różnych aspektów tego co przeszliśmy. Chociażby po to, by zapamiętać mechanizm, który został właśnie odłożony na przerwę wakacyjną. A może być włączony jednym rozporządzeniem, kiedy władzy się zechce. A społeczeństwo? No, jest gotowe – wystarczy do stojącej na stand by maszynki paniki wrzucić tylko nowy żeton.

Nastawiałem się, że skończę „Dziennik zarazy” w dniu ogłoszenia końca pandemii, ale już w trakcie jego pisania zorientowałem się, że może to nie nastąpić. Zresztą od początku zarzekałem się, że sama pandemia jest tylko katalizatorem gwałtownych przemian świata, które będę  chciał opisać jako świadek. W końcu zaraza zagłady świata, który znamy ma to coś wo wiele większego niż choroba zakaźna, która dziś przez wielu sanitarystycznych ultrasów zostaje uznawana za grypową przygodę.

Oj, przyjdzie mi jeszcze popisać ten „Dziennik”.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

11 thoughts on “6.05. Koniec pandemii? Blisko, coraz bliżej. Czyżby?

  1. Z przykrością stwierdzam, że Ziemkiewicz miał rację. W Polsce już nie ma Polaków, jest tylko polactwo. Człowiek, który powinien wesoło dyndać na gałęzi pod ciężarem zgiętą, ogłasza kolejne plany eksterminacji Polaków a ci biją brawo i proszą o więcej.

    W sumie, to ministry niewiele muszą czynić skoro „polactwo” ochoczo bierze udział w dozbrajaniu państwa Polsce wrogiego, utrzymywaniu jego obywateli i pozycjonującego ich wyżej od Polaków w ich własnym kraju.

    Brawo PiS! Brawo Panu Namiestniku! Znaczy ukraińskiemu ścierwu z Odessy.

    1. I jesteś pewny ruski śmieciu, że Ziem(nia)kiewicz pisząc „polactwo” miał kogokolwiek innego na myśli niż ty czy Szcześniak? Chciałbyś cichaczem ludzi na gałęzi wieszać jak to jest u was na co dzień w putinlandzie? Tak cię boli to „dozbrajanie i utrzymywaie”? Pewnie marzy wam się ruskie ścierwa, żeby wasi ruscy śmierdziele-mordercy na swoich zardzewiałych czołgach jak najszybciej do Pl wjechali i przywrócili wam sb-ckie emerytury.

      1. Gospodarz tej strony popełnił kilka prostych błędów. Na przykład zaczął pisać o sprawach, na których się nie zna. A także pozwolił rozgościć się tu w formie komentatorów takim indywiduom jak to coś powyżej.

        1. Pokaż ruski, anonimowy kmiocie swój blog. Zobaczymy na czym się znasz. Bo narazie anonimie znany jesteś wyłącznie z obsrywania cudzego bloga.
          Nie jestem komentatorem tego bloga. Zniżam się jedynie do waszego ruskiego poziomu i piszę językiem który najlepiej rozumiecie.

          1. Nie zniżaj się. Możesz wszakże pisać w jidisz. Będzie Ci łatwiej.

        2. Stolec idzie z prądem, modne jest teraz wyzwać kogoś ruską onucą, więc korzysta, jak to komuch, na dodatek bezwstydnie odebrał nam zaszczytny tytuł pałkarzy Naczelnego, tak pieczołowicie nam przez niego przylepiany(może na siatkówkę zaprosili, żeby się odjebał) i cały czas wraca do sb-eckich emerytur, śmieciowi też pewnie obcięli, a to znaczy, że był, albo woźnym, albo sprzątaczką, bo tylko tym z najniższej gałęzi obsrywania poobcinali, wyższe gałęzie, jak brały, tak biorą.

        3. No proszę, nie tylko dwa ruskie głupki i sqsyny, ale i antysemici. Widać skąd nóżki wyrastają. Waszym nieszczęściem jest to, że akcje antysemickie są automatycznie rejestrowane przez algorytm przeglądarek. Głupio się podłożyłeś ty i twój kumpel na Sz. którego marzeniem był Texas.

          1. Nie podniecaj się, bo popuścisz w pieluchę, pałka Holocaust Industry coraz bardziej się dewaluuje, wiec grzeją mnie algorytmy, ale Ty, jak to komusze scierwo nie odpuściłeś, chociaż, nie za bardzo wiem, gdzie tam Twój umysł betoniarki wywęszył antysemityzm, napisał Ci, żebyś pisał po swojemu.

      2. Bolec, dla mnie Ruski, Ukrainiec i Ty gówn*jadzie jesteście ta sama zaraza, dopiero co z drzewa strząchnięci, a RAZ, co prawda się sprzedał, ale dokładnie w tej książce(Ty i czytanie ze zrozumieniem-oksymoron), ma na myśli takie ludzkie śmieci jak Ty i Tobie podobni. Raczej to Tobie, komuszy ….synu marzy się powrót emeryturki, mi do niej jeszcze bardzo daleko i tak ma mój chłopski rozum, jak jej sobie sam nie zapewnię, to raczej jej nie zobaczę. Szalom mośku.

  2. Niech Pan pisze, nie w każdym punkcie się zgadzam, ale ja też podejrzewam, że TO wróci, a poza tym co jest część całej tej lawiny, która nas właśnie zmiata. Ja bym to określiła jako epokę huśtania emocjami ludu, który pozbył się świętości i wartości wyższych, ale ma nieświadomą potrzebę, żeby w coś wierzyć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: