6.10. Trzy składowe cen energii. I nasza – niemała.

6 października, dzień 948.

Wpis nr 937

zakażeń/zgonów

2.889/42

Idzie zima i wszyscy się biedzą nad tym czy będzie prąd i ciepło w domach. A zapowiada się słabo, czyli cała nadzieja w pogodzie. Nie wiem czy to trend światowy czy tylko w Polsce, ale jak się popatrzy na strukturę podwyżek cen, to widać dziwne rzeczy. Ale to chyba światowe (minus USA), bo i przyczyny skoków cen, i ich struktura się powtarzają. Wiadomo – winien Putin, ale ileż można zwalić na tego człowieka. Postanowiłem to sprawdzić, czyli ile tego jest, a potem pokombinować skąd to się bierze.

No to zobaczmy różnicę w cenach przedwojennych i wojennych. Najpierw składowe:

Widać, że tu mamy potworną presję marży wytwórców. Skok z 11% na 72%. Tyle zyskują wytwórcy. Wychodzi na to, że koszty opłat za emisję CO2 przed wojną zajmowały miejsce, które dzisiaj okupuje marża producentów – za ETS płaciliśmy 56% w cenie, teraz – „tylko” 16. „Tylko”, bo kwotowo podskoczyły o ok.20%, ale wzrost kosztów marży w cenie energii jest tak ogromny, że jeśli wszystkie inne składniki stoją w pieniądzu, to drastycznie spadają w proporcjach procentowych. A więc wiemy kto zarabia. A teraz poanalizujmy gdzie to idzie.

„Pech” chce, że ci wytwórcy energii to głównie spółki państwowe. A ich monopolistyczna pozycja i specjalne traktowanie było motywowane oficjalnie tym, że to obszary specjalnej troski i trzeba chronić obywateli przed zakusami prywaciarzy. A więc taka argumentacja miała duży ładunek kontekstu społecznego, by nie rzec – politycznego. A tu się okazuje, że spółki te najpierw zdzierają cenę z obywatela, karmią się zyskami, a potem MOŻE to jakoś wróci do obywateli w postaci zwiększonej dywidendy.

Tak się nie działo, stąd nagłe opodatkowanie tych podmiotów, które się ”nadmiernie” wzbogaciły. O konsekwencjach tego ruchu fiskalnego pisałem gdzie indziej, ale tu trzeba dodać, że jest to i tak błędne koło. Po kiego odpalać taki siedmiokrotny wzrost marży, zbierać tę kasę, przepuszczać i dywidendować, wracać to jakoś (jak?) przez państwo, jak można byłoby trzymać poprzednią marżę i niskie ceny, zaś obywatele by się tak nie stresowali. O biznesie nie wspomnę.

Ja jednak myślę, że te marże państwowych spółek energetycznych i surowcowych są po coś. Polska, zresztą tak jak i inne kraje, zbiera kasę za swoje harce. Wojna i Putin zły to świetny pretekst by skosić kasiorę na oddanie za dodruki kowidowej kasy. W końcu 200 miliardów plus to nie w kij dmuchał. (Dla poczucia proporcji to 100 Mierzei w powietrze). Wywaliło się na kompletnie nieuzasadnione lockdowny i tarcze, poucinało się zdrowe ręce i wstawiło kosztowne protezy, to teraz przychodzą rachunki. Moim zdaniem więc przez to opodatkowanie w energii oddajemy te zaciągnięte przez sanitarystów długi.

Druga kwestia to wojna. Wojna kosztuje, zwłaszcza jak się chce dotować innych, by za nas walczyli. Broń to mały pikuś, ale idzie na Ukrainę kupa kasy na pomoc, zaś polityka socjalna przekierowana na miliony uchodźców musi kosztować. Nie miejsce tu teraz, by to sobie wyjaśniać co źle, a co dobrze, ale fakt jest faktem. Lejąc wachę w baki, robiąc przelewy do elektrowni dotujemy socjal Ukraińców. Nie wiem gdzie są granice społeczne napinania tej cięciwy, ale finansowe już są moim zdaniem bliskie wyczerpania.

No i Putin. No wiadomo, że zaczął grać z rynkami na cenach grubo wcześniej i podchodził już pod dzisiejsze trendy. Wojna uzasadniła jeszcze wszelkie nagłe skoki i jeszcze wyżej, a więc nie ma sprawy – ma to wpływ na ceny. Ale gdybyśmy się tak naprawdę do tego przyłożyli, to np. dlaczego Europa, stojąca na krawędzi krachu energetycznego nie zlikwiduje durnych opłat za emisję? Przecież to 16% w obecnych cenach a idzie to na transformację klimatyczną w momencie kiedy Niemcy rozpalają węglowe kotły pod paleniskami elektrowni. Po co to teraz, zwłaszcza, że to idzie na wszelkie zieloności, z pomijalnymi efektami energetycznymi? Ale mamy restrykcje, czyli Putinowi nie płacimy. Już nawet nie chce mi się dochodzić czy tak jest, czy przypadkiem nie sprzedaje się tego gazu naokoło, zmieniając tylko naklejki i dodając marże. Ale Putin się zdywersyfikował, podniósł ceny i handluje nie z Europą. Nie traci.

Ten układ pasuje Amerykanom. Europa, która debilnymi pohukiwaniami Macronów i Merkelowych rzuciła kiedyś wyzwanie gospodarczo-polityczne USA teraz leży na łopatkach. Niemiecki sen o potędze gospodarczej zbudowanej na surowcach z Rosji i utrwaleniu swej pozycji hegemona na Starym Kontynencie odpływa. Niestety wraz z całym kontynentem.

A my? No cóż – my. My jak zwykle to samo. Miało być pięknie, a wyszło jak zwykle. Mieliśmy się zbliżyć z Unią chodząc na koncesje w sprawach klimatycznych. I jaki jest bilans? Oni otwierają węglowe elektrownie, my zalewamy kopalnie, importując węgiel z całego świata. Robimy to na tym samym prawie, na którym Niemcy mogą sobie swawolić z węglem brunatnym, podczas, gdy my wciąż mamy płacić kary za Turów. Oj, przydałyby się nam teraz te kopalnie, ten węgielek, ale kośba na kopalniach trwała od początku III RP, kiedy pod pozorem klimatycznych katastrof pozwalaliśmy redukować konkurencyjność naszej gospodarki opartej nie tylko na taniej pracy, ale i na dostępnej i taniej energii. Zobaczmy jak spadało u nas wydobycie węgla, czerwona kreska to początki rządów PiS.

Podpisaliśmy straszne zobowiązania w kamieniach milowych i nic za to nie dostaliśmy w ramach KPO. A zobowiązania zostały. Tak jak z samym KPO: jesteśmy jednym z poręczycieli kredytów, płacimy odsetki, a kredytu z KPO ni ma. No, naprawdę – nie wiem czy to jakieś piramidalne naiwniactwo, czy sabotaż?

I tak tu sobie wyglądamy zimy. Chyba najważniejszej zimy w III RP. Ba – w historii Polski. Nigdy jeszcze tak dużo nie zależało u nas od pogody. W końcu wracamy do korzeni. Żyjemy coraz bliżej przyrody. Tej, która może jak leśniczy wygonić politycznych partyzantów z lasu. Ale z tego satysfakcja żadna, bo wiadomo komu zmarzną d…y.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.  

24 thoughts on “6.10. Trzy składowe cen energii. I nasza – niemała.

  1. 1) To sabotaż o podłożu politycznym. Tak, chodzi dokładnie o kasę dla rozdawnictwa przed wyborami. I o nadchodzącą wojnę.. A potem niech i potop. Czyli calkowita utrata suwerennosci i niepodległosci przez Polskę na rzecz Niemiec. I po pół miski ryżu na łeb.
    2) Tymczasem u nas prawdziwa inflacja już ponad 20 procent, gdy w Rosji schodzi do ok 17 proc obecnie i 13 proc estymowanie na koniec roku.
    3) Że tylko kryterium uliczne mogłoby obalić tę dyktaturę ciemniakow, zgoda. Tylko że i tak juz za późno, żeby przetrwać, w sytuacji megaostrej zimy. Nie bez powodu sabotażyści z PiS chcą teraz ułatwić wycinkę drzew na opał z prywatnych działek. Tylko żeby drewno z takich drzew nadawało się do pieca i komina, musi schnąć z pół roku…
    4) aha, spójrzcie na krzywą dynamiki zamykania kopalń: pis przyspieszył to zamykanie w porównaniu do PO.

  2. Mnie intryguje także sama ilość wydobytego węgla. W tym roku kopalnie wydobyty mniej węgla niż w zeszłym roku. I cena jaka jest na rynku,? Te wahania sa co najmniej niepokojące. Jakby ktoś sztucznie zawyżał cenę węgla.
    https://spidersweb.pl/bizblog/sprytny-patent-na-niemal-darmowe-ogrzanie-domu-przepis-robi-furore-i-w-sklepach-ze-swieca-juz-szukac-doniczek/

    Druga sprawa to właśnie i elektrownie. Kiedy trzeba obsadzić swojaków w SSP w tym w ZE, to władza chętnie pchała raczki. Kiedy teraz trzeba nimi pozarządzać i podejmować trudne, ale ważne decyzje, tak by nie doprowadzić gospodarki do upadku, to nagle nie ma komu. Nie, bo to S.A, notowane na giełdzie lub dobrze prosperują, a świniaka tuczonego nie zabija się ot tak. itd. itd.
    To mnie najbardziej bulwersuje. Ale to PIS. Dawno temu przyznał sie, że oni nie zatrudniają managerów bo ci nie chcą robić co im naczelnik każe. Dają więc tam byle kogo, zgodnie z zasadą: mierny, bierny, ale wierny. To najgorszy ty sprawowania władzy. I nie piszcie, że inni tak robili, bo PIS już rządzi 7 lat i czas by nie zwalać już na poprzedników, ale przyjąć na klatę swoje błędy i potknięcia.

  3. Zacytuję wywiady Grzegorza Sroczyńskiego, głównie ten z ekspertem rynku energii Wojciechem Jakóbikiem na portalu Wyborczej (na co mi przyszło, jedyne pocieszenie że z portalu Gazeta, a podobno dziennikarze GW obrażają się gdy się ich z „Gazetapl” pomyli), ale z niego wynika, że wysokie ceny prądu to – wyjątkowo – nie wina rządu, tylko wspólnego rynku UE (i świadomej gry Putina). Rządu(ów) co najwyżej taka, że w tym siedzimy, ale co, do Unii mieliśmy nie wchodzić? Być teraz tam, gdzie Ukraina?

    Generalnie chciałem wrzucić kompilację na temat energetyki z kilku ostatnich „Wywiadów Sroczyńskiego”, ale sam wybór i ekstrakt tego co najważniejsze wyszedł mi wielokrotnie dłuższy niż felieton Autora, wiec boję się wrzucać ścianę tekstu. Każdy może przeczytać (i – co trudniejsze – wyekstrahować) sobie sam, polecam. Linków nie podaję, żeby nie wycięło:

    A prąd? Jeszcze raz zapytam, dlaczego on musi być tak drogi? Czy te ceny muszą się przelewać z rynku niemieckiego na nasz rynek?

    Po to powstała giełda prądu, żeby ceny były ustalane przez mechanizm rynkowe, a nie monopolistów.

    Przecież elektrownia w Polsce czy we Francji produkują prąd taniej?

    Tak. Kilka razy taniej niż obecna cena na giełdzie.

    Polska elektrownia nie może powiedzieć: „My mamy cenę pięć razy niższą i będziemy taniej sprzedawać prąd Elblągowi czy Radomiowi”?

    Nie może. Musi cenę odnieść do giełdy, bo tak się wszyscy umówiliśmy. A cena na giełdzie jest uzależniona od tego, kto wyprodukował najdrożej. To jest punkt odniesienia do wszystkich kontraktów.

    Najdroższa elektrownia ustala cenę?

    Tak.

    Dlaczego?

    Bo ona jest niezbędna w systemie. Musi być w odwodzie, żeby całość się spięła w razie wzrostu zapotrzebowania na prąd.
    Elektrownie nie włączają się wszystkie na raz, tylko w ustalonej kolejności w zależności od zapotrzebowania na moc. Jeśli przychodzi noc i jednocześnie spada temperatura, to zapotrzebowanie na prąd gwałtownie rośnie. Wtedy po kolei włączają się kolejne elektrownie i nawet jeśli tę najdroższą – a dziś byłaby to elektrownia produkująca prąd z gazu – włączysz na samym końcu i tylko na dwie godziny, to ona musi w tym systemie być. Elektrownia, która produkuje taniej, bierze ten najdroższy prąd za punkt odniesienia. I powstaje nadmierny profit.

    Nadmierny profit?

    Chodzi o to, że elektrownie, które mają niższe koszty – a sprzedają prąd po cenach giełdowych – świetnie w tym kryzysie zarabiają. Międzynarodowa Agencja Energii policzyła, że opodatkowanie takich przychodów dałoby około 200 mld euro. Bruksela proponuje, żeby te pieniądze zostały ściągnięte od firm i przeznaczone na walkę z kryzysem energetycznym.

    Na dopłaty?

    Między innymi. Ale firmy energetyczne nie złamały prawa – to trzeba podkreślić. Bo często słychać głosy, że oni się bogacą nieuczciwie na kryzysie.

    Ile Putin ma w tej chwili z surowców?

    Połowę budżetu państwa. Z powodu rekordowych cen na każdym metrze sześciennym gazu zarabia kilkadziesiąt razy więcej. Sprzedaje mniej, ale drożej. I budżet mu się składa.

    Jak długo?

    Do 2023 roku, bo wtedy prawdopodobnie będzie tąpnięcie. Przede wszystkim skończy się sprzedaż ropy klientom premium.
    Klient premium to kto?

    To my, czyli państwa Europy, bo dobrze i regularnie płacimy. Wszyscy od stycznia mamy przestać kupować ropę rosyjską, co będzie domknięciem embargo. Zresztą petrodolary są dla Rosji ważniejsze niż dochody z gazu. Grupa G7 dyskutuje też o wprowadzeniu cen maksymalnych na rosyjską ropę.
    (…)
    gaz został wybrany przez Niemców na tzw. paliwo przejściowe – mniej więcej na dziesięć lat.

    Paliwo przejściowe?

    Wielka Brytania, Niemcy, Holandia po odejściu od węgla używają gazu do produkcji prądu. Pobudowali sobie dużo elektrowni gazowych i włączają je, kiedy OZE nie produkują energii. Jak cena gazu nagle rośnie kilkanaście razy, no to łatwo sobie wyobrazić, w jakiej cenie jest ten prąd.

    Czyli Niemcy mają teraz drogi prąd, bo sobie pobudowali gazowe elektrownie?

    Między innymi dlatego. A poza tym porzucają atom i węgiel równocześnie. Gaz jest im także potrzebny w przemyśle, który postawił na tanie dostawy z Nord Stream 2. Pozornie tanie, bo okazały się bardzo drogie w ostatecznym rachunku.

    Ale dlaczego Francuzi, którzy prąd biorą z elektrowni atomowych, też mają pięć razy wyższe ceny? Dlaczego prąd w Polsce – skoro wciąż mamy elektrownie węglowe – tak samo jest pięć razy droższy?

    Bo to się rozlewa na połączonym rynku energii w Europie. Poza tym stare elektrownie jądrowe we Francji mają rozmaite problemy techniczne.

    W Elblągu oferta na prąd dla miasta skoczyła z 13 milionów do 90 milionów złotych rocznie. W Radomiu z 20 milionów do… 190 milionów rocznie. Przecież to obłęd.

    Powtórzę: to konsekwencja tego, że mamy połączone rynki energii w Unii Europejskiej. Działają giełda gazu i giełda prądu, które swobodnie ustalają ceny. Gazprom użył wolnego rynku przeciwko nam. W normalnej sytuacji zliberalizowany rynek energii służy klientom, bo cena na giełdzie jest teoretycznie niezależna od Rosjan. Tyle że oni nie zachowują się zgodnie z logiką rynkową. Stosują doktrynę, która zakłada, że surowce to nie jest biznes, ale inny rodzaj broni do zwalczania niekorzystnych zmian w sferze bezpieczeństwa. Uzależnienie państw Zachodu od gazu miało służyć do tego, żeby uniemożliwić Europie Środkowo-Wschodniej kurs na Zachód, czyli na przykład zablokować wejście Ukrainy do NATO, zgodnie ze wspomnianą doktryną. I to od 30 lat jest realizowane przez Federację Rosyjską.

    Myśmy tego nie wiedzieli?

    My w Polsce? Wiedzieliśmy i mówiliśmy. Nie słuchali.
    (…)
    Europejski rynek energii liberalizowano pod hasłem, że teraz wreszcie nie będzie nam Gazprom dyktował cen – jednym drożej, drugim taniej – tylko giełda wyznaczy ceny uczciwie. To się chyba totalnie nie sprawdziło?

    Bo utrzymaliśmy zależność od jednego dostawcy. Gdyby rynek nie był tak zależny od Gazpromu, to by działał zgodnie z planem. Ale jeśli 40 procent gazu pochodziło z Rosji, no to Gazprom nadal dyktował ceny na tym niby zliberalizowanym rynku.

    I nie można było tego przewidzieć?

    Można było. I oficjalnie w unijnych dokumentach wszyscy zmierzali do dywersyfikacji. Polska to zrobiła, Litwa też zrobiła.

    A tamci nie?

    Bo uważali, że się z Putinem dogadają i on im nigdy nie odetnie gazu, bo przecież na tym zarabia i jest racjonalny. Rosjanie wstrzymali dostawy gazu do Polski w maju, ale bezpieczeństwo energetyczne naszego kraju zostało utrzymane. Odrobiliśmy lekcję. Być może nie mamy dopiętych wszystkich kontraktów albo nie wszystkie są w idealnej cenie, za to mamy wybór, a gaz jest dostępny. Zrobiliśmy to, co wszyscy w Unii powinni zrobić.

    Dlaczego nie zrobili?

    Bo Niemcy chcieli dużo taniego rosyjskiego gazu. Na tym zamierzali opierać konkurencyjność swojego przemysłu chemicznego, który miał rywalizować z amerykańskim. I się na tym przejechali.

    Czyli chodziło o pieniądze?

    O wiele rzeczy chodziło.
    (…)
    Kto jest teraz w najgorszej sytuacji?

    Niemcy. Postawili na tani gaz z Rosji i założyli, że przejdą na nim przez całe lata dwudzieste – aż do czasów, kiedy zostaną ulepszone technologie magazynowania energii i będzie można się całkowicie przestawić na OZE. Ale Rosjanie postanowili nie czekać do lat trzydziestych, kiedy ich surowce przestaną cokolwiek znaczyć, tylko załatwić swoje plany teraz.
    Każdy z nas może zmniejszyć kryzys energetyczny, osłabić Putina i zwiększyć bezpieczeństwo Europy. Po prostu musimy oszczędzać gaz, ropę i prąd. Obowiązek oszczędzania powinien wprowadzić rząd, ale władza w Polsce boi się reakcji społecznej, no bo u nas, wiadomo, nie będzie nikt mi mówił, ile mam mieć stopni w sypialni. Krew mnie zalewa, kiedy idę do urzędu w Starych Babicach i tam jest tak gorąco, że nie można wytrzymać, a urzędnicy otwierają okno. Płacimy za awanturę Putina nie litrami krwi, a jedynie złotówkami. Cieszmy się, bo to naprawdę niska cena w porównaniu z tą, którą płacą Ukraińcy. Załóżmy sweter i porzućmy tę logikę, że zawsze będzie wszystkiego więcej, a PKB może iść tylko w górę. Teraz trzeba się samoograniczyć. To nie jest zła opcja, jeśli alternatywą byłoby pójście na front.

    1. Porzuciłem gazetę nie-wyborczą peel. 15 lat temu. Gazeta ZAWSZE będzie pisać, że winny Putin.
      Nie skupiałbym się na analizach zgromadzonych i podanych „by” Agora. Kłamliwe źródło zbudowane na lobbyngu.
      Przypomnę, na stołach decydentów, tylko w tym roku, leży 1000 (słownie; tysiąc) wniosków przedsiębiorczych Polaków, którzy w tym roku chcieli zainwestować w produkcję energii.
      Nie zezwolono im bo wtedy kryzys energetyczny byłby mniejszy.
      Cena ropy na dzień wczorajszy 94 $. Przy cenie powyżej 100$ benzyna kosztowała aż 3,40 zł za litr.
      MISKA RYŻU! To jest ideał do którego dąży obecna władza.

    2. Że co?! Ze na giełdach ceny prądu i gazu są najniższe? A o spekulacji Wasc nie słyszał? Kto ma kasę, wejścia w rzadach i giełdę do dyspozycji, ten z niej wytrząsa pieniądze klientów poprzez spółki giełdowe. Podobnie z giełdą ETS. „Gaz jest dostępny” ?? Gdzie? Magazyny wystarcza najwyzej do początku grudnia. Baltic Pipe jest pusty jak dzban, co go otwierał. I zaraz następny go wysadzi.
      A ktoś coś miał przeciw kontraktom długoterminowym z Gazpromem? Węgry jakoś nie i czego to dowodzi? Że Węgry płacąc taniej współfinansują wojnę? To proszę się przyjrzeć Ukrainie, która wespół z Putinem jeszcze nie zdołała wysadzić rurociagu. Ukraina która ma na składach 2,5 raza więcej węgla niż rok wcześniej,ciekawe bardzo. W takim świetle pytać kto na tym zarabia i kogo robi w wała. Więc jeszcze raz powtórze: zdrajcy i krety(ni).

    3. To jest jak tłumaczenie jednego pana z Politico w Radio Nowy Erewań (Świat), że NStream wysadził Putin, żeby pokazać, że chce sprzedawać gaz ale już nie ma jak – naprawdę? Bajki dla potłuczonych pelikanów.

      1. No, tu padają podobne tezy – że dla Putina najważniejsze nie jest wcale zarobić maksymalnie na gazie i zapewnić dobrobyt swojemu elektoratowi (co byłoby oczywiste dla każdego przywódcy zachodniego), ma ważniejsze geostrategiczne cele, a gaz traktuje jako broń, nie towar do sprzedania. I nie brzmi to zupełnie nieprawdopodobnie. Albo inaczej, nie jest bardziej nieprawdopodobne, niż rok temu była teza, że Putin wywróci stolik przy którym wszyscy (pomijając może Europę Środkową) wygrywali i zaatakuje Ukrainę.

        „Od wakacji 2021 roku rosyjski Gazprom przestał zapełniać magazyny gazu w Europie – te, w których miał udziały. Robił to wbrew własnym interesom ekonomicznym. Dzisiaj wiemy, że był to element przygotowań do wojny. Europa – pozbawiona zapasów gazu w zimie – miała być bardziej potulna i słabiej zareagować na rosyjską agresję. Gazprom działał niezgodnie z logiką rynku gazu, ale zgodnie z doktryną Falina-Kwicińskiego, która ma już 40 lat.

        Falina jakiego?

        To są dwie osoby. Walentin Falin był ostatnim ambasadorem ZSRR w Niemczech, a Julij Kwiciński był wiceministrem spraw zagranicznych. Tuż przed upadkiem bloku wschodniego napisali coś w rodzaju planu na nowe czasy: siłę czołgów trzeba teraz zastąpić ropą i gazem. Gazprom należy traktować jak element rosyjskich sił zbrojnych, jeszcze jeden rodzaj broni, której Kreml będzie używać.

        Jak?

        Gazprom najpierw nie zapełnił magazynów na Zachodzie, potem – już po ataku – zaczął odcinać po kolei dostawy do Europy, rozpętał spór o płatność w rublach, zerwał kontrakt jamalski z Polską, zerwał kontrakt z Bułgarią… To wszystko wygląda na plan systematycznego ograniczania podaży do zera tuż przed zimą. Albo w trakcie zimy.

        Do zera? Jeśli Rosja całkiem odetnie gaz Europie, to nie zarobi.

        Kompletnie nieistotne. To nie ta logika.

        Czyli my w Europie tygodniami się zastanawiamy, czy wprowadzić embargo na rosyjski gaz, a Putin i tak chce nas odciąć?

        Tak. To jego inwestycja w rozbicie Zachodu. Polityka Gazpromu prowadzona od lata 2021 roku uderzyła w rynki, które już były rozchwiane po pandemii. I to wzmocniło skuteczność działań Kremla. Cena gazu na giełdzie potrafiła wzrosnąć dwanaście razy. Nie dwa razy i nie pięć razy, ale dwanaście! I to się drastycznie przekłada na rynek energii.

        (…)

        Powtórzę: to konsekwencja tego, że mamy połączone rynki energii w Unii Europejskiej. Działają giełda gazu i giełda prądu, które swobodnie ustalają ceny. Gazprom użył wolnego rynku przeciwko nam. W normalnej sytuacji zliberalizowany rynek energii służy klientom, bo cena na giełdzie jest teoretycznie niezależna od Rosjan. Tyle że oni nie zachowują się zgodnie z logiką rynkową. Stosują doktrynę, która zakłada, że surowce to nie jest biznes, ale inny rodzaj broni do zwalczania niekorzystnych zmian w sferze bezpieczeństwa. Uzależnienie państw Zachodu od gazu miało służyć do tego, żeby uniemożliwić Europie Środkowo-Wschodniej kurs na Zachód, czyli na przykład zablokować wejście Ukrainy do NATO, zgodnie ze wspomnianą doktryną. I to od 30 lat jest realizowane przez Federację Rosyjską.

        Myśmy tego nie wiedzieli?

        My w Polsce? Wiedzieliśmy i mówiliśmy. Nie słuchali.

        Teraz słuchają?

        Udział Rosjan w europejskim rynku gazu spadł po wybuchu wojny z 40 procent do 10 procent we wrześniu 2022 roku. Widać refleksję Niemiec. Niemcy peregrynują teraz po gaz tam, gdzie Polacy byli już dziesięć lat temu: do Stanów, do Kataru.

        I zdążą przed zimą?

        Nie zdążą. Dlatego w tym sezonie zimowym będą musieli oszczędzać energię i zużycie gazu w przemyśle, bo inaczej go zabraknie. Kreml gra krótkoterminowo na najbliższy sezon grzewczy, kiedy braki gazu i jego kosmiczne ceny mogą wysadzać w powietrze rządy na Zachodzie, a potem wstawiać tam siły prorosyjskie. „

    4. Nie wiem na ile Szanowny Przedmówca zgadza się z tezami Wojciecha Jakóbika – wychowanka Heinz-Boell Stiftung, jednak w jednym ma rację dość dokładnie relacjonując sposób myślenia Niemiec – naszego europejskiego Państwa Środka – a mianowicie wiarę, że działając w trybie nakazowym można – i to systematycznie a nie krótkookresowo – dokonywać serii przełomów naukowo-technologicznych niezależnie od złożoności obszaru. W tym konkretnym wypadku – technologii składowania energii ta wiara ma słabszą postać – oczekiwania, że do 2030r zostanie opracowana technologia umożliwiająca korzystanie wyłącznie z OZE (!). Zgodnie jednak z zasadą (moja autorska, oparta na cca 25 latach obserwacji), że poziom swobód obywatelskich w relacji do liczby ludności i trendów demograficznych zachowuje się w sposób analogiczny do rozkładu normalnego, w którym średnia/mediana oraz odchylenie standardowe zostały zastąpione poziomem innowacji i stopą inflacji, jeśli nadarzy się okazja – federalizacja – to przy ~550 milionowej społeczności i w świetle założeń projektu FIT55 – kontynuowanego z iście leninowskim zacięciem – poziom swobód obywatelskich obniży się na tyle, że odczują to nawet gorąco ten projekt popierające środowiska akademickie. Alternatywa „samoograniczenie albo wojna” to argument na wskroś neomaltuzjanistyczny, ale to dla zachwyconego narodem, który wydał Ernsta Haeckla – takiego XIX-wiecznego Harariego – chyba nic nadzwyczajnego

    5. No pięęękne wytłumaczenie mumijnego ekoterroru we wpisie komentatora powyżej:
      Dlaczego musimy obciąć sobie lewa nogę w kolanie? Bo WSZYSCY na naszej ulicy obcinają sobie lewą nogę w kolanie, więc i my musimy, bo inaczej przyjdą tu ci niedobrzy z drugiej ulicy i obetną nam prawą nogę.
      Beee, beee…
      Ps. A myślałem że to się nazywa owczy pęd, a nie barani….🤣

      1. Ja nie wiem oczywiście, jak działa rynek energii i czy musi działać tak jak działa. Czy ceny prądu przez 2-3 godziny w nocy, kiedy nie ma słońca ani, powiedzmy, wiatru, gwałtownie wzrasta zapotrzebowanie na prąd (żarówki w domach sumarycznie żrą dużo więcej niż przemysł? Zwłaszcza po „rewolucji” LEDowej i LCDkach zamiast kineskopów? Ale powiedzmy że tak…) i włączają się na moment superdrogie elektrownie gazowe, musi warunkować ceny prądu w dzień? Zawsze sądziłem że pojęcie „giełda” oznacza właśnie szybkie reakcje rynku na zmiany popytu i podaży i ich zrównoważania za pomocą cen. Zdaje się, że po głównie to właśnie ją wymyślono (oraz do relokacji kapitału, żeby pieniądze trafiały szybko tam, gdzie są potrzebne i przynoszą zysk) nie dla „lewarowania opcji” czy jak to się tam teraz nazywa. Wydaje mi się też, że kiedy wprowadzano pierwszy raz wolny rynek energii (jeszcze wewnątrzkrajowy), to w Spółkach Energetycznych (tych dystrybucyjnych) uczono ludzi odpowiedzialnych za kontraktowanie „prądu” błyskawicznych reakcji na zmiany cen na rynku energii (rzędu minut, to zastępowało całoroczne kontrakty jak za komuny czy zaraz po). Ale co ja się tam znam…

        Krótko mówiąc, nie wiem czy cena prądu przez chwilę w nocy MUSI warunkować cenę w dzień, czy, dajmy na to, celowo to tak zorganizowano, jako kolejną metodę „duszenia” gospodarek wschodniounijnych (z polską na czele), aby nigdy zbytnio nie wzrosły i nie wyrównały potencjałów ze „Starą Europą”, pozostały na zawsze w kolonialnej zależności poddostawców (a rosły przez wiele ostatnich lat „niebezpiecznie” szybko, wszyscy to widzą). W każdym razie przy takim rynku energii Francuz czy Niemiec jęknie i zaciśnie pasa (nawet mocno), a Polak zbankrutuje. „Po owocach ich poznacie” mówi Pismo (w wersji dla ateistów – „winny jest ten, kto odnosi korzyść”, jak mawiali starorzymscy Antycy).

        Nie wiem, rzuciłem tymi cytatami żeby zwrócić uwagę na co innego. Po pierwsze głównym winnym za wysokie ceny energii nie jest rząd, z głupoty czy niegodziwości, tylko czynniki zewnętrzne, z polityką unijną (oraz rosyjską) na czele. Teoretycznie „wolny rynek energii” miał uniemożliwić Putinowi spekulację cenami energii, czy dzielenie kontrahentów na kategorie „lepszych” i „gorszych”. W praktyce dał mu kolejne narzędzie do ręki, bo grając rynkowo na własną niekorzyść (na Zachodzie nie do pojęcia, przynajmniej oficjalnie) wygrywał politycznie (ekonomicznie zresztą w pewnym sensie też, bo osiągał zamierzone cele przez długi czas bez użycia czołgów).
        Po drugie – Putin idzie na całość. Używa „broni energetycznej” w ostatnim momencie w jakim ma szansę swojego jedynego i ostatecznego atutu użyć, bo za rok, dwa Unia się od niego uniezależni. To jest wojna (i to nie tylko na Ukrainie, poza granicami Unii). Chce (na początek?) wysadzić w powietrze europejskie rządy, aby obsadzić je prorosyjskimi, które bez trudu podpiszą wszelkie kontrakty z Gazpromem (czyli usiłuje pogrywać z Unią dokładnie tak, jak Unia chce to robić z Polską). Zresztą nawet komentarze miejscowej trollowni zdają się potwierdzać tę tezę o kierunkach i celach rosyjskiej polityki.

        1. Dodam tylko, bo może nie zaakcentowałem tego dostatecznie, że to jest cel do jakiego dąży Putin od początku swoich rządów, do realizacji którego go na tym miejscu posadzono, do którego Rosja dąży od początku swego istnienia (od 1990 roku, a nawet od 1920, a może i wcześniej…). Obecna sytuacja to nie skutek rojeń jakiegoś szaleńca, twardogłowego KGB-isty któremu na starość odbiło, bo mu mało czasu zostało (i którego wystarczy zastąpić kimś innym „żeby było jak było”), tylko efekt długofalowej polityki Imperium. Nadejścia ostatniego momentu w którym realizacja planów do których przygotowywano się od dziesięcioleci (w tej formie, bo innymi metodami to od… zawsze), jest możliwa.

          PS: Poprzednio takiej eskalacji „ostatniej szansy” bankrutującego Imperium zapobiegł Kukliński, odkrywając przed Amerykanami rosyjskie plany i zapobiegając prawdopodobnie wybuchowi III Wojny Światowej (po której z Polski – a konkretnie z linii Wisły oddzielającej rosyjskie oddziały frontowe w Niemczech od zaplecza – zostałyby nuklearne zgliszcza). Obecnie mamy najwyraźniej do czynienia z „dogrywką” (tak jak Druga Wojna była dogrywką Pierwszej). Nie mnie oceniać czy tym razem zabrakło nowego Kuklińskiego, czy wręcz przeciwnie – Amerykanie doskonale kontrolują sytuację, oczyszczając „tyły” przed znacznie poważniejszą rozgrywką (być może największą wojną cywilizacji w dziejach ludzkości).

  4. Pan redaktor po raz kolejny się dziwi , co ten rząd wyprawia : ” No, naprawdę – nie wiem czy to jakieś piramidalne naiwniactwo, czy sabotaż? ” A może czas aby wreszcie powiedzieć sobie przykrą prawdę : ten rząd nie jest , po prostu , NASZ ! Wtedy wszystkie ( no może prawie , bo niektóre pojedyncze decyzje mają też znamiona ewidentnej głupoty ) te pozornie absurdalne działania , praktyczne przejście na nasze utrzymanie milionów Ukraińców, ubezwłasnowolnienie energetyczne poprzez zgodę na samobójczą politykę klimatyczną , bezwarunkowe i na wyprzódki spełnianie kosztownych oczekiwań Amerykanów w kwestii wojny na Ukrainie, pod pozorem ,że zaraz ruscy najadą i nas ( oczywiście , ze względu na totalną cenzurę , nikt nie odpowiada na pytanie , po co mieliby to zrobić ), stają się całkiem racjonalne.

  5. Czy może mi ktoś, prostemu człowiekowi, wyjaśnić, w jaki to sposób Putin „szantażuje” energetycznie Europę? Sam sobie nałożył sankcje? Sam sobie zabronił sprzedawać surowce do Europy? Sam niszczy swoje rurociągi? Oczywiście nie liczę za bardzo na żadną odpowiedź poza wyzwyskami od ruskich onuc, czy czegoś tam.

    1. Po pierwsze od kilku lat manipuluje cenami gazu i ropy. Na pewno robi to od 2021 r. Jak już wspomniano wyżej nie dostarczał tyle gazu ile powinien tym samym na zachodzie magazyny nie zostały wypełnione tak by zabezpieczyć je.
      Po trzecie zerwał kontakty, tym samym w zasadzie naraża się na kary, ale kto mu te kary nałoży? Tusk? Kaczyński? A może Orban? Trzeba brać ropę i gaz z innych źródeł, ale one są droższe. Putin nie stosuje zasad rynkowych i nie handluje energetykami, ale ma je jako broń, która może wykorzystać przeciw dowolnemu krajowi, z którym ma umowę. Może go zaszantażować, jak Niemcy, może odciąć jak Bułgarię czy Rumunię. Może też mieć kreta, jak Węgry, która regularnie robi pod górkę wszelkim działaniom UE.
      Jak w tym starym żarcie, jak Polska wypowiedziała wojnę Rosji, Putin posłał prezydentowi RP telegram z wiadomością: gaz: STOP, ropa: STOP. Jeśli wiesz jak działała telegram to możesz się pośmiać.

      1. O ile pamiętam, to Putin powiedział gaz STOP krajom, które nie zgodziły się płacić w rublach. A to już było nie do przełknięcia dla naszych ukochanych przywódców, sług narodu… no, mniejsza z tym, którego.
        Przypomina mi się, że głównym grzechem Saddama Huseina albo Kadafiego było to, że chcieli odejść od dolara, jako waluty rozliczeniowej za ropę i za to zostały słusznie ukarane „misją stabilizacyjną” przez miłujące pokój i demokrację Stany. Oczywiście nikt wtedy za bardzo nie rozczulał się na cywilami, bo i po co, których zginęło wtedy trochę więcej, niż obecnie na Krainie.

    2. Ależ w propagandzie nie chodzi o żadną logikę. Tak samo było przy operacji Covid 19, liczyło się by większość ludzi uwierzyła w serwowaną narrację. A środki sa właściwie takie same ( bo przy plandemii się sprawdziły ) – szerzenie strachu ( zaraz na nas też napadną , gdyby nie Ukraińcy to my siedzielibyśmy dziś w okopach ) oraz ” eksperci” którzy jak jeden mąż powtarzają to samo

  6. Jak chcemy obnizyc cenę ropy to nie przez sankcje tylko trzeba zalac swiat ropą. jak Obama zniosł sankcje na Iran to ropa spadła ponizej 30 dolarów. Budzet Rosji spina się jak ropa kosztuje powyzej 60 a Amerykanie zarabiaja na łupkach jak jest powyzej 75 $. I teraz pytanie czy chcemy taniej czy drogiej ropy. Jak nie chcemy zeby Putin zarabiał na ropie to nie przez sankcje tylko większą podaż. No ale to nie jest na rękę USA. i koło się zamyka.

  7. Załózmy nawet ze ekolodzy mają rację w sprawie ocieplenia klimatu. To ja się pytam czy ten klimat ociepla się od spalania wegla czy od jego wydobywania? Bo my zamykamy kopalnie ale sprowadzamy wegiel i go spalamy. A przeciez moglibysmy go wydobywac i nawet jak nie chcemy spalac u siebie to go sprzedawac. Arabia Saudyjska sprzedaje ropę, Rosja gaz i ropę a Polska moglaby sprzedawac węgiel do Chin czy Indii. Wiec tu chyba nie chodzi o ekologię.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: