1.07. Szymon melduje wykonanie zadania

1 lipca, dzień 120.

Wpis nr 109

zakażeń/zgonów/ozdrowień

34.775/1.477/21.791

79. dzień czekania na pieniądze od Trzaskowskiego

Dziś o pewnym fenomenie, którego nie wszyscy zdają się zauważać. W mediach pełno analiz o tym kto komu przerzuci głosy, że Konfederacja stała się trzecią siłą polityczną itd., itp. Szczególnie ten ostatni argument pomija jako siłę polityczna projekt Hołowni, bo to on zajął przecież najniższe miejsce na podium.

Fenomen polega moim zdaniem na tym, że po raz co najmniej drugi pojawiła się jako trzecia siła opcja „bezpartyjnego” ruchu spoza dwójpodziału sceny politycznej. Jeśli dodać do tego – a takie jest ideolo Konfederacji – głosy Bosaka, daje to silne 20% oddane przeciwko obecnej scenie politycznej. Jest to wynik zbliżony do Kukizowych 21% pięć lat temu, w dodatku ilościowo znacznie wyższy, bo frekwencja była lepsza niż w 2015 rok, zaś medialny jazgot bezalternatywności POPiS-owego wyboru znacznie głośniejszy.

A więc wciąż jest apetyt na zmianę paradygmatu polskiej pookrągłostołowej polityki, tym razem zaspokajany przez Szymona Hołownię. Ja od dość dawna robię w „trzecim sorcie”, czyli właściwie od kibicowania Kukizowi zaczął mi się składać rachunek zmiany polskiej sceny politycznej na mniej szkodliwą. Wyliczenie było proste – plemiona się równoważą, wystarczy tylko „ten trzeci” spoza pozornego sporu, z pragmatycznym podejściem do polityki i stanie się słynnym „języczkiem u wagi”, bez którego żadne z plemion nie może osiągnąć większości. Wtedy będzie można pokierować Polskę na rozsądne tory, bez wojny polsko-polskiej, która jest obecnie o wszystko, tylko nie o dobro wspólne.

Tak czytałem Kukiza i tak czytałem Hołownię – jeśli chodzi o elektorat. Ale tak jak Kukiz był spontaniczny i nie był obliczony na wsparcie Dudy w II turze wyborów w 2015 roku, tak Hołownia jest raczej odwrotny – i wyrachowany, i obliczony na przeniesienie poparcia „bezpartyjnych” na kandydata totalnej opozycji. Na początku kampanii 2020 jeszcze tego tak nie rozczytywałem, ale już instynkt zapalał mi czerwone światełko. Po pierwsze nie odpowiadało mi zaplecze Hołowni. Poza tym wyglądał mi on na produkt czysto, ale i bezwzględnie, marketingowy. To znaczy trudno w jego programie dostrzec jakąś koherencję, raczej slalom przy schlebianiu różnym, często sprzecznym, ale w exelu wyznaczonym na „do wzięcia”, grupom elektoratu. Mieliśmy tu i postępowy katolicyzm, ubóstwienie zwierząt, a co najmniej bambizm, klimatyczne ukąszenie, ale przede wszystkim granie na wyjście z dwójpolówki PO-PiS, jednak z wyraźnym, co najmniej obyczajowym, ukłonem w stronę totalnej opozycji. I Szymon tak skakał jak żaba – w polskim bagnie polityki z jednej kępy elektoratu na drugą. Wszyscy ubłoceni, a on jeden – cały na… zielono.

Ja znam to środowisko „trzeciego sortu”, napisałem na podstawie wielu badań i przemyśleń książkę o nim. Zastanawiałem się w tej kampanii, dlaczego wielu z nich poparło Szymona, choć już sam dziwny, bezpieczniacko-wojskowy skład jego zaplecza mnie od razu odstręczył, jako ostentacja. Wśród zwolenników Hołowni widziałem wielu ludzi pracujących i działających i w Bezpartyjnych Samorządowcach, i w projekcie Polska Fair Play Roberta Gwiazdowskiego. Zniesmaczało mnie trochę ich całkowite „zawierzenie” w ten projekt, brak optyki na wspomniane wyżej niejasności projektu oraz niekonsekwencje programowe. Ale chyba właśnie cechą tego środowiska jest właśnie takie zawierzenie – w końcu czeka się tyle lat na lidera zmiany paradygmatu polskiej polityki, więc kiedy się już pojawi to całkowite oddanie się jemu jest emocjonalnie zrozumiałe. I co teraz, hołowniowy „Trzeci Sorcie”? Będziecie głosować na Trzaskowskiego w drugiej turze? Wy, bezpartyjni samorządowcy na najgorszego samorządowca III RP?

Teraz pytanie – co dalej? Po pierwsze czy ten zapał jest dobrze ukierunkowany? Ja mam tutaj duże wątpliwości, bo nie widzę innych niż marketingowe postulatów, zaś samą narrację Hołowni, jeśli w ogóle jest szczera, uważam nie za brak doświadczenia, czyli zepsucia polskiej polityki, ale za to jak sobie pięknoduch wyobraża politykę. Tu się krzyż zdejmie, tam kapelana zwolni, klimat poprawi, katolika wtrąci w zadumę, geja przytuli zaś z aborcjonistą – empatycznie porozmawia. No niech tam, może to i komuś się podoba, ale pójdźmy krok dalej, co potem?

Szymon chciał być ezopowy, ale i tak wyszło, że poprze Trzaskowskiego. Jeśli nie powiedział tego wystarczająco wyraźnie, to jego inicjatywa trzech pytań-postulatów do Trzaskowskiego w zamian za jego, Szymona poparcie wyraźnie wskazuje adresata kontynuacji i kierunek wsparcia. Te postulaty to tematy prezydenckich wet (na wszystkie ustawy bez konsultacji, na sprzeczne z zielonym ładem z perspektywą na rok 2050, oraz broniące jego propozycji funkcjonowania samorządów), po drugie – trzech bezpartyjnych (od Szymona?) funkcjonariuszy w ważnych działach prezydenckiej kancelarii i ostatnie – kontrola NIK w spółkach skarbu państwa.

Jest to polityczna oferta minimum za poparcie Trzaskowskiego, ale spełniająca rolę podobnych, żałosnych dodajmy, „minimów” jakie Kukiz stawiał każdemu ze swoich potencjalnych partnerów. Po wyrazach poparcia w wyborach prezydenckich deklarujący nie ma już „trzymania” na popartego, więc takie deale nie wychodzą.

Teraz Szymon ostro i publicznie „negocjuje” z Trzaskowskim, „postawił go przed swoimi trzema postulatami” – co jest ewidentnym spektaklem robionym na użytek wyborców Hołowni, debatą zastępczą, po to, by uwierzyli oni w autentyczność przyjmowania Szymonowych postulatów i gremialnie poparli Trzaskowskiego. Jak pisałem wyżej – Szymon nie ma na Trzaskowskiego żadnego politycznego „trzymania”, zaś jego postulaty są jak widać przyczynkarskie i nie nakierowane na zmianę systemu tylko na dowalenie PiS-owi.

Hołownia zakłada ruch (czyli dalej stronimy od partii) Polska 2050, co pokazuje dość długi horyzont, wyraźnie skorelowany z „datami klimatycznej czystości”. Ja uważam, że będzie miał ten ruch duże kłopoty by dotrwać nie do roku 2050, ale do następnych wyborów. Problem z takimi pozaparlamentarnymi inicjatywami polega na tym, że trzeba mieć trzy rzeczy: pieniądze, media i robotę dla struktur. To co, w przypadku co najmniej dwóch z powyższych trzech warunków, posiadają partie parlamentarne.

A więc po kolei – kasa. Tu już w wyborach prezydenckich Szymon miał słabo, bo zbierał kasę na kampanię (poza „dużymi” wpłatami) w sposób niedozwolony – wszelkie przelewy na konto komitetu muszą być identyfikowalne co do tożsamości darczyńcy, a wpłaty na konto online takie nie są. Ale przypuśćmy, że – łaskawa jak zwykle selektywnie – PKW to puści. Jak dalej będzie i od kogo zbierana kasa na 3,5 roku działalności? Przypuśćmy, że z datków zwolenników, ale po spięciu wyborczym siłka przecież spada i brakuje motywacji do stałych wpłat. Wtedy pozostaną donatorzy „instytucjonalni”, albo instytucjonalnie zainteresowani, czyli ci, którzy do tej pory głównie wspierali „oddolną” inicjatywę.

Media. No można zakładać, że rodzimy TVN mu pomoże, ale po pierwsze – inne przekaziory będą go omijać, bo np. TVP używała Hołowni do rozbijania jednolitości frontu totalnej opozycji. Teraz już do tego nie będzie potrzebny. Po drugie – co on tam będzie mówił przez 3,5 roku? Kim zostanie? Stałym tvn-owskim komentatorem sceny politycznej z pozycji Polska 2025? A po co to komu, nawet TVN-owi, który będzie i tak musiał sprzyjać programowo Trzaskowskiemu a nie go – nawet symetrystycznie – krytykować?

No i po trzecie – zajęcie dla struktur. One mają to do siebie, że dość łatwo je zebrać akcyjnie pt. wybory. A później co mają robić? Po zdjęciu z płotów plakatów, bez reprezentacji w Sejmie i mediach nawet nie można powiedzieć co by się chciało. A przede wszystkim co robić w terenie – na wybory to się żółte ulotki roznosiło, a teraz co? W takiej sytuacji najlepsze struktury się rozchodzą, że przypomnę rewelacje Olechowskiego, który twierdził, że np. projekt referendalny z 2004 roku PO robiła po to, by struktury miały jakieś zajęcie i rozprostowały kości.

Ruchy na założenie ruchu są moim zdaniem, nie tylko z powyższych powodów, pozorne. Mają wywołać we własnym elektoracie wrażenie, że tu chodzi o jakąś kontynuację, choć tak naprawdę – o konkretne zachowanie 12 lipca. O to i tylko o to. 

Ale trochę mi jednak żal, że tak to wygląda. Języczek u wagi wpada w coraz to dziwniejsze ręce. Czasami mam spiskowe nastroje i nachodzi mnie myśl, że gdybym był systemem, który chciałby się przed czymś takim obronić, to właśnie bym tak robił: wspierałbym niejawnie takie inicjatywy, które „zajmują miejsce” trzeciej siły, ale efekty ich działań są zawsze pod progiem realnych zmian.

Szymon Hołownia jest moim zdaniem projektem jednorazowego użytku. Skalkulowanym jako odwrotność projektu Kukiza, którego uważam do dziś – w przypadku wyborów prezydenckich – za wtedy autentyczny (w parlamentarnych już nie). Jacyś zmyślni macherzy przeanalizowali fenomen Kuzkiza z 2015 roku i podstawili za niego Hołownie, tylko że z odwróconym znakiem – poparcia dla konkretnego kandydata w II turze. Wiadomo, że władzę Dudzie dała w 2015 migracja zwolenników Kukiza, dziś władzę Trzaskowskiemu miałaby dać migracja Hołowniów. Szymon odrobił lekcje – streściło mu się postulaty Kukiza, Bezpartyjnych Samorządowców, nieskromnie – moją książkę „Trzeci sort”. Doprawiło ekologią i progresywnym katolicyzmem. I można było ruszyć z ruchem „buntu wobec układu” z produktem marketingowym na czele. I najgorsze jest to, że to duża część środowiska, które wtedy poparło Kukiza a dziś Hołownię nawet tego odwrócenia znaków nie zauważyła. Ale przecież Szymon zaśpiewał im taką fajną piosenkę, na którą tak długo czekali.

Tak to już jest – łatwiej dać się oszukać, niż dać się przekonać, że zostało się oszukanym.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim bloguDziennik zarazy

2 thoughts on “1.07. Szymon melduje wykonanie zadania

  1. zbyt jednostronie porównuje Pan ruch za Kukizem i ruch za Hołownią. Kolejności wyborów ( preydenckie potem sejmowe WTEDY i teraz ( najpierw sejmowe pottem preydenckie) jest kluczowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: